Marcin Krężelok: Jak Pana zdaniem należy walczyć z dezinformacją?
Bobby McDonagh: Dezinformacja stanowi ogromne i narastające zagrożenie. Należy z nią walczyć za pomocą konkretnych środków, w tym poprzez zobowiązanie firm prowadzących media społecznościowe do przestrzegania odpowiednich zasad.
Kluczową rolę odgrywa jednak również edukacja na wszystkich poziomach – w domu, szkole i na uczelni. Już od najmłodszych lat należy uczyć dzieci znaczenia słów, odróżniania prawdy od fikcji, oceniania argumentów i wyrażania własnych myśli. Warto także zachęcać je do czytania, w tym literatury pięknej i poezji.
Marcin Krężelok: Jednocześnie coraz większą popularnością cieszą się populistyczne narracje, często oparte na uproszczeniach. Dlaczego tak łatwo trafiają do odbiorców?
Bobby McDonagh: Wszyscy populiści nienawidzą czterech rzeczy: różnorodności, złożoności, kompromisu oraz nieuchronności niedoskonałości. Zazwyczaj przejawiają ksenofobię lub rasizm. Udają, że istnieją proste odpowiedzi. Nie wierzą w kompromis, wmawiając ludziom, że można mieć wszystko. „The Winner Takes It All” to tytuł piosenki zespołu ABBA, a nie strategia negocjacyjna. Zwodzą swoich zwolenników, sugerując, że osiągnięcie doskonałości jest możliwe.
Marcin Krężelok: Często uderzają w Unię Europejską jako taką…
Bobby McDonagh: To nieuniknione, że populiści będą nienawidzić Unii Europejskiej, ponieważ jest ona zbudowana na różnorodności.
Jej fundamentem jest złożoność – kompromis stanowi w niej sposób działania, a jej wspaniałe – choć niedoskonałe – struktury powstały właśnie po to, by zarządzać nieuchronną niedoskonałością świata.
Marcin Krężelok: Jedną z częstych narracji jest postulat opuszczenia Unii Europejskiej. Czy podobne głosy pojawiają się również w Irlandii?
Bobby McDonagh: Owszem, w Irlandii pojawiają się narracje antyunijne, w dużej mierze inspirowane dezinformacją płynącą z zagranicy – od Putina, Trumpa, Farage’a i innych. Odzwierciedlają one populistyczny dyskurs, o którym przed chwilą mówiłem. Niemniej wszystkie sondaże opinii publicznej wskazują, że zdecydowana większość Irlandczyków popiera członkostwo w UE. Dlatego, poza nielicznymi wyjątkami, nastroje antyunijne wyrażają się raczej w krytyce konkretnych polityk Unii niż w kwestionowaniu członkostwa Irlandii.
Marcin Krężelok: W Polsce coraz częściej pojawiają się głosy o polexicie. Podobne postulaty wysuwają politycy w innych krajach Europy. Dlaczego takie narracje trafiają na podatny grunt?
Bobby McDonagh: Odpowiedź na to pytanie jest na tyle złożona, że zasługuje na osobną rozmowę. Krótko mówiąc, tym, co skłania ludzi do chęci opuszczenia UE, jest po prostu głupota. Warto przyjrzeć się przemyśleniom amerykańskiej historyczki Barbary Tuchman zawartym w książce „The March of Folly” („Marsz ku szaleństwu”), poświęconej temu, dlaczego społeczeństwa podejmują niekiedy działania sprzeczne z własnym interesem.
Upadek UE byłby katastrofą dla dobrobytu i bezpieczeństwa Europejczyków oraz dla przetrwania naszych demokracji. Położyłby również kres roli Europy jako światowego punktu odniesienia dla przyzwoitych wartości.
Marcin Krężelok: Wielu eurosceptyków zarzuca Unii Europejskiej nieskuteczność i nadmiar regulacji. Często przeciwstawiają „rozwinięte Chiny” „zacofanej Europie”. Co Pan sądzi o takim porównaniu?
Bobby McDonagh: Krytycy, którzy wychwalają Chiny, wcale nie chcieliby tam mieszkać. Jakość życia w UE – mimo wszystkich jej niedoskonałości – jest znacznie wyższa, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę wolność i demokrację.
Chiny są bardziej „efektywne” właśnie dlatego, że nie są demokracją. W przeciwieństwie do nich UE szanuje mniejszości, mniejsze państwa, wolność sumienia i rządy prawa. Oczywiście Europa powinna dążyć do większej efektywności – co zresztą czyni.
Jeśli jednak ktoś oczekuje efektywności kosztem przyzwoitych wartości, powinien przenieść się do Chin, Rosji czy nawet USA. Tyle że praktycznie nikt z europejskich krytyków nie chce tego zrobić.