Od ataków do „krwawego piątku”
Środa. 7 października, około godziny 11.05, 19-letni Jakub Z. wszedł do Zespołu Szkół Zawodowych nr 4 w Ostrołęce. Do pracowni komputerowej, w której przebywało 11 osób, wrzucił plecak z materiałami wybuchowymi. Potem zaatakował nożem dwóch nauczycieli i pięciu uczniów. Po wyjściu z budynku napadł jeszcze dwóch przechodniów.
Pirotechnicy znaleźli w plecaku ładunek wybuchowy o znacznej sile rażenia, który nie eksplodował. Prokuratura przedstawiła nastolatkowi dziewięć zarzutów, w tym usiłowania zabójstwa wielu osób. Podejrzany przyznał się do zarzucanych mu czynów i złożył wyjaśnienia.
Tego samego dnia policjanci z Sierpca zatrzymali 17-latka, który wcześniej powiedział kolegom, że zrobi coś złego w szkole. Funkcjonariusze znaleźli u niego dwa noże, a w jego telefonie historię wyszukiwania informacji dotyczących przygotowania ataku. Zatrzymanie niedoszłego sprawcy nastąpiło jeszcze przed wydarzeniami w Ostrołęce.
Czwartek. 8 października doszło do kolejnej tragedii. W szkole podstawowej w Leszczydole-Nowinach pod Wyszkowem 15-letni chłopak zaatakował nożem trzy osoby. Zginęła 37-letnia kobieta pracująca w szkole, dwie osoby zostały ranne. Ze względu na wiek sprawcy postępowanie prowadzi sąd rodzinny.
W sieci zaczęły krążyć wiadomości o rzekomo planowanych następnych atakach. Pojawiło się hasło „krwawy piątek” i pogłoski o internetowym challenge’u – wyzwaniu, w którym uczestnicy mieli rywalizować w popełnianiu przestępstw. W Przasnyszu policjanci zatrzymali 17-latka podejrzewanego o przygotowanie nagrania z groźbami wobec szkoły.
W piątek, 9 października Komenda Główna Policji poinformowała, że nie znalazła potwierdzenia istnienia takiego wyzwania.
Dotychczas nic nie wskazuje na to, by pojawienie się takiego wydarzenia rzeczywiście miało miejsce – przekazała KGP.
Skala reakcji była duża
Według danych przedstawionych 12 października przez minister edukacji Barbarę Nowacką w piątek zajęcia odwołano w 59 szkołach. W poniedziałek takich placówek było dziesięć. Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński poinformował, że policjanci patrolują szkoły i ich okolice, a w ciągu ostatnich dni zatrzymano łącznie 135 osób. W działaniach uczestniczyło około 20 tys. funkcjonariuszy. Wzmożone patrole wokół szkół zapowiedziała również słowacka policja, reagując na wcześniejszy śmiertelny atak w Staškovie i wydarzenia w Polsce.
W sobotę 10 października doszło do kolejnego ataku, tym razem w prywatnej szkole policealnej na warszawskiej Pradze. Kobieta zraniła trzy osoby, w tym dwoje 17-latków. Policja ją zatrzymała. Do momentu publikacji tekstu nie potwierdzono związku tego zdarzenia z wcześniejszymi atakami.
Kaczyński o inspiracji ataków, Kosiniak-Kamysz o rosyjskiej dezinformacji
O możliwej rosyjskiej inspiracji ataków mówił już 8 października Jarosław Kaczyński. Po tragedii w Leszczydole-Nowinach prezes PiS napisał na X, że „to ewidentnie nie jest przypadek”.
Pytanie, czy te ataki nie są elementem wojny hybrydowej ze strony Rosji, bo podobne sytuacje miały już miejsce na Litwie, a inspiracja płynęła z Moskwy – stwierdził. Wspomniał też o rosyjskich portalach, które mają namawiać młodych ludzi do przemocy.
Dzień później głos zabrał Władysław Kosiniak-Kamysz. Wicepremier i minister obrony podczas briefingu w Żaganiu mówił o „poważnej akcji dezinformacyjnej”, która miała miejsce poprzedniego wieczoru. Zapowiedział, że służby, w tym SKW, powinny sprawdzić również rosyjski trop.
Widzą zdarzenie o charakterze kryzysowym i natychmiast je wykorzystują – mówił o działaniach Rosjan.
Jarosław Kaczyński podejrzewał więc, że ktoś mógł inspirować napastników. Kosiniak-Kamysz mówił przede wszystkim o podsycaniu paniki po atakach.
Czy ktoś mógł inspirować sprawców?
O ocenę możliwych powiązań zapytaliśmy byłego funkcjonariusza Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Rozmówca zastrzegł anonimowość.
Na podstawie tego, co dotychczas ujawniono, nie ma podstaw, żeby łączyć te ataki z działalnością obcych służb. Sam fakt, że doszło do nich dzień po dniu, o niczym jeszcze nie świadczy. Trzeba ustalić, kiedy sprawcy zaczęli przygotowania, z kim się kontaktowali, co publikowali i jakie treści oglądali w internecie. Dopiero wtedy można szukać ewentualnych powiązań. Na razie byłbym bardzo ostrożny z wyciąganiem wniosków – powiedział.
To są dwie odrębne kwestie. Jedna dotyczy konkretnej informacji o rzekomym wyzwaniu, na istnienie którego Policja nie znalazła dotąd potwierdzenia. Druga to pytanie, czy poszczególni sprawcy mogli być zachęcani do przemocy przez inne osoby. Nie można wykluczyć inspiracji tylko dlatego, że nie potwierdzono zorganizowanego challenge'u. Ale nie można też zakładać, że skoro nie było takiego wyzwania, to za wszystkim stoi jakaś ukryta organizacja.
Policja zetknęła się już z internetowymi społecznościami gloryfikującymi sprawców masowych zabójstw. 24 kwietnia 2026 r. Komenda Główna Policji poinformowała o zatrzymaniu 17-latki podejrzanej o pomocnictwo w przygotowaniu ataku na szkołę w Kanadzie.
Informację o planowanym przestępstwie polscy funkcjonariusze uzyskali dzięki współpracy z FBI. Śledczy ustalili, że uczestnicy internetowej korespondencji mogli być związani z subkulturą pochwalającą masowe ataki, również te dokonywane w szkołach.
Nie wykazano związku tamtej sprawy z październikowymi wydarzeniami na Mazowszu. Potwierdza ona jednak, że internetowe środowiska skupione wokół przemocy są przedmiotem rzeczywistych postępowań policyjnych.
Nastolatek i ten po drugiej stronie ekranu
Dr Piotr Toczyski, psycholog i socjolog związany z Akademią Pedagogiki Specjalnej i Instytutem Psychiatrii i Neurologii, bada między innymi obieg informacji w mediach społecznościowych. Zwraca uwagę na okres dojrzewania, w którym młodzi ludzie szukają nowych grup odniesienia i sprawdzają granice akceptowanych zachowań.
To jest okres kształtowania się tożsamości. Mamy adolescencję, kogoś, kto do niedawna był jeszcze pod kuratelą rodziców, a teraz szuka nowej grupy odniesienia. Te grupy mogą być pozytywne albo negatywne. Czasami prowokacja jest takim ważnym motywem, że ktoś w tym wieku testuje granice. I jeżeli nie ma mądrych mentorów wokół siebie, jeżeli nie ma ludzi, którzy mu postawią mądrze granice, to dochodzi do takich sytuacji, gdzie na przykład zawiązuje znajomość przez internet – wyjaśnia Toczyski.
Znajomość może się rozpocząć od wspólnej gry, zwykłej rozmowy albo komentarza na internetowym forum. Nastolatek nie musi wiedzieć, kto naprawdę znajduje się po drugiej stronie. Zapytaliśmy psychologa, czy można doprowadzić młodego człowieka do niebezpiecznego zachowania bez wydawania mu bezpośrednich poleceń.
Można, bo właśnie o to chodzi, że najciekawszy realizator zadania, to taki, który robi to z własnej woli, na dodatek myśląc, że to jego pomysł. Można w jakiś sposób grać na jego poczuciu wartości, wzmacniać go w momencie, kiedy zrobi coś, co jest moralnie naganne – tłumaczy dr Toczyski.
Ekspert porównuje dawne gry komputerowe, w których kilka osób siedziało obok siebie, z dzisiejszymi społecznościami internetowymi. Wspólna rozgrywka może być początkiem wielomiesięcznej znajomości z człowiekiem, którego tożsamości młody użytkownik nie zna.
To może być dosłownie każdy. Na przykład białoruski chłopak z KGB, niewiele starszy od tego, z którym gra. Ale może to być też ktoś, kto po prostu lubi być prowokatorem – mówi psycholog, opisując hipotetyczne możliwości.
A czy kilka osób mogłoby zostać zainspirowanych niezależnie, bez wiedzy o pozostałych?
Teoretycznie jest to możliwe. W kilku różnych miejscach wrzucamy takie właśnie inspiracje, podajemy do tego jakąś datę i niezależne od siebie elementy składają się w całość. I tej całości nie ogarnia żadna osoba, która w tym bierze udział, poza tym umownym agentem wpływu po drugiej stronie – odpowiada psycholog.
Jak werbuje się wykonawców
Płk rez. Mariusz Kozłowski, były oficer Służby Kontrwywiadu Wojskowego, wskazuje na mechanizm pozyskiwania ludzi przez internetowe komunikatory. Podobne działania polskie służby opisywały już w śledztwach dotyczących rosyjskiej dywersji.
Mówię tutaj o agentach proxy albo tanich agentach, których ja nazywam low-cost agents. W ich przypadku nie trzeba dużego zachodu operacyjnego, wystarcza gratyfikacja finansowa i rozpoznanie środowisk – mówi Mariusz Kozłowski.
Według byłego oficera SKW komunikatory, fora i czaty w grach pozwalają odnajdywać osoby, które ujawniają swoje problemy, poglądy albo fascynację przemocą. Nie oznacza to jednak, że każda taka społeczność jest obserwowana przez obcy wywiad albo że każdy jej uczestnik może zostać sprawcą przestępstwa.
Na grupach dyskusyjnych, na Discordach, Telegramie dzieją się różne rzeczy. I można naprawdę typować tam ludzi. Później werbownicy działający na rzecz obcych służb stopniowo wprowadzają komunikację z wytypowanymi osobami. Zlecają im jakieś proste zadania na przykład zrobienia graffiti czy zdjęcia. I to ewoluuje do postaci, którą widzieliśmy już w Polsce, kiedy udokumentowana komunikacja pomiędzy zlecającym a wykonawcą, zmierzała do aktu sabotażu, na przykład podpalenia – wyjaśnia.
14 lipca 2026 r. ABW poinformowała o skierowaniu do sądu aktu oskarżenia przeciwko 18-letniemu Illii K., obywatelowi Ukrainy. Według śledczych miał on wykonywać zadania dywersyjne na zlecenie rosyjskich służb, między innymi bezcześcić miejsca pamięci, aby wywoływać konflikty między Polakami i Ukraińcami. W komunikacie agencja opisała także rekrutowanie wykonawców przez internet i przekazywanie im wynagrodzenia w kryptowalutach. To konkretna sprawa karna, nie tylko analiza metod działania wywiadu. Nie dotyczy jednak przemocy w szkołach.
Kozłowski uważa, że zewnętrzna inspiracja październikowych wydarzeń powinna być rozważana jako hipoteza operacyjna. Nie oznacza to – podkreśla – że można już wskazać sprawców takiej operacji.
KGB też wywoływało panikę
W latach 80. KGB prowadziło operację DENVER, znaną również jako INFEKTION. Sowieci rozpowszechniali historię, według której wirus HIV miał powstać w amerykańskim laboratorium wojskowym. Jednym z pierwszych miejsc, gdzie pojawiła się ta wersja, był indyjski dziennik „The Patriot”. Później podchwyciły ją kolejne gazety. W kampanii uczestniczyła także wschodnioniemiecka Stasi.
KGB sięgało również po fałszywe dokumenty. Przed igrzyskami olimpijskimi w Los Angeles w 1984 r. do sportowców z Afryki i Azji trafiały rasistowskie listy, rzekomo napisane przez Ku Klux Klan. Miały przekonać adresatów, że w Stanach Zjednoczonych grozi im niebezpieczeństwo. Amerykański wywiad opisał później tę operację w odtajnionych dokumentach.
Podobną metodę, już w znacznie nowszej odsłonie, opisano w Polsce podczas pandemii.
W Ukrainie wybuchły pożary. Ktoś wykorzystał informacje o nich do rozpowszechniania ostrzeżeń o rzekomym skażeniu, które miało dotrzeć także do Polski. Rządowe służby wskazały tę sprawę jako przykład dezinformacji.
Groźby wobec szkół w Berlinie
16 listopada 2025 r. na rosyjskojęzycznym kanale Telegramu pojawiły się groźby ataków na berlińskie szkoły. Na liście było ponad 20 placówek. Rodzice zaczęli dzwonić na policję. Do następnego dnia funkcjonariusze odebrali ponad 900 telefonów. 17 listopada policjanci pojawili się w okolicach 34 szkół. Nie znaleźli jednak informacji potwierdzających przygotowania do zamachów. Berlińska policja uznała groźby za celowo rozpowszechnianą fałszywą informację.
Sprawą zajęli się dziennikarze CORRECTIV. Poszukali podobnych przypadków oraz rozsyłanych wiadomości i znaleźli je w Rosji, Ukrainie, Białorusi, Kazachstanie oraz Azerbejdżanie. W niektórych powtarzały się fragmenty tekstów i fotografie broni. Zmieniano przede wszystkim nazwy szkół.
Kto przygotował wiadomości? Tego nie ustalono. Sam rosyjskojęzyczny wpis nie wystarczył do wskazania rosyjskich służb.
Berlin miał jednak konkretny problem. Do szkół trzeba było skierować policjantów, rodzice bali się o dzieci, a wszystko zaczęło się od wiadomości w Telegramie. Żaden zamach nie nastąpił.
To pokazuje, że nie zawsze musi dojść do ataku. Wystarczy, że wywoła się panikę.
Płk. rez. Mariusz Kozłowski zwraca uwagę na jeszcze jeden scenariusz. Rosyjskie służby mogą wykorzystać wydarzenia w polskich szkołach, nawet jeśli nie miały nic wspólnego z samymi napastnikami.
Wykorzystanie dokonanych zdarzeń jest bardziej użyteczne dla propagandy. Bezpośrednie inspirowanie do popełnienia przestępstwa niesie ryzyko wykrycia. Dlatego lepiej wykorzystać do propagandy ten „krwawy piątek” i puścić to w świat – ocenia były oficer SKW.
Jak tłumaczy, rzeczywisty kryzys może stać się pretekstem do dalszego rozpowszechniania alarmujących wiadomości. Nie trzeba organizować przestępstwa, żeby wykorzystać jego skutki.
Nawet jeśli nie było żadnego proxy, żadnych active measures, nawet jeśli na forach nikt nie obserwował, nie typował potencjalnych sprawców, to obce służby mają gotowca do rozegrania swoich interesów w świecie albo w części świata – mówi Kozłowski.
12 października wicepremier, minister cyfryzacji, pełnomocnik rządu ds. Cyberbezpieczeństwa Krzysztof Gawkowski poinformował o rosyjskich botach wykorzystujących wydarzenia w polskich szkołach do szerzenia dezinformacji. To wypowiedź przedstawiciela rządu dotycząca obcej aktywności informacyjnej w polskiej infosferze, a nie analiza pokazująca skalę tych działań ani dowodów na rosyjski udział w przygotowaniu samych ataków.
Gdzie kończą się dowody?
Zapytaliśmy płk. rez. Mariusza Kozłowskiego, co kontrwywiad musiałby znaleźć, aby poważnie rozważać udział obcych służb w atakach nożowników.
Trzeba byłoby ustalić, czy konta internetowe działały w sposób skoordynowany. Kto z kim się kontaktował, kiedy prowadzono rozmowy i czego dotyczyły. Szczególnie ważna byłaby korespondencja sprzed ataków. Dopiero zestawienie tych informacji pozwoliłoby szukać powiązań między sprawcami a osobami, które mogły ich inspirować. To bardzo trudna praca, wymagająca dużego doświadczenia kontrwywiadowczego – mówi płk rez. Kozłowski.
Do chwili powstania tego artykułu takich dowodów publicznie nie przedstawiono. Nie wiadomo, czy sprawcy ataków w Ostrołęce i Leszczydole mieli wspólne źródło inspiracji ani kto pierwszy zaczął rozpowszechniać pogłoski o „krwawym piątku”.
Brak tych śladów powoduje, że wchodzimy w sferę spekulacji – podsumowuje płk. Kozłowski.
Śledczy mają więc do sprawdzenia nie tylko to, co nastolatkowie robili przed atakami, ale także kto i kiedy zaczął rozpowszechniać groźby kolejnych napaści. Rosyjski trop pozostaje jedną z hipotez. Na razie więcej wiadomo o metodach, którymi obce służby potrafią wywoływać strach, niż o tym, kto rzeczywiście stał za internetową paniką wokół „krwawego piątku”.
Dr Piotr Toczyski, psycholog i socjolog (APS, IPiN), bada obieg informacji o zdrowiu psychicznym w mediach społecznościowych i warunkach ekonomii uwagi; prowadzi monitoring mediów w zakresie profilaktyki samobójstw. Członek Zespołu Pedagogiki Medialnej przy KNP PAN i sieci Team Europe Direct KE.
Płk rez. Mariusz Kozłowski, były oficer Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW), pracował operacyjnie na kierunku wschodnim, uczestniczył w działaniach przeciwko obcym służbom specjalnym. Pełnił funkcję szefa Zespołu Doradców Szefa SKW. Zajmuje się tematyką kontrwywiadu, rosyjskich operacji wywiadowczych i bezpieczeństwa państwa.