O tym, że nad Polskę mógł wlecieć dron, dowiedzieliśmy się najpierw z relacji mieszkańców województwa lubelskiego oraz z nagrań z przydomowego monitoringu. Kamery rejestrujące otoczenie domów nie uchwyciły drona, a jedynie narastający i słabnący odgłos silnika, który autorzy filmów skojarzyli z dźwiękiem rosyjskich dronów uderzeniowych.
„1:24 w nocy, okolice Włodawy, nagranie z monitoringu. Słychać wyraźnie dźwięk shaheda/gerania” – opisywał swoje nagranie użytkownik konta Jasza Mazur, przedstawiający się jako Marek. Twierdził, że film pochodzi z Okuninki. To wieś położona ok. 7 km w linii prostej od miejsca, w którym zbiegają się granice Polski z Białorusią i Ukrainą.
O godz. 1:32 podobny dźwięk miał być słyszany w miejscowości Urszulin, czyli ok. 25 km dalej w głąb kraju, w kierunku Lublina. Tak przynajmniej twierdził autor innego nagrania z kamery. Na następnych, z godz. 1:48–1:50, słychać zbliżony odgłos już z Lublina, jak twierdzili ich autorzy. Jeden z nich, Adrian Łaszcz, kieruje telefon w stronę uchylonego okna. „O kur…” – rzuca. „Brzmi jak shahed” – ocenił, twierdząc, że zarejestrował film o godz. 1:50 w Lublinie, a więc ok. 72 km od Okuninki i ok. 79 km od granicy z Białorusią.
Nie jesteśmy w stanie zweryfikować, czy lokalizacje podawane przez autorów nagrań są prawdziwe. Nie wiemy też, czy na nagraniach z Okuninki i Lublina słychać ten sam obiekt ani co było źródłem zarejestrowanych dźwięków. Charakteru ani pochodzenia potencjalnego obiektu nie ustaliło dotąd Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DO RSZ), które weryfikowało podejrzenie naruszenia przestrzeni powietrznej.
Dźwięk z nagrań przypomina dostępne w serwisie YouTube materiały o rosyjskich dronach uderzeniowych. Z takimi właśnie filmami skojarzyli go również mieszkańcy Lublina, w tym dziennikarz serwisu Spider's Web Paweł Grabowski, który relacjonował wydarzenia tamtej nocy. „Po raz pierwszy w życiu usłyszałem coś, co brzmiało jak rosyjski dron bojowy” – opisywał. „Powiem wam, że po raz pierwszy poczułem atmosferę zagrożenia” – dodał, zauważając, że tym razem nie dostał jednak alertu RCB.
Dlaczego nie było alertów
We wrześniu i październiku mieszkańcy przygranicznych województw – lubelskiego i podkarpackiego – wielokrotnie otrzymywali alerty RCB, co miało związek z regularnymi rosyjskimi atakami na zachodzie Ukrainy, w tym przy granicy z Polską. Polska reagowała poderwaniem myśliwców, ewakuacją przejść granicznych i uruchamianiem syren w przygranicznych regionach. Tym razem podobnej reakcji nie było.
„Wyją tymi syrenami non stop, wysyłają milion alertów RCB, a jak coś rzeczywiście wlatuje i coś się dzieje, to cisza…” – komentował w serwisie X Kamil.
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa w przekazanej nam informacji potwierdziło, że tej nocy alertu nie było. Najbliższy czasowo alert dla mieszkańców województwa lubelskiego rozesłano nad ranem – o godz. 6:31 – i dotyczył rosyjskiego ataku na terytorium Ukrainy.
Pytane o powody braku nocnego alertu RCB wyjaśnia, że ostrzeżenie o zagrożeniu z powietrza jest uruchamiane na wniosek Centrum Operacji Powietrznych, które monitoruje i ocenia sytuację w przestrzeni powietrznej. Samo RCB nie dokonuje zaś oceny charakteru obiektów powietrznych ani poziomu związanego z nimi zagrożenia.
„W odniesieniu do opisywanego przez mieszkańców zdarzenia z godzin 1–2 w nocy Centrum Operacji Powietrznych nie przekazało do RCB wniosku o uruchomienie Alertu RCB. W związku z tym RCB nie uruchamiało w tym czasie odrębnego komunikatu dotyczącego tego zdarzenia” – dodało.
Wojsko: analizujemy różne scenariusze
O przelot obiektu zapytaliśmy więc MON i DO RSZ, które zajmuje się ochroną i monitorowaniem polskiej przestrzeni powietrznej i któremu podlega Centrum Operacji Powietrznych. Dowództwo pytaliśmy także, czy obiekt w ogóle wykryto oraz czy działały wtedy systemy radarowe baterii Patriot w rejonie lotniska Lublin-Świdnik. Internauci pytają o to MON, bo o rozmieszczeniu tej baterii na początku października poinformował szef resortu Władysław Kosiniak-Kamysz. – Wszystko po to, aby chronić Lubelszczyznę – mówił.
„Nadal trwa szczegółowa analiza okoliczności wydarzeń odnotowanych tej nocy w rejonie północno-wschodniej i wschodniej Polski” – odpowiedział ppłk Jacek Goryszewski, rzecznik prasowy DO RSZ. Dodał, że obie strony konfliktu rosyjsko-ukraińskiego prowadziły wtedy bardzo intensywne działania, a analiza obejmuje różne możliwe hipotezy. Raport z analizy ma zostać przedstawiony szefowi MON.
DO RSZ nie potwierdza naruszenia
Część informacji na temat incydentu na Lubelszczyźnie można jednak uzyskać z komunikatów DO RSZ. I tak w komunikacie wydanym przed godz. 6 rano w niedzielę 18 października Dowództwo poinformowało o „podejrzeniu naruszenia przestrzeni powietrznej RP przez niezidentyfikowany obiekt”.
W kolejnych dniach żołnierze WOT, z pomocą policji, Żandarmerii Wojskowej i wojskowego śmigłowca, prowadzili poszukiwania w rejonie Zalewu Zemborzyckiego na południu Lublina. Według „Kuriera Lubelskiego” policja dostała zgłoszenia od mieszkańców, którzy słyszeli odgłos obiektu lecącego w tym rejonie. Poszukiwania objęły również inne miejscowości na południe od Lublina. Dotąd nie odnaleziono poszukiwanego obiektu.
Z komunikatu DO RSZ wynikało poza tym, że wojsko zarejestrowało sygnał radiolokacyjny. Nie ustaliło jednak, czy odpowiadał on rzeczywistemu obiektowi ani jaki mógł być jego charakter. Analizowane scenariusze dotyczyły „zjawisk albo anomalii meteorologicznych, działań o charakterze przemytniczym lub prowokacyjnym”. „Żaden z tych wariantów nie został dotychczas potwierdzony” – podało później DO RSZ.
Podsumowując: wojsko zarejestrowało sygnał radiolokacyjny i otrzymało zgłoszenia mieszkańców, ale nie potwierdziło dotąd naruszenia przestrzeni powietrznej. Ostrzegło też przed powielaniem twierdzeń na temat tego zdarzenia, bo nie można wykluczyć, że część treści stanowi próbę manipulacji lub celowej dezinformacji „ukierunkowanych na wywoływanie niepokoju społecznego”.
Jak to było z ukraińskim dronem na Litwie
– Polska nie zezwala na prowadzenie operacji na swoim terytorium czy nad nim bez wyraźnej zgody i to się nie zmieni niezależnie od tego, kto te operacje miałby przeprowadzać – powiedział we wtorek premier Donald Tusk o drugim z incydentów.
Dotyczył on drona, który nad ranem 18 października spadł na Litwie. Władze Ukrainy przyznały, że to był ich dron, a władze Litwy podały, że przyleciał z Polski. - Na pewno wyjaśnimy cały ten incydent z dronem, który eksplodował blisko granicy litewsko-łotewskiej i leciał według wszystkich danych od strony polskiej - mówił Tusk. I dodał, że Polska domaga się od Ukrainy informacji na temat tego, co się stało.
Według strony litewskiej tamtejsze radary wykryły drona o godz. 5:47 lokalnego czasu (o godz. 4:47 w Polsce), gdy był jeszcze nad terytorium Polski, 30–40 km od granicy z Litwą. 15 minut później miał przekroczyć granicę. Ostatecznie eksplodował we wsi Juodžionys. Odłamki uszkodziły jadący samochód, ale nikt nie został ranny.
Minister obrony Litwy Robertas Kaunas poinformował, że wedle wstępnych ustaleń był to ukraiński dron FP-1, który prawdopodobnie uczestniczył w ataku na cele w Petersburgu i mógł zboczyć z kursu wskutek działania rosyjskich systemów walki elektronicznej i wlecieć na Litwę. Tej nocy Ukraina zaatakowała cele w Petersburgu i okolicach, m.in. terminal naftowy.
Polskie MON początkowo nie potwierdziło informacji o przelocie drona z Polski na Litwę. „Na kierunku litewskim brak jest potwierdzenia przez nasze systemy radarowe przekroczenia granicy z Polski na Litwę” – przekazał rzecznik resortu Janusz Sejmej. – Nie ma wątpliwości, że wleciał do kraju przez strefę Schengen, z Polski – oświadczył premier Litwy Mindaugas Sinkevičius. Ostatecznie szef polskiego MON polecił przeanalizowanie danych radarowych.
Według Giedriusa Premeneckasa, szefa Sztabu Obrony Litewskich Sił Zbrojnych, polscy żołnierze nie zaobserwowali drona na swoich radarach. Choć polski premier przyznał, że według dostępnych danych maszyna leciała od strony Polski, nadal nie wyjaśniono rozbieżności między informacjami strony litewskiej a wcześniejszym stanowiskiem polskiego MON. Nie mamy też informacji o tym, jak długo dron przebywał w polskiej przestrzeni, jaką trasę pokonał i w którym miejscu wleciał nad Polskę.
Incydent na Litwie a teoria o ukraińskich dronach
„To my mieliśmy rację!” – tak na sprawę tego drona zareagował Piotr Panasiuk z Polskiego Ruchu Antywojennego, który w mediach społecznościowych regularnie udostępnia treści zbieżne z propagandą i narracją Kremla.
Jedna z nich dotyczyła wykorzystywania polskiej przestrzeni powietrznej przez Ukraińców, co miałoby grozić wciągnięciem Polski do wojny. W marcu takie twierdzenia dementował gen. broni Maciej Klisz, ówczesny Dowódca Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych. „Tezy o rzekomym udostępnieniu polskiej przestrzeni powietrznej do działań ofensywnych przeciwko FR są całkowicie fałszywe” – napisał.
Od niedzieli w mediach społecznościowych pojawiają się sugestie, że polskie władze miały po cichu wydać zgodę na takie przeloty. Udostępniane są mapy pokazujące rzekomą trasę ukraińskiego drona. Wynika z nich np., że miał wlecieć na teren Polski w woj. lubelskim na wysokości Zamościa, a z innej - lecieć pograniczem polsko-białoruskim, by wlecieć nad Polskę w woj. podlaskim.
Żadna z przedstawianych w mediach społecznościowych tras nie została potwierdzona, a sugestiom o zgodzie polskich władz przeczy wtorkowa deklaracja premiera Tuska.
Analityk wojskowy Jarosław Wolski ocenił, że był to pierwszy „zarejestrowany/upubliczniony” przelot ukraińskiego drona w polskiej przestrzeni powietrznej. „Nie było do tej pory takich prób ani takiej sytuacji. To jest pierwszy raz od początku tej wojny” - napisał na X.
Również emerytowany pilot wojskowy i publicysta Michał Fiszer uważa, że ukraiński dron po raz pierwszy przeleciał przez polską przestrzeń powietrzną. Co więcej, jego zdaniem mogła to być maszyna słyszana w rejonie Włodawy. „Czy obiekt, który był słyszany w rejonie Lublina, to był ten sam, tego do końca nie wiadomo” – dodał. Ale są to tylko hipotezy.
Zapytaliśmy DO RSZ, czy mógł to być ten sam obiekt, którego odgłosy słyszano nad Lubelszczyzną. Uzyskaliśmy jedynie odpowiedź o trwającej analizie okoliczności wydarzeń odnotowanych na wschodzie i północnym wschodzie kraju.
„W ramach prowadzonych czynności wyjaśniających analizowane są dostępne dane radiolokacyjne, informacje pochodzące od właściwych służb oraz zgłoszenia mieszkańców. W celu pogłębienia analizy i wyjaśnienia wszystkich okoliczności występujemy również o dodatkowe informacje do strony ukraińskiej. Działania prowadzone są także we współpracy ze stroną litewską” – dodał rzecznik DO RSZ.