Niedawno napisaliśmy o tym, że Instytut Studiów nad Wojną (ISW) uważa, iż części podpaleń, aktów sabotażu, operacji z użyciem dronów i innych fizycznych działań w Europie nie powinno się już traktować jako osobne zdarzenia.
Wcześniej opisaliśmy dwie analizy amerykańskiego ośrodka ISW, który określa je jako „skoordynowane kampanie kinetyczne”. O tę ocenę zapytaliśmy ppłk. rez. Macieja Korowaja, eksperta specjalizującego się w zagadnieniach bezpieczeństwa oraz taktyce, operacji i strategii, ze szczególnym uwzględnieniem Białorusi, Rosji, Ukrainy.
Marcin Tyc: ABW opisuje przypadki, w których bezpośredni wykonawca podpalenia czy sabotażu nie ma formalnego związku z Rosją, a zleceniodawcy pozostają w tle. Czy zdalny werbunek ludzi na miejscu stał się ważnym sposobem działania rosyjskich służb?
Maciej Korowaj: Zacząłbym od rozróżnienia między osobą, która fizycznie wykonuje zadanie, a tym, kto je zleca, finansuje i wykorzystuje jego skutki. Komunikat Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego dobrze pokazuje tę różnicę. Według ustaleń Agencji podpaleń składów materiałów budowlanych w Warszawie i Radomiu dokonał obywatel Kolumbii, natomiast działania miała mu zlecać, nadzorować i finansować osoba powiązana z rosyjskimi służbami. ABW opisuje również werbunek przez komunikatory, płatne rozpoznanie celów oraz dokumentowanie podpaleń, którego efekty wykorzystywano później w przekazie propagandowym.
Uważam, że zdalne pozyskiwanie miejscowych lub przebywających w danym kraju wykonawców jest dziś ważnym sposobem prowadzenia takich operacji. Nie twierdziłbym jednak, że każda sprawa ma identyczną strukturę.
M.T.: Jak to rozmumieć?
M.K.: Dla rosyjskich służb korzyść jest wieloraka: ograniczają ekspozycję własnego personelu, mogą szybko dobierać ludzi do zadania i utrudniają przejście od zatrzymanego sprawcy do rzeczywistego zleceniodawcy. Niski koszt pojedynczej próby pozwala też powtarzać działania, nawet gdy część z nich zostanie udaremniona.
Nie oznacza to jednak, że rosyjscy zleceniodawcy pozostają niewykryci. W sprawie opisanej przez ABW współpraca śledcza Polski, Czech, Litwy i Rumunii pozwoliła połączyć zdarzenia, ustalić wspólny sposób działania i wytypować koordynatorów.
M.T.: Niemcy przypisały Rosji próbę ataku na lotnisku Lipsk/Halle, ale nadal mówią o „ataku hybrydowym”. Czy przy podpaleniach, materiałach wybuchowych i fizycznym niszczeniu infrastruktury to określenie nadal jest adekwatne?
M.K.: Określenie „hybrydowy” zachowuje sens, jeżeli opisuje połączenie przemocy fizycznej z działaniem ukrytym, dezinformacją i możliwością zaprzeczania odpowiedzialności. Staje się natomiast mylące, gdy zastępuje precyzyjny opis czynu.
Podpalenie jest podpaleniem, próba użycia materiału wybuchowego jest próbą ataku, a sabotaż infrastruktury jest sabotażem, niezależnie od tego, czy wykonawca nosi mundur.
Rząd Niemiec publicznie przypisał Rosji próbę ataku na lotnisku Lipsk/Halle i nadal nazywał ją atakiem hybrydowym; zaznaczył przy tym, że polityczna atrybucja opiera się na ustaleniach policyjnych i wywiadowczych, których szczegółów nie ujawnił ze względu na trwające postępowanie. Moim zdaniem należy więc nazywać wprost fizyczny charakter działania, a słowo „hybrydowy” pozostawić do opisu sposobu jego przygotowania i osłony.
M.T.: Instytut Studiów nad Wojną pisze o „skoordynowanych kampaniach kinetycznych” Rosji przeciw państwom NATO. Czy mamy wystarczające podstawy, żeby podpalenia, sabotaż, drony i podobne operacje traktować jako elementy większej zaplanowanej całości?
M.K.: Zasadniczo podzielam kierunek oceny Instytutu Studiów nad Wojną, ale nadałbym jej wyraźną granicę dowodową.
ISW opisuje kilka wzajemnie wspierających się kampanii kinetycznych i informacyjnych, których celami są ograniczenie europejskiej pomocy Ukrainie oraz osłabienie zdolności NATO do wspólnego działania. To jest przekonująca rama strategiczna, nie dowód, że każde podpalenie, pojawienie się drona i awaria infrastruktury w Europie zostały zaplanowane przez ten sam sztab.
W swoich analizach określam szerszy mechanizm jako operację kaskadową: różne formy nacisku mogą wzajemnie wzmacniać swój skutek i skracać państwom czas na rozpoznanie sytuacji oraz podjęcie decyzji. Jest to model analityczny, który trzeba sprawdzać na konkretnych zdarzeniach, a nie nazwa ujawnionego rosyjskiego planu.
M.T.: Po czym można rozpoznać, że zdarzenia w różnych państwach są częścią szerzej zaplanowanej operacji? Gdzie kończy się uzasadnione łączenie faktów, a zaczyna zbyt daleko idąca interpretacja?
M.K.: Sprawy należy łączyć przede wszystkim przez ślady, a nie przez samo podobieństwo obrazów z miejsca zdarzenia.
Znaczenie mają wspólni zleceniodawcy i pośrednicy, przepływy pieniędzy, kanały łączności, zbieżne instrukcje, rozpoznanie tych samych kategorii celów oraz wyniki współpracy między służbami różnych państw.
W przypadku opisanym przez ABW mówimy już o ustaleniach wspólnego zespołu śledczego dotyczących zdarzeń w kilku krajach i wspólnych koordynatorów. Natomiast podobny cel lub zbieżność w czasie są przesłanką do sprawdzenia związku, nie jego potwierdzeniem.
Nie przypisywałbym Rosji każdego pożaru w zakładzie zbrojeniowym tylko dlatego, że taki zakład dostarcza sprzęt Ukrainie. Trzeba również odróżniać udaremnioną próbę, dokonany atak, oficjalną atrybucję państwa i hipotezę analityczną.
M.T.: Jeśli potraktujemy te działania jako jeden plan, co Rosja chce nimi osiągnąć w Europie?
MK.: Cel tych działań widzę na dwóch poziomach. Bezpośrednio mogą zakłócać produkcję, transport i dostawy dla Ukrainy, a także wymuszać dodatkowe koszty ochrony infrastruktury. Pośrednio służą sprawdzeniu, jak szybko państwa wykrywają zagrożenie, ustalają odpowiedzialność i uzgadniają reakcję.
Nawet operacja, która nie doprowadzi do zniszczenia celu, może wywołać alarm, przerwać pracę obiektu i uruchomić spór polityczny. W dłuższej perspektywie Rosja chce podnosić koszt wspierania Ukrainy i osłabiać przekonanie, że państwa NATO potrafią odpowiadać wspólnie.
Taka ocena jest zbieżna z rozpoznaniem celów rosyjskich kampanii przedstawionym przez ISW, ale nie oznacza, że pełnoskalowa wojna Rosji z NATO jest nieuchronna. Sam ISW tego nie twierdzi.
Maciej Korowaj, podpułkownik rezerwy, absolwent Wyższej Szkoły Oficerskiej im. Stefana Czarneckiego w Poznaniu (specjalność Dowodzenie Pododdziałami Czołgów), Uniwersytetu Adama Mickiewicza, Akademii Obrony Narodowej oraz Uniwersytetu Warszawskiego. Zawodową służbę wojskową pełnił między innymi w jednostkach 1. Dywizji Zmechanizowanej, 11. Dywizji Kawalerii Pancernej oraz Służby Wywiadu Wojskowego Ministerstwa Obrony Narodowej. Analityk specjalizujący w zagadnieniach bezpieczeństwa oraz taktyce, operacji i strategii, ze szczególnym uwzględnieniem Białorusi, Rosji, Ukrainy.