Norwegowie stawiają na zaufanie w walce z dezinformacją. Czy Polska może pójść tą drogą?

Zamiast reagować na każdą fałszywą informację, Norwegia chce budować społeczną odporność na manipulację. Kluczowe mają być edukacja, silne lokalne społeczności i zaufanie do instytucji. O tym, jak działa norweskie podejście i czego Polska może się z niego nauczyć, rozmawiamy z Astrid Arnslett z Centrum Międzynarodowych Badań Klimatu CICERO w Oslo.

Norwegowie stawiają na zaufanie w walce z dezinformacją. Czy Polska może pójść tą drogą?
fot. MKiŚ, Getty Images, Unsplash, Sprawdzam To

Norwegia nie ogranicza przeciwdziałania dezinformacji do prostowania fałszywych informacji. Jak wskazuje Astrid Arnslett, starsza doradczyni ds. komunikacji w CICERO, samo „gonienie za dezinformacją” może przynosić efekty odwrotne do zamierzonych. Jej zdaniem równie ważne jest budowanie zaufania i prowadzenie rzetelnej komunikacji.

– Trzeba być szczerym i trzeba przedstawiać inne narracje oraz inne historie – mówi w rozmowie ze SprawdzamTo.pl.

To podejście znajduje odzwierciedlenie w norweskiej strategii wzmacniania odporności na dezinformację. Władze kraju podkreślają, że walka z manipulacją informacyjną wymaga współpracy państwa, mediów, organizacji społecznych i lokalnych wspólnot.

Norwegia stawia na odporność

W trakcie kampanii wyborczej przed wyborami parlamentarnymi w 2025 roku władze Norwegii wprost wskazały na zagraniczne próby wywierania wpływu na wyborców – zwłaszcza ze strony Rosji.

Rząd norweski przygotował oficjalną strategię wzmacniania odporności na dezinformację na lata 2025–2030.

„W połączeniu, sytuacja bezpieczeństwa, wykorzystywanie dezinformacji przez państwa autorytarne, postęp technologiczny i zmieniające się nawyki medialne wśród ludności, radykalnie zmieniły krajobraz wyzwań. Norweska Komisja ds. Całkowitej Gotowości stwierdziła, że ​​ta sytuacja wymaga od Norwegii przygotowania się na długoterminową sytuację rosnącego narażenia na próby wywierania wpływu i rozprzestrzenianie dezinformacji. Powaga sytuacji sprawia, że ​​konieczne jest wzmocnienie odporności Norwegii, także w sektorze cywilnym. Chociaż dezinformacja i inne formy wpływu stanowią wyzwanie społeczne […]. Rozwiązanie tego problemu wymaga skoordynowanych wysiłków i współpracy między społeczeństwem, sektorem biznesu, trzecim sektorem, władzami lokalnymi i powiatowymi oraz organami rządowymi” – czytamy w dokumencie. 

Cztery etapy działania

Norweska strategia opisuje cztery etapy działania: zapobieganie, identyfikację, zarządzanie i ocenę.

Za szczególnie ważne uznano zapobieganie, czyli budowanie odporności społecznej, zanim fałszywe informacje zdążą wyrządzić szkody. Ma temu służyć m.in. edukacja medialna, wspieranie pluralistycznych mediów i rozwijanie umiejętności krytycznej oceny informacji.

Drugi etap to identyfikacja. Chodzi o rozpoznawanie prób manipulacji oraz ustalanie, czy określone działania są elementem celowej operacji wpływu. Jak zauważają autorzy strategii, nie zawsze jest to łatwe, ponieważ osoby rozpowszechniające dezinformację mogą ukrywać swoje intencje.

Trzeci etap, zarządzanie, obejmuje ograniczanie szkodliwych skutków dezinformacji. Może polegać na ostrzeganiu opinii publicznej przed operacjami wpływu, rozpowszechnianiu sprawdzonych informacji, a w uzasadnionych przypadkach również na ujawnianiu podmiotów odpowiedzialnych za manipulację.

Ostatni etap to ocena skuteczności działań i wyciąganie wniosków na przyszłość.

Norweski rząd wskazuje ponadto pięć obszarów, które wymagają szczególnego wzmocnienia:

  • edukację medialną i krytyczne myślenie;
  • nadzór nad mediami społecznościowymi i platformami internetowymi;
  • tradycyjne redakcje i ich zdolność do realizowania misji społecznej;
  • badania nad mechanizmami i skutkami dezinformacji;
  • współpracę między instytucjami publicznymi, biznesem i organizacjami społecznymi.

W strategii zwrócono również uwagę na ryzyko związane z nadmierną ingerencją państwa w debatę publiczną.

„Nieproporcjonalne środki przeciwdziałania dezinformacji lub innym zagrożeniom informacyjnym mogłyby nieumyślnie ograniczyć wolność wypowiedzi, podważając tym samym wartości, które chronimy” – ostrzegają autorzy dokumentu.

Dlatego podejmowane działania powinny uwzględniać zarówno potrzebę ochrony społeczeństwa przed manipulacją, jak i prawo do swobodnego wyrażania opinii.

Zaufanie zaczyna się lokalnie

Zdaniem Astrid Arnslett skuteczne przeciwdziałanie dezinformacji wymaga czegoś więcej niż państwowych strategii. Istotną rolę odgrywają lokalne społeczności i relacje między ludźmi.

– To się zaczyna od skupienia się na sprawach lokalnych. Kształtujemy to, co nazywa się „wielką polityką” przez pracę od podstaw – w naszych lokalnych społecznościach. Im lepiej potrafimy tworzyć narracje na poziomie lokalnym, tym łatwiej jest przeciwdziałać dezinformacji – wskazuje.

W tym podejściu ważne jest nie tylko przekazywanie prawdziwych informacji, ale również budowanie wiarygodności osób i instytucji, które je przekazują.

To właśnie zaufanie może decydować o tym, czy odbiorcy potraktują komunikat jako rzetelną informację, czy jako kolejną próbę narzucenia im określonego stanowiska.

Norwegia w Polsce?

Czy norweski model mógłby przyjąć się w Polsce? Tym, co nas z pewnością odróżnia od Norwegów jest poziom zaufania. 

Dane te pokazują, że Polska i Norwegia zaczynają z różnych poziomów zaufania społecznego. Nie przesądzają jednak, czy norweskie rozwiązania mogą zostać przeniesione na polski grunt.

Polska i Norwegia chcą współpracować

W październiku Polska i Norwegia zainicjowały współpracę dotyczącą przeciwdziałania dezinformacji klimatycznej. Jedną z instytucji zaangażowanych w te działania jest norweskie Centrum Międzynarodowych Badań Klimatu CICERO.

Więcej na ten temat pisaliśmy w artykule: „Polska i Norwegia razem w walce z dezinformacją klimatyczną”.

Pytana o to, jak CICERO może pomóc Polsce w przeciwdziałaniu dezinformacji, Arnslett zaznacza, że nie chodzi o jednostronną pomoc.

– Nie nazwałabym tego pomocą, lecz współpracą – podkreśla.

– Między Polską i Norwegią jest wiele podobieństw. Wydaje mi się, że w rzeczywistości borykamy się z podobnymi problemami, z których wspólnie możemy wyciągać wnioski. Tutaj tkwi całe piękno tej współpracy. Chodzi o budowanie odpornej na dezinformację sieci. Swoją drogą w niektórych dziedzinach i tak od początku jesteście od nas lepsi – powiedziała nasza rozmówczyni.

Ekspertka podkreśla również, że przeciwdziałanie dezinformacji nie powinno oznaczać piętnowania osób, które mają odmienne poglądy lub nieświadomie powielają nieprawdziwe informacje.

– Wiemy przecież, że istnieją siły, które naprawdę próbują manipulować i wprowadzać dezinformację do społeczeństwa, ale nie możemy ryzykować, że obwinimy ludzi za rozpowszechnianie dezinformacji, skoro myśleli, że po prostu znaleźli nowy argument w debacie. A sprzeciw wobec polityki…cóż, to rzecz normalna w demokracji, lecz właśnie w momencie, gdy zaczyna się faktycznie wykorzystywać fałszywe informacje – właśnie wtedy przechodzi to w dezinformację – podkreśliła.

Jej zdaniem kluczowe jest odróżnianie świadomej manipulacji od błędu oraz fałszywych twierdzeń od opinii.

– Mam kolegę, który mówi: „Możesz mieć własne zdanie, ale nie możesz mieć własnych faktów”. Myślę, że naprawdę warto o tym pamiętać, żebyśmy nie obwiniali ludzi za to, że wprowadzają dezinformację, kiedy wydawało im się, że po prostu usłyszeli jakąś historię – skonkludowała.

Nasi autorzy