Od 170 do 7500 dolarów. Tyle kosztuje droga do Europy

Przemytnicy zarobili na morskich szlakach do Europy blisko pół miliarda dolarów – wynika z najnowszego raportu ONZ. Co wiadomo o migrantach, którzy chcą się dostać na nasz kontynent?

Od 170 do 7500 dolarów. Tyle kosztuje droga do Europy
Uratowane dziecko na pokładzie statku ratowniczego Aita Mari (fot. Ximena Borrazas/SOPA Images/LightRocket via Getty Images)

Remon urodził się w Egipcie, kraju, który po egipskiej rewolucji (2010-2012) znalazł się w głębokim kryzysie gospodarczym. Chłopiec należał do społeczności koptyjskiej, czyli chrześcijan, zdecydowanej mniejszości na całym Bliskim Wschodzie.  

Znienawidzeni przez radykałów islamskich koptowie są częstym celem zamachów. Gdy w jednym z nich zginął bliski mu kuzyn, 14-letni wówczas Remon podjął decyzję, by za wszelką cenę uciec do lepszego świata, znanego mu tylko z telewizji. O jego planach wiedział tylko starszy brat, który dał mu swoje zdjęcie paszportowe. Remon ma je do dziś.  

Numer 90

W lipcu 2013 r. chłopak pojechał autobusem do Aleksandrii. Tam wpadł w ręce przemytników, którzy porwali go wraz z jego towarzyszem podróży. Opisuje, że przez pięć dni trzymali ich z zawiązanymi oczami w jakimś małym domu. Za podróż zażądali 4 tys. euro oraz zaszantażowali rodzinę, że jeśli nie zapłaci, zabiją i wrzucą do morza chłopca.  

Rodzina zebrała pieniądze, a 14-latek trafił na rybacką łódź przemytniczą. Tam przemytnicy wrzucili go do ładowni, razem z dziesięciorgiem innych dzieci z Egiptu i Syrii. Podróż trwała 160 godzin. Jedli ryż gotowany w morskiej wodzie, zmieszanej z paliwem.  

Przed Sycylią łódź przechwyciły włoskie służby ochrony granicy morskiej. W ośrodku w Portopalo (Syrakuzy) nikt nie mówił do zieci po imieniu. Chłopiec dostał numer 90 i tak strażnicy nazywali go przez wiele miesięcy. Po jakimś czasie zainteresowało się nim włoskie małżeństwo, które przyjęło pod swój dach i wspierało. Dzięki nim skończył studia na sycylijskiej Università Kore di Enn – uzyskał aż 107 na 110 punktów. Na uczelni był rzecznikiem studentów.  

Dziś jest szanowanym obywatelem, jego celem jest praca w strukturach Parlamentu Europejskiego, by pomagać w rozwiązywaniu kryzysów migracyjnych i walczyć o prawa człowieka.

Remon miał dużo szczęścia. Wiele osób, które zapłaciły za przemyt do Europy, nigdy nie dotarło do celu. W najnowszym Raporcie ONZ mówi o 3404 osobach, które w 2025 roku straciły życie lub zostały uznane za zaginione podczas próby dostania się do nowego świata. Łodzie z ponad 104 tysiącami uciekinierów  przejęły służby graniczne i zawróciły do Afryki.

Jedzenie skończyło się po dobie

Przemyt ludzi do Europy to potężny biznes. W ubiegłym roku wartość tego procederu sięgnęła nawet pół miliarda dolarów. Z informacji Biura Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC) oraz Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) wynika, że niemal połowa migrantów kierujących się do Włoch lub Malty z Afryki Północnej bądź Turcji płaciła ponad 7500 dolarów od osoby. Pieniądze zasilają konta grup przestępczych.

OperacjaTunezyjskiej Gwardii Narodowej u wybrzeży miasta Sfaks w Tunezji. (fot. Yassine Gaidi/Anadolu Agency via Getty Images)
OperacjaTunezyjskiej Gwardii Narodowej u wybrzeży miasta Sfaks w Tunezji. (fot. Yassine Gaidi/Anadolu Agency via Getty Images)

Niektóre szlaki są droższe, inne tańsze. W dokumencie IOM czytamy, że w przypadku szlaku wiodącego przez północno-zachodnią część Oceanu Atlantyckiego (migranci płyną otwartymi łodziami z wybrzeży północno-zachodniej Afryki na Wyspy Kanaryjskie) przemytnicy pobierają „tylko” 170 dolarów za osobę.

Amara Drame uciekł do Europy z Mali. Tam od lat trwa krwawa, wieloletnia wojna domowa oraz rebelia dżihadystów. Zbiegł w obawie przed grupą, która werbuje młodych mężczyzn do walki zbrojnej. Miał wówczas kilkanaście lat. Ta sama grupa zabiła jego ojca, miejscowego nauczyciela oraz innych krewnych.  

W 2019 r. chłopiec dotarł do Algierii. Osiem miesięcy pracował tam na budowach, by zebrać pieniądze. Potem przedostał się do Maroka, gdzie przez wiele miesięcy mieszkał w lesie, a kolejne próby dostania do Europy kończyły się niepowodzeniem. Od ucieczki przed wojną do momentu, gdy w końcu wsiadł do wypełnionej 53 osobami łodzi przemytników, minęły ponad 4 lata.  

Amara nigdy wcześniej nie widział morza i nie umiał pływać. Nie wiedział, ile będą płynęli. Jedzenie i woda skończyły się po dobie. Łódź zaczęła przeciekać i powoli się rozpadać. Na grupę wycieńczonych ludzi trafili po kilku dniach ratownicy. Nie wszyscy przeżyli. Tak Amara trafił na Wyspy Kanaryjskie. Dziś pracuje na kontrakcie w Sewilli. Powoli układa sobie życie, chce sprowadzić do Hiszpanii matkę i siostrę.

Desperacja

Z raportu wynika, iż tylko w 2025 roku czterema głównymi szlakami morskimi do Europy przemytnicy przetransportowali od około 190 tys. do 209 tys. osób. Najbardziej popularny wiódł przez środkową część Morza Śródziemnego. Szacuje się, że przemycono nim blisko 100 tys. osób. Kolejny biegnie z Turcji, Libii i Bliskiego Wschodu w stronę Grecji, Cypru oraz Bułgarii szlak wschodniośródziemnomorski (ponad 50 tys. osób). Zdecydowana większość - ONZ szacuje, że od 72 do 86 proc. - korzysta z usług przemytników.

Uciekinierzy z Afryki wiedzą o niebezpieczeństwie, ale są zdeterminowani, bo w ich krajach trwają wojny lub prześladowania religijne. A w dodatku panuje tam ekstremalna bieda i brak jakichkolwiek perspektyw. Legalna droga emigracji jest dla nich zamknięta. Karmieni telewizyjnym i internetowym obrazem Europy jako bezpiecznego i sprawiedliwego raju, decydują się na śmiertelnie niebezpieczną podróż z przemytnikami.  

Szanse utonięcia w morzu są mniejsze niż pewność głodu lub śmierci we własnym kraju. Tylko na Morzu Śródziemnym, w ciągu ostatnich pięciu lat utonęło 12-13 tysięcy migrantów. Ich ciała w większości spoczywają na dnie Morza Śródziemnego, który paradoksalnie i okrutnie w tej sytuacji naukowcy, historycy i archeologowie na całym świecie określają jako „Kolebka Cywilizacji”.

Ceuta, sierpień 2026 (fot. Marcos Moreno/Anadolu via Getty Images)
Ceuta, sierpień 2026 (fot. Marcos Moreno/Anadolu via Getty Images)

Straszenie migrantami

W Polsce, nieleżącej na przemytniczych szlakach, ktoś taki jak Amara, uchodźcy z Mali i innych krajów Afryki Subsaharyjskiej ubiegający się o azyl, stanowią margines. Nad Wisłą mieszka zaledwie kilkudziesięciu Malijczyków. Cudzoziemcy to głównie pracownicy z Ukrainy i Białorusi. Migranci z Afryki nie wybierają Polski z wielu powodów: od bariery językowej aż do przepisów czy także braku rodaków. Nie bez znaczenia jest też historia, czyli tradycje kolonialne: osoby francuskojęzyczne naturalnie kierują się do Francji, Belgii czy Hiszpanii, gdzie mogą liczyć na pomoc ukształtowanych już społeczności rodaków. Także szlaki migracyjne z tego regionu geograficznie kończą się na południu Europy. Dalsza podróż na północny wschód nie ma dużego uzasadnienia, zarówno ekonomicznego, jak i związanego z restrykcyjną polską politykę azylową - wyjątkowo wysoki odsetek odmów i brak wysokich świadczeń socjalnych.

Choć ze statystyk wynika, że uchodźcy z Afryki stanowią w Polsce wręcz znikomy procent, część polityków świadomie i cynicznie manipuluje faktami i wyolbrzymia zagrożenia. Chodzi im o zdobycie głosów wyborców, którzy – słuchając tych polityków – boją się „scenariusza zachodniego”, czyli w praktyce najczęściej wzrostem przestępczości i konfliktami kulturowymi.

W Sprawdzamto.pl wielokrotnie opisywaliśmy, jak wykorzystywane są media społecznościowe do manipulacji. Np. stare nagrania wideo lub te przedstawiające legalnie przebywających w Polsce studentów lub turystów o ciemniejszym kolorze skóry, które sugerują, że są to „nielegalni imigranci szturmujący polskie miasta”.

Oficjalne statystyki Komendy Głównej Policji jednoznacznie pokazują, że obywatele państw afrykańskich w ogóle nie stanowią istotnej kategorii w policyjnych rejestrach przestępczości w Polsce. Malo tego: najnowsze dane (pierwsza połowa 2026 roku) wskazują na spadek przestępczości wśród obcokrajowców o blisko 14 proc. rok do roku.  

Wszyscy cudzoziemcy (a więc i Ukraińcy, Białorusini czy Czesi) odpowiadają za niecałe 6 proc. wszystkich przestępstw, a spadek liczby podejrzanych cudzoziemców spada. Do ok. 9,5 proc. rok do roku.

Przeczytajcie też:  Europa protestuje, internet oskarża migrantów. Co wiemy o zamieszkach?

Źródła

  1. Raport ONZ i IOM

  2. UNODC

  3. POLICJA POLSKA

  4. EURASIAREVIEW

Nasi autorzy