Co piąty myje zęby raz dziennie
Medicover Stomatologia opublikował w marcu 2026 roku wyniki sondy „Codzienne nawyki w higienie jamy ustnej”. W internetowej ankiecie wzięło udział 1001 dorosłych Polaków.
Choć to tylko sonda, odpowiedzi dobrze opisują prosty problem: wiemy, co należy robić, jednak nie zawsze to robimy. Samo szczotkowanie też nie załatwia sprawy. Nici dentystycznej lub niciowykałaczek używa 44 proc. badanych. Prawie co piąty nie sięga po żaden dodatkowy przyrząd do czyszczenia zębów.
Przestrzenie pomiędzy zębami są takim miejscem, do którego żadna szczoteczka nam się nie zmieści. Zostaje nić dentystyczna. Potem wszystko sprowadza się do tego, czy pacjentowi się chce. Często niestety lenistwo wygrywa, bo dokładne czyszczenie trochę trwa – mówi Sprawdzamto.pl lek. dent. Anna Kałandyk, która zajmuje się m.in. leczeniem kanałowym w kieleckiej klinice Ekstradent.
Dentystka zaleca codzienne nitkowanie. Osobom, którym jedzenie często zatrzymuje się pomiędzy zębami, radzi mieć nić przy sobie i używać jej po posiłku. Proponuje również zmianę szczoteczki manualnej na elektryczną lub soniczną. Pomagają wbudowany minutnik, sygnał zmiany czyszczonej strefy jamy ustnej oraz czujnik nacisku.
Do gabinetu dopiero z bólem
Anna Kałandyk dzieli swoich pacjentów na dwie grupy. Pierwsi przychodzą na rutynowe kontrole. U nich zwykle wystarczy przegląd, usunięcie kamienia albo leczenie niewielkiego ubytku. Drudzy czekają, aż zacznie boleć.
To jest najgorsze podejście, bo wtedy czasami nie mamy już zbyt wielu możliwości. Takiego zęba nie da się nawet przeleczyć kanałowo i musimy go usunąć – mówi stomatolog.
Jedno dokładne szczotkowanie przed samą wizytą nie ukryje wcześniejszych zaniedbań.
Jeżeli pacjent myje zęby tylko przed dentystą, będzie miał sporo ubytków. Próchnica się rozwija, bo bakterie mamy w jamie ustnej cały czas. Jeżeli dajemy im pożywkę, ale nie pozbywamy się resztek jedzenia, zobaczymy próchnicę i przebarwienia – tłumaczy Kałandyk.
Niektórych pacjentów do gabinetu sprowadza nadwrażliwość na zimne, gorące albo słodkie jedzenie. Bardziej zdradliwa jest jednak sytuacja, gdy ząb nagle przestaje boleć.
Zdarza się, że obumierający ząb boli przez kilka dni, a później ból przechodzi. Pacjent nie przychodzi, bo uznaje, że wszystko się uspokoiło. Po pewnym czasie ząb znowu zaczyna boleć – wyjaśnia dentystka.
Gdy pacjent pojawi się odpowiednio wcześnie, ząb można często uratować. Kałandyk podkreśla też, że współczesne leczenie kanałowe nie powinno kojarzyć się z bólem.
Jeżeli pacjenta nie boli i czuje się komfortowo podczas leczenia, chętniej do nas wróci. Wtedy uzyskamy lepszy wgląd w stan jego zębów i będziemy mogli pilnować wszystkiego na bieżąco – mówi.
Leczenie przegrywa z domowym budżetem
Drugi problem pojawia się przy kasie. Z badania UCE Research i Implant Medical wynika, że 36,9 proc. ankietowanych zrezygnowało z wizyty lub leczenia stomatologicznego, ponieważ nie miało na nie pieniędzy. 49,7 proc. nie doświadczyło takiego problemu, a pozostali nie potrafili odpowiedzieć.
UCE Research przeprowadził internetową ankietę wśród 1007 osób w wieku od 18 do 80 lat. Uczestników dobrano pod względem wieku, płci i regionu. Pełny raport nie został dotąd publicznie udostępniony, dlatego redakcja Sprawdzamto poprosiła autorów badania o dokument źródłowy.
W gabinecie rozmowa o pieniądzach nie zawsze odbywa się wprost. Anna Kałandyk spotyka pacjentów, którzy zamiast leczenia kanałowego świadomie wybierają usunięcie zęba. Niektórzy tłumaczą to złymi doświadczeniami z przeszłości – mieli już ząb leczony kanałowo, a po kilkunastu latach i tak musieli go usunąć.
Wszystko zaczyna się od mleczaków
Nawyki dorosłego pacjenta nie biorą się znikąd. Anna Kałandyk wciąż spotyka się z przekonaniem, że o zęby mleczne nie trzeba szczególnie dbać, bo przecież i tak wypadną. Równie powszechnym błędem rodziców jest straszenie dzieci wizytą u dentysty.
Jeżeli od małego nie mamy wyrobionych nawyków, później trudno będzie zacząć. Pierwszy tydzień jest najgorszy, podobnie jak przy ćwiczeniach. Później pojawia się rutyna. Jeżeli nie nauczymy się tego w dzieciństwie, w dorosłym życiu wychodzą braki: próchnica, leczenie kanałowe, a czasami usunięcie zęba – mówi Kałandyk.
Klaudia Skrobisz-Chmiel leczy dzieci od ośmiu lat. Na początku jej pracy częstym pacjentem było cztero- albo pięcioletnie dziecko, które po raz pierwszy przekraczało próg gabinetu. Zwykle już z poważnym problemem.
Dzieci przychodziły z płaczem, bólem i często była to ich pierwsza wizyta u dentysty. Najczęściej miały cztery albo pięć lat. Uważam, że to zdecydowanie za późno, szczególnie jeśli pierwsza wizyta jest od razu wizytą bólową. To duży stres dla dziecka, rodzica i lekarza – mówi.
Dentystka zauważa jednak zmianę. Rodzice częściej zapisują dzieci na przeglądy, czyszczenie i wizyty profilaktyczne. Pacjent, który po raz pierwszy trafia do niej z bólem, pojawia się obecnie sporadycznie – według jej obserwacji mniej więcej raz w miesiącu. Nie oznacza to, że większość dzieci ma zdrowe zęby.
Pacjentów bólowych jest mniej, ale dzieci wymagających leczenia nadal jest naprawdę bardzo dużo. Zdarzają się też miesiące, kiedy przychodzi dziecko z ropniem, dziecko pierwszy raz z bólem albo takie, które trzeba skierować do szpitala. Jest różnie, ale mam wrażenie, że idzie ku lepszemu. Rodzice są coraz bardziej świadomi i wiedzą już, że zęby mleczne też się leczy – dodaje.
Moim zdaniem dziecko powinno trafić do dentysty po pojawieniu się pierwszego mleczaka, czyli mniej więcej około szóstego miesiąca życia. Wiadomo, że takie badanie nie jest łatwe, bo dziecko często płacze i trudno wszystko dokładnie obejrzeć. To jednak dobry początek. Dziecko zaczyna nabierać doświadczenia i oswaja się z gabinetem – mówi Skrobisz-Chmiel.
Taka wizyta nie powinna zaczynać się od bólu i konieczności natychmiastowego leczenia. Rodzice mogą wcześniej pokazać dziecku książki i bajki o dentyście, pobawić się z nim w gabinet albo kupić prosty zestaw „małego dentysty”.
Rodzice odgrywają tutaj główną rolę. Mogą przygotować dziecko, pokazać mu, jak wygląda badanie, pobawić się z nim w dentystę. Są książki, bajki edukacyjne i zabawkowe zestawy z lusterkiem. Dzięki temu gabinet nie jest później zupełnie obcym miejscem – wyjaśnia dentystka.
Stały kontakt z jednym lekarzem pomaga także podczas późniejszego leczenia. Skrobisz-Chmiel przyjmuje dziś pacjentów, którzy trafili do niej jako małe dzieci.
Tworzy się więź między pacjentem a lekarzem. Dziecko wie, czego może się spodziewać, a ja znam jego zachowanie. Nawet jeżeli podczas leczenia głębokiego ubytku coś je zaboli, potrafi spokojnie siedzieć, bo wie, że nic złego mu się nie stanie. Przy pierwszej wizycie czasami wystarczy jedno przyłożenie wiertła i dziecko wpada w panikę – mówi.
Jeżeli dentysta nie znajdzie próchnicy, a dziecko prawidłowo myje zęby, zdaniem Skrobisz-Chmiel wystarczą kontrole co pół roku. Po zakończeniu leczenia licznych ubytków lepiej wracać do gabinetu co trzy miesiące.
Rodzice myślą, że „szóstka” jest mleczakiem
Zęby mleczne mają inną budowę niż stałe, dlatego próchnica może rozwijać się w nich szybciej. Nieleczone mleczaki pozostają też źródłem bakterii w jamie ustnej w czasie, gdy wyrzynają się pierwsze zęby stałe.
Rodzice nie zawsze zdają sobie sprawę, że próchnica w zębach mlecznych ma wpływ na zęby stałe. Pierwszymi stałymi zębami są najczęściej dolne szóstki. Wyrzynają się około szóstego roku życia, kiedy dziecko nadal ma mleczaki. Rodzice często myślą, że szóstka to po prostu duży ząb mleczny, i nie wiedzą, że pojawił się już ząb stały – mówi Skrobisz-Chmiel.
Jednym z najczęstszych zaniedbań pozostaje wieczorne szczotkowanie. Dzieci przyznają w gabinecie, że przed snem nie myją zębów, ponieważ są zmęczone albo im się nie chce. Reakcja rodziców bywa zaskakująco spokojna.
Pytam dzieci, czy myją zęby rano i wieczorem. Często mówią, że wieczorem nie myją, a rodzic w ogóle nie reaguje. Dziecko mówi: „Nie chce mi się” albo „Jestem zmęczony”, a rodzic tylko się uśmiecha. To jest po prostu niedopilnowanie. Dwie minuty rano i wieczorem to musi być obowiązek – mówi dentystka.
Zdaniem lekarki rodzic powinien sprawdzać, a w razie potrzeby poprawiać szczotkowanie mniej więcej do dziesiątego roku życia. Nie wystarczy zapytać dziecka, czy umyło zęby, i przyjąć odpowiedź bez sprawdzenia.
Od 1 września NFZ rozlicza także nowy pakiet profesjonalnej higienizacji dzieci. Obejmuje on usunięcie miękkiego osadu, instruktaż prawidłowej higieny oraz, jeśli jest potrzebne, lakierowanie zębów. Wizyta z instruktażem powinna trwać co najmniej 30 minut, a bez niego co najmniej 20 minut.
Jeżeli chodzi o świadczenia profilaktyczne, jest to krok w dobrą stronę. Niestety Fundusz trochę pogmatwał zasady. Dentyści przyjmujący na NFZ nadal mają problemy ze zrozumieniem, jak należy je interpretować, więc na początku pojawiło się trochę zamieszania – ocenia Skrobisz-Chmiel.
Na koniec dentystka wymienia trzy rzeczy, które rodzice mogą zrobić bez czekania na kolejne zmiany w publicznej stomatologii.
Przede wszystkim częstsze kontrole u stomatologa. Po drugie dopilnowywanie i poprawianie szczotkowania, mniej więcej do dziesiątego roku życia. Trzeba naprawdę sprawdzić, czy dziecko umyło zęby rano i wieczorem, a nie tylko uwierzyć, że to zrobiło. Trzecia rzecz to kontrolowanie ilości słodyczy – mówi.
Anna Kałandyk po 15 latach pracy widzi jeszcze jeden problem. Jej zdaniem część pacjentów najbardziej pilnuje tego, co mogą łatwo zobaczyć inni.
Ludzie dbają głównie o to, co widać na zewnątrz. Tego, czego nie widać, nie wszyscy pilnują już tak bardzo – podsumowuje.