Rząd Prawa i Sprawiedliwości jako pierwszy od 1993 r. skutecznie zamachnął się na prawo aborcyjne w Polsce. Przez 27 lat w naszym prawie istniały trzy przesłanki do legalnego usuwania ciąży: zagrożenie dla zdrowia lub życia matki, podejrzenie, że dziewczynka lub kobieta zaszła w ciążę w wyniku czynu zabronionego (do 12. tygodnia ciąży) oraz dużym prawdopodobieństwie trwałego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu lub nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu dziecka. Ta ostatnia – przesłanka embriopatologiczna – została usunięta w wyniku wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 r. TK uznał, że nie jest ona zgodna z Konstytucją RP.
„(...) konstytucyjnym standardem jest równość ochrony życia ludzkiego niezależnie od jego etapu. Prawo do ochrony życia ludzkiego wyrażone w Konstytucji jest konsekwencją tego, że każda istota ludzka ma godność, o której mowa w art. 30 Konstytucji. Zatem podmiotem konstytucyjnej ochrony jest człowiek również przed urodzeniem” – napisano w uzasadnieniu.
W praktyce uznano, że życie ludzkie objęte jest ochroną od poczęcia, a nie od dnia przyjścia na świat. Nowa wykładnia zaczęła obowiązywać od opublikowania wyroku 27 stycznia 2021 r.
Miało to też swoje konsekwencje prawne. Art. 152 Kodeksu karnego stanowi, że kto za zgodą kobiety przerywa jej ciążę, udziela jej w tym zakresie pomocy lub nakłania do dokonania aborcji, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Do więzienia może trafić lekarz, który nawet wiedząc, że dziecko jest nieodwracalnie chore i jeśli przeżyje ono poród, to umrze w ciągu kilku godzin lub dni, zdecyduje się na przeprowadzenie aborcji.
Protesty i inne konsekwencje
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego doprowadził do największych masowych protestów po 1989 r. Według danych organizatora największa manifestacja odbyła się 30 października 2020 r. w Warszawie – miało w niej uczestniczyć ok. 100 tys. osób. W grudniu Komenda Główna Policji opublikowała oficjalne dane. Podczas 3 560 protestów wylegitymowano w sumie 19 847 osób. Większość z nich przebiegała spokojnie, ale zdarzały się incydenty, takie jak przepychanki z policją. Zatrzymano łącznie 167 osób.
Manifestacje były nieregularne, ale w 2021 r. nie ustały. Bezpośrednio po ogłoszeniu wyroku, 28-29 stycznia, policjanci wylegitymowali ponad 200 osób. Do aresztu trafiło 11 osób, z czego 10 za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy. Do podobnych scen doszło w Dzień Kobiet, 8 marca.
Protesty nic nie dały. Przesłanka została usunięta.
Nowe przepisy znalazły swoje przełożenie na liczby. Według danych NFZ w 2021 r. liczba legalnych aborcji spadła w Polsce o blisko tysiąc względem 2020 r. – z 1363 do 475. Od 2022 r. wskaźniki rosną, ale to świadczy tylko o tym, że ciąże mogły zagrażać zdrowiu lub życiu kobiet albo były efektem czynów zabronionych.
- 2019 r. – 1444 zabiegi
- 2020 r. – 1363
- 2021 r. – 475
- 2022 r. – 452
- 2023 r. – 509
- 2024 r. – 793
- 2025 r. – 851
- pierwsza połowa 2026 r. – 573
W kampanii wyborczej politycy Koalicji Obywatelskiej i Lewicy zapowiadali wolę liberalizacji prawa aborcyjnego. Od końcówki 2023 r. niewiele się jednak w tej kwestii zmieniło. Pojawiły się wprawdzie projekty zmiany ustaw, ale przez blisko dwa lata znajdowały się one w „zamrażarce”. Jednym z powodów podnoszonych przez rządzących były m.in. wybory prezydenckie i nie najlepszy czas na poruszanie tego typu kwestii. Sprawa ruszyła dopiero 8 października 2026 r., gdy sejmowa komisja nadzwyczajna przyjęła dwa projekty takich ustaw. Co one mogą zmienić?
Dwa projekty, oba liberalne
Oba projekty zostały złożone jeszcze w 2024 r. W lutym jeden z nich przedłożyli politycy Trzeciej Drogi (Druk nr 223), a przedstawicielkami wnioskodawców zostały Wioleta Tomczak (Polska 2050) i Urszula Pasławska (PSL) – przedstawicielka wnioskodawców. Zakłada „realizację zobowiązania programowego dotyczącego odwrócenia skutków orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 2020 r. w sprawie dopuszczalności przerywania ciąży”.
„Wnioskodawcy nie mają wątpliwości, że zmuszanie kobiet do donoszenia ciąży w przypadku prawdopodobieństwa występowania ciężkich i nieodwracalnych wad płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest prawnym obligowaniem kobiet do przyjmowania postawy heroicznej, do której państwo nie ma prawa zmuszać swoich obywatelek” – napisano w uzasadnieniu.
Ten projekt obejmuje zmianę ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Drugi zaś dotyczy odpowiedzialności karnej i zmiany kodeksu karnego (druk nr 611). Złożyli go politycy koalicji rządzącej 26 lipca 2024 r. Przedstawicielkami wnioskodawców są Anna Maria Żukowska (Lewica) oraz Dorota Łoboda (KO).
Wzrosnąć mają też kary za przerwanie ciąży „poza przypadkami wskazanymi w ustawie” i po upływie 12. tygodni ciąży. Kto się tego dopuści, będzie musiał liczyć z ograniczeniem lub pozbawienie wolności do lat 5.
– To jest mały krok naprzód, który odwraca to zło, które uczynił Trybunał Przyłębskiej decyzją polityczną – ocenił Łoboda w rozmowie z Gazeta.pl.
Gra o głosy
Przedstawiciele koalicji rządzącej mają nadzieję, że oba projekty uda się uchwalić na najbliższym posiedzeniu Sejmu w dniach 20–23 października, czyli dokładnie sześć lat po wyroku Trybunału Konstytucyjnego zaostrzającego prawo aborcyjne w Polsce. Wnioskodawcy muszą teraz przekonać część polityków PSL, którym daleko do poparcia zmian w kodeksie karnym. Języczkiem u wagi będą jednak głosy Rozwoju Plus.
– Popieram pomysł Trzeciej Drogi powrotu do kompromisu aborcyjnego, powrotu do tego, co obowiązywało w Polsce przez 30 lat. Tak, ja to popieram – mówił ówczesny premier już w 2024 r., cytowany przez PAP. Założyciel stowarzyszenia zapewnił, że to kwestia sumienia i nie będzie w tej sprawie dyscypliny partyjnej. Przeciwny jest m.in. Krzysztof Szczucki.
Rząd nie ma co liczyć na głosy polityków prawicy. Ci nazywają ich „zwolennikami mordowania nienarodzonych dzieci”. „Dziś w sejmie po raz CZWARTY na obrady plenarne wkracza legalizacja dzieciobójstwa zwanego neutralnie aborcją” – napisał na portalu X poseł Konfederacji Korony Polskie Roman Fritz.
Projekty ustaw o zmianie ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży oraz kodeksu karnego mają częściowo przywrócić sytuację sprzed wyroku TK. Przesłanka embriopatologiczna znów ma być dozwolona jako forma legalnego przerwania ciąży, a lekarze i położne mają nie być pociągani do odpowiedzialności karnej za pomoc w przeprowadzeniu zabiegu z powodów zgodnych z ustawą. W „zamrażarce” są jeszcze dwa inne projekty, wprowadzające legalną aborcję do 12. tygodnia ciąży, ale nawet w koalicji rządzącej nie ma obecnie szans na przegłosowanie takich zapisów.