„Rosja ingerowała w referendum w 2016 roku”
Andy Burnham powiedział w podcaście „The Rest Is Politics”, że po objęciu urzędu premiera w lipcu zapytał swoich doradców o rosyjską ingerencję w referendum z 23 czerwca 2016 roku.
Zapytałem moich doradców, czy Rosja ingerowała w referendum w 2016 roku. Otrzymałem jednoznaczną odpowiedź, że tak – przyznał brytyjski premier.
Jako pierwszy urzędujący brytyjski premier publicznie potwierdził rosyjską ingerencję w głosowanie, w którym 51,9 proc. uczestników opowiedziało się za opuszczeniem Unii Europejskiej. Rzecznik brytyjskiego premiera zapewnił podczas poniedziałkowego briefingu na Downing Street, że rząd nadal uznaje wynik referendum z 2016 roku za prawomocny.
Brexit po dziesięciu latach
O możliwej rosyjskiej ingerencji brytyjski parlament informował już w połowie 2020 roku. Komisja Wywiadu i Bezpieczeństwa (ISC), która bezpośrednio nadzoruje działalność służb, zarzuciła władzom, że nie zbadały należycie rosyjskich działań wokół całego referendum i nie poinformowały o tym społeczeństwa.
W raporcie ISC wskazywała m.in. na znaczną aktywność prorosyjskich kont internetowych i rosyjskich mediów państwowych w okresie referendum. Rząd Borisa Johnsona przekonywał jednak, że nie znalazł dowodów na skuteczną ingerencję. Komisja zwracała uwagę, że działania rosyjskie nie zostały wystarczająco dokładnie zbadane, dlatego nie można było wyciągnąć jednoznacznych wniosków na temat ich wpływu na wynik głosowania.
Dziesięć lat później zmieniła się natomiast ocena samego Brexitu wśród Brytyjczyków. Według sondażu YouGov z 9 czerwca 2026 r. aż 57 proc. respondentów uznało wyjście Wielkiej Brytanii z UE za błąd, a przeciwnego zdania było 30 proc. Co istotne, podobnie ocenia tę decyzję 23 proc. osób, które w 2016 r. głosowały za opuszczeniem Unii. Ponadto 55 proc. badanych popiera powrót do UE. Choć wyniki sondażu nie mówią nic o skuteczności rosyjskiej ingerencji, pokazują, jak z perspektywy czasu może zmienić się ocena decyzji podjętej w referendum — również wśród jej ówczesnych zwolenników.
Rosja wykorzystuje istniejące podziały
Brytyjski analityk Mark Galeotti opisał ten mechanizm w czerwcu tego roku na łamach „The Sunday Times”. Według niego Moskwa nie musi przekonywać społeczeństw do zupełnie nowych poglądów, to zbyt czasochłonne i czasami kosztowne. Wystarczy wzmacniać konflikty, które już istnieją. Ten mechanizm opisaliśmy TUTAJ.
W Wielkiej Brytanii takimi tematami są między innymi migracja, Brexit czy polityka wewnętrzna. Rosyjskie operacje mogą podsycać spory niezależnie od tego, która strona politycznego konfliktu jest w danym momencie u władzy.
Podobne metody opisała również Europejska Służba Działań Zewnętrznych (EEAS). W raporcie z marca 2026 roku EEAS przeanalizowała zagraniczne operacje manipulowania informacjami. Wśród państw szczególnie dotkniętych takimi działaniami wymieniono Francję, Niemcy, Polskę, Mołdawię oraz Wielką Brytanię.
Zarejestrowano 112 incydentów wymierzonych w Ukrainę, 107 we Francję, 94 w Mołdawię i 71 w Niemcy. Dane dotyczą przypadków objętych monitoringiem tej instytucji, nie wszystkich przeprowadzonych operacji.
Od Mołdawii po Niemcy
Podczas wyborów parlamentarnych w Mołdawii we wrześniu 2025 roku obserwatorzy OBWE odnotowali liczne zagraniczne ingerencje, nielegalne finansowanie kampanii, cyberataki i rozpowszechnianie dezinformacji. Opisali również zorganizowaną sieć kupowania głosów oraz fałszywe materiały rozprowadzane za pomocą botów i kont internetowych.
W raporcie końcowym z lutego 2026 r. OBWE oceniła jednak, że sam dzień głosowania przebiegł spokojnie i przejrzyście. Inny finał miały wybory prezydenckie w Rumunii w 2024 r. W grudniu tamtejszy Trybunał Konstytucyjny unieważnił proces wyborczy po ujawnieniu przez służby informacji o nieprawidłowościach w kampanii, w tym o manipulowaniu przekazem w internecie.
Podejrzenia dotyczące rosyjskich wpływów pojawiają się również w Niemczech, m.in. w kontekście działalności skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec (AfD). Brytyjski premier Andy Burnham poinformował, że rozmawiał o tym zagrożeniu z kanclerzem Friedrichem Merzem podczas spotkania w Berlinie. Jak relacjonował, Merz mówił o powiązaniach AfD z Rosją. Burnham odniósł się przy tym do doświadczeń Wielkiej Brytanii związanych z referendum brexitowym.
Jeszcze w maju 2024 roku Rada UE objęła sankcjami portal Voice of Europe, który był wykorzystywany do szerzenia prorosyjskiej dezinformacji i budowania sieci wpływu na europejskich polityków. Objęci nimi zostali m.in. Artem Marczewski i Wiktor Miedwiedczuk, czyli bliski współpracownik Władimira Putina.
Tymczasem AfD systematycznie umacnia swoją pozycję wyborczą, z miesiąca na miesiąc notując wzrost poparcia. W 2024 roku wygrała wybory landowe w Turyngii, zdobywając 32,8 proc. głosów. W wyborach do Bundestagu w 2025 roku otrzymała 20,8 proc.
We wrześniu 2026 roku partia wygrała również w Saksonii-Anhalt, zdobywając 43,8 proc. głosów. Pięć lat wcześniej uzyskała tam 20,8 proc. Oznacza to wzrost o 23 punkty procentowe.
W 2027 roku Europa ponownie pójdzie do urn
Już 7 marca odbędą się wybory parlamentarne w Estonii. We Francji pierwszą turę wyborów prezydenckich zaplanowano na 18 kwietnia, a drugą na 2 maja. W 2027 roku głosować będą również wyborcy w Finlandii, Polsce, Włoszech, Grecji i Słowacji. Część dokładnych terminów nie została jeszcze wyznaczona.
Francja znalazła się wśród państw wskazanych przez Burnhama. Brytyjski premier przekonywał, że obywatele Niemiec i Francji powinni lepiej rozumieć zagrożenia związane z zagraniczną ingerencją w politykę. Raport EEAS pokazuje jednoznacznie, że kampanie dezinformacyjne bardzo często nasilają się przed ważnymi wydarzeniami politycznymi w danych krajach, a ich autorzy wykorzystują najczęściej bieżące kryzysy i emocjonalne spory społeczne, bardzo często wzmacniając je nowymi narracjami.
Przykłady z ostatnich lat pokazują, że wybory w Europie pozostają celem działań wymierzonych w debatę publiczną i zaufanie do instytucji demokratycznych krajów Europy zachodniej.
Jak Europa zabezpiecza się przed ingerencją?
Po unieważnieniu wyborów prezydenckich w Rumunii w grudniu 2024 r. Komisja Europejska wszczęła postępowanie wobec TikToka. Sprawdza, czy platforma odpowiednio oceniła i ograniczyła ryzyko manipulacji wyborczych, m.in. związane z działaniem algorytmów rekomendujących filmy oraz rozpowszechnianiem płatnych treści politycznych. Podstawą postępowania jest unijny akt o usługach cyfrowych (DSA).
Od października 2025 roku obowiązują również nowe zasady dotyczące reklam politycznych. Wyborca powinien wiedzieć, kto zapłacił za reklamę i do kogo ją skierowano. Na trzy miesiące przed wyborami lub referendum podmioty spoza UE, z określonymi wyjątkami, nie mogą finansować takich reklam.
W lutym tego roku ruszyło Europejskie Centrum Odporności Demokratycznej. Jego zadaniem jest usprawnienie wymiany informacji o zagranicznych operacjach między państwami Unii. Pod koniec września rozpoczęto także pilotaż współpracy z dziennikarzami, badaczami i organizacjami sprawdzającymi informacje. Pełne uruchomienie platformy zaplanowano na wiosnę 2027 roku.
Rosja nie musi wygrywać wyborów
Moskwa nie musi doprowadzić do zwycięstwa ugrupowania. W systemach parlamentarnych nawet partia z kilkuprocentowym poparciem może odegrać ważną rolę w formowaniu przyszłego rządu. Jeśli większemu ugrupowaniu zabraknie mandatów do utworzenia rządu, głosy mniejszego koalicjanta mogą okazać się niezbędne. Taka partia może wówczas uzyskać wpływ na obsadę ministerstw, kierunek polityki zagranicznej czy decyzje dotyczące pomocy Ukrainie i sankcji wobec Rosji. Nie musi nawet wejść do rządu. Czasem wystarczy, że poprze go w kluczowych głosowaniach albo zagrozi wycofaniem poparcia.
To oczywiście jeden z możliwych scenariuszy, które trzeba brać pod uwagę przy ocenie zagranicznych operacji wpływu. Sam sukces wyborczy ugrupowania przychylnego Moskwie nie dowodzi jednak rosyjskiej ingerencji. Do takiego wniosku potrzebne są konkretne dowody, a tych na razie nie ma zbyt wiele.