Kosmos-2612 zmienia kurs
15 października rosyjski satelita wojskowy Kosmos-2612 znajdował się około 400 kilometrów od ICEYE-X36. Jeszcze tego samego dnia dystans zmniejszył się do 210 kilometrów, a dzień później oba urządzenia dzieliły już tylko dwa–trzy kilometry. Rosjanie wykonali wówczas manewr, który pozwolił ich satelicie zmniejszyć prędkość względem ICEYE-X36. Zamiast go minąć, pozostał w pobliżu.
Przez kolejne godziny Kosmos-2612 przemieszczał się przed drugim satelitą i za nim. Wykonywał niewielkie korekty orbity, zmieniał wysokość i utrzymywał zbliżoną prędkość. W pewnym momencie obserwatorzy mieli trudności z niezależnym śledzeniem obu urządzeń, ponieważ znajdowały się tak blisko siebie.
Szczegóły opisano w dwustronicowym raporcie LeoLabs z 19 października, który amerykańska firma przekazała redakcji SprawdzamTo.pl. LeoLabs dysponuje siecią radarów do obserwacji obiektów na orbicie okołoziemskiej. Monitoruje między innymi ryzyko kolizji oraz nietypowe manewry na orbicie.
LeoLabs: Pierwszy taki przypadek
O znaczenie rosyjskich manewrów zapytaliśmy bezpośrednio firmę. W odpowiedzi na pytania SprawdzamTo.pl rzecznik LeoLabs zwrócił uwagę, że podobne działania Rosjan obserwowano już wcześniej, ale wobec satelitów należących do amerykańskich instytucji rządowych.
Tego rodzaju nieuzgodnione operacje zbliżeniowe są bardzo nietypowe, szczególnie na niskiej orbicie okołoziemskiej. Choć zdarzały się przypadki zbliżania rosyjskich satelitów do amerykańskich satelitów rządowych, jest to pierwszy znany przypadek dotyczący satelity komercyjnego. To najbardziej zaawansowana i potencjalnie niebezpieczna nieuzgodniona operacja zbliżeniowa, jaką dotychczas zaobserwowaliśmy – przekazał SprawdzamTo.pl rzecznik LeoLabs.
Marco Langbroek z Uniwersytetu Technicznego w Delfcie prześledził manewry Kosmosa-2612 z 30 września oraz 12, 15 i 16 października. Rosjanie zmieniali wysokość i kształt orbity, aż parametry lotu ich satelity zaczęły odpowiadać parametrom ICEYE-X36. Holenderski badacz początkowo wątpił, że właśnie ten obiekt jest celem Rosjan. Kolejne obserwacje przekonały go, że nie chodzi o przypadkowe zbliżenie. Swoje wyliczenia opublikował na blogu SatTrackCam.
Sprawą zajęli się też Clayton Swope i Chantal Li z amerykańskiego think tanku Center for Strategic and International Studies (CSIS). Już 15 października, zanim Kosmos-2612 znalazł się najbliżej ICEYE-X36, opublikowali analizę dotyczącą możliwości wykorzystania rosyjskiego satelity jako broni przeciwko komercyjnym obiektom na orbicie.
29 metrów na wykresie LeoLabs
LeoLabs przesłała nam również wykresy pokazujące, jak między 14 a 19 października zmieniała się odległość Kosmosa-2612 od ICEYE-X36. Widać na nich moment największego zbliżenia, późniejsze manewry i oddalanie się rosyjskiego satelity. Firma przedstawiła też szczegółowe dane dotyczące wzajemnego położenia obu obiektów.
Na grafice jest jednak coś, co wymagało wyjaśnienia. W prawym panelu, przy dacie 17 października, widnieje zapis „Total sep. 0.029 km”, czyli 29 metrów. Tymczasem w raporcie otrzymanym przez SprawdzamTo.pl LeoLabs podaje odległość około 500 metrów. Poprosiliśmy firmę o wyjaśnienie tej różnicy.
Te dane to TLE, czyli dwuelementowy zestaw parametrów orbitalnych. Jest on przydatny w analizach, ponieważ pozwala w przybliżeniu określić położenie obiektu. Nie jest jednak szczególnie dokładny, gdy obiekty znajdują się tak blisko siebie. Na podstawie naszych obserwacji i innych danych, takich jak wektory stanu obiektów, możemy z dużą pewnością stwierdzić jedynie, że satelity zbliżyły się do siebie na około 500 metrów – wyjaśnił w korespondencji ze SprawdzamTo.pl przedstawiciel LeoLabs.
Theodore Kruczek z KeepTrack sprawdził publicznie dostępne dane o położeniu obu satelitów. Brakuje jednak pomiarów z okresu, w którym Kosmos-2612 znajdował się najbliżej ICEYE-X36. Rosjanie korygowali wówczas jego orbitę, dlatego Kruczek nie był w stanie dokładnie ustalić, jak blisko siebie znalazły się oba urządzenia. Dane TLE, na których oparto część wyliczeń, pozwalają przewidywać położenie satelitów, ale nie z dokładnością do kilkudziesięciu metrów. Dlatego LeoLabs sięgnęła również po inne dane, w tym wektory stanu, opisujące położenie i prędkość obiektu.
LeoLabs pokazuje, co krąży nad Ziemią
Na stronie LeoLabs można na żywo śledzić tysiące obiektów znajdujących się na orbicie okołoziemskiej. Firma udostępnia interaktywną mapę, na której zaznaczono satelity, zużyte człony rakiet i śmieci kosmiczne. Na udostępnionej wizualizacji zielone punkty oznaczają satelity i inne ładunki, żółte – fragmenty rakiet, czerwone – śmieci kosmiczne, a niebieskie – obiekty niezidentyfikowane.
Na zrzucie ekranu z 21 października widnieje ponad 28 tys. obiektów. Czerwone, półprzezroczyste obszary pokazują zasięg obserwacji radarowych LeoLabs. Mapę można obracać, przybliżać i wyszukiwać konkretne satelity. Nie pokazuje ona jednak szczegółowego przebiegu październikowej operacji Kosmosa-2612. Do jej odtworzenia firma przygotowała osobną analizę, którą przekazała SprawdzamTo.pl.
Dlaczego ICEYE jest ważne dla Ukrainy?
Za ICEYE stoi między innymi Rafał Modrzewski, Polak, który współtworzył firmę w Finlandii. Jej satelity wykorzystują technologię SAR, czyli radaru z syntetyczną aperturą. Nie wykonują zwykłych zdjęć – wysyłają sygnał radarowy i rejestrują jego odbicie od powierzchni Ziemi. Dzięki temu mogą obserwować teren również nocą, podczas deszczu i przy dużym zachmurzeniu.
Nie wiadomo natomiast, czy ICEYE-X36, którym zainteresowali się Rosjanie, pracuje dla ukraińskiego wojska. Firma publicznie tego nie potwierdziła.
Kosmos-2612 nie był pierwszym rosyjskim satelitą, który zbliżył się do urządzenia ICEYE. Według ekspertów amerykańskiego ośrodka analitycznego CSIS w maju 2026 roku Kosmos-2609, wystrzelony razem z Kosmosem-2612, znalazł się w odległości kilku kilometrów od innego satelity tej firmy. Rosyjskie obiekty wcześniej zmieniały również płaszczyzny swoich orbit. Takie manewry pochłaniają dużo paliwa, którego zapas na pokładzie satelity jest ograniczony.
Rosjanie testowali broń?
LeoLabs nie odpowiada na pytanie, jakie zadanie otrzymali operatorzy Kosmosa-2612. W raporcie przesłanym SprawdzamTo.pl firma wymienia jednak kilka możliwych celów operacji: obserwację innego satelity z bliska, zbieranie informacji wywiadowczych, zakłócanie jego pracy czy przygotowanie przyszłej operacji antysatelitarnej.
Moskwa ma już za sobą próby broni przeznaczonej do niszczenia obiektów w kosmosie. W lipcu 2020 roku Kosmos-2543 wypuścił niewielki obiekt, który oddalił się od niego z dużą prędkością. Amerykanie i Brytyjczycy uznali to za test technologii antysatelitarnej. Rok później Rosjanie użyli pocisku wystrzelonego z Ziemi do zniszczenia własnego, nieczynnego satelity Kosmos-1408. Powstała wówczas chmura odłamków, a astronauci na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej musieli podjąć środki bezpieczeństwa.
W przypadku ICEYE-X36 nie stwierdzono uderzenia. Marco Langbroek zwrócił jednak uwagę na inny problem. Gdyby urządzenie nagle przestało działać, sama obecność rosyjskiego satelity w jego pobliżu nie wystarczyłaby do udowodnienia, kto odpowiada za awarię. Potrzebne byłyby dodatkowe dane.
18 października Kosmos-2612 zaczął się oddalać. LeoLabs przekazała SprawdzamTo.pl jeszcze jedną informację dotyczącą ostatniej fazy operacji.
Według stanu na 19 października oba obiekty znajdowały się w odległości około 450 kilometrów od siebie. Zaczęły się oddalać 18 października z prędkością względną wynoszącą około 17 kilometrów na godzinę – poinformował rzecznik LeoLabs w odpowiedzi na pytania SprawdzamTo.pl.
Kosmos-2612 odleciał, ale nie wiadomo, czy Rosjanie osiągnęli zamierzony cel. Nie ujawnili, dlaczego zbliżyli się do ICEYE-X36 ani jakie informacje mogli zebrać podczas manewrów. LeoLabs potwierdziła natomiast, że Rosjanie potrafili utrzymywać swojego satelitę w odległości kilkuset metrów od komercyjnego urządzenia. Bez kontaktu, bez wystrzału i bez uszkodzeń.