Pożar w Tallinnie
Ogień pojawił się w nocy z 14 na 15 sierpnia w budynku używanym przez Milrem Robotics przy Betooni Street w dzielnicy Lasnamäe. Zauważył go mieszkaniec okolicy, który zawiadomił i wezwał służby. Strażacy zdołali ugasić pożar. Nikt nie został poszkodowany ani ranny.
Trzy dni później prokuratura ogłosiła, że ustaliła prawdopodobnych sprawców. Nadal badała motyw i sprawdzała, czy był to przypadkowy pożar, podpalenie, czy też sabotaż. Także VDD, czyli łotewska Państwowa Służba Bezpieczeństwa, wszczęła postępowanie 16 sierpnia. Powodem było podejrzenie, że za podpaleniem w Tallinnie stoją obywatele Łotwy. VDD prowadziło więc sprawę wspólnie z estońskimi służbami.
Następnego dnia zatrzymało dwóch obywateli Łotwy, a 18 sierpnia – trzeciego. Funkcjonariusze przeszukali ich mieszkania i samochody. Poza tym zabezpieczyli nośniki danych oraz przedmioty, które mogły zostać użyte do podpalenia.
Sprawa od początku nie była traktowana jak zwykłe zniszczenie mienia. Postępowanie na Łotwie wszczęto z przepisu dotyczącego pomocy obcemu państwu w działaniach skierowanych przeciwko innemu państwu. 17 i 18 września Łotwa przekazała całą trójkę Estonii. Ich nazwisk służby dotąd nie ujawniły.
29 września estoński rząd ogłosił wynik dotychczasowych ustaleń.
Dziś możemy z całą pewnością powiedzieć, że podpalenie Milrem w Estonii w nocy 15 sierpnia było aktem sabotażu zleconym przez służby specjalne Federacji Rosyjskiej – powiedział premier Kristen Michal.
Śledztwo nadal trwa. Estońskie władze zastrzegają, że dokładne okoliczności ataku nie zostały jeszcze wyjaśnione
Rosjanie szukają wykonawców
KAPO, czyli estońska Służba Bezpieczeństwa Wewnętrznego, ujawniła przy tej okazji więcej. Od rozpoczęcia pełnoskalowej wojny przeciw Ukrainie wspólnie z partnerami zatrzymała ponad 20 osób. Wszyscy współpracowali z rosyjskimi służbami przy tzw. atakach kinetycznych. Chodzi o podpalenia czy niszczenie mienia.
Szef KAPO Margo Palloson powiedział 30 września estońskiej telewizji publicznej ERR, że Milrem był pierwszym w tym roku udanym rosyjskim atakiem tego rodzaju w Estonii. Większość pozostałych prób służbom udało się udaremnić.
Kogo szukają Rosjanie do takich zadań? Nie ma jednego profilu.
Byli to ludzie z rosyjskojęzycznej społeczności w Estonii, również ludzie ze środowisk przestępczych, w tym tych zorganizowanych. Mamy też kilka przypadków w Estonii, w których wykonawcy pochodzili z innych państw – powiedział szef KAPO Margo Palloson.
KAPO zwraca uwagę, że wykonawca nie zawsze wie, dla kogo tak naprawdę pracuje. To utrudnia później dotarcie do zleceniodawcy. W przypadku trzech Łotyszy nie wiemy jeszcze, jak zostali zwerbowani, kto przekazał im zadanie, czy dostali za to pieniądze i ile.
Od zdjęcia do podpalenia
Więcej wiadomo z wcześniejszych spraw. W 2025 roku łotewski VDD opisał czteroosobową grupę działającą z inicjatywy rosyjskiej służby specjalnej. Jesienią 2023 roku jej członkowie podpalili nieruchomość prywatnej firmy. Cel wybrano dlatego, że przedsiębiorstwo realizowało projekt związany z obronnością.
Przed kolejnym podpaleniem grupa prowadziła już rozpoznanie. Celem była ciężarówka na ukraińskich numerach stojąca na terenie infrastruktury krytycznej. Podejrzani nagrywali teren, drogi wejścia i inne potencjalne cele. Materiały wysyłali do Rosji.
Jak może wyglądać werbunek, sprawdzili wspólnie dziennikarze OCCRP, estońskiego Delfi, niemieckiego Paper Trail Media i ZDF oraz austriackiego „Der Standard”. Przez Telegram podstawili werbownikom fikcyjnego kandydata.
Pierwsze zadanie: zrobić koktajl Mołotowa, wypróbować go w lesie, nagrać film i go wysłać. Za wykonanie zadania zleceniodawcy płacili kryptowalutami. Później padły propozycje rozpoznania obiektów wojskowych, podpalenia pojazdów NATO, a nawet zabójstwa. Werbownik oferował za nie 10 tys. dolarów. Nie wskazał konkretnej osoby, mówił o przeciwnikach Rosji profanujących groby rosyjskich żołnierzy.
To była dziennikarska prowokacja pokazująca, jak może wyglądać taki werbunek.
Podobne sprawy w Europie
Podobne sprawy prowadzą też śledczy w innych krajach. Jeden z takich wątków łączy Polskę, Litwę i Łotwę. Polska Prokuratura Krajowa połączyła w jednym śledztwie podpalenia sklepów OBI i Marywilskiej 44 w Warszawie, IKEA w Wilnie oraz przygotowania do podpalenia IKEA w Rydze. Według prokuratury grupa działała na rzecz wywiadu Federacji Rosyjskiej.
W przypadku Marywilskiej w Warszawie jeden z członków grupy dostał już wcześniej polecenie przyjazdu w okolice hali o konkretnej godzinie i nagrania pożaru oraz akcji strażaków.
O podobnej sprawie pisaliśmy już w Sprawdzamto. We wrześniu w Bułgarii spłonął magazyn amunicji należący do firmy EMCO. To przedsiębiorstwo Emiliana Gebrewa, bułgarskiego handlarza bronią, którego w 2015 r. ktoś otruł. Bułgarska prokuratura oskarżyła w tej sprawie trzech Rosjan.
Pożar magazynu był kolejnym takim zdarzeniem w obiektach EMCO. Bułgarscy śledczy badali też wcześniejsze eksplozje i pożary, a w 2024 roku sądy wydały europejskie nakazy aresztowania sześciu obywateli Rosji podejrzanych o udział w działaniach wymierzonych w bułgarski przemysł zbrojeniowy.