„Rosja nie jest moim wrogiem”. Tak chcą ocieplić wizerunek Kremla

Ta szeroka kampania ma przesunąć odpowiedzialność za rosyjską agresję na stronę zachodnich rządów, NATO i Unii Europejskiej. Niemal identyczne wpisy pojawiają się na kontach z różnych państw, w tym z Polski. 

„Rosja nie jest moim wrogiem”. Tak chcą ocieplić wizerunek Kremla
fot. Unsplash, Sprawdzam To

„Jestem Polakiem i Rosja nie jest moim wrogiem, moim wrogiem jest rząd mojego kraju…!!!” – napisał w jednym z kilku postów poświęconych rzekomej przyjaźni polsko-rosyjskiej użytkownik Facebooka, Dariusz Przybyłowicz. „Prawdziwy wróg to banderland…!!!” (tak w niektórych kręgach określana jest Ukraina, od nazwiska Stepana Bandery – red.) – grzmiał z kolejnego wpisu zwolennik Grzegorza Brauna, co można wywnioskować z działalności autora w mediach społecznościowych. 

Wpis RussiaIsNotMyEnemy (fot. X.com)
Wpis RussiaIsNotMyEnemy (fot. X.com)

Niemal identyczne wpisy znajdziemy na portalu X. I to w różnych językach – holenderskim, francuskim, fińskim, estońskim, duńskim, niemieckim i rzecz jasna w angielskim. Posty rzekomo publikowane są z różnych części świata – od Europy przez Amerykę Północną po Australię. Duża część z nich okraszona jest hasztagiem „RussiaIsNotMyEnemy” („Rosja nie jest moim wrogiem”). 

Dwie formy tej samej kampanii 

Jest jeszcze drugi, podobny wątek tej samej kampanii. W tej wersji matki wyrażają swoje obawy przed wysyłaniem swoich synów na front po to, by walczyli z przyjaciółmi, jakimi mają być Rosjanie. 

„Jestem holenderską matką z pięknymi synami. Nie urodziłam swoich dzieci po to, by wysyłać ich na okopy. Holenderskie i rosyjskie mamy nie chcą, aby ich chłopcy walczyli ze sobą. Nie jesteśmy wrogami” – zauważyła na portalu X Els van Veen, obecna na portalu X od 2021 r. Swój wpis okrasiła hasztagiem „RuslandIsNotMyEnemy”, co znaczy dokładnie to samo co „RussiaIsNotMyEnemy”.

Wpis z hasztagiem RuslandIsNotMyEnemy (fot. X.com)
Wpis z hasztagiem RuslandIsNotMyEnemy (fot. X.com)

Społeczność portalu X dodała do posta, który wyświetlono 612 tys. razy notatkę, że to bot i identyczne treści pojawiają się również na innych profilach. Internautka poczuła się urażona i zwróciła się bezpośrednio do Elona Muska, właściciela platformy, by „coś z tym zrobił”. Zaatakowała też chatbota Grok, że „to już przekracza wszelkie granice”. 

Użytkowniczka próbowała tłumaczyć, że jest 55-letnią kobietą, która nie chce, by jej „piękni synowie” zostali wysłani do „ukraińskiej maszynki do mielenia mięsa”.  

Faktem jest natomiast, że pod hasztagiem „RuslandIsNotMyEnemy” znajdziemy identyczne wpisy matek z Niemiec, Francji, Włoch i Danii. Nie brakuje też analogicznych haseł pochodzących od ojców. 

Nie tylko przypadkowe konta 

Kampania prowadzona jest bardzo szeroko i nie dotyczy jedynie „randomowych” kont niewiadomego pochodzenia. Prawdopodobnie, aby uwiarygodnić przekaz, w akcję włączyła się Ambasada Federacji Rosyjskiej w Holandii. 

„Jesteśmy pod wrażeniem flash moba «Rosja nie jest naszym wrogiem!». W pełni podzielamy tę ideę! Jesteśmy Rosjanami i nie jesteśmy waszymi wrogami! Podżegacze wojenni powinni to usłyszeć” – czytamy na profilu placówki w poście z 25 września 2026. 

Do wpisu dołączono grafikę przedstawiającą młodą kobietę w ludowym rosyjskim stroju. Wpis wyświetlono ponad 775 tys. razy. Komentarze wyłączono. 

 

Jeszcze szerzej akcję potraktowała norweska blogerka, komentatorka społeczno-polityczna i dziennikarka (jak sama siebie opisuje) Trude Helén Hole. Autorka od 2010 r. prowadzi bloga, a 26 września opublikowała długi materiał zatytułowany „Pochodzę z Norwegii – Rosja nie jest moim wrogiem. Wrogiem jest ONZ, NATO, UE, WEF i WHO – a także nasze rządy i media – a nie Rosja!”. Dodała, że zdjęcie wygenerowała za pomocą sztucznej inteligencji. 

W artykule uderzyła niemal we wszystkich, próbując jednocześnie wybielić Rosję i zdjąć z niej odpowiedzialność za wojnę w Ukrainie. Nie zabrakło też odniesień do historii, w tym do „wyzwolenia” Europy spod nazistowskiej okupacji przez Sowietów. 

Stara kampania, nowa fala 

Akcja ruszyła w sierpniu 2025 r., gdy w Rumunii odnaleziono naklejki z hasłem „Russia is not my enemy”. Informował o tym na Facebooku były minister sprawiedliwości Mołdawii Alexandru Tănase. „«Rosja nie jest twoim wrogiem» – dopóki nie wyśle cię na Syberię, nie zgwałci twojej żony, nie wyrzuci cię z domu i nie pozwoli ci umrzeć z głodu” – komentował polityk. Osoby, które kolportują tego typu przekaz, nazwał „pożytecznymi idiotami”. 

 

Później te same naklejki znaleziono we Włoszech i Francji. 

„Jest to element hybrydowej kampanii Kremla, której celem jest stworzenie wrażenia «pokojowego partnerstwa». Za pomocą takich narzędzi wpływu Rosja stara się przedstawiać siebie jako rozjemcę, umniejszać znaczenie własnych zbrodni oraz siać podziały w europejskich społeczeństwach” – informowało wówczas ukraińskie Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji (Center for Countering Disinformation – instytucja państwowa działająca przy Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy – red.). 

Ten sam podmiot we wrześniu br. przekazał, że „obecna fala w mediach społecznościowych ma na celu rozmycie odpowiedzialności Rosji za jej agresję, osłabienie postrzegania Rosji jako zagrożenia oraz podważenie poparcia dla Ukrainy w krajach partnerskich”. Przeniesiono ją też z ulicy do sieci, gdzie mogła bardzo łatwo zyskać szerokie grono odbiorców. 

 

Nie wiadomo dokładnie, skąd pochodzi ten przekaz, kto opublikował go jako pierwszy i nie ma dowodów na to, by kampania była inspirowana przez Ambasadę Federacji Rosyjskiej w Holandii. Zdaniem blogera i fact checkera o pseudonimie „Mattppea”, który przeanalizował kilkanaście tysięcy wpisów, trop prowadzi do Wielkiej Brytanii. Z jego analizy opublikowanej na stronie theangrydogs.com wynika, że tylko 9 proc. kont zawierających omawiane hasło powstało w 2026 r, a aż 78 proc. deklarowanych narodowości odpowiadało przypisanemu profilowi na X. Te dane można jednak zaburzyć np. poprzez wykorzystywanie VPN. To jeszcze nie jest dowód przeciwko istnieniu farmy trolli, ale stanowi przesłankę, że w kampanię nie były zaangażowane jedynie boty. 

 

Skąd to wzmożenie? 

Termin nasilenia działań propagandowych Kremla nie jest przypadkowy. Zdaniem ekspertki ds. zagrożeń hybrydowych i bezpieczeństwa narodowego dr Agnieszki Rogozińskiej z Akademii Sztuki Wojennej i Akademii Piotrkowskiej może to być związane z chęcią ocieplenia wizerunku Władimira Putina ze względu na powszechną krytykę zaproszenia go na szczyt G20, który w dniach 14–15 grudnia odbędzie się w Miami.

To próba przedstawienia Rosji jako partnera, z którym można usiąść przy stole negocjacyjnym i rozmawiać jak z podmiotem, który może pomóc we wprowadzeniu pewnego ładu międzynarodowego i uspokojeniu sytuacji. To odwrócenie narracji: Rosja ma być postrzegana nie jako podmiot, który doprowadził do eskalacji działań wojennych i jako agresor, tylko jako czynnik, który będzie tę sytuację łagodził – mówi w rozmowie z PAP ekspertka ds. zagrożeń hybrydowych i bezpieczeństwa narodowego.

Sama akcja w jej ocenie jest prosta, infantylna, ale to nie oznacza nieskuteczności. Twierdzi, że jest odwrotnie, bo właśnie dzięki temu może dotrzeć do większej liczby odbiorców, a nieagresywny przekaz pozwala na obejście algorytmów mediów społecznościowych, które mają obowiązek reagowania na niebezpieczne treści. Z takim przekazem łatwiej też dotrzeć do najmłodszych. 

Kontrakcja 

W słowniku Władimira Putina nie istnieje słowo „wojna”. Od początku napaści na Ukrainę mówi o „specjalnej operacji wojskowej”. Kreml wyspecjalizował się w pudrowaniu (zakłamywanie – red.) rzeczywistości, co widać także przy okazji akcji „Rosja nie jest twoim wrogiem”.  

W odpowiedzi na kampanię Rosji powstała spontaniczna kontroperacja. W polskiej, ale też międzynarodowej przestrzeni publicznej znajdziemy wpisy z przeciwnymi hasłami. 

„Jeśli Polak pisze, że jego wrogiem jest polski rząd i UE a nie Rosja, to jest on sam wrogiem Ojczyzny, kolaborantem. Zdrajcą. Bo dla Rosji Polska jest wrogiem. To tyle w skrócie” – napisał jeden z internautów, nie będąc w tej opinii osamotniony. 

 

Akcja „Rosja nie jest moim wrogiem” została zainicjowana w formie naklejek, po czym ten sam przekaz trafił do mediów społecznościowych i został wzmocniony poprzez wpisy Ambasady Federacji Rosyjskiej w Holandii. Inspiracja najpewniej pochodziła z Kremla, natomiast później włączyli się „zwykli ludzie” podzielający takie stanowisko. Zaangażowanie botów nie było w tym przypadku kluczowe, mogło stanowić jedynie „zapalnik” do rozprzestrzeniania takiej narracji. Podobnymi mechanizmami Kreml posiłkuje się często przy okazji zbliżających się ważnych wydarzeń, a takim może być szczyt G20 w Miami. 

Mamy tu jednak jasny rozdźwięk między propagandą Moskwy a komunikatami płynącymi z europejskich krajów o możliwej eskalacji działań hybrydowych ze strony Władimira Putina.

Źródła

  1. theangrydogs.com

  2. PAP / Ekspertka: prokremlowska akcja „Rosja nie jest moim wrogiem” to efekt zaproszenia Putina na G20

  3. trudehelenhole.no

  4. cpd.gov.ua

  5. Facebook

  6. X

Nasi autorzy