Rosyjski dron nie przekroczył granicy Polski. Aplikacja Strażnik błędnie wskazała pozycję

Aplikacja Strażnik, która monitoruje dane o dronach lecących w stronę Polski, w poniedziałek pokazała na mapie, że jeden z nich przekroczył granicę. Wywołało to podejrzenia, że władze ukrywają wtargnięcie drona. Twórca aplikacji wyjaśnił, że jego pozycja została błędnie przedstawiona.

Rosyjski dron nie przekroczył granicy Polski. Aplikacja Strażnik błędnie wskazała pozycję
fot. N.Economou/NurPhoto/Getty Images

Strażnik to aplikacja, którą można zainstalować w telefonie albo używać w przeglądarce. Jej twórca nazywa ją nieoficjalnym systemem wczesnego ostrzegania. „Strażnik pokazuje, co dzieje się w powietrzu nad Polską i w okolicy, ostrzegając, gdy kilka niezależnych sygnałów zaczyna wskazywać na zagrożenie” – czytamy w opisie programu w sklepie App Store.

Uwzględniane przez aplikację sygnały pochodzą z różnych źródeł, w tym ukraińskiego agregatora Neptun opartego na zgłoszeniach obserwatorów raportujących przelot dronów i rakiet nad Ukrainą. Dochodzą do tego dane systemu lotniczego ADS-B, strefy ograniczeń Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej oraz alerty ukraińskich obwodów i polskiego Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.

„Aplikacja nie jest narzędziem rządowym ani służb” – podkreśla jej twórca, nazywając Strażnika „nieoficjalnym, dodatkowym źródłem informacji”. „Nie zastępuje syren, alertów RCB ani RSO. W razie realnego zagrożenia kieruj się oficjalnymi kanałami” – uprzedza.

Aplikacja jedno, komunikaty drugie

W aplikacji widać mapę Polski i sąsiednich krajów. Jest ona aktualizowana na żywo, a pojawiają się na niej m.in. samoloty oraz raportowane w czasie rosyjskich ataków drony i rakiety. „Dron z kursem na granicę PL, około 80 km od granicy” – brzmiał jeden z komunikatów pokazywanych przez aplikację 29 września.

Dzień wcześniej, podczas rosyjskiego ataku, Strażnik pokazał drona, który zbliżył się do granicy polsko-ukraińskiej w rejonie przejścia Dorohusk–Jagodzin. Dane pochodziły z ukraińskiego agregatora Neptun. Obiektowi towarzyszył opis: „Potwierdzeń: sześć. Wiarygodność: wysoka. Niepewność pozycji ±4 km. Odległość od granicy PL: 0,2 km”. 

Na mapie wyglądało to tak, jakby dron przekroczył granicę i przeleciał kilka kilometrów nad terytorium Polski.

To, co pokazała aplikacja, stało w sprzeczności z komunikatami polskiego wojska i Ministerstwa Obrony Narodowej. 

„Dron odrzutowy uderzył po stronie ukraińskiej, ok. 2 km od przejścia granicznego z Polską w Dorohusku” – ogłosił w poniedziałek na platformie X szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. „Zdarzenie było monitorowane przez systemy Sił Zbrojnych RP. (…) Nie odnotowano naruszenia przestrzeni powietrznej RP” – podało Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych. 

Wcześniej poderwano myśliwce, a ok. godz. 17 RCB wysłało do mieszkańców woj. lubelskiego Alert RCB o zagrożeniu atakiem z powietrza. Zawyły syreny alarmowe, a przejścia graniczne w Dorohusku i Zosinie zostały ewakuowane.

„U nas wybuchł” – napisał o dronie na X autor konta o nazwie Strażnik (@laczynasprawda), które – jak wynika z jego opisu – nie jest związane z aplikacją o tej samej nazwie. W poniedziałek zamieścił na X nagranie widoku z aplikacji, na którym ikona drona przemieszczała się na terytorium Polski. „Ciekawe co tym razem będą chcieli nam wmówić” – napisał, sugerując, że oficjalna wersja o upadku drona po stronie ukraińskiej jest nieprawdziwa. Wpis z nagraniem w niespełna dobę wyświetlono blisko 190 tys. razy.

Aplikacja przewidywała dalszy lot drona

Twierdzeń o eksplozji na terenie Polski nie potwierdzały jednak ani komunikaty polskich, ani ukraińskich władz. 

„Odnotowano jeden wrogi bezzałogowy statek powietrzny typu »Szached« (odrzutowiec). Niestety, doszło do trafienia w pobliżu granicy z RP, we wsi Starowojtowe (przejście graniczne »Jagodyn«)”– poinformował na Telegramie Roman Romaniuk, p.o. szefa Wołyńskiej Obwodowej Administracji Wojskowej.

Na nagraniu z ataku zamieszczonym w ukraińskich mediach społecznościowych widać obiekt spadający i wybuchający za ścianą drzew w rejonie centrum handlowego Dobrobut, które znajduje się około kilometra od przejścia granicznego po ukraińskiej stronie.

Sprzeczność między obrazem z aplikacji a komunikatami władz wyjaśnił twórca Strażnika, Piotr Kukier. 

To mieszkaniec Lublina, który nie jest programistą i stworzył aplikację z użyciem sztucznej inteligencji. Jak opowiadał serwisowi Lublin Nasze Miasto, impulsem stało się to, że nie usłyszał syren alarmowych w mieście. „Pomyślałem wtedy, że potrzebuję własnej syreny w telefonie. Tego samego dnia działał już pierwszy prototyp Strażnika” – mówił.

W poniedziałek Kukier wyjaśnił na Facebooku, że ostatnia raportowana pozycja wykrytego drona znajdowała się 0,2 km od granicy po stronie ukraińskiej. Karta informacyjna obiektu podawała tę pozycję poprawnie, ale mapa w przerwach pomiędzy kolejnymi obserwacjami przesuwała ikonę wzdłuż przewidywanego kursu lotu. W efekcie wyglądało to tak, jakby dron przeleciał jeszcze ok. 3 km w głąb Polski.

Twórca poprawił już ten element i zaktualizował aplikację tak, aby ikona pozostawała w miejscu ostatniego zgłoszenia obiektu. Po aktualizacji przy obiektach znajdujących się w pobliżu granicy Polski ma pojawiać się informacja o odległości od niej.

To nie jest oficjalny system ostrzegania

Osoby używające Strażnika chwalą aplikację w mediach społecznościowych, pisząc m.in., że ostrzegała przed zagrożeniem szybciej niż alerty RCB albo pozwalała sprawdzić, dlaczego podniesiono alarm. Niektórzy podkreślają jednak, że pokazywane na mapie informacje – takie jak pozycja dronów – mają charakter przybliżony.

„Czy nie uważasz, że powinieneś za każdym razem informować dużymi literami: to jest tylko przybliżona opcja, niekoniecznie zgodna ze stanem faktycznym?” – zapytał twórcę aplikacji jeden z jej użytkowników. Jak dodał, ludzie zaczęli wierzyć w to, co widzą w Strażniku, a to może prowadzić do błędnej oceny zagrożenia.

„Wiem, dlatego starałem się zbalansować przejrzystość i zachowanie wszystkich niezbędnych informacji” – odpowiedział twórca. Dodał, że kluczowe znaczenie ma instrukcja korzystania z aplikacji. „To nie jest oficjalny system ostrzegania (…) Wynik jest wskaźnikiem aplikacji, a nie prawdopodobieństwem uderzenia” – czytamy w niej.

Źródła

  1. Strażnik – nieoficjalny system wczesnego ostrzegania, strona internetowa.

  2. Strażnik: alarm powietrzny. App Store.

  3. Władysław Kosiniak-Kamysz, wpis na X z 28 września 2026 r.

  4. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, komunikat prasowy z 28 września 2026 r.

  5. Strażnik (@laczynasprawda), wpisy na X z 28 września 2026 r.

  6. Roman Romaniuk, wpis na Telegramie z 28 września 2026 r.

  7. Lublin Nasze Miasto, Nie usłyszał syren, więc stworzył aplikację, która ostrzega tysiące Polaków, 26 września 2026 r.

  8. Piotr Kukier, wpis na Facebooku z 28 września 2026 r.

Nasi autorzy