5,19 zł, „jedna decyzja” i VAT
„Wszyscy pamiętamy te kampanijne obietnice. Tylko nas wybierzcie, a benzyna będzie po 5,19” – powiedział Karol Nawrocki odnosząc się do słów Donalda Tuska z 2022 r.
Najbardziej znana wypowiedź Tuska o 5,19 zł padła 14 czerwca 2022 r. Ówczesny lider PO odpowiadał na pytanie, ile kosztowałoby paliwo, gdyby został premierem. Podał cenę 5,19 zł. Ale w tej samej rozmowie mówił o marżach Orlenu i Lotosu. To ich obniżenia się domagał. Nie mówił, że drogą do osiągnięcia ceny 5,19 zł ma być obniżka VAT. Rok później Donald Tusk wrócił do tematu.
„Wystarczy jedna prosta decyzja, żeby benzyna w Polsce kosztowała nie ponad 6 zł, tylko 5 zł”.
Doprecyzował wówczas, o jaką decyzję mu chodzi. Znów o ograniczenie zysków Orlenu. W orędziu Karol Nawrocki zestawił to jednak inaczej: 5,19 zł – jedna decyzja – VAT. W źródłowych wypowiedziach Tuska propozycji takiego rozwiązania nie ma.
Ponad 2 zł taniej. I to „natychmiast”
Prezydent Nawrocki w orędziu nawiązał do swojego projektu, który był prezentowany na początku września 2026 r.
„Taki mechanizm oznaczałby natychmiastowy spadek ceny paliwa o ponad 2 zł na litrze”– powiedział w środę Karol Nawrocki.
Podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Karol Rabenda mówił podczas prezentacji projektu „Paliwo Kosztuje Normalnie”, że marża wynosi około 2,35 – 2,50 zł na litrze. Po jej ograniczeniu cena litra benzyny – „według szacunków” miałaby spaść o 1,70 – 2,60 zł.
Niby podobnie, ale nie to samo. Przedstawiciel Kancelarii Prezydenta mówił wtedy o przedziale i szacunkowej cenie benzyny. W orędziu Karola Nawrockiego usłyszeliśmy tymczasem, że mechanizm „oznaczałby natychmiastowy spadek” ceny o ponad 2 zł. Rządowy projekt obejmuje ograniczenie marż, czasowe zwolnienie z podatku od sprzedaży detalicznej i możliwość elastycznego obniżania akcyzy.
„Pełna odpowiedzialność” rządu
W innym miejscu wystąpienia Karol Nawrocki stwierdził:
„To rząd ponosi pełną odpowiedzialność za ceny paliw”.
Prezydencki projekt powstał właśnie po to, by reagować również na zakłócenia rynku paliw. To oznacza sytuacje, w których na cenę nie wpływa wyłącznie decyzja ministra czy premiera. Rząd ma wpływ na podatki i regulacje. Państwo jest też największym akcjonariuszem Orlenu. Tyle że ceny benzyny na stacjach nie ustala sam rząd. Wpływ na nią mają choćby światowe ceny ropy i kurs dolara. Pisze o tym zresztą sama Kancelaria Prezydenta, nakreślając warunki, w których miałby działać jej projekt ustawy.
Skąd więc „pełna odpowiedzialność” rządu?
Prezydent poszedł dalej. Stwierdził, że rząd nie obniża cen benzyny, bo drogie paliwo oznacza większe wpływy z VAT, a później także dywidendę z Orlenu. Jednak tu brakuje najważniejszego: dowodu. Nie na to, że państwo pobiera VAT albo że Orlen wypłaca dywidendę. To wiemy. Prezydent nie pokazuje dowodu, że rząd właśnie dlatego utrzymuje wysokie ceny paliw. A przecież taki zarzut stawia. „Marszałek Sejmu jednak mrozi ten projekt” – powiedział Karol Nawrocki nawiązując do swojej propozycji ustawy.
Przypomnijmy, że prezydencki projekt pojawił się w drugiej połowie września. W Sejmie trwały już wtedy prace nad rządową ustawą dotyczącą nadzwyczajnych zysków ze sprzedaży paliw. 17 września Sejm zajmował się jej sprawozdaniem. Tego samego dnia posłowie PiS mówili już z mównicy o konkurencyjnej propozycji prezydenta i przewidywanej obniżce o 1,70–2,60 zł. Projekt prezydenta wpłynął do Sejmu dzień później 18 września. Potem ruszyła procedura opiniowania.
151 miliardów deficytu, czyli mniej niż w poprzednim roku
Potem prezydent przeszedł do stanu finansów państwa.
„Dochody z podatków są niższe od zakładanych, a dziura budżetowa po sierpniu to ponad 150 miliardów złotych”.
Druga część tego zdania się zgadza. Rzeczywiście po sierpniu deficyt budżetu państwa wyniósł 151,1 mld zł. Ale sama kwota bez przedstawienia kontekstu niewiele mówi. Było to 55,6 proc. deficytu zaplanowanego na cały 2026 r. Rok wcześniej, po ośmiu miesiącach, deficyt wynosił więcej, bo 172 mld zł.
Prezydent pominął istotne dane.
Dochody budżetu państwa po sierpniu wyniosły 387,2 mld zł, czyli 59,8 proc. rocznego planu. Dochody podatkowe sięgnęły 343,1 mld zł i były o 6,8 proc. wyższe niż w tym samym okresie 2025 r. To nie znaczy, że z finansami publicznymi nie ma problemu. Agencja ratingowa Moody’s chwilę później wskazała na wysokie deficyty i rosnący dług. Jednak 151 mld zł nie dowodzi, że państwo „dochodzi do finansowej ściany”, jak powiedział prezydent.
Moody’s obniżył rating
Moody’s uzasadnił obniżkę wysokimi deficytami, rosnącymi kosztami obsługi długu i samym zadłużeniem. Na 2026 i 2027 r. prognozuje deficyt w okolicach 7 proc. PKB. To mocne dane i Karol Nawrocki ma podstawy, żeby się na nie powoływać. Ale z decyzji Moody’s umknął prezydentowi jeden ważny szczegół. Agencja, obniżając rating z A2 do A3, jednocześnie zmieniła jego perspektywę z negatywnej na stabilną.
„Dziś nie ma środków na reakcję na rynku paliw i dla szpitali, a jutro może zabraknąć na zbrojenia i wypłaty emerytur” – powiedział w orędziu Karol Nawrocki.
Moody’s rzeczywiście pisze o pogarszającej się sytuacji finansów państwa. Wymienia wysokie wydatki na obronność, zdrowie, inwestycje i świadczenia społeczne. Mają one utrudniać obniżenie deficytu. Ale wniosku, że Polsce może zabraknąć pieniędzy na wypłatę emerytur albo zbrojenia, w argumentacji decyzji agencji nie ma. To interpretacja Karola Nawrockiego.
Bilion długu i 26 tysięcy dla noworodka
Po chwili prezydent sięgnął po kolejne liczby:
„Ten rząd w ciągu czterech lat zwiększa nasze zadłużenie o ponad bilion złotych. To ponad 26 tysięcy złotych długu na każdego Polaka”.
Karol Nawrocki obrazowo powołał się na statystyczne nowonarodzone polskie dziecko. Urodziło się właśnie dziś, nie zdążyło powiedzieć „mama”, a rząd – jak mówił Nawrocki – już dopisał mu 26 tys. zł długu. Taki obraz pozostaje w głowie odbiorcy. Tylko że owe cztery lata, które wskazał prezydent jeszcze nie minęły. Bilion nie opisuje więc wyłącznie tego, co już się wydarzyło. W tej kwocie zawarty jest również prognozowany wzrost zadłużenia.
Z kwotą 26 tys. zł sprawa jest prostsza. Można podzielić dług przez liczbę mieszkańców. Wyjdzie „dług na Polaka”. Noworodek 26 tys. zł długu jednak nie dziedziczy. Nie ma takiego zobowiązania. To sposób przedstawienia ogromnej kwoty w bardziej przemawiającej do wyobraźni formie. I chyba właśnie o wyobraźnię tu chodzi.
Podatki, NFZ i dwie historie do sprawdzenia
Kolejny zarzut w orędziu prezydenta: „nawet kilkanaście podatków”. Ich podwyżki – przewiduje Nawrocki – mają wkrótce trafić na jego biurko. Jakie konkretnie? Prezydent w orędziu ich nie wymienia. Poruszył natomiast temat sprzed kilku miesięcy. Według Karola Nawrockiego rząd oczekiwał 3 mld zł „z prezydenckiego funduszu” dla NFZ i w ten sposób „wziął na zakładników pacjentów”.
Prezydent ostatecznie podpisał ustawę rządową i wysłał ją do Trybunału Konstytucyjnego
Prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę, choć nadal zgłasza zastrzeżenia do jej konstytucyjności. Zapowiedział więc kontrolę następczą w Trybunale Konstytucyjnym. Sam taki ruch jest przewidziany przez Konstytucję. Prezydent może podpisać ustawę, a następnie skierować ją do TK. Tylko że 18 grudnia 2025 r. Wielka Izba TSUE wydała wyrok w sprawie C-448/23. Trybunał odniósł się w nim m.in. do wymogu niezawisłego i bezstronnego sądu ustanowionego ustawą oraz do wadliwego składu polskiego Trybunału Konstytucyjnego. EUR-Lex To ważny kontekst, kiedy prezydent zapowiada, że właśnie ten organ ma zbadać podpisaną ustawę.
„Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”
Karol Nawrocki zaznaczył , że nie chce „nieustannej wojny politycznej”. Powiedział to w wystąpieniu, w którym oskarżył rząd o „szantaż”, traktowanie obywateli jak „bankomat” i celowe utrzymywanie wysokich cen paliw. Zakończył orędzie słowami „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”.
Orędzie prezydenta Nawrockiego jest przykładem zastosowania zabiegów dezinformacji. W jednym miejscu używa danych wyrwanych z kontekstu, w innym pomija ważne informacje z dokumentu, na który się powołuje. Gdzie indziej dane szacunkowe wybrzmiewają jak bezwzględny fakt. Pojedynczo każdy z takich elementów może i mógłby wyglądać niewinnie. Jednak po złożeniu ich w całość brzmią znacznie bardziej kategorycznie niż materiały, na które powołuje się głowa państwa, budując przekaz, który manipuluje faktami.