4 października 2026 r. w sieci pojawiła się IFR Demography Dashboard – witryna z interaktywną mapą 15 krajów, która wskazuje rok, w którym „populacja migrancka” przekroczy 50 proc. Według jej założeń jest to moment, w którym z powodu masowej imigracji oraz niskiego wskaźnika urodzeń rdzenni mieszkańcy danego kraju europejskiego mogą stać się mniejszością we własnej ojczyźnie. Na stronie pojawił się nawet specjalny zegar odliczający lata, miesiące i dni. Wpis źródłowy miał dziesiątki tysięcy wyświetleń. Mapę szeroko opisały europejskie media, m.in. Hungarian Conservative, szwedzki Fria Tider (z 6 października) i niemiecka agencja bne IntelliNews.
Skąd się wziął ten Instytut?
Instytut IFR (Institute for Remigration), na którego stronach pojawiła się mapa, założył dopiero w 2026 roku Austriak Martin Sellner. To ekonomista określany w niemieckiej prasie (np. przez Der Spiegel) jako prawicowy ekstremista. Według tygodnika to właśnie Sellner przygotował plan na pierwsze 100 dni ewentualnego rządu skrajnie prawicowej partii AfD w Saksonii-Anhalt. W tym urząd ds. remigracji zakładający wydalanie z kraju m.in. osób bez stałego pobytu czy obywateli „niezasymilowanych”.
Co naprawdę pokazuje mapa?
Jej twórcy (IFR) twierdzą, że „rdzenni” mieszkańcy (np. Niemcy czy Szwedzi) staną się mniejszością we własnych krajach. „Punkt krytyczny” dla Belgii przypada na 2044 rok, dla Szwecji na 2046, a w kolejnych latach dla Francji (2050), Austrii (2052) i Wielkiej Brytanii (2053). Hiszpania, Holandia, Norwegia, Portugalia i Włochy przekroczą tę granicę między 2057 a 2069 rokiem, Irlandia w 2077 roku, Finlandia w 2088 roku, podczas gdy Dania utrzyma się aż do... 2156 roku.
Brzmi alarmistycznie? Dla niektórych tak. Jest to jednak wyłącznie polityczny straszak, który manipuluje danymi. Dlaczego?
Po pierwsze, twórcy użyli programu (tzw. macierzy Lesliego), do którego po prostu wrzucili dane z ostatnich lat i kazali mu liczyć to samo w kółko aż przez następne 100 lat. Wyszli oni z nieprawdziwych założeń. Według mapy:
• Liczba migrantów przyjeżdżających co roku do danego kraju będzie zawsze taka sama.
• Dzieci migrantów nigdy nie poczują się obywatelami kraju, w którym żyją (w austriackim modelu dziecko, wnuk i prawnuk imigranta zawsze są liczeni jako „obcy”), choć przecież w prawdziwym życiu ludzie się asymilują, biorą śluby z lokalnymi mieszkańcami i stają się częścią nowego społeczeństwa. Model IFR tego w ogóle nie ujmuje.
Krzysztof Bosak także byłby „obcy”
Kolejna manipulacja to definicja „migranta”. Twórcom mapy zależy na alarmistycznym wydźwięku – chcieli, by w ich wyliczeniach wyszły pasujące im liczby. Na przykład w Szwecji i Niemczech dopisali do tej grupy osoby, które mają tylko jednego rodzica lub nawet dziadka z zagranicy. Wrzucili do jednego worka wszystkie osoby z tłem migranckim, także urodzone w opisywanym kraju. W Szwajcarii większość tych „migrantów” to po prostu inni Europejczycy, czyli Niemcy, Włosi, a także Polacy, a nie – jak chcieliby twórcy – ludzie z odległych kultur.
Według założeń twórców mapy dziecko „migrantki” jest „migrantem” na zawsze. W Danii przy takich założeniach próg 50 proc. zostałby osiągnięty dopiero w 2156 r. Sama mapa nie jest przy tym konsekwentna w opisie tego progu – na podstronach mowa jest o „większości dorosłych”, a w głównym opisie o 50 proc. całej populacji.
Choć w sieci takich danych nie brakuje, mapa całkowicie ignoruje zwykłe, codzienne procesy społeczne, takie jak asymilacja kulturowa czy małżeństwa mieszane. Wszystkich potomków migrantów z automatu przypisuje się do kategorii „obcych” (w Niemczech dotyczy to nawet potomków Austriaków). Dobrym przykładem jest burmistrz Londynu Sadiq Khan (rządzi od 2016 roku). Urodził się w brytyjskiej stolicy i skończył tamtejsze państwowe uczelnie (London Metropolitan University oraz University of Law). Według mapy jest jednak „obcy”, ponieważ jego rodzice przybyli do Wielkiej Brytanii z Pakistanu.
Mapa nie obejmuje na razie Polski. Jednak według jej założeń jako obcy mogliby zostać uznani m.in. premier Jan Olszewski, Jan Nowak-Jeziorański, a nawet lider Konfederacji Krzysztof Bosak, którego dziadkowie urodzili się na terenach dzisiejszej Ukrainy.
Pytanie obrazujące nieudolność mapy pod względem zmian społecznych brzmi: kto miałby dokonać tej czystki? Spójrzmy na przykład Berlina, gdzie blisko 40 proc. policjantów nowo przyjmowanych do pracy ma tzw. przeszłość migracyjną. Z kolei w niemieckiej armii (Bundeswehrze) odsetek żołnierzy z tłem migracyjnym szacuje się dziś na nawet 15 proc. w skali całych sił zbrojnych.
Wnioski
• Dane z mapy należy traktować wyłącznie jako abstrakcyjne symulacje, a nie realne prognozy.
• Projekt jest osadzony w radykalnej ramie ideologicznej. Progi uznane za „punkty przełomu” lub „cele” nie wynikają z kryteriów naukowych, lecz stanowią manifest polityczny. Realizacja tych założeń wymagałaby masowych, przymusowych wysiedleń na skalę setek tysięcy osób rocznie.
• Mapa IFR opiera się na skrajnie prawicowym haśle o „Wielkim Zastąpieniu” (ang. Great Replacement), czyli teorii spiskowej mówiącej, że ktoś celowo wymienia ludność Europy. Autorzy mapy celowo mylą pojęcie narodu z rubryką w urzędzie statystycznym.
• Model użyty do stworzenia mapy opiera się na nierealistycznym założeniu stałości trendów demograficznych i migracyjnych przez ponad wiek (!).
• Głównym błędem mapy nie jest sam kierunek zmian (bo obecnie Europa się starzeje, a migrantów przybywa, co jest naturalnym procesem), lecz rażące zawyżenie ich skali oraz katastroficzne, upolitycznione wnioski wyciągnięte z uproszczonego modelu.
Przeczytajcie też: Bosak znalazł winnych niżu demograficznego. Tym razem to migranci