Dokładna data wyborów parlamentarnych w 2027 r. nie jest jeszcze znana. Według sondażu przeprowadzonego przez Ogólnopolską Grupę Badawczą (OGB) w dniach 18–22 września Koalicja Obywatelska może liczyć na 36,5 proc. głosów. Przewaga nad partiami prawicowymi – PiS-em i Konfederacją – wynosi odpowiednio 13,9 oraz 22,65 punktów procentowych. Do Sejmu weszłyby jeszcze trzy ugrupowania – Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna (9,43 proc.), Nowa Lewica (6,85 proc.) i stowarzyszenie Rozwój Plus (5,11 proc.).
Kampania wyborcza formalnie jeszcze się nie rozpoczęła (zacznie się z dniem ogłoszenia postanowienia w Dzienniku Ustaw – red.), ale część partii przedstawiła już główne założenia swojego programu oraz ogłosiła kandydata na przyszłego premiera. Starania o pozyskanie głosów wyborców będą odbywać się w dobie eskalacji działań Federacji Rosyjskiej na poziomie ataków hybrydowych i prób sabotażu. Kreml nie przepuści okazji, by namieszać w polskich wyborach, o czym ostrzega Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa – Państwowy Instytut Badawczy (NASK).
„Wszystko, co można sobie wyobrazić”
Uwagę na możliwe działania Rosji w trakcie kampanii wyborczej zwraca Magdalena Wilczyńska z NASK. Jej zdaniem musimy być przygotowani „na wszystko, co można sobie wyobrazić i jeszcze więcej”.
Na przykład wykorzystanie chatbotów do dystrybucji dezinformacji albo angażowanie influencerów generowanych przez sztuczną inteligencję – tłumaczy szefowa pionu ochrony informacyjnej cyberprzestrzeni w NASK. – Obawiam się wysypu fałszywych kont kandydatów, podszywania się pod te ponad 6 tys. osób, które będą kandydować. Monitorowanie takiej liczby kont będzie bardzo trudne – dodaje.
Ekspertka zapewnia, że jako instytucja powołana do przeciwdziałania dezinformacji jest dobrze przygotowana, ale to nie wystarczy. NASK zamierza przeszkolić też komitety wyborcze „pod kątem bezpieczeństwa i stworzyć dla nich specjalne kanały do zgłaszania takich podszywających się kont”.
Przykłady z Mołdawii, Rumunii, Węgier
Rosja od lat w różnych kierunkach wyciąga swoje macki i próbuje wywierać naciski na przebieg wyborów w różnych krajach. Nie ma praktycznie kampanii, w którą kremlowskie służby nie starają się ingerować. Przykładów nie trzeba długo i daleko szukać.
24 listopada 2024 w pierwszej turze wyborów w Rumunii z 22,94 proc. poparcia zwyciężył antyzachodni nacjonalista Călin Georgescu. Sondaże dawały mu ok. 10 proc. Na dwa dni przed zaplanowaną drugą turą wyborów głosowanie zostało unieważnione. Sąd Konstytucyjny Rumunii jednogłośnie orzekł, że kampania nie była uczciwa ze względu na prawdopodobny udział rosyjskich służb. Ponadto Georgescu oficjalnie deklarował, że nie poniósł żadnych wydatków na swoją kampanię. Jednocześnie na jej prowadzenie wpłynęło ponad milion euro darowizn z niewiadomego źródła, a na jej rzecz działało odpłatnie na platformie TikTok ok. 25 tys. kont, w tym fałszywych i ponad 100 influencerów.
Najwyższa Rada Obrony Narodowej 4 grudnia odtajniła dokumenty wywiadowcze dotyczącego „agresywnej hybrydowej akcji Rosji”, mającej na celu zwiększenie popularności niezależnego kandydata, który jednoznacznie opowiadał się przeciwko Unii Europejskiej i zacieśnianiu współpracy z Zachodem.
„Ataki były intensywne, nie ustały nawet w dniu wyborów i w nocy po wyborach. Tryb działania i amplituda kampanii prowadzi nas do wniosku, że napastnik ma znaczne zasoby specyficzne dla atakującego państwa” – napisała służba wywiadowcza. Kreml oczywiście zaprzeczał ingerencji.
Powtórzone wybory prezydenckie wygrał kandydat niezależny Nicușor Dan, ówczesny burmistrz Bukaresztu. Pokonał prawicowego polityka George Simiona.
W podobny sposób Rosja próbowała zakłócić referendum unijne oraz wybory prezydenckie i parlamentarne w Mołdawii. W kwietniu 2025 r. premier Dorin Recean oznajmił, że inspirowani przez zbiegłego prorosyjskiego oligarchę Ilana Sora kremlowscy agenci wydali ponad 200 mln euro, by przekupić wyborców do głosowania przeciwko potencjalnemu przystąpieniu Mołdawii do Unii Europejskiej. Referendum w tym zakresie przeprowadzono wspólnie z wyborami prezydenckimi, które wygrała prozachodnia Maia Sandu.
Szef mołdawskiego rządu we wrześniu 2025 r. przestrzegał przed akcją dezinformacyjną Rosji przed wyborami parlamentarnymi.
„Republika Mołdawii znajduje się w środku kampanii wyborczej — podobnie jak Federacja Rosyjska. Jednak podczas gdy my prowadzimy kampanię u siebie, Rosja próbuje prowadzić swoją kampanię wewnątrz naszego kraju. Jej celem jest przejęcie władzy w Kiszyniowie z naruszeniem suwerennej woli Mołdawian” – mówił Recean.
Premier wymienił cztery główne metody stosowane przez Rosjan: rekrutowanie grup przestępczych w celu wywołania masowych zamieszek, przestępczy schemat kupowania głosów prowadzony przez sieć Șora, cyberataki oraz masowe zatruwanie przestrzeni informacyjnej. Dodał, że młodzi ludzie szkoleni byli w Serbii do przeprowadzania akcji sabotażowych i dokonywania aktów wandalizmu oraz podpaleń w Mołdawii, głównie w spornym zdaniem Rosji Naddniestrzu. W przestrzeni cyfrowej tworzono wierne kopie stron internetowych, by kolportować treści zgodne z polityką Kremla (akcja Doppelgänger).
Rosja nie osiągnęła swojego celu. Wybory wygrała prozachodnia Partia Akcji i Solidarności, która zyskała samodzielną większość.
Rosyjskiej propagandzie nie udało się też utrzymanie przy władzy Victora Orbána. Po 16 latach Fidesz przegrał wybory parlamentarne na Węgrzech na rzecz Partii Szacunku i Wolności (TISZA), kierowanej przez Pétera Magyara. Rosja wykorzystała tu podobne metody. Aktywna była grupa Storm-1516, która swoją działalność opiera na fałszowaniu stron internetowych oraz nagrań. Prowadzona była operacja „Matrioszka” w celu podszywania się pod zachodnie media.
Węgierski fact checker z portalu Lakmusz Szilárd Teczár poszedł jednak pod prąd i przestrzegł, by nie przeceniać wpływu Rosjan na wynik wyborów na Węgrzech. Według jego szacunków kampania dezinformacyjna w 90 proc. pochodziła z krajowych kont. Potwierdziła to później OBWE.
USA – ewolucja Rosji
Na przykładzie Stanów Zjednoczonych chyba najlepiej widać, w jakim kierunku zmierzają rosyjskie służby w kwestii zaburzania procesów wyborczych w obcych państwach. W 2016 roku w wyborach prezydenckich kremlowskie służby na osobiste polecenie Władimira Putina przeprowadziły operację o kryptonimie Projekt Łachta. Utworzono farmę trolli, którzy mieli radykalizować debatę publiczną i polaryzować społeczeństwo, zohydzając wyborcom Hillary Clinton, ówczesną przeciwniczkę Donalda Trumpa. Media społecznościowe wykorzystywano też do rekrutowania osób, mających wyjść na ulice i protestować przeciwko polityce proponowanej przez Clinton.
Specjalny Prokurator Robert Mueller w toku śledztwa wykazał, że manifestacje inspirowane przez rosyjską farmę trolli odbyły się w kwietniu 2016 roku w Nowym Jorku („Down with Hillary” – Precz z Hillary) oraz na Florydzie.
Cztery lata później Rosja za pośrednictwem swoich służb próbowała wykorzystywać amerykańskich pośredników do rozpowszechniania niezweryfikowanych informacji na temat Joe Bidena, jego otoczenia i Partii Demokratycznej. W 2020 r. ukraiński polityk Andrij Derkach, którego amerykański Departament Skarbu nazywał „rosyjskim agentem”, formułował zarzuty mające świadczyć o korupcji Joe Bidena i jego syna Huntera. Jego zdaniem obaj mieli przyjąć po 5 mln dolarów łapówki od ukraińskiej firmy energetycznej Burisma. Nie znalazło to odzwierciedlenia w faktach i nie zaszkodziło Bidenowi, który pokonał Donalda Trumpa.
Wszystko skumulowało się w wyborach z 2024 r. To były pierwsze wybory prezydenckie w USA po wybuchu wojny w Ukrainie, ale metody pozostały takie same. Dodano tylko kilka nowych elementów, takich jak wykorzystanie konkretnych organizacji do siania zamętu.
„Rosja wykorzystuje takie podmioty jak objęte amerykańskimi sankcjami organizacje Social Design Agency (SDA) i ANO Dialog oraz państwowy nadawca medialny RT, aby potajemnie wzmacniać i podsycać wewnętrzne podziały w USA oraz dążyć do osiągnięcia preferowanych przez Rosję wyników wyborów” – czytamy w komunikacie Biura Dyrektora Wywiadu Narodowego USA.
„Te podmioty, między innymi, wspierają wysiłki Moskwy mające na celu wpływanie na preferencje wyborców na korzyść byłego prezydenta oraz zmniejszanie szans wiceprezydent (Kamali Harris – red.), wykorzystując takie metody jak ukierunkowane operacje wpływu w internecie, w mediach społecznościowych oraz na stronach internetowych przedstawiających się jako wiarygodne serwisy informacyjne” – dodano.
Eskalacja ze strony Rosji
13 września, po tym, jak rosyjski dron uderzył w pobliżu polsko-ukraińskiej granicy, premier Donald Tusk mówił, że agresja Kremla eskaluje i „nie możemy wykluczyć, że będzie ona dotyczyła także naszego terytorium”. Cztery dni później podczas przemówienia w Sejmie zaznaczał, że jesień i późna zima będą pod tym względem krytycznym okresem.
Mówił o tym roku, a nie o przyszłej jesieni, gdy mają odbyć się wybory parlamentarne w Polsce. Niemniej działania rosyjskich służb w przestrzeni medialnej już są widoczne i na razie skupiają się przede wszystkim na skłócaniu Polaków z sąsiadami, w tym z Ukraińcami mieszkającymi nad Wisłą. Działania te polegają m.in. na budowaniu wizerunku „banderowskiej Ukrainy”.
„Rosyjskie działania na rzecz wzmacniania polsko-ukraińskiego sporu będą nasilać się przed wyborami parlamentarnymi w Polsce (jesień 2027 r.) oraz prezydenckimi na Ukrainie. Rosja traktuje wybory jako dogodny moment ingerencji, ponieważ treści polityczne docierają wówczas do szerszej publiczności, a fałszywe informacje mogą wywrzeć nieodwracalne skutki” – pisali w swojej analizie Filip Bryjka i Aleksandra Wójtowicz z Polskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (PISM).
Czego się spodziewać w Polsce?
2027 r. może być przełomowy nie tylko dla Polski. Wybory parlamentarne mają się odbyć także m.in. w Estonii i w Finlandii, a więc w krajach potencjalnie bezpośrednio zagrożonych rosyjską inwazją. Nowy rząd mogą mieć też m.in. Słowacja i Włochy, natomiast Francuzów czekają wybory prezydenckie.
ZOBACZ TAKŻE: Europa szykuje się na rosyjskie działania. Nawet neutralna Szwajcaria zmienia strategię
Rosja może zatem zintensyfikować swoje działania na rzecz destabilizacji sytuacji we wszystkich tych krajach. Trudno spodziewać się nowych metod, ale też nie można z góry zakładać, że wszystkie w takim samym stopniu będą wykorzystywane. Po doświadczeniach innych państw należy jednak spodziewać się prób sabotażu, farm trolli i wojny informacyjnej.
Aby wygrać tę bitwę w sieci, NASK zamierza przeszkolić sztaby wyborcze. Tyle tylko, że część partii już teraz gra w grę Kremla i widzi, że przynosi ona zyski polityczne. Trudno będzie im się teraz z tego wycofać, dlatego tak ważna jest świadomość możliwych działań podejmowanych przez Rosję.