İsmail Arı, reporter lewicowego dziennika „BirGün”, został zatrzymany pod koniec marca 2026 roku w mieście Turhal, gdy odwiedzał rodzinę. Bez wyjaśnienia przewieziono go do Ankary. Tam dowiedział się, że podstawą postępowania były jego materiały dziennikarskie i wpisy w mediach społecznościowych. Jedno z postępowań dotyczyło publikacji o rzekomo nielegalnych pracach budowlanych przy obiekcie dziedzictwa kulturowego w Stambule. Choć Arı upierał się, że nie mógł zrobić nic złego, bowiem dane, które opisał, były dostępne publicznie, sąd wysłał go do aresztu w Sincan. Dziennikarz został zwolniony po 75 dniach, na początku czerwca, ale oskarżenie zostało. Odebrano mu także legitymację prasową, jeszcze przed wyrokiem. Podczas procesu İsmail Arı podważył sam sens zarzutu: nie uważał, by jego tekst ani nikogo innego sądzonego z tego przepisu wywołały lęk lub panikę w narodzie. A tego m.in. wymaga art. 217/A (CPJ).
Artykuł 217/A
Ten przepis dopisano do tureckiego kodeksu karnego jeszcze w 2022 roku. Pięć dni po przyjęciu i opublikowaniu go przez turecki parlament wszedł w życie.
Przed wprowadzeniem artykułu Recep Erdogan (wówczas prezydent) przekonywał o zagrożeniu „cyfrowym faszyzmem” i mówił o „braku zasad na platformach społecznościowych”. Jego rząd twierdził, że chodzi o ochronę obywateli w sieci oraz że podobne regulacje mają już USA, Niemcy, Francja czy Wielka Brytania. Pierwsze niepokojące sygnały w tej sprawie przekazała Komisja Wenecka Rady Europy. Odradziła ona uchwalenie przepisu w tej formie w opinii z początku października 2022 roku. Protest wyraziły też: Komitet Ochrony Dziennikarzy (CPJ), Reporterzy Bez Granic (RSF), turecka opozycja oraz organizacje prawnicze. Wskazywano, że nowe przepisy dadzą prokuraturze zbyt szeroką swobodę interpretacji, że brakuje w nich jasnej definicji dezinformacji, a także wywołają tzw. efekt mrożący, zmuszający obywateli i media do autocenzury z obawy przed więzieniem.
Na próżno. Dzień po głosowaniu szef parlamentarnej komisji praw człowieka, Hakan Çavuşoğlu, zapewniał, że żaden z dziennikarzy nie trafi przez to do więzienia.
Już dwa miesiące później aresztowano pierwszego dziennikarza, Sinana Aygüla, który ujawnił sprawę wykorzystania seksualnego 14-letniej dziewczynki, w którą zamieszani mieli być m.in. policjanci i wojskowi.
Rekord w zatrzymaniu dziennikarzy
Według danych platformy Veriler Ne Diyor, przytoczonych w kwietniu 2026 roku, od wejścia przepisu w życie co najmniej 83 dziennikarzy zostało objętych łącznie 114 postępowaniami lub zarzutami na podstawie tego artykułu. Committee to Protect Journalists (Komitet Ochrony Dziennikarzy) doliczył się w 2026 roku (do 4 września) 16 zatrzymań lub aresztowań dziennikarzy. Pod koniec września aresztowano kolejnych dwóch.
To nie jest nowy proces w Turcji. Po tzw. puczu z lipca 2016 roku (chodzi o nieudaną próbę odsunięcia od władzy rządzącego od wielu lat Erdogana) wprowadzono stan wyjątkowy.
Recep Erdogan rządzi (jako premier lub prezydent) od 2003 roku, czyli blisko ćwierć wieku. W wyborach lokalnych w 2024 roku opozycyjna partia CHP pokonała partię Erdogana (AKP). W kraju pojawił się pewien optymizm. Jednak w maju 2026 roku sąd w Ankarze unieważnił kongres partii CHP, który odbył się jeszcze w 2023 roku, i odebrał władzę jej liderowi. Od tej pory w liczącym 600 miejsc Wielkim Zgromadzeniu Narodowym Turcji obóz rządzący ma stabilną większość, kontrolując wraz z koalicjantami blisko 400 mandatów.
Zachód przymyka oko
Dziś Ankara powszechnie postrzegana jest w wymiarze dyplomatycznym jako jeden z najważniejszych na świecie zwolenników i mediatorów pokoju. Gościła m.in. szczyt NATO w lipcu, utrzymuje kontakty z Moskwą i Kijowem (nie przyłączyła się do sankcji wobec Rosji). Według agencji Reutera (cytowanej przez Turkish Minute) co najmniej od 2022 roku zachodnie rządy unikają publicznej krytyki tureckiego regresu demokracji, a analitycy Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych informują o „wąskich możliwościach nacisku”.
Sam Erdogan formalnie nie posiada udziałów w mediach. Własność leży przede wszystkim w rękach biznesmenów z nim powiązanych, korzystających z rządowych kontraktów. Z danych Media Ownership Monitor wynika, że osiem z dziesięciu najpoczytniejszych gazet, dziewięć z dziesięciu najchętniej oglądanych kanałów TV (w tym CNN Türk po przejęciu przez grupę Demirören) i siedem z dziesięciu najpopularniejszych portali należy do firm powiązanych politycznie lub gospodarczo z rządem Erdogana.
28 kwietnia pojawiło się wspólne oświadczenie międzynarodowych organizacji wolności prasy i praw człowieka – Apel o uwolnienie osób aresztowanych z art. 217/A, umorzenie im zarzutów oraz o uchylenie samego przepisu. Podpisało go 25 organizacji (m.in. IFJ, EFJ, IPI, RSF, PEN International). Opozycja złożyła nawet projekt uchylenia artykułu, ale trafił on do parlamentarnej zamrażarki. 5 października 2026 roku Komitet Ochrony Dziennikarzy (CPJ) opublikował obszerny raport na ten temat. Ponownie wezwano w nim do uwolnienia więzionych i całkowitego usunięcia artykułu 217/A z kodeksu karnego.
W odpowiedzi powołane przez rząd Erdogana Centrum ds. Walki z Dezinformacją regularnie publikuje rządowe biuletyny, w których doniesienia niezależnych mediów oraz międzynarodowych obserwatorów opisuje jako „nieprawdziwe i zmanipulowane”.
Przeczytajcie też: Algorytmy kontra krytyczne myślenie. Dziennikarze na ratunek najmłodszym