🗳️ UE wprost przyznaje: regulacja internetu ma służyć wpływaniu na wyniki wyborów.
— Instytut Ordo Iuris (@OrdoIuris) May 29, 2026
To nie teoria spiskowa – to stoi w oficjalnych dokumentach Komisji Europejskiej. Celem jest ograniczenie wyborcom dostępu do przekazu politycznego partii konserwatywnych, które kwestionują… pic.twitter.com/bXzJcJE7Lj
W analizie opublikowanej przez Ordo Iuris pojawia się teza, że nowe regulacje UE dotyczące internetu i reklamy politycznej mogą prowadzić do ograniczania debaty publicznej oraz wpływania na demokratyczne wybory. Organizacja powołuje się przede wszystkim na unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA) oraz Rozporządzenie UE 2024/900 dotyczące przejrzystości reklamy politycznej. Oba akty prawne rzeczywiście rozszerzają zakres obowiązków nakładanych na platformy cyfrowe. DSA zobowiązuje największe platformy internetowe m.in. do:
- reagowania na treści nielegalne,
- analizowania ryzyk związanych z dezinformacją,
- większej przejrzystości działania algorytmów,
- ograniczania sztucznego wzmacniania fałszywych treści i skoordynowanych kampanii wpływu.
Z kolei Rozporządzenie UE 2024/900 dotyczy głównie reklamy politycznej w internecie. Nakłada obowiązki informacyjne dotyczące m.in.:
- finansowania reklam politycznych,
- kosztów kampanii,
- zasad targetowania odbiorców,
- wykorzystywania danych użytkowników.
Przepisy ograniczają także możliwość wykorzystywania danych wrażliwych, np. informacji o poglądach politycznych lub religii.
Ordo Iuris interpretuje unijne regulacje jako potencjalne narzędzie wpływu na proces wyborczy. Problem w tym, że w przepisach nie ma zapisów o wpływaniu na wyniki głosowania ani wspieraniu konkretnych środowisk politycznych. Regulacje dotyczą przede wszystkim przejrzystości reklam politycznych, ograniczania botów i walki z manipulacją informacyjną w sieci. Pojęcia takie jak „integralność wyborów” odnoszą się do ochrony procesu wyborczego przed ukrytymi kampaniami wpływu i dezinformacją, a nie do kontrolowania wyników wyborów przez UE.
Przepisy nie przewidują „sterowania wyborami”
W analizie Ordo Iuris pojawia się sugestia, że nowe regulacje mogą stać się narzędziem wpływania na proces wyborczy i ograniczania określonych środowisk politycznych. Problem w tym, że same przepisy nie zawierają mechanizmów pozwalających instytucjom UE decydować o wynikach wyborów ani usuwać konkretnych poglądów politycznych.
DSA dotyczy przede wszystkim odpowiedzialności platform internetowych za sposób działania ich systemów oraz ograniczania ryzyk związanych z manipulacją informacyjną. Rozporządzenie o reklamie politycznej koncentruje się natomiast na przejrzystości finansowania i targetowania reklam wyborczych.
Spór dotyczy granic regulacji internetu
Unia Europejska zaostrza regulacje dotyczące platform cyfrowych m.in. po doświadczeniach związanych z aferą Cambridge Analytica, rosyjskimi operacjami wpływu oraz masowymi kampaniami dezinformacyjnymi prowadzonymi w mediach społecznościowych.
W praktyce chodzi m.in. o sytuacje, w których użytkownik nie wie:
- kto finansuje reklamę polityczną,
- dlaczego widzi konkretny przekaz,
- czy treści są sztucznie wzmacniane przez boty lub sieci fałszywych kont.
Krytycy nowych regulacji wskazują jednak, że część przepisów może prowadzić do nadmiernej moderacji treści lub zwiększania wpływu instytucji publicznych na debatę internetową. To realny spór polityczny i prawny. Problem pojawia się wtedy, gdy regulacje dotyczące przejrzystości platform i reklamy politycznej przedstawiane są jako dowód istnienia systemu „ustawiania wyborów” lub planowanej cenzury konkretnych środowisk politycznych.
Realny problem miesza się tu z polityczną narracją
Unijne regulacje internetu rzeczywiście budzą poważną debatę o granicach moderacji treści, wpływie platform cyfrowych na debatę publiczną i ryzyku nadmiernej kontroli informacji w sieci. Problem polega jednak na tym, że Ordo Iuris przedstawia istniejące przepisy w sposób sugerujący istnienie mechanizmu politycznego „sterowania wyborami”, choć takie rozwiązania nie znajdują się w samych regulacjach.
To charakterystyczny mechanizm współczesnej manipulacji informacyjnej: realne dokumenty i prawdziwe przepisy stają się podstawą do budowania dużo dalej idących politycznych interpretacji, które wywołują wrażenie ukrytego systemu kontroli demokracji.