Jak ustalili dziennikarze „Ważnych historii”, artykuły na temat zaległych wypłat pojawiły się na stronach państwowych gazet „Kommiersant”, „Komsomolskaja Prawda” oraz „Ura.ru”. Dziś próżno ich tam szukać, linki wyłączono. Natomiast podglądy tych wiadomości zostały zaindeksowane przez Google i nadal można je znaleźć w wynikach wyszukiwania.
Jednak dziennikarze portalu „Meduza” dotarli do instrukcji, jaką dzień wcześniej wysłały mediom państwowe agencje prasowe. Ta instrukcja ma swoją fachową nazywę – „Metodyczka”. Zalecono w niej, by „w miarę możliwości ignorowanie danych Rosstatu dotyczących zaległych wynagrodzeń”. Część mediów się dostosowała – w pomniejszych redakcjach nie publikowano tych danych. Inne, w tym trzy gazety wymienione wyżej – nie. Na stronach wisiały one jednak krótko.
Prawdopodobnie ktoś „pociągnął za sznurek" i gazety zdjęły dane Rosstatu. Być może przestraszono się skali zjawiska i ewentualnych rozruchów.
Wstrząsające dane
Dane dotyczące zaległości w wypłatach, do których dotarli m.in. dziennikarze niezależnego portalu „Fontanka”, są wstrząsające.
Łączne zaległości płacowe w Rosji na koniec kwietnia wyniosły 2,9 mld rubli. W porównaniu z kwietniem 2025 r. zaległości te wzrosły o prawie 1,4 mld (+ 94,3 proc.). Dziennikarze podkreślają też, że dane zostały dostarczone przez organizacje, które nie są klasyfikowane jako małe przedsiębiorstwa, a więc rosyjskie molochy państwowe. Ponad 44 proc. przedsiębiorstw, które nie płacą swoim pracownikom, to branża budowlana. Pensje nie są wypłacane od miesięcy, a ludzie nie wiedzą nawet, czy je kiedykolwiek dostaną. Nie są więc w stanie spłacać swoich kredytów ani brać nowych pożyczek. Spora część takich firm przeprowadza masowe zwolnienia, a po odejściu pracownicy nie dostają ani zaległych pensji, ani odprawy.
Kto chroni pracownika
Dla porównania – w Europie zjawisko systemowego niewypłacania pensji przez państwowe giganty i zostawianie ludzi bez środków do życia w zasadzie nie istnieje. Problemy z płynnością finansową mają charakter marginalny i dotyczą głównie sektora prywatnego (MŚP). Jeśli chodzi o Polskę, zaległości stanowią zaledwie ułamek procenta rynku i są rozproszone po małych podmiotach. Co kluczowe, w przypadku bankructwa firmy, pracownicy są chronieni przez np. Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (FGŚP), który wypłaca zaległe pensje i odprawy. W innych państwach Unii prawo pracy jest jeszcze bardziej rygorystyczne niż w innych krajach na świecie. We Francji za zaniżanie lub niewypłacenie płacy minimalnej (SMIC) pracodawcom grożą drastyczne kary finansowe, sankcje karne, w tym więzienie czy odcięcie od zamówień publicznych.
Rosja wyróżnia się tu wyjątkowo negatywnie: tam zaległości narastają w strategicznych molochach państwowych, z których Kreml drenuje gotówkę na cele wojenne, pozostawiając obywateli bez narzędzi realnej ochrony i odcinając ich od rynku kredytowego. Nie istnieje tam odpowiednik polskiego FGŚP, funduszu, który wypłaciłby pracownikowi pieniądze w przypadku bankructwa lub niewypłacalności firmy. Jeśli rosyjskie przedsiębiorstwo upada lub przestaje płacić, pracownik zostaje z tym sam. Cała odpowiedzialność spoczywa na masie upadłościowej firmy, która w warunkach wojennej recesji i gigantycznych długów państwowych molochów jest najczęściej pusta.
Metodyczki i czyszczenie stron
Usunięcie tych informacji ze stron państwowych mediów to najprawdopodobniej wynik bezpośredniej cenzury ze strony Kremla i organu nadzorczego Roskomnadzor. Metodyczkę nakazującą zamilczenie danych Rosstatu (Federalnej Służby Statystycznej) może wysłać administracja Prezydenta Federacji Rosyjskiej, a konkretnie pion odpowiedzialny za politykę informacyjną i kontrolę mediów (zarządzany przez urzędników Kremla). To on odpowiada za wysyłanie codziennych instrukcji dla redaktorów naczelnych rosyjskich mediów rządowych (RIA Nowosti, TASS, Rossijskaja Gazieta). Może to zrobić także kontrolowany przez Kreml Roskomnadzor, czyli państwowy regulator mediów i Internetu, który monitoruje, czy portale natychmiast wycofały „szkodliwe” lub zakazane przez Kreml treści. Zwykle pod groźbą kar finansowych (a częściej dymisji kierownictwa).