„Jak co tydzień, najczęściej w weekend, dochodzi w Polsce do podpalenia hal. Tym razem doszczętnie spłonęła hala przy Targowej w Gorzowie Wielkopolskim z parkiem trampolin Fun Jump. Schemat ten sam: w nocy, gdy nikogo nie ma, dochodzi do nagłego pożaru – tak jak zapowiadała Panczenko…” – napisał 24 maja na X Bob_Gedron, opatrując nagranie z akcji gaśniczej podpisem: „Panczenko zapowiadała, że będą płonąć hale i płoną”.
Wpis polubiło ponad 2 tys. użytkowników, a blisko tysiąc udostępniło go dalej. Podobne statystyki miał wcześniejszy wpis tego samego autora o pożarze hali pod Poznaniem. „3,5 mln Ukraińców w Polsce, więc magazyny płoną dalej. Zapowiadała te pożary Panczenko, więc nie powinno nas to dziwić” – pisał Bob_Gedron w styczniu.
To tylko wybrane przykłady wpisów łączących Panczenko z pożarami. Podobne treści pojawiają się regularnie przy kolejnych doniesieniach o pożarach. Np. kilka dni temu premier Donald Tusk relacjonował na X akcję gaśniczą w powiecie wołomińskim. „Kiedy zostanie przesłuchana w tej sprawie Panczenko, która groziła Polakom podpaleniami?” – można było przeczytać w komentarzach pod jego wpisem.
Z wpisów łączących aktywistkę z pożarami wyłania się powtarzalny schemat: Panczenko rzekomo „zapowiedziała podpalenia” albo „groziła nimi”, a za pożary mają odpowiadać Ukraińcy w Polsce. Narrację tę powielają nie tylko anonimowi użytkownicy X, ale również niektórzy politycy.
Poseł Konfederacji Korony Polskiej Włodzimierz Skalik pisał o „groźbach Panczenko i dywersji Ukraińców w Polsce”. Związany z Ruchem Narodowym polityk Konfederacji Paweł Usiądek określał aktywistkę mianem Natalii „Zaczną się w Polsce podpalenia” Panczenko.
„Pamiętaj: nie krytykuj Ukrainy i nie waż się ruszyć socjalu, bo będą podpalenia. No i są. Nie wolno nam zapomnieć tego wywiadu” – napisał 27 maja, dołączając fragment nagrania Panczenko. Wpis polubiło ponad 6 tys. kont, a tysiąc podało go dalej.
Tylko czy Panczenko rzeczywiście „zapowiadała podpalenia” lub „groziła” nimi?
Kim jest Natalia Panczenko?
Natalia Panczenko to pochodząca z Ukrainy aktywistka i jedna z najbardziej rozpoznawalnych liderek diaspory ukraińskiej w Polsce. Od kilkunastu lat mieszka w Polsce, studiowała tutaj i ma polskie obywatelstwo. Jest prezeską fundacji Stand With Ukraine Foundation oraz szefową inicjatywy Euromaidan–Warszawa. Od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę organizuje demonstracje, zbiórki i działania wspierające ukraińskich uchodźców.
Z powodu swojej działalności Panczenko wielokrotnie była obiektem krytyki i ataków w mediach społecznościowych. Największa taka fala miała miejsce w 2025 r. Według danych Instytutu Monitorowania Mediów, który zajmuje się analizą mediów i PR, odnotowano wtedy ponad 3200 publikacji na jej temat, z których 73,5 proc. miało wydźwięk negatywny. Głównym pretekstem do ataków była wypowiedź Panczenko dla ukraińskiego Kanału 5 z początku lutego 2025 r.
Co dokładnie powiedziała Panczenko?
Wywiad dotyczył kilku wątków, m.in. trwającej wówczas w Polsce kampanii prezydenckiej i antyukraińskiej retoryki części kandydatów. Panczenko starała się uspokoić ukraińskich odbiorców. – Nie trzeba bać się jechać do Polski. Nie martwcie się, nie jest aż tak źle. Trzeba pamiętać, że to kampania wyborcza. Przypomnijmy sobie, jakie brudne były kampanie wyborcze na Ukrainie – mówiła. – Oczywiście może to w jakimś stopniu wpłynąć na nastroje społeczne, ale wierzę, że nie dojdzie to do takiego poziomu, żeby bać się przyjazdu do Polski – dodała.
Następnie padły słowa, które później wielokrotnie były jej wypominane:
– Co więcej, to przede wszystkim ogromne zagrożenie dla Polaków. I rozumiem, że oni to rozumieją. Bo dziś, kiedy co dziesiąty mieszkaniec Polski jest Ukraińcem, podsycanie wrogości między Ukraińcami a Polakami jest niebezpieczne przede wszystkim dla Polski. Bo na terenie Polski zaczną się bójki, bo to na terenie Polski zaczną się podpalenia jakichś tam sklepów, domów itd. I to przede wszystkim wpływa na wewnętrzne bezpieczeństwo Polski, więc o tym przede wszystkim powinni myśleć polscy kandydaci na prezydenta – mówiła.
Groźba czy ostrzeżenie?
Rozkładając tę wypowiedź na czynniki pierwsze: Panczenko najpierw uspokajała ukraińskich odbiorców, następnie ostrzegała przed skutkami antyukraińskiej retoryki, by na końcu próbować wpłynąć na polskich polityków. Wskazała przy tym możliwe konsekwencje eskalowania przez nich napięć: „zaczną się bójki”, „zacznie się podpalanie sklepów i domów”, pogorszy się „wewnętrzne bezpieczeństwo Polski”. Innymi słowy, jej zdaniem jeśli politycy będą podgrzewać nastroje, może to prowadzić do napięć społecznych i przemocy.
Użyty przez Panczenko język na pewno był mocny i alarmistyczny, ale czy można uznać te słowa za groźbę albo zapowiedź pożarów? Bardziej przypominały one ostrzeżenie przed przemocą, do której może doprowadzić eskalowanie konfliktu. Panczenko nie mówiła, że Ukraińcy zrobią coś konkretnego – w ogóle nie wskazała, kto miałby dopuścić się przemocy ani kto miałby stać się jej ofiarą. Wskazywała jedynie na możliwą przemoc będącą skutkiem antyukraińskiej retoryki polityków.
Zapytana przez nas o te słowa Panczenko wyjaśniła, że wypowiedź padła w konkretnym kontekście rosnącej wówczas fali antyukraińskiej narracji w Polsce. Choć nie wynika to wprost ze słów padających w wywiadzie, dodała, że mówiła o ryzyku agresji wobec Ukraińców.
– Wyraziłam moją obawę związaną z możliwą radykalizacją nastrojów społecznych i potencjalną przemocą wobec mniejszości ukraińskiej w Polsce. Nie była to żadna „groźba” ani „zapowiedź działań Ukraińców”, lecz ostrzeżenie przed konsekwencjami podsycania nienawiści wobec naszej społeczności w Polsce – mówi.
– Moje obawy nie były abstrakcyjne, tylko wynikały z mojego dotychczasowego doświadczenia. Już w 2015 r., w wyniku antyukraińskiej nagonki przed wyborami, dochodziło w Polsce do incydentów wymierzonych w środowiska ukraińskie – dodała. Jako przykład wskazała wydarzenia z 2015 r.: wybuch i pożar wywołany przez ładunek pirotechniczny podłożony w Centrum „Ukraiński Świat” w Warszawie, gdzie mieściło się biuro Euromaidanu–Warszawa. – To właśnie do takich sytuacji odnosiłam się, mówiąc o zagrożeniu radykalizacją i możliwej przemocy – twierdzi.
Panczenko zauważa, że wielokrotnie publicznie wyjaśniała kontekst swojej wypowiedzi – co jest prawdą – a mimo to wyrwane z kontekstu słowa nadal są rozpowszechniane.
Jak powstała i rozprzestrzeniała się ta manipulacja?
Nie zaczęła się ona od samego wywiadu, lecz od omówienia jego fragmentów i przekręcenia padających w nim słów. 3 lutego 2025 r., w dniu emisji wywiadu, jego fragment zamieściło w serwisie X konto Coolfonpl. Konto to – jak opisuje Ośrodek Analizy Dezinformacji NASK – znane jest z wieloletniej działalności dezinformacyjnej i najczęściej publikuje przekazy antyukraińskie oraz prorosyjskie. Coolfonpl twierdził: Panczenko ostrzega polskich polityków, że Ukraińców jest 10 proc. i „mogą być walki, podpalenia centrów handlowych i dywersje”.
Ten wpis – który zebrał już ponad 660 tys. wyświetleń – podało dalej ponad tysiąc kont na X, w tym ówczesny kandydat na prezydenta Grzegorz Braun. „Już się zaczęło – bezczelne grożenie nam terrorem i prowokacją ze strony Ukraińców na gościnnych występach w Polsce” – pisał 4 lutego 2025 r.
Fundacja Stand With Ukraine Foundation kierowana przez Panczenko odnotowała te wpisy w swoim raporcie z 2026 r. o rosyjskiej dezinformacji. Nadal można je znaleźć w X. Z kolei Instytut Monitorowania Mediów wskazał, że dyskusję w mediach rozpoczął 4 lutego portal legaartis.pl, publikując tekst o aktywistce, która „grozi Polsce podpaleniami domów i sklepów oraz nawołuje do walk ulicznych z Polakami”. Szeroki rozgłos sprawie nadał zaś dwa dni później były premier Leszek Miller, który stwierdził w Radiu ZET, że Panczenko za swoje słowa powinna zostać wydalona z Polski.
Według Instytutu Monitorowania Mediów od stycznia do początku października 2025 r. temat pojawił się w ok. 3,2 tys. publikacji o łącznym zasięgu niemal 50 mln odbiorców. Ponad 71 proc. materiałów pochodziło z mediów społecznościowych, a 73,5 proc. miało wydźwięk negatywny.
IMM zidentyfikował trzy fale takich publikacji. Pierwsza przypadła na luty – napędzana komentarzem Millera i żądaniami deportacji ze strony Konfederacji. Druga pojawiła się w sierpniu, gdy na X zaczęto masowo łączyć rzekome „groźby podpaleń” z konkretnymi pożarami – m.in. na Półwyspie Helskim. „Wpisy te sugerowały związek między wypowiedzią a incydentami mimo braku jakichkolwiek dowodów” – odnotował IMM. Trzecia, najmocniejsza fala przypadła na wrzesień, a impulsem było ujawnienie, że Panczenko została zaproszona do amerykańskiego programu International Visitor Leadership Program (IVLP). Wywołało to komentarze o charakterze spiskowym i znów narrację o „groźbach podpaleń”.
Próby sprostowania ze strony mediów i samej Panczenko miały według IMM ograniczoną skuteczność. „Pierwotna narracja utrwaliła się w świadomości części odbiorców i była ponawiana przy kolejnych okazjach” – czytamy w raporcie IMM.