Prawdziwe koszty polexitu. „Wszyscy by nas wyprzedzili”

Zwolennicy polexitu uważają, że opuszczenie Unii Europejskiej przyniosłoby Polsce różne korzyści. Szczególnie akcentują rzekomą suwerenność, pomijając zarazem koszty takiej decyzji. Ekonomista, prof. Witold Orłowski, w rozmowie z portalem Sprawdzamto.pl wskazuje na to, co zawdzięczamy UE i ostrzega: opuszczenie wspólnoty sprawi, że na nowo staniemy się ubogim krewnym innych narodów.

Prawdziwe koszty polexitu. „Wszyscy by nas wyprzedzili”
(fot. Getty Images, TVP, Sprawdzam to)

Panie Profesorze, zapytam wprost: czy polexit by się nam opłacił

Należy rozróżnić dwie rzeczy: po pierwsze – co Polska zyskała na członkostwie, a po drugie – jakie byłyby koszty, gdybyśmy wyszli.

Co zatem zyskaliśmy?

Bezpośrednio zyskaliśmy nie to, co ludzie myślą – nie autostrady i drogi – lecz mniej więcej o 30 proc. wyższe dochody, bo wzrost gospodarczy Polski w ciągu ostatnich 20 lat w ponad połowie zawdzięczamy członkostwu w Unii Europejskiej.

Jak do tego doszło?

Ekonomiści tłumaczą, że chodzi o tzw. dostęp do jednolitego rynku europejskiego, który sprawia, że w Polsce opłaca się inwestować, budować fabryki i centra logistyczne. To z kolei powoduje, że przeciętny Polak jest o 30 proc. zamożniejszy, niż byłby, gdyby Polska nie była w UE.

Co by się stało, gdybyśmy jednak zdecydowali się na polexit?

Gdybyśmy wystąpili z Unii, nie mielibyśmy w przyszłości tego dodatkowego wzrostu gospodarczego, czyli rozwijalibyśmy się wolniej. Wyprzedziłyby nas wszystkie kraje europejskie należące do UE. Wyprzedziłaby nas Bułgaria, która jest w tej chwili o 20 proc. biedniejsza od Polski, wyprzedziłyby nas Węgry. Wszyscy, którzy w Unii by pozostali, wyprzedziliby nas, a Polacy znów byliby tymi najbiedniejszymi.

Co oznaczałoby to w praktyce?

Oczywiście w tym momencie nie byłoby też możliwości dorobienia sobie za granicą. Zniknęłaby swoboda podróżowania i pracy w innych krajach. Ludzie musieliby się przyzwyczaić na nowo do tego, że się emigruje i pracuje się „na czarno”, bo legalnie się nie da.

A wzrost gospodarczy?

Przede wszystkim wolniejszy byłby wzrost gospodarczy w Polsce. To prześcignięcie przez inne kraje nie nastąpiłoby się z dnia na dzień – to jest proces. Już za kilkanaście lat bylibyśmy najbiedniejszym krajem Europy, a dziś jesteśmy na poziomie 80 proc. średniej europejskiej.

A jakie byłyby koszty tego wszystkiego?

Nie tylko nie dostawalibyśmy pieniędzy, ale – podobnie jak Wielka Brytania po brexicie – musielibyśmy jeszcze dopłacać do budżetu w ramach umowy, bo inaczej nasze towary nie byłyby wpuszczane na teren Unii Europejskiej.

Wielka Brytania cały czas płaci Unii?

Tak, Wielka Brytania zgodziła się z tym, że na emerytury urzędników brukselskich będzie dopłacać. Zatem po wyjściu z Unii nie tylko nie płaci mniej, ale dopłaca do jej budżetu. Oczywiście – jak doskonale wiadomo – wzrost gospodarczy Wielkiej Brytanii całkowicie wyhamował po wyjściu z UE.

Panie Profesorze, są jednak tacy, którzy powiedzą, że przecież Szwajcaria i Norwegia nie są w UE, a korzystają z różnych dobrodziejstw…

A czy oni wiedzą, że Szwajcaria i Norwegia dokładają się do budżetu unijnego, mimo że nie uzyskują z niego ani jednego euro? Po to, żeby móc korzystać z jednolitego rynku, muszą dopłacać do unijnego budżetu.

Ale mimo wszystko da się to zrobić…

To nie jest proste. Wielkiej Brytanii nikt nie zaproponował takich warunków, jakie mają Szwajcaria i Norwegia. Ale nawet zakładając taką możliwość, to moglibyśmy być może korzystać z europejskiego rynku, ale tym razem już płacąc za to i dopłacając do budżetu unijnego, a nie odwrotnie.

Byłoby nas na to stać?

Zwracam uwagę wszystkim znawcom ekonomii, że Norwegia i Szwajcaria należą do najbogatszych krajów w Europie. Mają jeden z najwyższych poziomów PKB, gospodarki znacznie lepiej rozwinięte niż Polska i są w stanie z tego korzystać.

Na koniec chciałbym Pana poprosić o wymienienie jednej rzeczy, dla której – Pana zdaniem – warto w Unii Europejskiej pozostać?

Wzrost gospodarczy. Dzięki członkostwu w Unii Polska, która była bardzo ubogim krewnym krajów zachodnioeuropejskich, dzisiaj ma już podobny poziom dochodu na mieszkańca jak tamte kraje.

Dziękuję za rozmowę.

 

prof. dr hab. Witold Orłowski Ekonomista, nauczyciel akademicki i publicysta. Studia ekonomiczne odbył na Uniwersytecie Łódzkim oraz na Uniwersytecie Harvarda (stypendium Fulbrighta). Habilitował się na Uniwersytecie Warszawskim, prezentując książkę: Droga do Europy. Makroekonomia wstępowania do Unii Europejskiej, wyróżnioną nagrodą Banku Handlowego dla najlepszej książki z dziedziny teorii ekonomii i finansów w roku 1998. W 2007 roku otrzymał tytuł profesora zwyczajnego nauk ekonomicznych. Specjalizuje się w ekonometrii stosowanej i makroekonomii, transformacji gospodarczej oraz integracji europejskiej krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Autor 15 książek i ponad 200 publikacji naukowych. Wcześniej Główny Doradca Ekonomiczny Prezydenta RP, członek Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów, Główny Doradca Ekonomiczny PwC w Polsce oraz Specjalny Doradca Komisji Europejskiej ds. budżetu. Jest również popularnym komentatorem ekonomicznym i felietonistą największych gazet.

Nasi autorzy