Ryszard Ziobro i Tomasz Kwietko-Bębnowski żyją razem od blisko pięćdziesięciu lat. Rok temu w Wiedniu zawarli związek małżeński. Po wyroku polskiego Naczelnego Sądu Administracyjnego, opartego na wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 25 listopada 2025 r., Urząd Stanu Cywilnego we Wrocławiu 15 maja 2026 r. dokonał tzw. transkrypcji ich zagranicznego aktu małżeństwa. Teraz w świetle polskiego prawa są mężem i mężem.
Panowie z uśmiechem dawali się sfotografować na schodach wrocławskiego urzędu. To pierwsza para, która dokonała transkrypcji swojego małżeństwa bez oddzielnego wyroku sądu w ich sprawie.
Nie było też potrzeba oddzielnego orzeczenia sądu, bo urząd uznał, że może dokonać wpisu samodzielnie na podstawie obowiązujących przepisów i przedstawionych dokumentów z Austrii.
Po wyroku NSA i potwierdzeniu legalności małżeństw jednopłciowych znów wybuchła dyskusja: co teraz z dziećmi z takich rodzin i co z ewentualną adopcją? Przodują w sianiu obaw i lęków środowiska prawicowe, głównie związane z Ordo Iuris oraz Fundacją Życie i Rodzina, założoną w 2016 r. Konserwatywna Fundacja, której prominentną postacią jest Kaja Godek promuje wartości pro-life oraz domaga się ochrony rodziny, którą rozumie tylko jako związek kobiety i mężczyzny. Uważa, że wyrok NSA jest niezgodny z polską konstytucją.
Konserwatywne środowiska uważają generalnie, że dzieci wychowywane w rodzinach jednopłciowych rozwijają się gorzej, niż te z rodzin kobieta-mężczyzna. Mało tego: w praktyce próbują zrównać homoseksualizm z pedofilią.
Skąd się biorą dzieci w rodzinach jednopłciowych?
Osoby wychowywane w rodzinach jednopłciowych to niekoniecznie osoby, które zostały adoptowane przez pary jednopłciowe. To również dzieci urodzone w związku heteroseksualnym, których rodzice - po rozwodzie albo śmierci jednego z partnerów - weszły w związek jednopłciowy. Są też dzieci od początku wychowywane w rodzinach jednopłciowych. Mogą być efektem poprzednich relacji, surogacji, czy dawstwa nasienia. Ich sytuacja jest zupełnie inna niż sytuacja dzieci z pieczy zastępczej albo adoptowanych.
Z badań jednoznacznie wynika, że dużo większy wpływ na rozwój dziecka mają trudne doświadczenia we wczesnym dzieciństwie, ale też w życiu płodowym, np. matki pijącej alkohol w ciąży albo przyjmującej narkotyki. U dzieci o takich początkach życia częściej występują problemy wychowawcze. I nie zależy to od tego, jakiej płci są rodziny, które zajmują się ich wychowaniem.
W Polsce nie ma jednoznacznych i oficjalnych danych jaka jest dokładna liczba dzieci wychowywanych przez pary jednopłciowe. Kampania Przeciw Homofobii szacuje, że w Polsce jest co najmniej 50 tys. dzieci wychowujących się w rodzinach osób LGBTQ+.
Po pierwsze: zdrowie
Na początek zajmijmy się zdrowiem fizycznym i psychicznych. Czy dzieci z rodzin jednopłciowych częściej chorują na depresję, lęki, zaburzenia zachowania albo emocji? Czy częściej dotykają ich problemy zdrowia fizycznego?
Deni Mazrekaja i Yuxuan Jin, autorzy artykułu opublikowanego w „Humanities and Social Sciences Communications”, przeanalizowali fachową literaturę z lat 2015–2022. Interesowały ich badania dotyczące różnic w zakresie zdrowia psychicznego między dziećmi, których rodzice należą do mniejszości seksualnych, a dziećmi z populacji ogólnej.
Z analiz wynika, że takie dzieci z rodzin jednopłciowych nie doświadczają większej ilości problemów ze zdrowiem psychicznym.
Jednak te badania nie dają pełnego wglądu w sytuację. Wnioski zależą od tego, jakie rodziny zostały objęte analizą. Brakuje też informacji o dzieciach rodziców transpłciowych i biseksualnych. Dlatego wnioski trzeba formułować ostrożnie – nie ma danych ze wszystkich krajów.
W 2012 r. naukowcy z Australii przeprowadzili badanie przekrojowe: „Australian Study of Child Health in Same-Sex Families” (czyli: Australijskie badanie zdrowia dzieci w rodzinach osób tej samej płci). Wzięło w nim udział 315 rodzin, w których wychowywało się 500 dzieci w wieku od niemowlęctwa do 17 lat. Badano zdrowie i dobrostan dzieci, a także to jaki wpływ ma nie ma krytyczny i niechętny stosunek do homoseksualizmu przez część społeczeństwa.
Z badań wynika, że dzieci rodziców homoseksualnych wypadały dobrze w wielu wskaźnikach zdrowia. Czasem miały nawet lepsze wyniki od dzieci z populacji ogólnej. Jednocześnie im częściej rodzina była poddawana stygmatyzacji, tym gorsze były wyniki dotyczące zdrowia psychicznego dzieci.
Autorzy podkreślają, że aby poprawić dobrostan dzieci potrzeba jest znacznie większa tolerancja i zwalczanie dyskryminacji wobec homoseksualizmu.
Po drugie: rozwój społeczny
Czy dzieci z rodzin jednopłciowych gorzej radzą sobie w szkołach i gorzej adaptują się w grupach rówieśniczych?
W latach 1986–1992 154 przyszłe matki lesbijki, korzystające ze spermy dawcy, zgłosiły się na ochotniczki do badań, które miało obserwować rozwój rodzin lesbijskich od poczęcia dzieci aż do osiągnięcia przez nie dorosłości. Wyniki opublikowano w 2010 r. – „US National Longitudinal Lesbian Family Study: Psychological Adjustment of 17-Year-Old Adolescents” („Amerykańskie Narodowe Badanie Długoterminowe Rodzin Lesbijskich: adaptacja psychologiczna siedemnastolatków”).
Okazało się, że 17-letnie córki i synowie matek lesbijek uzyskali lepsze wyniki w zakresie kompetencji społecznych, wyników szkolnych oraz ogólnych. Poza tym sprawiali mniej problemów, rzadziej łamali obowiązujące zasady społeczne i byli mniej agresywni w porównaniu z rówieśnikami z rodzin wychowywanych przez kobietę i mężczyznę. Wnioski należy wyciągać ostrożnie ze względu na małą próbę badań.
W 2023 r. na łamach renomowanego czasopisma naukowego „BMJ Global Health” ukazała się pogłębiona analiza (autorstwa Yuana Zhanga i innych), z której wynika, że generalnie dzieci z rodzin tradycyjnych i rodzin jednopłciowych rozwijają się podobnie. Osiągają podobne wyniki, a w niektórych obszarach dzieci z rodzin mniejszości seksualnych radzą sobie lepiej. Za istotne społeczne czynniki ryzyka złych wyników naukowcy brali pod uwagę stygmatyzację i dyskryminację i słabe wsparcie wobec osób homoseksualnych.
Po trzecie: „utęczowienie”
Kolejnym zarzutem wobec tęczowych rodzin jest teza, jakoby wychowanie w domach jednopłciowych groziło – jak to nazywają środowiska skrajnie konserwatywne – „zgejowaniem dzieci”, a co za tym idzie: zmniejszeniem liczby obywateli skłonnych do rozmnażania. Efekt: kryzys demograficzny i wymieranie narodu.
Gdy dzieci badanych w USA lesbijek dorosły, zbadano je pod względem orientacji seksualnej. W artykule wskazano, że osoby dorosłe wychowane w rodzinach lesbijskich mogą częściej wykazywać różnorodność w pociągu seksualnym, tożsamości i ekspresji płci. Ale – trzeba zaznaczyć - nie dowodzi wpływu wychowawczego takiej rodziny na orientację. Z badań wynika, że dzieci wychowywane w mniej heteronormatywnym środowisku mogą – choć nie muszą – mieć większą swobodę w doświadczeniach LGBTQ+ oraz wyrażaniu własnej tożsamości płciowej.
Brak dwóch wzorców płciowych nie sprawia, że dzieci mogą czuć się zagubione w odbiorze swojej płci.
Dowodzi tego badanie „Gender Development in Children with Gay, Lesbian, and Heterosexual Parents” („Rozwój tożsamości płciowej u dzieci wychowywanych przez rodziców homoseksualnych, lesbijki i heteroseksualistów”). W badaniu naukowcy porównali 120 włoskich dzieci w wieku 3–9 lat: 40 dzieci ojców gejów, 40 dzieci matek lesbijek i 40 dzieci rodziców heteroseksualnych. Autorzy badali m.in. zabawę, ekspresję płciową i zachowania uznawane za zgodne lub niezgodne ze stereotypami płci.
Po czwarte: przemoc seksualna
Najmocniejszym zarzutem wobec tęczowych rodzin miałoby być też to, że częściej dochodzi w nich do przemocy seksualnej wobec dzieci. Fundacja Życie i Rodzina często publikuje teksty o pedofilii w domach LGBTQ+. W tych tekstach na podstawie pojedynczych przypadków wyciągane są wnioski, że dzieje się tak w większości rodzin homoseksualnych. A to przecież nie jest prawda.
W tęczowych domach również czasem dochodzi do przemocy seksualnej. Czy ryzyko jest większe niż w domach heteroseksualnych? Najczęściej cytowanym badaniem jest to autorstwa Jenny, Roesler i Poyer z 1994 r. „Are Children at Risk for Sexual Abuse by Homosexuals?” („Czy dzieci są narażone na wykorzystywanie seksualne przez homoseksualistów?”).
Naukowcy przeanalizowali sytuacje 352 dzieci: 276 dziewcząt i 76 chłopców, skierowanych do poradni specjalistycznych w związku z podejrzeniem wykorzystywania seksualnego. Wiek dzieci: od 7 miesięcy do 17 lat, średnio 6,1 roku. Celem było ustalenie relacji dzieci z domniemanym sprawcą – płci oraz orientacji seksualnej tej osoby. W 35 przypadkach wykluczono przemoc seksualną. 74 dzieci zostało najpewniej wykorzystanych przez inne dzieci i nastolatków poniżej
18. roku życia. W 9 przypadkach nie udało się wykryć sprawcy. W pozostałych 269 przypadkach tylko dwóch sprawców było gejami lub lesbijkami.
Szacowany odsetek takich przypadków wynosił od 0 do 3,1 proc., co oznacza, że wynik nie jest wyższy, niż można by oczekiwać po procentowym udziale osób homoseksualnych w społeczeństwie. Tymczasem w przypadku tradycyjnego modelu rodziny w 82 proc. przypadków, czyli 222 na 269, domniemanym sprawcą był heteroseksualny partner bliskiego krewnego dziecka.
Pedofilia nie jest ani homo-, ani hetero-, ani biseksualna. W klasyfikacjach klinicznych pedofilia dotyczy seksualnego zainteresowania dziećmi przed okresem dojrzewania, a nie dorosłymi kobietami lub mężczyznami. Orientacja seksualna dotyczy pociągu do trzeciorzędowych cech płciowych, których u dziecka nie ma, gdyż jeszcze się nie wykształciły.
Nie każdy sprawca przemocy wobec dzieci to pedofil w sensie klinicznym. Klasyfikacja chorób ICD-11 definiuje zaburzenie pedofilne jako trwały, skupiony i intensywny wzorzec pobudzenia seksualnego dotyczący dzieci przedpokwitaniowych. Część sprawców przemocy wobec dzieci nie ma utrwalonej preferencji seksualnej wobec dzieci. Literatura naukowa wskazuje, że tylko część sprawców wykorzystania seksualnego dzieci – między 20 a 50 proc. – można zaklasyfikować jako klinicznych pedofili. Innych sprawców może motywować skłonność do przemocy przy tzw. dostępności ofiary albo możliwość kontroli w sytuacji zależności. Przemoc może być też wynikiem innych zaburzeń niż pedofilne, np. zaburzeń osobowości czy uzależnień. W takich sytuacjach płeć również nie musi mieć znaczenia; liczyć się może np. relacja ofiary z oprawcą czy podatność na wpływ wynikająca z różnych czynników.
Sprawy wykorzystywania dzieci przez gejów bywają głośne nie dlatego, że geje częściej stosują przemoc seksualną wobec najmłodszych, ale dlatego, że środowiska prawicowe i media ponad miarę nagłaśniają takie sprawy.
Korzystają przy tym ze zjawiska tzw. rage baitingu, czyli techniki manipulacji online, opierającej się na mechanizmach algorytmów.
Treści celowo projektowane tak, aby wywołać gniew, oburzenie lub inne silne reakcje emocjonalne, są częściej komentowane i wywołują większą reakcję, przez co są „podbijane” przez algorytm. Twórcy, portale albo platformy przez publikowanie takich mocnych historii zwiększają zaangażowanie czytelników w swoje treści. A to zwiększa ich przychody.
Po piąte: przemoc rówieśnicza
Kolejnym argumentem przeciw tęczowym rodzinom jest kwestia prześladowań w szkołach. Przeciwnicy takich rodzin często uważają, że życie szkolne dzieci z nieheteronormatywnych domów będzie dla nich koszmarem. Dlatego zwiększanie liczby takich rodzin miałoby być zagrożeniem w ich życiu szkolnym.
Nie można jednak stwierdzić, że dzieci z tęczowych rodzin częściej padają ofiarą przemocy rówieśniczej. A jak jest w rzeczywistości?
Część badań wskazuje, że są bardziej narażone na prześladowanie w szkole, część nie zauważa różnicy z dziećmi z rodzin różnopłciowych. Ze wszystkich badań wynika jedno: część dzieci doświadcza dokuczania właśnie dlatego, że ich rodzina odbiega od heteronormatywnego wzorca.
W badaniu Farr, Oakley i Ollen dotyczącym młodszych dzieci adoptowanych przez homoseksualnych rodziców tylko 4 z 50 dzieci doświadczyło dokuczania lub bullyingu (przemocy rówieśniczej) z powodu struktury rodziny.
Autorzy sprawdzili, że co do zasady dzieci dobrze adaptowały się do szkoły i nie wydawały się szczególnie zagrożone bullyingiem z powodu posiadania rodziców tej samej płci. Mimo to te, które go doświadczały, przeżywały również więcej tzw. mikroagresji ze strony rówieśników. Dzieci te wykazywały również więcej problemów internalizacyjnych, takich jak lęk, smutek czy wycofanie, a także problemów eksternalizacyjnych, czyli trudności widocznych w zachowaniu, takich jak agresja, impulsywność czy łamanie zasad.
Jednak to nie płeć rodziców generuje przemoc, tylko uprzedzenia rówieśników wyniesione z domu.
Ograniczenia badawcze
Dostępne badania nie potwierdzają tezy, że dzieci wychowywane przez rodziców tej samej płci rozwijają się gorzej albo są bardziej narażone na przemoc ze strony opiekunów wyłącznie z powodu orientacji rodziców. Można mieć jednak wątpliwości co do jakości części badań, szczególnie jeśli chodzi o rodziny w Polsce. Częściowo z powodu zbyt małej próby badawczej. Wynika to z tego, że rodziny LGBTQ+ są bardzo różnorodne. Dobór obiektów badawczych jest utrudniony, bo trzeba znaleźć osoby o zbliżonych doświadczeniach.
Jednak sprowadzanie wszystkich domów LGBTQ+ do jednej kategorii jest manipulacją wykorzystywaną w homofobicznej propagandzie.
Obecny stan wiedzy daje nam lepszy wgląd w sytuację dzieci matek lesbijek niż dwóch ojców. Nie ma też dostatecznej wiedzy, jeśli chodzi o rodziny osób niebinarnych i trans.
Generalnie w Polsce brak jest dużych i reprezentatywnych badań nad dziećmi z dwojgiem rodziców tej samej płci. Ich sytuacja może odbiegać od warunków, w których wychowują się młodzi Włosi albo Holendrzy z rodzin jednopłciowych. Nasze społeczeństwo pod tym względem w porównaniu z Europą Zachodnią jest bardzo konserwatywne, a lata wykorzystywania osób LGBTQ+ jako straszaka w debacie publicznej mogły stworzyć trudniejsze warunki do rozwoju. Z badań zachodnich wynika, że czynnikiem, który ma największy wpływ, jest dyskryminacja i stygmatyzacja homoseksualizmu i homoseksualistów.
O czym może świadczyć ignorowanie wniosków z badań, że dzieci w rodzinach jednopłciowych rozwijają się równie dobrze, a według niektórych osiągają lepsze wyniki niż dzieci z domów tradycyjnych? Tylko ignorancja, czy może próba zbicia politycznego kapitału na homofobii?