Ponad 200 tys. wyświetleń, tysiące komentarzy i zestaw fałszywych kont gotowych siać panikę kosztuje tyle, co smartfon ze średniej półki. Lub dwa pełne wózki w polskim dyskoncie. Choć giganci technologiczni wkładają coraz większy wysiłek i pieniądze w walkę z dezinformacją, ostatecznie okazuje się, że walczą głównie z jej skutkami – tak wynika z raportu Centrum Eksperckiego Komunikacji Strategicznej NATO (NATO StratCom COE). Dokument obnaża też kilka faktów: Jak szybko i tanio można manipulować opinią publiczną – oraz jak te mechanizmy zostały użyte przeciwko Polsce.
Promocja „dwa w jednym”, czyli drony plus boty
Polska trafiła do raportu w roli antyprzykładu. Chodzi o kampanię z użyciem botów wspieranych przez AI, a dokładniej o marzec 2025 r., kiedy we wschodniej Polsce odnotowano nalot rosyjskich dronów. Z raportu wynika, że wśród 3622 zbadanych kont udostępniających informacje na temat nalotu, aż 22 procent zostało zidentyfikowanych jako boty.
Dlaczego? Bowiem atak dronów został natychmiast wykorzystany jako katalizator zorganizowanej kampanii dezinformacyjnej, której celem było m.in. kształtowanie nastrojów (strach), polaryzację opinii publicznej („To nie Rosjanie, to Ukraińcy”) oraz systematyczne podważanie zaufania do instytucji państwowych i struktur sojuszniczych NATO („Nie są w stanie nas obronić”).
Przeczytajcie też: Wideo z Lublina. Tak kłamie i manipuluje Konfederacja i jej poseł
Z Raportu wynika, że boty działały według sprawdzonego już schematu. Po pierwsze, kwestionowały winę Rosji. Po drugie, podważały zaufanie do polskich władz i struktur NATO. Były to konta z obrazami wygenerowanymi przez AI, wiarygodnymi nazwiskami, kilkoma znajomymi, po prostu zwykłe konta.
Osobno pojawiły się kolejne narracje, m.in. o tym, że cały incydent to manipulacja – z wyraźnie antysystemową, antyzachodnią i prorosyjską wymową. (Gov.pl). Boty sugerowały, że incydenty z dronami to prowokacja ze strony Ukrainy.
Eksperyment dezinformacja
W ramach eksperymentu NATO StratCom COE wykupiło za 252 euro, czyli nieco ponad 1 tys. zł, aktywność na największych platformach społecznościowych. Kupiono w sumie 206 tys. wyświetleń, 200 lajków i 17,4 tys. komentarzy, które miały zostać umieszczone pod wybranymi postami. Jak piszą autorzy raportu, w eksperymencie wykorzystano treści wygenerowane przez AI.
Cena rośnie. W 2022 r. NATO StratCom COE przeprowadziło podobny eksperyment. Wówczas już za 168 euro udało się wykupić w sieci bogaty koszyk fałszywej aktywności –1,2 tys. komentarzy, 6,5 tys. lajków, 15,7 tys. wyświetleń oraz 3,7 tys. udostępnień na siedmiu różnych platformach. Wówczas AI nie było tak popularne.
Głośne zapowiedzi walki platform społecznościowych można odłożyć na półkę. Zgodnie z raportem Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej (NASK), w ubiegłym roku NASK zgłosił platformom społecznościowych 46 511 materiałów zawierających dezinformację. Oznaczono je dokładnie i wyjaśniono, na czym polega dezinformacja. Co piąte zgłoszenie (20 proc.) zostało całkowicie zignorowane.
Raport NATO StratCom COE pokazuje, że każdy poważny incydent militarny – nawet niepotwierdzony atak bez ofiar – staje się automatycznie pożywką dla propagandy w sieci. Infrastruktura jest gotowa, do tego tania i tylko czeka na pretekst.
Eksperci podkreślają, że właściciele platform społecznościowych nie walczą z przyczynami, a wyłącznie skutkami dezinformacji. Dla nas oznacza to, że kolejne, nawet drobne incydenty – militarne, polityczne czy katastrofalne – to generowanie kolejnych fal botów. Dziś już od tysiąca złotych.
Przeczytajcie też: USA: Rubio uderza w Pekin. Poszło o wydarzenia na placu Tiananmen