Jeszcze kilka lat temu Armenia była uznawana za najbardziej prorosyjski kraj Kaukazu. Rosyjskie bazy wojskowe, gospodarcze uzależnienie, dominacja rosyjskich mediów i silne powiązania rodzinne sprawiały, że Erywań pozostawał jednym z najbliższych sojuszników Moskwy po rozpadzie ZSRR.
Zmiana przyszła po wojnie o Górski Karabach i utracie regionu przez Armenię. W Erywaniu coraz częściej zaczęto zadawać pytanie, czy Rosja rzeczywiście jest gwarantem bezpieczeństwa kraju.
„Po utracie Górskiego Karabachu wielu Ormian uznało, że Rosja nie zachowała się jak gwarant bezpieczeństwa” – powiedział w rozmowie z Polskim Radiem prof. Krzysztof Fedorowicz z UAM.
„Tak zaczęła się Ukraina”. Kreml gra dziś przede wszystkim strachem
Najmocniejszy element rosyjskiej presji przed wyborami nie dotyczy wcale konkretnych programów politycznych. Chodzi o emocje. O przekonanie Ormian, że odejście od Rosji może skończyć się wojną, destabilizacją i utratą państwa.
W ostatnich tygodniach Władimir Putin publicznie ostrzegał Armenię przed „ukraińskim scenariuszem”. Rosyjski przekaz jest prosty: zbliżenie z Unią Europejską prowadzi do chaosu i konfliktu.
„Putin bardzo wyraźnie zasugerował Paszynianowi: pamiętajcie, od dążenia do Unii Europejskiej zaczęła się Ukraina” – podkreśla prof. Krzysztof Fedorowicz.
„Scenariusz ukraiński rozpoczął się od próby zacieśnienia przez Kijów stosunków z Brukselą” – mówił Władimir Putin podczas szczytu Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej. (PAP)
To dokładnie ten sam mechanizm, który wcześniej pojawiał się m.in. w Gruzji czy Mołdawii. Głosowanie na partie proeuropejskie ma być przedstawiane jako wybór wojny i destabilizacji.
„W Armenii wykorzystuje się dokładnie ten sam mechanizm, który wcześniej widzieliśmy w Gruzji czy Mołdawii: wojna albo pokój” – zauważa prof. Krzysztof Fedorowicz w rozmowie z Polskim Radiem.
Fake newsy szyte pod armeńskie lęki
Rosyjska propaganda nie działa w Armenii przypadkowo. Narracje są dopasowywane do lokalnych traum i emocji: wojny o Karabach, lęku przed Azerbejdżanem czy bardzo konserwatywnego społeczeństwa. W mediach społecznościowych pojawiają się fake newsy o rzekomym osiedlaniu się Azerów w Armenii, zdradzie narodowej Paszyniana czy planach narzucenia „zachodnich wartości”.
„Rosja gra dziś w Armenii przede wszystkim emocjami: strachem przed wojną, utratą państwa i zdradą narodową” – zaznacza prof. Krzysztof Fedorowicz.
To nie tylko propaganda. Rosja wykorzystuje też gospodarkę
Presja Moskwy nie kończy się na mediach społecznościowych i politycznych groźbach. W ostatnich tygodniach Rosja zaczęła blokować import części armeńskich produktów rolnych i sygnalizować możliwość ograniczenia korzystnych kontraktów energetycznych. Na listę produktów objętych restrykcjami trafiły m.in. kwiaty, pomidory, ogórki, papryka czy truskawki.
„Moskwa wykorzystuje stosunki gospodarcze jako broń do wywierania presji politycznej” – powiedziała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen po czwartkowej rozmowie telefonicznej z premierem Armenii Nikolem Paszynianem. (PAP)
Szefowa Komisji Europejskiej ogłosiła jednocześnie uruchomienie 50 mln euro wsparcia finansowego dla Armenii. Symbolicznym elementem tej odpowiedzi była informacja, że część zablokowanych przez Rosję armeńskich kwiatów trafi na rynek unijny.
Rosja ma w Armenii znacznie większe możliwości nacisku niż w większości państw europejskich. Kontroluje część infrastruktury, pozostaje głównym partnerem gospodarczym kraju i utrzymuje tam swoje bazy wojskowe.
„Rosja ma w Armenii nie tylko wpływy polityczne. Ma bazy wojskowe, wpływy gospodarcze, kontrolę nad częścią infrastruktury i ogromne powiązania społeczne” – podkreśla prof. Krzysztof Fedorowicz.
Armenia pokazuje model, który Europa zna coraz lepiej
Wybory w Armenii są dziś czymś więcej niż lokalnym politycznym konfliktem na Kaukazie. Pokazują sposób działania rosyjskiego mechanizmu destabilizacji w państwach próbujących oddalić się od Kremla.
Nie chodzi wyłącznie o klasyczną propagandę. Celem jest stworzenie atmosfery chaosu, nieufności i emocjonalnego zmęczenia społeczeństwa.
„Rosja nie musi dziś wygrać wyborów w Armenii. Wystarczy stworzyć chaos informacyjny, spolaryzować społeczeństwo i wzbudzić strach wokół kursu proeuropejskiego” – zauważa w rozmowie z Polskim Radiem prof. Krzysztof Fedorowicz z UAM.
Dlatego Armenia może być dziś dla Europy czymś w rodzaju politycznego lustra. Mechanizmy widoczne przed wyborami w Erywaniu coraz częściej przypominają zjawiska obecne także w zachodnich demokracjach: granie emocjami, wzmacnianie podziałów, podważanie zaufania do instytucji i mieszanie realnych problemów z propagandą.
Największym problemem Kremla nie jest dziś sama Armenia. Problemem jest to, że nawet jeden z najbardziej prorosyjskich krajów regionu zaczął szukać drogi poza rosyjską strefą wpływów.