W ręce dzieci trafiają niebezpieczne zabawki

Poziom ftalanów w jednej z piłek przekroczony 200 razy. Niedozwolony poziom boru w co trzeciej zabawce typu slim, czyli popularnych „glutkach”. Przekraczał normę czterokrotnie. Inspekcja Handlowa zaprezentowała wyniki kontroli zabawek. Rezultaty są niepokojące. 

W ręce dzieci trafiają niebezpieczne zabawki
fot. Sprawdzam To

– Dzieci nie ocenią, czy zabawka jest bezpieczna – po prostu zaczną się nią bawić. Kupując prezenty zwracajmy uwagę na jakość i prawidłowe oznakowanie produktów, w tym znak CE. Wraz z Inspekcją Handlową dokładamy starań, żeby na sklepowych półkach były tylko sprawdzone produkty, odpowiednie dla dzieci. Wciąż jednak trafiają się zabawki, które do dziecięcych rąk trafić nigdy nie powinny – mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Które dziecko nie kocha tzw. glutków? Które nie bawiło się slimami? Zabawki te swoją popularność zawdzięczają miękkości i przyjemności w dotyku. Jak wyjaśnia Izba Handlowa, żeby popularny „glutek” rozciągał się i nie lepił do rąk, używane są substancje, których limity są rygorystycznie określone. „Dopuszczalna zawartość ftalanów – sprawiających, że tworzywo jest plastyczne – wynosi 0,1 proc. na kg masy materiału. Dopuszczalny poziom migracji boru to maksymalnie 300 mg na kg masy, która pod jego wpływem nabiera charakterystycznych cech – od zwartej po płynną i rozciągliwą jak guma. Obie substancje nie mają zapachu ani smaku. Obie, w nadmiarze, są niebezpieczne dla zdrowia. Przekroczenie norm można sprawdzić tylko w specjalistycznym laboratorium” – czytamy w raporcie.

Tak powinno być. A jak jest?

W ostatnich kontrolach UOKiK wraz z IH sprawdził 220 modeli zabawek pod kątem zawartości ftalanów, m.in. piłki, skakanki i lalki, oraz 30 modeli sensorycznych zabawek, mas slime, czyli tzw. glutków. Badano w nich poziom migracji boru. Chodzi o ilość tego pierwiastka, która może uwalniać się z zabawki podczas ugniatania, a następnie przenikać przez dotyk do organizmu dziecka.

\Nieprawidłowości wykryte podczas kontroli Inspekcji Handlowej dotyczyły m.in. kwestii formalnych i bezpieczeństwa. „Na 250 sprawdzonych modeli zabawek jedna czwarta nie miała prawidłowego oznakowania. Konsument nie wiedział np. czy zabawka spełnia obowiązujące wymagania, kto za nią odpowiada, jak jej używać, na co uważać” – wyjaśnia UOKiK.

Norm bezpieczeństwa nie spełniało 41 produktów, czyli ponad 16 proc.! Poziom ftalanów był przekroczony w blisko 15 proc. badanych zabawek. W jednej z piłek aż 200 razy. Wyższy niż dozwolony poziom migracji boru wykryto w co trzeciej masie slime – jeden z „glutków” przekraczał normę czterokrotnie!

Kary? Mandaty? Co dalej?

Po kontroli Inspekcja Handlowa skierowała wnioski do prezesa UOKiK o wszczęcie postępowania administracyjnego, którego efektem może być nałożenie kary – od 10 do 20 tys. zł przy uchybieniach formalnych oraz nawet do 100 tys. zł za wprowadzenie do obrotu zabawki niezgodnej z wymaganiami bezpieczeństwa. W przypadku braku odpowiednich oznakowań przedsiębiorcy mogą od razu podjąć działania naprawcze i uniknąć kary.

Niebezpieczne zabawki są natychmiast wycofywane ze sprzedaży oraz zgłaszane przez UOKiK do unijnego systemu Safety Gate, aby nie trafiły w ręce innych europejskich konsumentów.

UOKiK podkreśla, że dane podmiotu odpowiedzialnego za wprowadzenie produktu na rynek też są istotne – nazwa i adres producenta lub importera. – Należy zwrócić uwagę na etykietę oraz umieszczone na niej ostrzeżenia, czyli limit wieku, konkretne ryzyka. Trzeba zapoznać się z instrukcją – są zabawki, które wymagają nadzoru osoby dorosłej. Kupować należy zabawki dostosowane do wieku i etapu rozwoju dziecka. Korzystaj z ofert sprawdzonych sprzedawców i marek – ostrzegają inspektorzy.

Źródła

  1. UOKiK

  2. Inspekcja Handlowa

  3. Izba Handlowa

Nasi autorzy