manipulacja

„Prowodyr Zełenski”. Sprawdzamy tezy Liliany Wiadrowskiej

Liliana Wiadrowska z Konfederacji stwierdziła, że Wołodymyr Zełenski jest „prowodyrem” i zapytała, „dlaczego Putin miałby do nas wejść”. Sprawdzamy tezy zawarte w jej wystąpieniu w audycji Agnieszki Gozdyry.

„Prowodyr Zełenski”. Sprawdzamy tezy Liliany Wiadrowskiej
fot. Getty Images, Polsat News

24 lutego 2022 roku Władimir Putin rozpoczął pełnoskalową inwazję na Ukrainę, którą sam nazywa „specjalną operacją wojskową”. Wojna trwa, a w Polsce coraz głośniej słychać pohukiwania o tym, że „ona nie jest nasza”. Mówiła o tym w „Debacie Gozdyry” działaczka Konfederacji Liliana Wiadrowska. 

– Budowanie narracji, że Ukraina walczy za nas, sprawiło, że oni są teraz tak rozpanoszeni, że kolejne afery korupcyjne sprawiają, że wyciągają ręce do nas – tłumaczyła w studiu. 

Ale to nie po tych słowach rozgorzała awantura. 

„Dlaczego Putin miałby do nas wejść?” 

Pełny cytat z wypowiedzi Wiadrowskiej brzmiał: „Zastanawiam się, dlaczego Putin miałby do nas wejść od strony Ukrainy? Jak już to od strony Kaliningradu”. 

Jeśli nawet nie wyrwiemy tych słów z kontekstu i rozbijemy te zdania na dwa, czyli „dlaczego Putin miałby do nas wejść” i „dlaczego przez Ukrainę, a nie Kaliningrad”, to nadal brzmią one tak samo absurdalnie. Można wskazać bardzo konkretne wypowiedzi przedstawicieli Kremla, doskonale oddające powody, dla których prowadzi on taką, a nie inną politykę. 

W styczniu 2022 roku na stronie rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow w odpowiedzi na pytania dziennikarzy napisał, że Rosja domaga się wycofania zagranicznych wojsk z krajów, które zostały przyjęte do NATO po 1997 roku. Dotyczyłoby to 14 państw, w tym przyjętych do sojuszu w 1999 roku Polski, Węgier i Czech.  

– Chodzi o wyprowadzenie zagranicznych sił, techniki i uzbrojenia oraz inne działania, których celem jest powrót do konfiguracji z 1997 r. na terytorium państw, które w tym czasie nie były członkami NATO – podkreślił Ławrow, żądając ponadto, by Ukraina i Gruzja nigdy nie przystąpiły do NATO. 

NATO i USA odrzuciły te „propozycje”. 

– Nie zobaczyliśmy adekwatnego uwzględnienia naszych trzech kluczowych żądań dotyczących: niedopuszczenia do rozszerzenia NATO, rezygnacji z rozmieszczania systemów ofensywnych w pobliżu granic rosyjskich, a także powrotu infrastruktury wojskowej NATO w Europie do stanu z 1997 r. – wyjaśniał Putin. To samo twierdzenie powtórzył 15 lutego, na dziewięć dni przed inwazją na Ukrainę. 

To jeszcze nie dowód, że Rosja chce zaatakować Polskę, natomiast może stać się to przesłanką. 

W kraju stacjonuje ok. 10 tys. żołnierzy amerykańskich, a jeden głos Polski i sojuszników w kwestii bezpieczeństwa w regionie i możliwej eskalacji działań Federacji Rosyjskiej jest jasnym sygnałem dla Kremla, że ewentualne rozszerzenie konfliktu będzie wiązało się z określonymi konsekwencjami. 

Przed wojną z Ukrainą Rosja prowadziła „pokojowe ćwiczenia” i zapewniała, że nie zamierza nikogo atakować. Po czym zaatakowała. W weekend, gdy w Rosji odbywały się fasadowe wybory parlamentarne z góry ustalonym zwycięzcą, Putin również mówił, że nie chce nikogo atakować. Jednocześnie dodał warunek: „o ile wojska międzynarodowe nie wejdą na Ukrainę”. 

To wszystko pokazuje, że Putin nie musi mieć jasnego powodu, by uderzyć. Wystarczy, że go wymyśli i przedstawi to jako potrzebę obrony bezpieczeństwa Rosji. 

Atak z Kaliningradu jest możliwy, ale mało prawdopodobny ze względu na otoczenie przez państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego. Szef Komitetu Wojskowego NATO adm. Giuseppe Cavo Dragone przyznał w rozmowie z „Delfi”, że „każda prowokacja lub atak zostałby właściwie potraktowane”. 

„Prowodyrem jest Zełenski” 

– Głównym prowodyrem całej tej sytuacji i walki do ostatniego Ukraińca jest Wołodymyr Zełenski, który nie potrafi się dogadać i osiągnąć kompromisu – oświadczyła Wiadrowska. 

 

Teza Wiadrowskiej jest zatem taka: skoro Zełenski nie jest w stanie poświęcić części terytorium albo zrezygnować z dążeń do członkostwa w NATO, to on ma krew na rękach ludzi, którzy zginęli i wciąż giną w tej wojnie. Nie Putin, z którym „można się dogadać”, o czym też wspominała działaczka Konfederacji, a właśnie Zełenski. 

Szanse na zakończenie wojny pojawiły się już w pierwszych tygodniach. 

Pod koniec 2022 roku propozycja strony ukraińskiej zakładała neutralność i brak dążeń do członkostwa w NATO. W zamian chciała zachować możliwość wejścia do Unii Europejskiej i uzyskać gwarancje międzynarodowe od USA, Chin, Wielkiej Brytanii, Francji i Rosji, a także m.in. Izraela i Polski. Do podpisania traktatu pokojowego nie doszło, bo Rosja domagała się części podbitego już terytorium Ukrainy. 

Władimir Putin swoje żądania przedstawił 14 czerwca 2024 roku. Obejmowały one „denazyfikację” i zmniejszenie potencjału wojskowego Ukrainy, odrzucenie woli przystąpienia do NATO, zniesienie sankcji międzynarodowych, a przede wszystkim oddanie czterech wschodnich obwodów, częściowo wówczas kontrolowanych przez wojska agresora – donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego i chersońskiego. 

– Gdy tylko oświadczą w Kijowie, że są gotowi na taką decyzję i rozpoczną prawdziwe wycofanie wojsk z tych regionów, a także oficjalnie ogłoszą porzucenie swoich planów przystąpienia do NATO – po naszej stronie, natychmiast, dosłownie w tej samej minucie, nastąpi rozkaz zaprzestania ognia i rozpoczęcia negocjacji – mówił Putin. 

Ukraina odrzuciła te żądania. Jej zdaniem nie był to żaden kompromis, a kapitulacja. 

Później Putin nieco zmienił swoje żądania, ale kluczowe punkty pozostawały nienaruszalne – Ukraina nadal traciłaby część terytorium i możliwość wejścia do NATO. Spadłaby również jej zdolność militarna i nie mogłaby korzystać z pomocy sił międzynarodowych. To również oznaczałoby zwycięstwo Rosji i porażkę Ukrainy. 

Język Kremla 

– Donald Tusk od pięciu lat opowiada, że Putin zaraz do nas wjedzie. Dlaczego zatem nasi mężowie, bracia, ojcowie nie są przeszkoleni? Dlaczego my nie mamy rezerwistów, nie mamy amunicji i schronów? – pytała Wiadrowska. 

Prowadząca audycję Agnieszka Gozdyra nie utrzymała nerwów na wodzy i kontrowała: – Mówi pani, że Ukraina nie walczy za nas. I mówi pani, że jesteśmy rozbrojeni. Jak zapytałam panią o generałów, to powiedziała pani, że można teraz ich krytykować, więc jakim językiem pani mówi? To jest język Putina, język Kremla. 

Liliana Wiadrowska mówiła o przygotowaniach Polaków do walki, o mobilizacji, która już powinna nastąpić, jeśli zagrożenie rzeczywiście jest takie wielkie, a wojsko jest niedozbrojone. Brak amunicji i schronów to konkretne oskarżenia zarówno pod adresem armii, jak i rządzących. Słuszne? 

„Nie ma niczego” 

Informacje o miejscach schronienia uzyskamy w aplikacji „Gdzie się ukryć”. Obejmuje nie tylko schrony, ale wszystkie miejsca, w których można się skryć, np. piwnice, tunele czy garaże podziemne. Obecnie figuruje tam ponad 86 tys. miejsc schronienia. Według szacunków miejsca wystarczy dla ponad 23 mln obywateli. MSWiA prowadzi szkolenia w zakresie bezpieczeństwa. 

 

Informacje o zapasach amunicji są ściśle tajne. Wiadrowska nie zdradziła liczb, ale sam taki komunikat może być wskazówką dla wroga. 

Rezerwy też nie ma? 

– Jesteśmy jedynym państwem przyfrontowym, które nie ma mobilizacji rezerwistów – stwierdziła Wiadrowska. Podała przykład Grecji, która ma napiętą sytuację na granicy z Turcją. Tłumaczyła, że tam nikt nie ma problemu z tym, że młody człowiek na trzy miesiące jedzie do bazy wojskowej i tam się szkoli, by „nie być zmielonym w maszynce do mielenia mięsa, jaką jest front”. Jej zdaniem Putin właśnie do tego dąży – „by nie było w Polsce mobilizacji”. 

To wszystko jest owszem dobrowolne, natomiast stanowi podstawę do obalenia twierdzenia Wiadrowskiej. 

Co innego, gdy mówimy o obowiązkowym poborze. Polska, w przeciwieństwie do krajów bałtyckich czy Finlandii, nie wprowadziła takich przepisów. Postulują to natomiast m.in. Przemysław Czarnek i Sławomir Mentzen. 

SAFE „nie wiadomo, na jaki procent” 

Liliana Wiadrowska dość lekceważąco wypowiadała się o programie SAFE. Według niej pożyczka została zaciągnięta na 45 lat, ale nie jest znane jej oprocentowanie.  

Na stronie polskasafe.gov.pl czytamy, że oprocentowanie wynosi 3 proc. Więcej szczegółów Ministerstwo Finansów (MF) ujawniło jednak w odpowiedzi na interpelację nr 15377 posłanki Anny Dąbrowskiej-Banaszek oraz posłów: Władysława Kurowskiego, Sławomira Skwarka, Józefa Szczurka-Żelazko i Patryka Wichra z 9 kwietnia 2026 r. 

„Pożyczki SAFE będą finansowane poprzez emisję obligacji UE” – napisał Jurand Drop, podsekretarz stanu w MF. 

Stawka ustalana jest na rok, a zatem oprocentowanie kolejnych transz będzie uzależnione od sytuacji na rynkach finansowych.  „(...) co do zasady koszty zaciągania zobowiązań przez KE na finansowanie SAFE powinny być dla Polski istotnie niższe niż rynkowe koszty samodzielnej emisji długu na rynkach finansowych z uwagi na wyższą wiarygodność kredytową UE niż Polski oraz większą płynność emisji w euro obligacji UE niż polskich obligacji w euro” – zapewniło Ministerstwo Finansów. 

Obecne oprocentowanie jest zatem znane, ale przyszłe jest tylko szacunkowe. W tym kontekście wypowiedź Wiadrowskiej jest częściowo prawdziwa. 

Awantura w studiu 

Tezy wygłaszane przez Wiadrowską spotkały się z ostrą kontrą ze strony prowadzącej program Agnieszki Gozdyry.  

– Gdyby Ukraina nie walczyła, być może pan poseł i pani bliscy byliby dziś na wojnie. W takim sensie tak, Ukraina walczy za nas. Po co Putin miałby do nas wejść – to są pani słowa sprzed chwili, co pani w ogóle wygaduje? Słuchałam pani długo i mam wrażenie, że panią ominęły cztery ostatnie lata. Gdzie pani była? – pytała redaktorka Polsatu News. – Jakim pani mówi przekazem, kto pani go napisał, Kreml? To jest przekaz pisany cyrylicą. Mówi pani o prezydencie napadniętego kraju, że to on jest prowodyrem. Proszę się opanować – wykrzykiwała, narażając się później na krytykę ze strony polityków Konfederacji, m.in. Włodzimierza Skalika. 

Oburzona słowami Wiadrowskiej była też Karolina Pawliczak z KO.   

– Czegoś takiego, o czym mówi pani z Konfederacji, jeszcze nie słyszałam. To jest przerażające i porażające. Nie wnikam w pani wykształcenie i kompetencje, ale jest pani po prostu bezczelna. (...) Słuchałam tych głupot, więc może teraz pani posłucha mnie i się pani czegoś nauczy – grzmiała przedstawicielka partii rządzącej. 

– Pani wszystko podważa. Pani pluje na polski mundur. Pani mówi ruskim językiem, językiem Putina. Putin, słuchając pani i pani kolegów, może otwierać szampana i cieszyć się, że ma tutaj takich głupich ludzi. Pani sabotuje to, co robi polska armia – punktowała. 

Wiadrowska odpowiada na krytykę 

Liliana Wiadrowska po burzy, jaka wybuchła w mediach społecznościowych, na portalu X próbowała wyjaśniać, „co autorka miała na myśli”. 

„Nie doczepiono się do mnie za to co powiedziałam, ale o co zapytałam. Głównym zarzutem wszystkich w studio było, że postawiłam pytanie, na które nikt nie potrafił odpowiedzieć inaczej niż emocjonalnie. Putin mógł i może zaatakować Polskę przez Kaliningrad i Białoruś. To fikcja, że jedynie Ukraina chroni nas przed Rosją. Bez względu na fakt, że jesteśmy w NATO powinniśmy więc zbroić i szkolić przede wszystkim SIEBIE zamiast poddańczo ładować setki miliardów w skorumpowaną do cna Ukrainę Zelenskiego” – napisała. 

 
Działaczka kolejny raz podkreśliła zatem, żebyśmy zajęli się sobą i nie ingerowali w sprawy Ukrainy. To znów „nie nasza wojna”, tylko innymi słowami. To także powtórzenie postulatu o powszechnej mobilizacji i przywróceniu poboru. 

Na takie stawianie sprawy jeszcze przed wystąpieniem działaczki Konfederacji w TVN24 odpowiadała prof. Katarzyna Pisarska z Fundacji Pułaskiego. 

– Absurdalne jest to, co się dzieje w Polsce, że my stajemy po stronie agresora, że uważamy, że to nie jest nasza wojna. Rosja zwyciężyła efektywnie wojnę informacyjną w Polsce. Jeżeli 50–60 proc. Polaków uważa, że nie powinniśmy pomagać Ukrainie. Jeśli Ukraina przegra tę wojnę, to proszę wierzyć, że Rosja nie zatrzyma się. Będziemy wtedy w niesamowicie ciężkim położeniu – tłumaczyła ekspertka. 

 

W jej opinii Europa musi zrobić teraz trzy rzeczy: zapewnić Kijowowi obronę rakietową, przygotować nasze społeczeństwo na eskalację i próbę zastraszenia oraz stosować sankcje, wykorzystując zamrożone rosyjskie aktywa w zagranicznych bankach. 

Podsumowanie 

Wołodymyr Zełenski – wbrew tezom stawianym przez Lilianę Wiadrowską – nie sprowokował wojny i nie prowokuje jej kontynuowania. Inwazję rozpoczął Władimir Putin i to on nie jest skłonny do kompromisów. Stawia jedynie warunki, mimo że jego wojska ugrzęzły we wschodnich regionach Ukrainy. 

Prezydent Rosji i inni przedstawiciele Kremla, powołując się na kwestie bezpieczeństwa, wygłaszali postulat o wycofaniu wojsk zagranicznych z krajów, które dołączyły do NATO po 1997 roku. Chciałby, aby wschodnia flanka Sojuszu Północnoatlantyckiego nie kończyła się na Polsce czy Litwie, lecz dalej od granicy z Rosją. To jeszcze nie jest jasna deklaracja chęci napaści na Polskę, ale stanowi przesłankę, która może stać się podstawą inwazji. Twierdzenie, że może to zrobić przez Białoruś czy Kaliningrad, a niekoniecznie przez Ukrainę, jest domysłem. 

W Polsce istotnie nie ma powszechnego poboru, co zdaniem Wiadrowskiej nie współgra ze stanowiskiem premiera Donalda Tuska o „eskalacji działań ze strony Rosji” i świadczy o braku przygotowania do ewentualnej wojny. Tu jednak przedstawicielka Konfederacji miesza fakty z opinią.

Źródła

  1. MON

  2. „Debata Gozdyry” z 19 września 2026 r.

  3. WP

  4. polskasafe.gov.pl

Nasi autorzy