Twierdzenia o rzekomym naruszeniu przestrzeni powietrznej padły podczas ostatniego marszu „Polska za pokojem”. To cykliczne wydarzenie Konfederacji Korony Polskiej kierowanej przez Grzegorza Brauna. Ostatnia edycja tej manifestacji odbyła się 20 września w Warszawie. Jej uczestnicy przeszli przez centrum miasta, a następnie zebrali się pod Pałacem Prezydenckim. „Stop podżegaczom wojennym” – głosił główny transparent.
„Nie chcemy wojny na polskiej ziemi. Stop wciąganiu Polski w cudze konflikty i interesy” – zapraszali na marsz jego organizatorzy. Swoją manifestację przedstawiają jako inicjatywę antywojenną. Krytycy zarzucają jednak Konfederacji Korony Polskiej, że wpisuje się w interesy Kremla. Wygłaszane przez jej polityków tezy są zbieżne z rosyjską narracją, a uczestnicy sprzeciwiają się pomocy dla broniącej się przed Rosją Ukrainy.
Taka narracja pojawiła się również podczas ostatniego marszu. W jednym z przemówień wygłoszonych pod Pałacem Prezydenckim padło stwierdzenie, że „wszelkie incydenty, o których słyszymy w tak zwanym mainstreamie, to sprawka, dywersja czy sabotaż ze strony Ukrainy, a nie Rosji”.
Szefowa wrocławskiego okręgu Korony Marta Czech jako dowód na poparcie tej tezy wskazała m.in. przypadek dywersji na trasie kolejowej Warszawa–Lublin. W 2025 r. ładunek wybuchowy uszkodził tory kolejowe niedaleko stacji kolejowej Mika. – To byli Ukraińcy – mówiła. Rzeczywiście, podejrzanymi w tej sprawie są dwaj obywatele Ukrainy, jednak prokuratura zarzuciła im działanie na rzecz wywiadu Federacji Rosyjskiej.
To jedna ze znanych historii przywoływanych na marszu. Nowością, która się tam pojawiła, był zarzut naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez ukraińskie lotnictwo.
– Słyszymy, że regularnie jest naruszana nasza przestrzeń powietrzna, jeśli chodzi o wojskowe samoloty ukraińskie – powiedziała Czech. – Przeloty tych samolotów odbyły się z naruszeniem wszelkich przepisów, jakie obowiązują między narodami w przestrzeni powietrznej – dodała.
Kiedy Ukraińcy latali nad Polską
Czech wskazała trzy przypadki rzekomego naruszenia przestrzeni powietrznej w sierpniu i wrześniu. – To był ukraiński myśliwiec F-16, który tranzytem przeleciał nad naszym niebem – mówiła o wydarzeniu z sierpnia. – Kolejne dwa wojskowe ukraińskie samoloty naruszyły naszą przestrzeń powietrzną. Były to dwa Antonowy – dodała o wydarzeniach z września.
Samoloty rzeczywiście przeleciały nad Polską. Ich trasy były widoczne w internetowych serwisach śledzących ruch lotniczy, a loty opisywały branżowe media.
20 sierpnia myśliwiec F-16 Sił Zbrojnych Ukrainy wleciał nad Polskę od strony Ukrainy. Przeciął kraj, kierując się na północny zachód, następnie przeleciał nad Niemcami i dotarł do duńskiej bazy lotniczej Vojens. Serwis Defence24 ocenił, że był to prawdopodobnie myśliwiec przekazany Ukrainie przez Danię. „Możliwe, że samolot ma przejść przegląd lub naprawy na terenie Danii i powrócić na Ukrainę” – opisywał serwis.
📅 20.08 🕘 21:35LT - 🇺🇦✈️ Ukraiński F16 (ex. Duński) poleciał do Vojens ⁉️
— Polish Military Radar 🇵🇱📡✈️ (@PolishMilRadar) August 20, 2026
Niezidentyfikowany na radarach internetowych samolot, który wleciał w polską przestrzeń powietrzną znad Ukrainy 🇺🇦, obecnie schodzi do lądowania w Bazie Lotniczej Vojens/Skrydstrup #EKSP w Danii 🇩🇰.… pic.twitter.com/D9xPNWbA1S
Dwa kolejne ukraińskie samoloty pojawiły się nad Polską 5 września. Pierwszy z nich, Antonow An-124-100M, leciał z Portsmouth w USA na lotnisko Jasionka pod Rzeszowem. Maszyna służy do transportu dużych ładunków, w tym sprzętu wojskowego.
Drugi Antonow – An-26 – wystartował z okolic Lwowa. Nad Polską skierował się na północ, a następnie przez Litwę i Łotwę dotarł do Estonii. „Cel jego podróży pozostaje nieznany” – opisywał Defence24.
Czy to było wtargnięcie
– Uwaga, to nie są samoloty sojusznicze. My nie mamy z Ukrainą podpisanego żadnego paktu wojskowego, militarnego, żadnego sojuszu – mówiła Czech.
W ten sposób uzasadniała tezę, że przeloty odbyły się z naruszeniem prawa. Brak sojuszu wojskowego z Ukrainą nie oznacza jednak, że ukraińskie samoloty wojskowe nie mogą legalnie latać nad Polską.
Zgodnie z art. 18a ustawy o ochronie granicy państwowej przekroczenie granicy i lot obcego wojskowego statku powietrznego w polskiej przestrzeni może nastąpić na podstawie zezwolenia wydanego przez Dowódcę Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Nie jest więc tak, jak sugeruje Czech, że warunkiem wlotu ukraińskiego samolotu wojskowego do polskiej przestrzeni powietrznej jest istnienie polsko-ukraińskiego „paktu wojskowego” lub sojuszu.
Co się dzieje, jeśli obcy wojskowy samolot wleci nad Polskę bez wymaganego zezwolenia? Art. 18b przewiduje w takim przypadku m.in. wezwanie do opuszczenia polskiej przestrzeni powietrznej oraz możliwość przechwycenia samolotu, a w przypadkach określonych w ustawie także jego zniszczenie.
O naruszeniach polskiej przestrzeni powietrznej i zagrożeniach takim naruszeniem – nie tylko ze strony samolotów, ale też dronów czy balonów – informuje Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DO RSZ). W takich sytuacjach wojsko może uruchomić odpowiednie procedury, w tym poderwać polskie lub sojusznicze myśliwce.
– Czy w przypadku trzech opisanych ukraińskich samolotów doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej? – zapytaliśmy DO RSZ.
– Wszystkie wskazane przeloty ukraińskich statków powietrznych przez terytorium RP odbyły się zgodnie z obowiązującymi przepisami i procedurami – przekazał nam rzecznik prasowy DO RSZ ppłk Jacek Goryszewski. – W żadnym z wymienionych przypadków nie doszło do nieautoryzowanego naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej ani warunków realizacji przelotu. Przeloty były zgłoszone i realizowane zgodnie z obowiązującymi procedurami, przy udziale właściwych organów odpowiedzialnych za zarządzanie i nadzorowanie polskiej przestrzeni powietrznej – dodał.
Werdykt: fałsz. Ukraińskie samoloty wojskowe rzeczywiście przelatywały przez polską przestrzeń powietrzną w sierpniu i wrześniu. Nie były to jednak nieautoryzowane wtargnięcia. Twierdzenia mówiące o naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej należy uznać za fałszywe.