Artemis II to ściema, Uznański nie był w kosmosie. Tak skrajna prawica buduje polityczny kapitał

Serwisy społecznościowe i ich zamknięte bańki pozwalają na tworzenie ze zgromadzonych tam zwolenników teorii spiskowych, przyszłego elektoratu radykalnych partii politycznych, głównie prawicowych. Dzięki metodzie „weaponised suspicion” (uzbrojona nieufność) systemowi sceptycy czy wyznawcy alternatywnych narracji stają się nieświadomym narzędziem walki politycznej.

Artemis II to ściema, Uznański nie był w kosmosie. Tak skrajna prawica buduje polityczny kapitał
(fot. Getty Images, Magnific, Sprawdzam to)

Znasz to z sieci. Niemal pod każdym postem o misji Artemis II czy locie Sławosza w kosmos pojawiają się komentarze podważające prawdziwość tych zdarzeń. Argumenty są czasem wręcz abstrakcyjnie śmieszne. Misja Artemis to nakręcony w hollywoodzkim studio film, a w spisku biorą udział wojskowi już od lat 60. Dowodem na to ma być np. brak cienia na piłeczce, którą bawi się jeden z astronautów. W przypadku lotu Sławosza Uznańskiego internauci twierdzili np. że jedzenie nie porusza się tak, jak powinno w warunkach mikrograwitacji. Wrzucano też zwykłe fejkowe zdjęcia, stworzone przez AI. Wszystko to miało świadczyć o tym, że nasz kosmonauta nigdzie nie poleciał, NASA to jeden wielki spisek, za którym stoją wojskowi i władze. A ci, którzy nie podważali samego lotu, podważali jego zasadność i wysokie koszty.
 

O to właśnie chodzi. Wśród tych osób są rzeczywiście i zwolennicy teorii spiskowych i trolle, żywiące się sieciową atencją. Ale to tylko część. Jak wskazują badania przygotowane dla instytucji unijnych, teorie spiskowe, również te z pozoru niewinne lub całkowicie abstrakcyjne, jak choćby teoria płaskoziemska, są wykorzystywane przez grupy ekstremistyczne jako narzędzie rekrutacji i budowanie środowiska wiernego politycznie.

Jak to działa?

  • Po pierwsze, chodzi o zbudowanie nieufności do instytucji. Przekonanie lub utwierdzenie w przekonaniu, że oficjalne źródła, a przede wszystkim rządzący i media, kłamią.
  • Rodzi to podatność na inne narracje podważające obecny porządek społeczny, w tym przekonanie, że konkretni politycy lub dane stacje podają nieprawdę dla swoich, przede wszystkim politycznych korzyści. 
  • Uderza to w zaufanie do instytucji o dotychczasowej, głębokiej rzetelności. 

Przykład: osoby wierzące w mniej groźne teorie spiskowe są bardziej podatne na te polityczne, np. narracje o „spisku Sorosa”, „elitach”, „grupach trzymających władzę. A co najważniejsze, w grupach tych, najczęściej tworzonych w serwisach społecznościowych, których algorytmy wrzucają ich w zamkniętą bańkę, można przemycać treści polityczne. Z badań przeprowadzonych m.in. przez instytucje unijne wynika, że na forach, na których dyskutuje się np. o alternatywnej nauce czy zdrowiu, z czasem pojawiają się treści radykalnie prawicowe, antyestablishmentowe a przede wszystkim ksenofobiczne.

Skrajna prawica, także w Polsce, często buduje swój program na walce „ukrytymi elitami”, „brukselskimi urzędnikami” czy „globalistami”. Jeśli Twoim głównym wrogiem jest „układ”, to sianie podejrzliwości wobec wszystkiego, co oficjalne – rządu, mediów, nauki – jest najprostszym sposobem na przekonanie do siebie ludzi. Kiedy pojawiają się fakty niewygodne dla przedstawicieli takiej grupy, np. dane o zmianach klimatu czy statystyki medyczne, stwierdzą oni, że „przecież to kłamstwo opłacone przez miliarderów”. Prawica zwykle stawia na proste emocje, jak strach przed utratą tradycji czy tożsamości narodowej. A podejrzliwość karmi ten strach.

3N, czyli zamach smoleński

Badania zrealizowane w ostatnich latach, opublikowane m.in. w czasopiśmie „Social Psychological and Personality Science” (w latach 2024–26) wskazują na korelację między wiarą w szerokie spektrum teorii spiskowych a skłonnością do akceptowania przemocy politycznej. Zaś teorie spiskowe zaspokajają niektóre potrzeby psychologiczne, takie jak potrzebę znaczenia czy przynależności. Grupy radykalne wykorzystują to do budowania silnej tożsamości grup „my” kontra „oni”.

Działa tu tzw. mechanizm 3N. Nazywany trzema filarami radykalizacji. Model opracowany m.in. przez prof. Arie Kruglanskiego, wyjaśniający, dlaczego ludzie przyjmują skrajne poglądy i dołączają do grup radykalnych. Model ten zakłada, że proces radykalizacji zachodzi na styku trzech elementów: Needs (Potrzeb), Narratives (Narracji) oraz Networks (Sieci).

1. Każdy człowiek chce czuć się ważny, szanowany i mieć poczucie celu. Radykalizacja często zaczyna się w momencie, gdy ta potrzeba została naruszona przez poczucie upokorzenia (osobistego lub grupy, z którą się utożsamiamy), utratę kontroli nad własnym życiem czy marginalizację społeczną. Dzieje się tak, ponieważ niezaspokojone są nasze potrzeby (Needs) – np. przegrana naszego kandydata w wyborach.

2. Czynnik drugi – narracje. To drogowskaz ideologiczny. Opowieść, która tłumaczy takiej osobie dlaczego stracił to, co miał oraz jak może to odzyskać. Chodzi przede wszystkim o wskazanie winnego („elity”, „spisek naukowców”, „wojsko w zmowie”) oraz podanie rozwiązania, np. „obal system” lub „dołącz do nas, by przekonywać innych o prawdzie”. Odpowiednia narracja daje skłonnym do manipulacji poczucie wyższości intelektualnej nad „nieświadomą masą”. Stąd częste rady w stylu „poczytaj sobie”, „zobacz ten film na YT”, „wyłącz telewizor, włącz myślenie”, „nie bądź lemingiem”.

3. Trzeci element to wsparcie społeczne (Networks). Sieć to grupa ludzi wspierająca się nawzajem, podtrzymująca narrację, utwierdzających ludzi w teorii. Uczestnik takiej grupy uważa, że cieszy się szacunkiem, bo wyznaje właściwe poglądy. Jednocześnie grupa lub bańka to tzw. „echo-chamber”, skorupa izolująca od innej niż „nasza” narracji, za to powtarzająca fałszywe informacje. Pomagają w tym serwisy społecznościowe, których algorytmy tworzą właśnie takie bańki.

Szukanie przyszłych wyborców

To nie są nowe mechanizmy. Zarówno raporty EU, jak i organizacji antyekstremistycznych (np. Radicalisation Awareness Network RAN przy Komisji Europejskiej) od jakiegoś już czasu opisują, jak opłacana przez Rosję skrajna prawica kapitalizuje spiskowe teorie, by przemycać wśród jej zwolenników niepokój społeczny, rasizm, nienawiść do mniejszości lub konkretnego narodu np. Ukraińców. Analiza Jolley i Paterson („Pylons ablaze: Examining the role of 5G COVID-19 conspiracy beliefs and support for violence”) dokumentuje np., jak teoria o szkodliwym promieniowaniu 5G koreluje z gotowością do ataków na infrastrukturę oraz protestów antyrządowych.

(fot. NASA)
(fot. NASA)

Po przeanalizowaniu tysięcy postów i publikacji zamieszczonych w sieci Bartlett i Miller odkryli, że mimo ogromnych różnic ideologicznych, wszystkie te grupy łączy niemal ten sam zestaw teorii spiskowych. Wiara w nie nasila się, gdy ludzie odczuwają lęk lub niepewność. Podsycając je, np. przez wrzucanie tysięcy komentarzy pod artykułami, łatwiej można później wskazać konkretną grupę i powiedzieć: „to jest twój wróg”. To z kolei pozwala niemal samoistnie rekrutować do swoich ugrupowań ludzi o bardzo różnych profilach psychologicznych.

Uzbrojona nieufność

Cynizm i wyrachowanie polega na tym, że tworzący fora, grupy internetowe czy umieszczający komentarze pod artykułami o lotach Sławosza Uznańskiego lub misji Artemis II sami nie wierzą w propagowane przez sobie absurdalne teorie. Świadomie używają ich jako narzędzi do zarządzania gniewem i budowania grup lojalnościowych. Im większy wzbudzą gniew, tym większą uzyskają lojalność. Taką grupę łatwo potem skierować w stronę konkretnego celu politycznego. I – co gorsza – w niektórych przypadkach nie są to nawet wyrachowani ludzie, a boty, stworzone przez wyspecjalizowane, stworzone do tego zespoły informatyczne, zatrudniane na konkretne sytuacje przez polityków.

Potwierdzają to raporty na temat tzw. „uzbrojonej nieufności” (weaponised suspicion). To termin opisujący strategię celowego wykorzystywania teorii spiskowych i podważania faktów naukowych jako narzędzi walki politycznej.
„Uzbrojona nieufność” (w źródłach występuje się też termin „zinstrumentalizowana podejrzliwość”) jest od lat przedmiotem badań wyspecjalizowanych jednostek państwowych (jak polski NASK) czy instytucji unijnych (EEAS), które potwierdzają, że nie są to pojedyncze wpisy, lecz masowe operacje.

A ofiar nie brakuje, bo nie brak zwolenników absurdalnych wierzeń. W Europie najwyższy poziom wiary w teorie spiskowe odnotowuje się w krajach Bałkanów Zachodnich oraz w niektórych państwach Europy Środkowo-Wschodniej. Z Eurobarometru oraz European Social Survey wynika, że liderem jest Macedonia Północna, w której skłonność do myślenia spiskowego przekracza 60 proc. populacji. Dalej Bułgaria i Chorwacja, a także Słowacja. A Polska? Nie jest najlepiej. Według danych z 2025 r. połowa Polaków wierzy, że wirusy są tworzone w laboratoriach do kontrolowania społeczeństwa, a 52 proc. przejawia sceptycyzm wobec antropogenicznych przyczyn zmian klimatu. Co piąty mieszkaniec kraju nad Wisłą deklaruje silną nieufność wobec oficjalnych komunikatów instytucjonalnych.

Dodatkowo jest to zagrożenie, przed którymi musimy bronić się sami. Giganci tacy jak Google, Meta czy Musk niemal nie reagują na zgłoszenia. W 2025 r. sam tylko NASK zgłosił do platform społecznościowych 46 511 wpisów sprawdzonych i uznanych za dezinformację. Serwisy społecznościowe usunęły zaledwie 12 proc. z nich.

Źródła

  1. Social Psychological and Personality Science, RAN, Demos, NASK

Nasi autorzy