– Pokażcie składową tych rachunków i pokażcie, ile wynosi w tym rachunku za prąd dla zwykłego Polaka koszt absurdalnej, lewicowej polityki klimatycznej Unii Europejskiej, czyli ile wynoszą opłaty dotyczące ETS-u. Tego wymaga uczciwość – grzmiał Czarnek. Ocenił też, że ceny energii elektrycznej „są dzisiaj w Polsce najwyższe w Unii Europejskiej”.
Zweryfikowaliśmy jego wypowiedź.
Zapewne pochwalilibyśmy byłego ministra za inicjatywę, gdyby była jego. Niestety. "Pomysł" urodził się już po tym, jak rząd przyjął własny projekt deregulacyjny dotyczący uproszczenia rachunków za energię. Według zapowiedzi najważniejsze informacje (czyli de facto składowe) mają być widoczne już na pierwszej stronie faktury: łączna kwota do zapłaty, koszt samej energii, koszt dystrybucji czy okres obowiązywania umowy. Ponadto wypowiedzi Czarnka pełne są fałszu, manipulacji i dezinformacji.
Przemysław Czarnek nie był wówczas jeszcze posłem (miał 27 lat), dlatego może nie pamiętać tego głosowania. Jednak w późniejszych latach Polska głosowała za rewizjami systemu, w tym tymi elementami, które dziś poseł PiS krytykuje – bo całość była częścią większych pakietów negocjacyjnych.
Jeśli ceny prądu zostaną przeliczone według parytetu siły nabywczej (w relacji do średnich zarobków w danym kraju), płacimy rzeczywiście sporo, ale dalej nie najwięcej. Pod względem realnego obciążenia portfela i tak wyprzedzają nas Czechy czy Rumunia.
Raport NIK możecie znaleźć tutaj.
W 2021 r. Polska uzyskała ze sprzedaży uprawnień 5,59 mld euro, najwięcej w całej Unii Europejskiej. Drugie Niemcy zarobiły wówczas 5,3 mld euro, a trzecie Włochy – zaledwie 2,51 mld euro. „Niecałe 4 proc. poszło na fundusz wypłacający rekompensaty dla sektorów narażonych najbardziej na wzrost cen energii elektrycznej, a reszta, czyli 96 proc. rozpłynęła się w budżecie. A przecież teoretycznie połowa środków powinna trafiać na cele związane z poprawą klimatu, unowocześnianiem energetyki, ograniczaniem emisji CO2” – Business Insider.
Przemysław Czarnek znany z krytyki polityki dotyczącej odnawialnych źródeł energii (choć, jak pamiętamy, sam zamontował panele słoneczne na swojej nieruchomości) zapowiedział, że wyprowadzi Polskę z European Trade System (ETS). Swoje słowa podtrzymywał wielokrotnie.
We wrześniu 2025 r., w odpowiedzi na interpelację (dokumentacja sprawy i treść odpowiedzi są zarejestrowane w systemie informacyjnym Sejmu X kadencji), a potem 17 marca 2026 r. w Brukseli wiceminister klimatu Krzysztof Bolesta stwierdził: – Prawo nie przewiduje możliwości jednostronnej rezygnacji przez państwo członkowskie z uczestnictwa w systemie EU ETS, nie reguluje ono również procedury wyłączenia państwa członkowskiego z tego systemu – wyjaśniał wiceminister klimatu w odpowiedzi na jedną z POSELSKICH interpelacji.
Dlaczego Przemysław Czarnek to robi?
- Kreowanie „zewnętrznego winnego” (ETS, UE, Timmermans)
- Unikanie odpowiedzialności za wysokie ceny wynikające z krajowej struktury energetyki (uzależnienie od węgla, przestarzałe technologie).
- Używanie antyunijnej retoryki „my kontra oni”, by zniechęcić do UE, powtarzanie narracji, którą PiS stosował od kilku lat: drożyzna = UE, nie rząd, a już tym bardziej nie PiS
- Zwykły konformizm – po tym, jak publicznie potępił odnawialne źródła energii (wypowiadając słowa o „OZE-sroze”) okazało się, że sam posiada na dachu prywatnego domu instalację fotowoltaiczną. Zapytany o to w mediach odpowiedział, że „zdemontuje to świństwo, jak tylko mu się spłaci”, co wywołało falę drwin i komentarzy, że polityk chętnie korzysta z oszczędności, które daje czysta energia, ale publicznie ją zwalcza.
- Wstęp do Polexitu. Deklaracje Czarnka, że jako premier „pojedzie do Brukseli i po prostu jednostronnie wypowie ETS”, są przez ekspertów ds. prawa międzynarodowego i energetyki uważane za całkowicie nierealne, chyba że PiS chce dokonać Polexitu. Czarnek twierdzi, że nie chce wyjścia z UE, jednak proponuje krok, który odciąłby polskie firmy od wspólnego rynku i naraził kraj na gigantyczne kary finansowe, co pogłębiłoby drożyznę, zamiast ją zlikwidować.
- Licytacja na radykalizm z Konfederacją. PiS próbuje odzyskać twardy, eurosceptyczny elektorat, celowo używając bardzo prostego języka (stąd hasła typu „stop ekoterroryzmowi” czy wspomniane „OZE-sroze”).