Przez wieki panowało przekonanie, że „naturalny brud” nie szkodzi. Wzmocniło się, kiedy Europę pustoszyły zarazy i nie było przekonującego uzasadnienia masowych zgonów. Przerażone władze miejskie uznawały, że za zarazkami i chorobami może stać nadmierna higiena, więc zamykały publiczne łaźnie. Także dlatego, że – jak uważano – czysta skóra może przepuszczać choroby, a warstwa brudu ma działanie ochronne.
Eksperyment Hamblina: 5 lat bez prysznica i mydła
W 2023 r. świat obiegła informacja o lekarzu Jamesie Hamblinie, który na pięć lat postanowił zrezygnować z brania prysznica, używania mydła, dezodoratntów, czy żeli do kąpieli. Chciał sprawdzić, jak brak kąpieli wpłynie na mikrobiom jego skóry. Spłukiwał się jedynie wodą.
Wbrew własnym oczekiwaniom stwierdził, że mimo długotrwałego braku kąpieli nie śmierdział. Jego pachy nie wydzielały już tak nieprzyjemnego zapachu, jak wtedy, gdy okazjonalnie zapomniał skorzystać z dezodorantu. Przekonuje, że poprawił się stan jego cery, pozbył się wyprysków, a skóra przestała się przetłuszczać.
Czy powinniśmy zatem przestać się myć?
Dr Hamblin do tego nie namawia. Swoje doświadczenie określa jako „nieprzyjemne”. Apeluje jedynie, by rozsądnie korzystać z kosmetyków.
Z opinią amerykańskiego lekarza zgadzają się inni badacze. Podkreślają, że częstotliwość kąpieli powinna zależeć od rodzaju naszej skóry. Chodzi o to, by we wszystkim zachować umiar – także w higienie osobistej. Samą higienę należy również dostosować do pory roku. Niektórzy eksperci wskazują, że zimą należy się myć co dwa – trzy dni, a latem nawet dwa razy dziennie. Tylko ręce należy myć szczególnie często.
Dlaczego nadmiar czystości szkodzi odporności?
W 2024 r. mikrobiolog prof. Beata Sobieszczańska apelowała przed Wielkanocą, aby – w trosce o zdrowie swoje i rodziny – nie przesadzać z higieną i przy świątecznych porządkach nie stosować w nadmiarze detergentów. Jej zdaniem nadmierna czystość otoczenia szkodzi naszej odporności, a bezwzględna walka z bakteriami jest nie tylko bezzasadna, ale po prostu szkodliwa, bo grupa bakterii zagrażających ludzkiemu zdrowiu jest niewielka.
– To zaledwie jedna szósta spośród tych, które znamy. Pozostałe są dla nas przyjazne i wręcz konieczne do życia. Owszem, brud jest siedliskiem wielu patogenów, ale zupełnie czym innym jest jego likwidowanie, a czym innym pozbywanie się zbyt wielu bakterii – przekonuje ekspertka.
Zauważyła, że tendencja do nadmiernej higieny i dbałości o czystość otoczenia nasiliła się w wyniku pandemii COVID-19. Izolacja, nieustanne mycie rąk i dezynfekcja przedmiotów codziennego użytku spowodowały ograniczenie kontaktu nie tylko z koronawirusem, ale też z wszelkimi innymi mikroorganizmami.
– Układ immunologiczny człowieka potrzebuje ciągłej stymulacji. Nieużywany mięsień ulega atrofii, czyli zanika. Podobnie z układem immunologicznym. On także potrzebuje bodźców, a jeśli ich nie ma, przestaje prawidłowo działać – wyjaśniła mikrobiolog.
Ręcznik – siedlisko bakterii czy pomoc w regeneracji flory bakteryjnej?
– Bakterie, które kolonizują ludzką skórę pełnią różne pożyteczne funkcje, m.in. chronią nas przed grzybicami. Jeśli je regularnie usuwamy, to zaczynają nas atakować grzyby. Pojawiają się też inne problemy dermatologiczne – wskazuje prof. Sobieszczańska.
Ekspertka przekonuje, że nie powinniśmy nie tylko przesadzać z higieną ciała, ale także z praniem ręczników.
– Nie można ich prać codziennie. Powód jest prozaiczny: płyny do mycia nie zabijają od razu wszystkich bakterii ze skóry, a niedobitki pozostają na ręczniku podczas wycierania. Mają szansę do nas wrócić przy ponownym użyciu ręcznika i wyświadczyć nam przysługę, bo pozwolą odbudować zniszczoną florę – twierdzi mikrobiolog.
– Pot zdrowego i prawidłowo odżywiającego się człowieka jest bezwonny, a żeby zlikwidować przykry zapach, czasem wystarczy zmienić dietę – mówi prof. Sobieszczańska.