brak dowodów

„Siłowe wejście do mieszkania prezydenta”? Co jest prawdą, a co nie

W sobotę wieczorem służby weszły do mieszkania w Gdańsku należącego do matki prezydenta Karola Nawrockiego. Pierwsi byli strażacy, by zgodnie z informacjami, jakie uzyskali, ratować życie ludzi. Teraz mówi o tym cała polityczna Polska. Pojawiają się zarzuty, fakty oraz niedomówienia. Głos w tej sprawie zabierają najważniejsi politycy w kraju.

„Siłowe wejście do mieszkania prezydenta”? Co jest prawdą, a co nie
Prezydent Karol Nawrocki (PAP/Łukasz Gagulski)

Jak wyglądała cała sytuacja po kolei? W sobotę wieczorem do Centrum Powiadamiania Ratunkowego wpłynęło zgłoszenie o możliwym pożarze w mieszkaniu należącym do rodziny prezydenta Karola Nawrockiego w Gdańsku. Według komunikatu Państwowej Straży Pożarnej informacja mówiła także o zagrożeniu życia osób znajdujących się w środku. Chwilę później pojawiło się kolejne zgłoszenie – tym razem o nagłym zatrzymaniu krążenia u jednej z osób przebywających w mieszkaniu. 

Do jakiego mieszkania weszli strażacy? Nie wiadomo

Służby, ze względu na dobro postępowania, nie podają jednak oficjalnie, o jakie mieszkanie chodzi. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji doprecyzowało jedynie, że lokal nie należy do samego prezydenta, stąd nie był objęty ochroną Służby Ochrony Państwa. Karolina Gałecka, rzecznik MSWiA, podkreśla, że mieszkanie z fałszywego alarmu nie należy do prezydenta RP, lecz do „członka jego rodziny”. „W związku z tym adres ten nie jest objęty ochroną Służby Ochrony Państwa” – dodała w serwisie X Gałecka. 

Polityczna burza w słoneczną niedzielę

W międzyczasie informacje zaczęły szybko przedostawać się do mediów i polityków. Najpierw pojawiły się nieoficjalne doniesienia o „nocnym wejściu służb” do mieszkania Nawrockiego. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz potwierdził, że chodziło o fałszywe zgłoszenie i wyważenie drzwi po alarmie dotyczącym pożaru i zagrożenia życia. W sieci natychmiast pojawiły się komentarze sugerujące zarówno „atak polityczny”, jak i pytania o to, dlaczego służby działały tak zdecydowanie. 

Politycy PiS zaczęli mówić o „eskalacji nienawiści politycznej” i „bezprecedensowym nękaniu” osób związanych z prawicą. Część z nich twierdziła, że nie był to odosobniony incydent, lecz element szerszej serii fałszywych alarmów wymierzonych w konserwatywnych publicystów, polityków i ich rodziny. W mediach społecznościowych pojawiały się wpisy sugerujące, że państwo utraciło kontrolę nad cyberprzestępczością i internetowymi prowokacjami. „Siłowe wejście służb do mieszkania Prezydenta RP” i „koszmarna kompromitacja państwa” – tak skomentował zdarzenie w serwisie X Radosław Fogiel. 

Efekt kuli śniegowej ws. pożaru

Narracja o „siłowym wejściu do mieszkania prezydenta” zaczęła szybko rozprzestrzeniać się w mediach społecznościowych. Powielali ją nie tylko politycy związani z PiS, ale również znane postaci komentujące politykę i media. Wpisy sugerujące polityczną prowokację lub kompromitację państwa udostępniali m.in. mecenas Bartosz Lewandowski związany z Ordo Iuris czy Krzysztof Stanowski z Kanału Zero. To sprawiło, że przekaz oparty na uproszczeniu i emocjonalnych sformułowaniach zaczął osiągać bardzo duże zasięgi. 

Premier mówi o prowokacjach, opozycji to nie wystarcza

W niedzielę rano premier Donald Tusk zwołał specjalną odprawę rządu i przedstawicieli służb w tej sprawie. Komentując całą sytuację szef rządu mówił wprost o „prowokacjach” i konieczności zatrzymania sprawców fałszywych alarmów.

„Służby muszą jak najszybciej zatrzymać osoby odpowiedzialne za prowokacje związane z fałszywymi zgłoszeniami o pożarach” – mówił Donald Tusk.

Tusk poinformował również, że w nocy rozmawiał bezpośrednio z Karolem Nawrockim i apelował, by „nikt nie robił z tego polityki”. Premier zwracał uwagę, że państwo musi reagować zdecydowanie wobec sprawców takich działań, ale jednocześnie podkreślał konieczność ochrony „dobrego imienia straży pożarnej czy policji”.

„Umówiliśmy się, że nikt nie będzie robił z tego polityki, bo tu chodzi i o ochronę ludzi, i o ochronę potencjalnych ofiar takich prowokacji, ale też o ochronę dobrego imienia straży pożarnej czy policji” – premier Donald Tusk.

Te zapewnienia nie uspokoiły jednak opozycji. Przemysław Czarnek z PiS zarzucił szefowi rządu ignorowanie nie pierwszej – jego zdaniem – tego typu sytuacji.

Seria fałszywych doniesień

Sprawa pożaru w mieszkaniu prezydenta Nawrockiego rzeczywiście nie jest pierwszym podobnym doniesieniem w ostatnich dniach. W połowie maja służby mundurowe zmagały się z serią fałszywych alarmów, które doprowadziły do kilkunastu policyjnych interwencji. Jak informowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, zgłoszenia dotyczyły m.in. rzekomych bomb oraz zagrożeń dla zdrowia i życia. Jedna z akcji została przeprowadzona w mieszkaniu redaktora naczelnego TV Republika po zgłoszeniu dotyczącym możliwego zagrożenia wobec osoby nieletniej. Po sprawdzeniu okazało się jednak, że alarm był fałszywy. W związku ze sprawą zatrzymano 53-letniego mężczyznę, choć późniejsze ustalenia stołecznej policji wskazywały, że jego dane osobowe i skrzynka mailowa mogły zostać przejęte przez nieuprawnione osoby. Wśród incydentów pojawiły się także nietypowe zgłoszenia – były szef BBN Sławomir Cenckiewicz przekazał, że w nocy kontaktowano się z nim w sprawie zamówienia jedzenia. Tego samego dnia funkcjonariusze zostali wezwani również w okolice posesji Jarosława Kaczyńskiego po informacji o możliwym podłożeniu materiałów wybuchowych na terenie należącym do prezesa PiS. 

Nasi autorzy