Witold Tumanowicz grzmiał z mównicy w sejmie: „(...) polskie uczelnie wykorzystywane są nie do nauki, tylko do tego, aby sprowadzać masowo imigrantów. Mamy rekordową liczbę uczelni wyższych i rok do roku spadamy w rankingach światowych, jeśli chodzi o ich miejsce. Lokalni urzędnicy w Lublinie ustami Wiktorii Herun z lubelskiego ratusza otwarcie chwalą się masowością procesu sprowadzania migrantów oraz całych rodzin. Co ciekawe, sami uchodźcy mówią, że przyjechali tutaj, bo tu jest bezpieczniej niż u nich. Ciekawe dlaczego?” – pytał retorycznie.
Poseł Konfederacji wskazał też odpowiedź: „Europa Zachodnia pokazała już, do czego prowadzi polityka masowej migracji i ignorowania problemów społecznych. Polacy nie chcą powtórki tych błędów w swoich miastach, dlatego apelujemy o to, aby zaprzestać masowego sprowadzania Murzynów” – domagał się.
Tumanowiczowi wtórował Kowalski
Niemniej zaangażowany był poseł niezrzeszony Janusz Kowalski, który startował w wyborach z listy PiS: „(...) Warto sobie poczytać Rafała Meklera z Konfederacji i radnego PiS Tomasza Gontarza. Panie ministrze Kulasek, co wy robicie w Lublinie? 2163 studentów z Afryki, w tym 1600 z Zimbabwe. Z Zimbabwe? Co robią studenci, którzy studiują kulturoznawstwo Zimbabwe w Lublinie? A ta urzędniczka pod Platformą Obywatelską, która pomaga Ukraińcom i Afrykanom znaleźć pracę, mieszkanie. Co to się, szanowni państwo, dzieje? Czas przywrócić porządek. Polskie uczelnie dla polskich studentów. Nie potraficie z Białorusi, ze Wschodu sprowadzić Polaków na uczelnie, a sprowadzacie ludzi z Afryki” – pomstował.
Study in Lublin
Lublin to największy ośrodek akademicki wschodniej Polski. Oficjalna strona miasta informuje, że na 9 uczelniach działających w mieście, pięciu publicznych i czterech niepublicznych, studiuje blisko 60 tys. osób. Można tam podjąć naukę na ponad 200 kierunkach studiów. Zrobiło to niemal 9 tys. studentów zagranicznych z ponad 100 krajów.
Liczbę 2163 studentów z Afryki, podawaną przez posła Kowalskiego, potwierdza Tomasz Fular, zastępca prezydenta Lublina. W kontekście studentów z Zimbabwe Janusz Kowalski „dodał” tylko dwóch, Fular mówi że jest ich 1598. O czym to jednak świadczy?
W gruncie rzeczy o niczym, poza tym, że polityka miasta działa sprawnie. Lublin prowadzi działania promocyjne skierowane do obcokrajowców co najmniej od 2011 roku. Rozpoczęto wtedy projekt „Study in Lublin”. Początkowo miał obejmować lata 2011–2015. Działania promocyjne i informacyjne jednak kontynuowano. Urząd miasta skutecznie pracuje na rzecz umiędzynarodowienia lubelskiego ośrodka akademickiego.
Wytropiona przez Ruch Narodowy
Jedną z osób zaangażowanych w ten projekt była Wiktoria Herun, pochodząca z Ukrainy zastępczyni dyrektora Wydziału Strategii i Obsługi Inwestorów ds. wspierania akademickości i promocji gospodarczej. To jej wypowiedź z podcastu Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej „Studenci zagraniczni w Polsce i w Lublinie” z grudnia zeszłego roku rozjuszyła prawicowe media oraz posłów z PiS i Konfederacji. Dokładnie niecałe 13 minut rozmowy, w których Herun przypomina o strategiach integrujących wdrażanych przez miasto, uczelnię i samych studentów.
Płachtą na prawicowe byki stało się, wycięte przez Rafała Meklera z Ruchu Narodowego, 36 sekund nagrania, w trakcie których Herun wspomina, że studenci z Azji teraz coraz częściej przyjeżdżają nie sami, a ze swoimi partnerami. Posłużyło to prawicowym politykom do budowy narracji, jakoby polskie uczelnie miały być centrami sprowadzania migrantów.
Zabierają nam przestrzeń?
Mekler z Konfederacji opatrzył wypowiedź pani dyrektor takim oto komentarzem:
„Lublin, Ukrainka zatrudniona jako wicedyrektor w lubelskim ratuszu, zachwala sprowadzanie trzeciego świata do miasta nad Bystrzycą, mówi, że sprowadzają «studentów» z trzeciego świata razem z rodzinami, żonami, dziećmi, szukają dla nich mieszkań, pomagają. Polacy tracą przestrzeń społeczną, nie wychodząc z domu, za kilka lat obudzą się w świecie zupełnie obcym, zorganizowanym przez obcych. Tak jak Zachód zatracił swoją tożsamość, dziś zmagając się z problemami społecznymi nieznanymi przed okresem masowego mieszania cywilizacji: utratą bezpieczeństwa, władzy nad danym obszarem, utratą modelu życia, jaki kształtował nasz kraj przez wieki. Wszystko bez jednego wystrzału”.
Fakty i liczby
Największe grupy studentów z państw pozaeuropejskich to ludzie z Zimbabwe, Tajwanu, Indii, Nigerii, Kazachstanu i Tajlandii. Państwa te odpowiadają za 28,6 proc. studentów zagranicznych, czyli około 2,3–2,5 tys. osób. Nawet jeśli każdy z nich przyjechałby nie sam, a jako 4-osobowa rodzina, to byłoby to tylko 10 tys. osób w prawie 330-tysięcznym mieście. Oczywiście jest to scenariusz niemożliwy i hiperbola. Nazywanie tego „traceniem przestrzeni społecznej” jest ogromnym nadużyciem.
Rasizm z mównicy sejmowej
Jeśli chodzi o zastosowaną formę, to warto zauważyć, że poseł Tumanowicz, jako patriota i konserwatysta, powinien brać pod uwagę opinię Rady Języka Polskiego, która wprost stwierdza, że użyte przez niego określenie „Murzyn” jest obraźliwe. Czy konserwatywnemu posłowi przystoi używać rasistowskich obelg z mównicy sejmowej?
Pomijając pogardliwy język, którego używają zacytowani panowie, format tych wypowiedzi jest w jawny sposób oparty na rasizmie. Wyjątkowo szkodliwe jest przedstawienie jako domyślnego przekonania, że zagraniczni studenci nie przyjeżdżają do Polski się uczyć. Przedstawia się ich jako forpocztę napływu migrantów, którzy niosą ze sobą zło, co „Europa Zachodnia pokazała”.
Pomija się fakt, że są to najpewniej najambitniejsi ludzie ze swoich społeczności, którzy postanowili przyjechać i zmienić swoje życie w kraju Unii Europejskiej, jednak nie tak drogim pod względem życia studenckiego jak np. Holandia albo Francja. Często zresztą nawiedzane przez ambitną polską młodzież.
To, że studenci jeżdżą do krajów bardziej zamożnych, by zwiększać swoje kompetencje, to norma w świecie zglobalizowanym. OECD podaje, że około 50 tys. Polek i Polaków studiuje za granicą. Jak na razie nie słyszymy doniesień ze świata, jakoby wprowadzali terror na ulicach.
Lublin miastem grzechu?
Warto sprawdzić, czy opinie dotyczące zagrożenia płynącego ze strony migrantów są w Lublinie prawdą. W ostatnich latach nie widać eksplozji przestępczości w mieście nad Bystrzycą. Liczba przestępstw utrzymuje się na mniej więcej stałym poziomie. W dostępnych danych brak dowodów na wzrost przestępczości związany ze studentami zagranicznymi.
W 2024 r. liczba przestępstw przypisanych cudzoziemcom wzrosła z 260 do 470, ale blisko połowę – 219 czynów – przypisano jednej osobie. Jeśli odejmiemy wyniki rekordzisty, który nie był zagranicznym studentem, to liczba czynów zabronionych w wykonaniu cudzoziemców była zbliżona do tej z 2023 r. W przypadku obywateli Zimbabwe, przywołanych przez posła Kowalskiego, zgodnie z danymi, liczba przestępstw spada: w 2022 r. było to 22, w 2023 r. – 18, a w 2024 r. – 12, na 9 tys. wszystkich przestępstw dokonanych w tym mieście.
Co na to same uczelnie?
Jak opisał Krzysztof Wiejak w portalu „Jawny Lublin”, przedstawiciele lubelskich uczelni niemal jednym głosem potępili akty wrogości wymierzone w studentów spoza Europy. Szkoły wyższe nie traktują ich jako zagrożenia. Studenci z Afryki stanowią ważną część ich społeczności akademickiej. Są filarem dalszego rozwoju akademickiego Lublina. Zarówno intelektualnie, jak i finansowo. Jan Mazurek z „Dziennika Wschodniego” przytacza wypowiedź Tomasza Fulara, zastępcy prezydenta Lublina ds. inwestycji i rozwoju:
„Szacunki Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego wskazują, że studenci w województwie lubelskim przynoszą ze sobą około 290 milionów złotych. To jest dla porównania 8–9 proc. budżetu miasta Lublina. (...) Roczne przychody z samego czesnego studentów z Afryki wynoszą około 35 milionów. Do tego dochodzi 50 milionów za wynajem mieszkań rocznie, a kolejne kilkadziesiąt milionów złotych w skali roku stanowią ich wydatki”.
Potwierdza to zacytowana przez Wiejaka wypowiedź doc. Henryka Stefanka, kanclerza Akademii Wincentego Pola: „Dzięki temu, że studenci do nas, do Lublina, w takiej większej ilości zaczęli przyjeżdżać od 2012 roku, udało nam się wybudować piękny gmach Centrum Nauk Medycznych, świetnie wyposażony, na poziomie uczelni zachodnich”. Przekreśla też tezę, jakoby ci studenci chcieli w Polsce zostać na zawsze. Zgodnie z jego doświadczeniem wielu studentów z zagranicy to stypendyści ojczystych rządów, którzy zazwyczaj po zakończeniu nauki wracają do swoich domów.
Przywołana przez Wiejaka prof. Beata Piskorska z KUL podkreśla z kolei, że dla katolickiej uczelni powodem do dumy jest fakt, iż osoby różnych narodowości i wyznań mogą aplikować na lubelskie i polskie uczelnie.