Pułapka „ukrytego mechanizmu”. Dlaczego wierzymy w spiski?

Aż 75 proc. Polaków jest przekonanych, że potrafi bezbłędnie rozpoznać dezinformację, jednak zderzenie tych deklaracji z testem realnej wiedzy ujawnia niepokojącą przepaść. W rozmowie o najnowszym raporcie NASK dr Agnieszka Ładna wyjaśnia, dlaczego dyplom wyższej uczelni nie stanowi tarczy ochronnej przed teoriami spiskowymi.

Pułapka „ukrytego mechanizmu”. Dlaczego wierzymy w spiski?
Dr Agnieszka Ładna (fot. NASK)

Opublikowany kilka dni temu Raport NASK „Paradoks spiskowy. O lęku przed innymi, potrzebie silnego państwa i podatności na narracje dezinformacyjne” pokazuje, że wiara w teorie spiskowe nie zależy wprost od wieku, płci, wykształcenia czy miejsca zamieszkania, lecz od bardziej złożonego zestawu czynników. 

Dowiadujemy się z niego, czy podatność na teorie spiskowe wykazują częściej młodsi dorośli niż seniorzy czy osoby o skrajnych poglądach. A także: czy deklaracje „czytania wielu źródeł” lub posiadanie dyplomu chronią przed dezinformacją.

Tomasz Jakubowski, Sprawdzam to: Jakie były główne kryteria doboru próby badawczej?

Dr Agnieszka Ładna, NASK: Badanie zostało przeprowadzone na reprezentatywnej, ogólnopolskiej próbie 3600 mieszkańców Polski w wieku powyżej 15 lat. Model doboru próby precyzyjnie odzwierciedlał strukturę populacji pod względem kluczowych zmiennych demograficznych, takich jak płeć, wiek oraz wielkość miejscowości zamieszkania.

Pytam o to, bo zapewne zwolennicy teorii spiskowych stwierdzą, że i tak były niewystarczające lub sfałszowane.

Wiarygodność badania opiera się na rygorystycznych standardach metodologicznych, które są uniwersalne. Jeśli naszym celem jest opisanie procesów poznawczych Polaków – tego, jak przyjmują, weryfikują lub odrzucają informacje – musimy bazować na danych reprezentatywnych dla całego przekroju społeczeństwa.

Chcę podkreślić, że nie analizowaliśmy jedynie deklaracji osób już przekonanych do teorii spiskowych. Badaliśmy ogół obywateli pod kątem ich podatności i stylu poznawczego, który sprzyja uleganiu takim narracjom. Dzięki zachowaniu obiektywnych kryteriów demograficznych możemy z dużą pewnością wskazać, jakie mechanizmy psychologiczne i społeczne kształtują nasze zachowania, niezależnie od indywidualnych uprzedzeń czy ocen samego procesu badawczego.

A w jaki sposób definiowaliście termin „narracja spiskowa”? Przecież istnieje zwykła nieufność wobec instytucji, ludzi czy samego państwa.

Naszym założeniem było odejście od analizy konkretnych treści teorii spiskowych. Zamiast sprawdzać, w co dokładnie wierzą Polacy, skupiliśmy się na uniwersalnych mechanizmach przetwarzania docierających do nas informacji. Zastosowaliśmy do tego wystandaryzowaną skalę przekonań spiskowych – narzędzie powszechnie uznane w badaniach międzynarodowych, które zostało zaadaptowane do polskich warunków. Pozwala ono badać nie tyle wiarę w konkretne plotki, ale trwały styl myślenia i skłonność do interpretowania świata przez pryzmat spisków.

Pytaliście o coś, co było teorią spiskową, a potem okazało się prawdą? Jak inwigilacja elektroniczna ujawniona przez Edwarda Snowdena w 2013 roku?

Zastosowana przez nas skala działa inaczej – nie mierzy wiary w konkretne, jednostkowe zdarzenia historyczne, ale ogólną skłonność do przyjmowania spiskowych wyjaśnień świata. Sprawdza naszą gotowość do wiary w systemowe nadużycia władzy, tajne działania globalnych elit czy zjawiska paranormalne. 

Nie badaliśmy reakcji na pojedyncze wydarzenie, jak przypadek Snowdena, lecz trwały nawyk myślowy, który nie zmienia się z dnia na dzień pod wpływem jednego artykułu. Chodziło o zidentyfikowanie głęboko zakorzenionego „filtru poznawczego”, przez który dana osoba interpretuje rzeczywistość i ocenia swoje otoczenie w dłuższej perspektywie.

To przyjrzyjmy się takiej osobie. To bardziej konserwatysta? Zwolennik określonych poglądów? Co decyduje: wiek? Płeć? Wykształcenie? Inne czynniki demograficzne?

Zestawmy nasze intuicje z twardymi danymi. Okazuje się, że cechy demograficzne, takie jak płeć, wykształcenie czy miejsce zamieszkania, nie grają większej roli. Tendencja do wiary w spiski może dotyczyć każdego z nas, niezależnie od poziomu edukacji czy statusu społecznego. Dyplom wyższej uczelni nie jest tu tarczą ochronną. W naszym badaniu zidentyfikowaliśmy jednak jeden istotny predyktor demograficzny, który wyraźnie wpływa na tę podatność – jest nim wiek.

Wiek?

Tak. Nasze badanie wykazało, że to właśnie osoby starsze wykazują większą odporność na narracje spiskowe. Poza wiekiem, kluczowymi predyktorami – czyli zmiennymi pozwalającymi przewidzieć taką podatność – są czynniki światopoglądowe: ksenofobia oraz radykalizm poglądów. Ksenofobię rozumiemy tutaj jako lęk przed wpływami zewnętrznymi, który buduje potrzebę izolacji i ochrony własnej tożsamości przed rzekomym zagrożeniem z zewnątrz. 

Drugim silnym czynnikiem jest ekstremizm polityczny. Im bardziej skrajne są nasze przekonania, tym łatwiej przyjmujemy spiskowe wyjaśnienia rzeczywistości.

Może dlatego, że to raczej młodzi się radykalizują, siedząc przez wiele godzin z nosami w platformach społecznościowych, pełnych teorii spiskowych i zachęt w nieufność do instytucji? Czy badania wykazują wpływ korzystania z konkretnych platform społecznościowych (np. X, TikTok, Telegram) na poziom podatności?

Odnosząc się do najczęściej wskazywanych źródeł pozyskiwania informacji, grup mediów i sposobów ich konsumpcji – widzimy wyraźną dominację mediów społecznościowych, które działają według zupełnie innej formuły niż media tradycyjne.

W przypadku wiary w spiski kluczowy okazuje się bowiem nie tylko sam przekaz, ale sposób, w jaki informacje są nam podawane. Z naszych danych wynika, że im większy jest udział krótkich form wideo w codziennym pozyskiwaniu informacji, tym większa staje się podatność na narracje spiskowe. Wynika to z faktu, że obraz i dźwięk w krótkim formacie jest znacznie trudniejszy do szybkiej weryfikacji, za to bardzo przystępny w odbiorze.

Takie treści często konsumujemy masowo, szybko i w sposób bierny. Z kolei te źródła informacji, które wymagają od nas większego skupienia i zaangażowania – jak na przykład teksty pisane – znacznie rzadziej wiążą się z myśleniem spiskowym.

A więc najgroźniejsze z nich to...

Największym wyzwaniem są media wizualne i algorytmiczne, w których to algorytm decyduje, co zobaczymy w następnej kolejności. Tak powstają bańki informacyjne: system podsuwa nam materiały podobne do tych, przy których zatrzymaliśmy się na dłużej. Wtedy ulegamy złudzeniu, że dany przekaz jest dominujący i powszechny. Działa tu prosty mechanizm: im częściej coś widzimy, tym chętniej uznajemy to za prawdę.

Kłamstwo powtarzane sto razy staje się prawdą?

Tak, to mechanizm iluzji prawdy. Dużym wyzwaniem są też komunikatory, czyli źródła zamknięte, gdzie weryfikacja informacji przez osoby z zewnątrz jest niemal niemożliwa. To szczelne bańki, w których brakuje głosów korygujących, mogących ostrzec: „Uwaga, to nieprawda!”. O ile media wizualne i algorytmiczne napędzają wiarę w spiski, o tyle kolejna pułapka tkwi w samym sposobie weryfikacji informacji. Mylnie sądzimy, że im więcej źródeł sprawdzimy, tym będziemy bliżej prawdy. Tymczasem czytanie „wszystkiego” bez odpowiedniej selekcji wcale nie jest skuteczną metodą.

Szkoda. Ale dlaczego?

Rzetelna wiedza wymaga czasu, skupienia i odpowiedniego przygotowania. A my często wybieramy drogę na skróty – sięgamy po krótkie, przystępne formy, które dają nam złudzenie szybkiego zrozumienia tematu.

W świecie ciągłego skrolowania i treści generowanych syntetycznie granica między faktem a manipulacją zaciera się. Pojawia się wtedy tzw. mieszany styl konsumpcji, w którym rzetelne źródła przeplatają się z niesprawdzonymi informacjami. Prowadzi to do szumu i dezorientacji poznawczej. W takim chaosie informacyjnym nasz umysł desperacko szuka porządku, a teoria spiskowa staje się najprostszym narzędziem, by szybko i pozornie logicznie to wszystko sobie „poukładać”.

A więc jest jeden mechanizm, który to wszystko nam wyjaśni!

Dokładnie tak. Teoria spiskowa oferuje gotową, spójną odpowiedź, która zwalnia nas z wysiłku analizowania skomplikowanych i często sprzecznych faktów. Po co zagłębiać się w detale, skoro można przyjąć jedno, proste wyjaśnienie?

Słyszałem nieładną hipotezę, że zwolennicy teorii spiskowych są zbyt mało inteligentni, by zrozumieć osaczający ich świat, więc tłumaczą go sobie właśnie po swojemu, za pomocą tych teorii.

Odcięłabym się od takiego stwierdzenia. Przeczą temu twarde dane: wiara w spiski nie zależy od poziomu wykształcenia czy miejsca zamieszkania. To nie jest kwestia braku wiedzy, lecz uniwersalnej potrzeby bezpieczeństwa i porządku. Jako ludzie źle znosimy przypadkowość, zwłaszcza gdy dotyczy ona zdarzeń budzących silne emocje. Świadomość, że coś ważnego mogło wydarzyć się przez przypadek, jest lękowa – oznacza bowiem, że nie mamy nad tym żadnej kontroli. Dlatego wolimy przypisać winę konkretnej grupie, instytucji czy „układowi”. Nawet jeśli to wyjaśnienie jest mroczne, daje nam złudne poczucie, że świat jest w jakiś sposób zaprojektowany i przewidywalny, a nie chaotyczny.

A aktualne wydarzenia mają na to wpływ? Wojna? Pandemia?

Nasze badania pokazują, że ta tendencja jest stała. Powtórzyliśmy pomiar po roku i nie odnotowaliśmy znaczących różnic, co dowodzi, że skłonność do myślenia spiskowego to trwały nawyk poznawczy. Aktualne wydarzenia nie mają na to większego wpływu. Głównego źródła problemu upatrywałabym jednak w fundamentalnej zmianie modelu mediów.

Tradycyjne media były tak skonstruowane, że zawierały w sobie mechanizm wstępnej weryfikacji – zanim informacja trafiła do odbiorcy, przechodziła przez sito redakcyjne. W mediach społecznościowych tego „pierwszego elementu” często brakuje. Cały ciężar oceny, co jest prawdą, a co dezinformacją, został przerzucony bezpośrednio na nas, użytkowników.

A my, będąc zalewani ogromną ilością krótkich, angażujących form wideo, rzadko mamy czas i narzędzia, by tę weryfikację przeprowadzić rzetelnie. W tym szumie informacyjnym i dezorientacji poznawczej teoria spiskowa staje się dla mózgu najprostszym sposobem na szybkie „uporządkowanie” świata.

To wydaje mi się o tyle groźniejsze, że serwisy społecznościowe wykorzystywane są dziś w tworzeniu zamkniętych baniek, gromadzących zwolenników teorii spiskowych, wykorzystywanych później jako elektorat radykalnych partii politycznych. Korzystając z metody zwanej weaponised suspicion (uzbrojona nieufność) wykorzystują one nieświadomych tego członków takich grup jako narzędzia walki politycznej. Serwisy, poprzez swoje algorytmy, pomagają im w tym.

Rzeczywiście, najwięcej teorii powstaje tam, gdzie są najsilniejsze emocje, czyli tam, gdzie dezinformacja po prostu najbardziej się opłaca. Dotyczy to zwłaszcza obszarów takich jak zdrowie, klimat czy polityka. Z naszych badań wynika również, że wiara w jedną teorię spiskową otwiera drogę do kolejnych – to rodzaj mechanizmu domina. Wynika to z przyjęcia specyficznego światopoglądu, opartego na przekonaniu o istnieniu „ukrytego mechanizmu”. 

W tej optyce nic nie dzieje się przypadkowo, a rzeczywistość nigdy nie jest tym, czym się wydaje. Taki sposób myślenia daje odbiorcy złudne poczucie posiadania „wiedzy tajemnej”, niedostępnej dla ogółu, co drastycznie pogłębia polaryzację i buduje niebezpieczny podział na „nas” i „onych”.

A ja jednak wierzę, że możemy zweryfikować, co jest teorią spiskową, a co faktami.

Taka umiejętność jest dziś wyjątkowo potrzebna. O ile w obszarach takich jak klimat czy zdrowie twarde dane stanowią realną barierę chroniącą przed wiarą w spiski, o tyle w pozostałych przypadkach kluczową rolę odgrywa samoocena własnych kompetencji weryfikacyjnych. 

Aż 75 proc. badanych twierdzi, że posiada odpowiednie umiejętności, by sprawdzić informację, podczas gdy zaledwie co dziesiąty uważa, że są one niewystarczające. Kiedy jednak zestawiliśmy te deklaracje z testem realnej wiedzy faktograficznej, okazało się, że samoocena ta jest mocno zawyżona i rozmija się z rzeczywistością. Taki optymizm powoduje, że wpadamy w pułapkę iluzji wiedzy.

Często wystarczy nam fragment informacji lub jej pozór, by poczuć pewność, że potrafimy rozstrzygnąć, co jest prawdą. Tymczasem bez rzetelnych narzędzi i faktycznej wiedzy nie jesteśmy w stanie skutecznie zweryfikować docierających do nas treści.

Co po tych badaniach? Jaki kierunek?

Te wyniki to doskonały punkt wyjścia do dalszych analiz. Z czego dokładnie wynika tak wysoka samoocena kompetencji weryfikacyjnych? Czy jako odbiorcy jesteśmy zdolni do autorefleksji w momencie zderzenia z twardymi faktami? Niezbędne jest tworzenie programów edukacyjnych, które nauczą nas, jak w praktyce korzystać ze współczesnych narzędzi weryfikacji. 

Przyznam jednak, że obserwując tempo rozwoju technologii, czuję niepokój. Skala treści dezinformacyjnych i manipulacyjnych jest ogromna – dziś zmanipulowane przekazy spotykamy równie często, jak te prawdziwe. Widzimy wyraźną tendencję: treści podsuwanych przez algorytmy będzie coraz więcej, co tylko pogłębi ten problem.

Jak to może wyglądać?

Obawiam się, że będzie jeszcze trudniej. Rozwój treści generowanych syntetycznie oraz coraz doskonalsze algorytmy sprawią, że granica między prawdą a manipulacją stanie się niemal niewidoczna. Stoimy przed wyzwaniem, w którym weryfikacja informacji przestanie być tylko przydatną umiejętnością, a stanie się niezbędnym elementem cyfrowego przetrwania.

Źródła

  1. Sprawdzam to
  2. Raport NASK „Paradoks spiskowy. O lęku przed innymi, potrzebie silnego państwa i podatności na narracje dezinformacyjne”, kwiecień 2026

Nasi autorzy