fałsz

Poseł Smoliński obraża i manipuluje. Przypominamy, jak PiS „walczył” o dzietność w Polsce

Według posła PiS „Kilka tysięcy dzieci nie ma znaczenia”. Szczęśliwa rodzina to „mężczyzna, kobieta” i „dzieci urodzone w sposób naturalny”, a państwo powinno wspierać nie in vitro, a „te rodziny, które naprawdę chcą mieć dzieci”, bo dziś jest to „uniemożliwiane”.

Poseł Smoliński obraża i manipuluje. Przypominamy, jak PiS „walczył” o dzietność w Polsce
(fot. Shutterstock)

Podobnego zestawu inwektyw wobec polskich rodzin, które dotyka problem płodności, dawno już nie słyszeliśmy. Poseł PiS Kazimierz Smoliński w programie „Kontrapunkt - ring wolny” (TVP.info) zaatakował nie tylko sam program wspierający bezpłodność, ale i dzieci, które się dzięki niemu narodziły. 

Oskarżył też obecną władzę, że nie walczy o to, by rodziło się więcej dzieci. Postanowiliśmy przypomnieć, jak Prawo i Sprawiedliwość (w tym poseł Kazimierz Smoliński) walczyło o zwiększenie dzietności w Polsce.

1. Likwidacja państwowego dofinansowania programu in vitro

Jedną z pierwszych decyzji tzw. Zjednoczonej Prawicy po wygranych wyborach była likwidacja państwowego dofinansowania programu in vitro, choć dzięki niemu urodziły się dziesiątki tysięcy polskich dzieci. 

30 czerwca 2016 roku zakończono program. Zanim to jednak zrobiono, w mediach (przejętych przez PiS) zohydzano metodę in vitro, w niemal każdy możliwy sposób.

Przykłady? 

Posłanka PiS Barbara Bartuś mówiła z sejmowej mównicy, że in vitro to „produkcja człowieka”.

Poseł Bogdan Pęk nazwał in vitro „ideowym przekrętem stulecia” oraz stwierdził, że w trakcie procedury „tworzy się jedno życie kosztem innych” sugerując, że pacjenci i lekarze dopuszczają się uśmiercania ludzkich istnień.

– Nikt lepiej od matki nie wie, jaką traumą dla niej i być może dla tego dziecka w perspektywie kolejnych lat będzie świadomość, że jego życie zostało okupione śmiercią rodzeństwa, albo że jego rodzeństwo jest w tej chwili zamrożone tak wypowiadał się poseł PiS Joachim Brudziński.

W nowych podręcznikach dla uczniów mogliśmy przeczytać o hodowli ludzi. Podobnych przykładów można dziś podać dziesiątki.

2. Wprowadzanie programów, z których niewiele wyniknęło

Pod rządami PiS Ministerstwo Zdrowia wydało kilkadziesiąt milionów złotych na program wykrywania i leczenia niepłodności. W ciągu ośmiu lat urodziło się dzięki niemu zaledwie kilkaset dzieci – do 2019 r. w ciążę zaszło niespełna 300 pacjentek. Jak sprawdziła NIK, pierwsza edycja programu prawicy kosztowała 46 mln zł. W latach 202123 kolejne 44 mln zł dla kilkunastu Centrów Zdrowia Prokreacyjnego na diagnostykę, leczenie i opiekę psychologiczną. Do programu zgłosiło się kilka tysięcy par. Szacuje się, że tylko 15 proc. lub mniej doczekało się ciąży. Dla porównania przypomnijmy, że w latach 2013 – 16 z programu in vitro urodziło się ponad 22 tys. dzieci.

3. Nie ma dzieci, bo „Polki dają w szyję”

Ówczesna opozycja szybko ujawniła, że programy PiS kosztują sporo, ale mają niską skuteczność. W odpowiedzi politycy prawicy zaczęli oskarżać o niską dzietność kobiety. Jarosław Kaczyński stwierdził nawet, że Polki nie rodzą dzieci, bo „dają w szyję”.

4. Strach Polek przed rodzeniem

W 2016 roku Jarosław Kaczyński wypowiedział słynne zdanie: „Będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem”. Efekt? W 2023, pod koniec rządów Prawa i Sprawiedliwości, opublikowano badania, z których wynikało, że aż 68 proc. Polek nie chce mieć dzieci lub waha się, czy je mieć. Badania publikowane w niezależnych od rządu mediach wskazywały na to, iż rośnie liczba Polek, które rezygnują z macierzyństwa ze strachu spowodowanego m.in. brakiem poczucia bezpieczeństwa porodu.

5. Wyrok Trybunału Julii Przyłębskiej

Jesienią 2020 roku w Trybunale Konstytucyjnym Julii Przyłębskiej zapadł wyrok praktycznie likwidujący możliwość legalnej aborcji. Dla wielu Polek był to sygnał, że prezes PiS chce dotrzymać słów z 2016 roku. Decyzja TK wywołała protesty w całej Polsce.

6. Śmierć w szpitalach

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego wywołał dodatkowy efekt. Lekarze zaczęli bać się podejmować decyzje o aborcji, nawet jeśli były przesłanki do usunięcia płodu. Młode kobiety zaczęły umierać w szpitalach. Polska dowiedziała się o Dorocie z Nowego Targu, Agnieszce z Częstochowy, Justynie z Wodzisławia Śląskiego czy Izabeli z Pszczyny –  tragicznie zmarłych ciężarnych kobietach. 

We wszystkich tych sprawach opinia publiczna, organizacje kobiece oraz pełnomocnicy rodzin wskazywali na tzw. efekt mrożący  wyroku TK Julii Przyłębskiej, przez który lekarze zwlekali z aborcją pomimo realnego zagrożenia życia pacjentek.

7. „Zgony kobiet się zdarzały i zdarzać będą”

„Jej doświadczenie, empatia, jej podejście do tych tematów pozwoli kontynuować wszystko to, co jest najważniejsze, wszystko to, co jest najlepsze” - tak premier Mateusz Morawiecki zaprezentował nową ministrę zdrowia Katarzynę Sójkę. „Kobiety niestety umierały, umierają i umierać będą, bo to się zdarza - mówiła o śmierci polskich matek posłanka Sójka.

Do tych tragedii odniósł się także prezes Kaczyński. Nazwał je „propagandowym nadużyciem.

Bilans rządów PiS

Bilans tych rządów to twarde dane Głównego Urzędu Statystycznego.

  • W kwietniu 2023 roku urodziło się zaledwie 21 tys. dzieci. Był to najgorszy rezultat w historii pomiarów GUS.
  • W pierwszych czterech miesiącach 2023 roku liczba urodzeń wyniosła niecałe 92 tys.
  • W ciągu roku po raz pierwszy w historii Polski - urodziło się mniej niż 300 tys. dzieci.
  • Rok wcześniej, w 2022 roku urodziło się ich najmniej od czasów II wojny światowej.
  • Rok 2015 (początek rządów PiS) współczynnik dzietności  (TFR) 1,29. Roczna liczba urodzeń –  369,3 tys. dzieci. Rok 2023 (koniec rządów PiS) współczynnik dzietności (TFR) 1,16.  Roczna liczba urodzeń  272 tys. dzieci. Spadek o ponad 25 proc.

 

Nasi autorzy