brak dowodów

Czy suplementy diety działają, czy głównie sprzedają nadzieję?

Jeszcze kilkanaście lat temu suplementy diety kojarzyły się głównie z witaminą C i tranem podawanym dzieciom zimą. Dziś stały się wielkim biznesem i codziennością milionów ludzi. 

Czy suplementy diety działają, czy głównie sprzedają nadzieję?
fot. Unsplash

Jeszcze kilkanaście lat temu suplementy diety kojarzyły się głównie z witaminą C i tranem podawanym dzieciom zimą. Dziś stały się wielkim biznesem i codziennością milionów ludzi. 
Rynek suplementów diety rośnie z roku na rok w bardzo szybkim tempie. Obecnie w Polsce wart jest już ponad 7 mld złotych rocznie. Globalnie branża suplementów jest dziś warta ponad 200 mld dolarów.
To nie przypadek. Suplementy idealnie wpisały się w czasy, w których coraz więcej ludzi chce żyć zdrowo, długo i aktywnie, ale jednocześnie szuka szybkich rozwiązań. Łatwiej kupić kapsułki „na odporność” niż regularnie ćwiczyć, dobrze spać i ograniczyć przetworzoną żywność. Branża bardzo dobrze rozumie te mechanizmy.
Reklamy suplementów niemal zawsze odwołują się do podobnych emocji. Pokazują zmęczonych ludzi odzyskujących energię, seniorów zachowujących sprawność umysłu albo rodziców chroniących dzieci przed chorobami. W tle pojawia się język nauki: „potwierdzone badaniami”, „naturalna formuła”, „bioaktywny składnik”. Dla przeciętnego konsumenta brzmi to wiarygodnie, nawet jeśli badania są słabe albo dotyczą zupełnie innych preparatów niż reklamowany produkt.

 

Suplement to nie lek. I to zmienia bardzo wiele


Wielu konsumentów nie zdaje sobie sprawy z jednej podstawowej rzeczy: suplement diety nie jest lekiem.
 

Eksperci od lat ostrzegają, że granica między suplementem a lekiem została w świadomości konsumentów niemal zatarta. Opakowania przypominają farmaceutyki, reklamy pojawiają się między blokami reklam leków, a część preparatów sugeruje działanie niemal terapeutyczne. Tymczasem dowody naukowe bywają bardzo ograniczone.
Kontrole rynku wykazywały już przypadki suplementów zawierających inne ilości składników niż deklarowane na etykiecie. Zdarzały się także produkty zanieczyszczone lub zawierające substancje niewymienione w składzie. To pokazuje, że rynek suplementów, choć ogromny, nie zawsze jest równie dobrze kontrolowany jak rynek leków.

 

Suplementy, które rzeczywiście pomagają


To jednak nie oznacza, że wszystkie suplementy są oszustwem. Medycyna zna przypadki, w których suplementacja ma mocne uzasadnienie naukowe.
Najczęściej podawanym przykładem jest witamina D. W Polsce, gdzie przez znaczną część roku mamy niewiele słońca, niedobory są bardzo częste. Lekarze zalecają suplementację szczególnie jesienią i zimą, osobom starszym oraz ludziom, którzy rzadko przebywają na świeżym powietrzu. Witamina D odgrywa ważną rolę między innymi w utrzymaniu zdrowych kości i prawidłowym funkcjonowaniu mięśni.
Silne dowody naukowe potwierdzają również skuteczność kwasu foliowego przyjmowanego przez kobiety planujące ciążę i ciężarne. Badania jasno pokazują, że odpowiednia suplementacja zmniejsza ryzyko poważnych wad rozwojowych płodu.
Podobnie wygląda sytuacja z witaminą B12, szczególnie u osób starszych, wegan albo pacjentów mających problemy z wchłanianiem składników odżywczych. W takich przypadkach suplementacja może być wręcz konieczna.
Przyjmowanie żelaza także jest korzystne dla organizmu, ale wyłącznie wtedy, gdy badania potwierdzają niedobór. Przyjmowanie go „na wszelki wypadek” może przynieść więcej szkody niż pożytku.
W świecie sportu jednym z najlepiej przebadanych suplementów pozostaje kreatyna. Liczne badania wskazują, że rzeczywiście może poprawiać siłę i wydolność podczas intensywnych treningów. To jeden z nielicznych przykładów preparatu sportowego, którego działanie jest dobrze udokumentowane.

 

Problem zaczyna się tam, gdzie kończą się dowody


Znacznie dłuższa jest jednak lista suplementów, których skuteczność pozostaje wątpliwa albo mocno wyolbrzymiona przez marketing.
Dobrym przykładem są popularne multiwitaminy reklamowane jako sposób na poprawę zdrowia i długowieczność. Wieloletnie badania prowadzone w Stanach Zjednoczonych nie wykazały jednak, by regularne przyjmowanie takich preparatów przez zdrowe osoby wyraźnie zmniejszało ryzyko chorób serca, nowotworów czy przedwczesnej śmierci.
Podobnie wygląda sytuacja z ogromną częścią produktów „na odporność”, których popularność wystrzeliła w czasie pandemii COVID-19. Układ odpornościowy jest niezwykle skomplikowanym mechanizmem i nie działa jak mięsień, który można po prostu „wzmocnić” kolejną kapsułką. Tymczasem reklamy często sugerują coś dokładnie odwrotnego.
Naukowcy od lat podchodzą sceptycznie także do modnych preparatów „detoksykujących”. Organizm człowieka posiada własne mechanizmy oczyszczania - przede wszystkim wątrobę i nerki. Nie istnieją przekonujące dowody na to, że suplementy reklamowane jako „detoks” usuwają z organizmu tajemnicze toksyny, o których mówią reklamy.
Ogromny rynek tworzą dziś również suplementy „na mózg”, koncentrację i pamięć. Problem w tym, że wiele badań dotyczących takich preparatów opiera się na niewielkich grupach uczestników albo nie daje jednoznacznych wyników. Mimo to reklamy bardzo chętnie obiecują poprawę pracy mózgu, lepszą pamięć i ochronę przed starzeniem.

 

Dlaczego tak łatwo wierzymy suplementom?


Popularność suplementów trudno wyjaśnić wyłącznie medycyną. Ogromną rolę odgrywa psychologia.
Łykając kapsułkę, człowiek ma poczucie, że robi coś dobrego dla siebie. To daje komfort i iluzję kontroli nad zdrowiem. Szczególnie dziś, gdy wiele osób żyje w ciągłym stresie i boi się chorób, starzenia czy utraty sprawności.
Działa także efekt placebo. Jeśli ktoś wierzy, że preparat poprawi jego koncentrację albo doda energii, rzeczywiście może odczuwać poprawę samopoczucia. Nie oznacza to jednak, że suplement realnie wpływa na organizm w sposób obiecywany przez reklamę.
Marketing branży suplementów bardzo umiejętnie wykorzystuje również strach. Reklamy regularnie sugerują, że współczesny człowiek jest „przebodźcowany”, „zakwaszony”, narażony na toksyny i chroniczne niedobory. Potem pojawia się rozwiązanie – — zwykle w postaci kapsułki kosztującej kilkadziesiąt lub kilkaset złotych miesięcznie.

 

Influencerzy stworzyli nową erę suplementów


Jeszcze kilka lat temu suplementy reklamowano głównie w telewizji. Dziś ogromna część rynku przeniosła się do mediów społecznościowych.
Internetowi influencerzy opowiadają o „biohackingu”, sekretach długowieczności i „naturalnych metodach” poprawiania zdrowia. Bardzo często nie mają jednak wykształcenia medycznego, a ich wiedza opiera się na pojedynczych badaniach albo pseudonaukowych teoriach.
W mediach społecznościowych szczególnie dobrze sprzedają się proste historie. Opowieści o tym, że dzięki suplementom ktoś odzyskał energię, schudł albo „wyleczył stan zapalny”. Takie narracje działają na emocje znacznie silniej niż ostrożne stanowiska lekarzy i naukowców.
Część influencerów buduje przy tym nieufność wobec medycyny konwencjonalnej. Pojawiają się sugestie, że „firmy farmaceutyczne ukrywają prawdę”, a naturalne suplementy mają być odpowiedzią na problemy współczesnego świata. To niebezpieczne szczególnie wtedy, gdy osoby chore zaczynają traktować suplementy jako alternatywę dla leczenia.

 

Ciemna strona rynku
 

Niektóre preparaty wchodzą w interakcje z lekami. Dziurawiec może osłabiać działanie antykoncepcji hormonalnej, a nadmiar witaminy K wpływać na skuteczność leków przeciwzakrzepowych. Zbyt wysokie dawki witaminy A czy selenu również mogą być toksyczne.
Lekarze zwracają uwagę jeszcze na jeden problem - wiele osób przyjmuje jednocześnie po kilka lub kilkanaście różnych preparatów, często bez konsultacji ze specjalistą. W efekcie trudno nawet określić, jakie dawki składników rzeczywiście trafiają do organizmu.


Zdrowia nie da się zamknąć w kapsułce
 

Najważniejszy wniosek płynący z badań jest właściwie dość prosty. Suplementy mogą pomagać, ale głównie wtedy, gdy uzupełniają realny niedobór albo są stosowane w konkretnych sytuacjach medycznych. Nie istnieją natomiast mocne dowody, że większość zdrowych ludzi potrzebuje codziennie całego zestawu kapsułek „dla profilaktyki”.
Eksperci od lat podkreślają, że dla zdrowia znacznie większe znaczenie mają sen, aktywność fizyczna, odpowiednia dieta, ograniczenie używek i regularne badania profilaktyczne. Problem polega na tym, że zdrowy styl życia wymaga czasu i wysiłku. Kapsułka daje natomiast obietnicę szybkiego rozwiązania.
I właśnie dlatego rynek suplementów rośnie tak szybko. Sprzedaje nie tylko witaminy czy ekstrakty roślinne. Sprzedaje przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa, kontrolę nad własnym zdrowiem i nadzieję, że istnieje prostsza droga do dobrego życia.
 

Źródła

  1. Sprawdzam to

Nasi autorzy