W latach głębokiego stalinizmu krążył dowcip o turyście, który – chcąc uciszyć imprezujących współlokatorów w hotelu – żartobliwie zamówił herbatę przez żyrandol, symulując podsłuch w urządzeniu. Rano okazało się, że tylko on uniknął aresztowania, ponieważ radziecki major z KGB docenił jego poczucie humoru i odwagę.
Ten konkretny żart był tak ikoniczny dla bloku wschodniego, że opowiadał go jeszcze w latach 80. prezydent USA Ronald Reagan. Ilustrował w ten sposób absurdy życia w Związku Radzieckim – podsłuchy, donosy i ukrytą groźbę, że w Rosji nie ze wszystkiego można żartować.
Historia zatacza koło
70 lat później, w maju 2026 roku, a więc w czasach głębokiego putinizmu, moskiewska prokuratura złożyła wniosek o wszczęcie postępowania karnego przeciwko komikowi Aleksandrowi Dołgopołowowi. Według portalu Baza powodem wniosku było zdanie wypowiedziane w trakcie stand-upu: „Czasami spaceruję po Berlinie i myślę: Wow, zabili mojego dziadka!”. To zdanie ma oczywiście szerszy kontekst, żartobliwy, warto zobaczyć cały fragment. Młody artysta w ironiczny sposób odnosi się do rosyjskiej tożsamości, mitów narodowych, emigracji, ale też współczesnej polityki Kremla i samego Putina.
Ale rosyjski dyktator nie ma poczucia humoru. Ponadto, wzorem aparatu stalinowskiego, współczesny wymiar sprawiedliwości uważa za przestępstwo choćby najmniejsze naruszenie „świętości kultu zwycięstwa nad faszyzmem”.
Portal Ważnyje Istorii zwraca uwagę, że sprawa Dołgopołowa to jedna z tych, w których dokładnie wiadomo, za jaki żart komik jest ścigany. Bowiem w Rosji nie zawsze jest to jasne. Komicy mogą zostać oskarżeni lub uznani za agentów zagranicznych za „wypowiedzi antywojenne” lub na przykład za „rozpowszechnianie fałszywych informacji” wziętych od innych komików, ale nie wiadomo dokładnie, o które teksty chodzi. Nie zawsze jest tak, że żart, który stał się podstawą oskarżenia, można znaleźć w wyroku sądu lub w donosie.
Z czego nie można żartować
Na nieoficjalnej liście tematów, z których lepiej nie żartować, na pewno jest inwazja na Ukrainę. Przekonało się o tym już kilku komików, wymienionych przez Ważnyje Istorii. We wrześniu 2024 roku Ministerstwo Sprawiedliwości wpisało komika Rusłana Biełego do rejestru agentów zagranicznych. Artysta próbował odwołać się od tej decyzji do sądu, gdzie ujawniono, że został uznany za agenta zagranicznego m.in. za swój „antywojenny stand-up «Still»”. W orzeczeniu sądu obszernie zacytowano jego żarty.
W tym ten o mobilności w czasie mobilizacji. Podczas stand-upu „Here's More” (poświęconego m.in. wojnie) Rusłan Bieły powiedział między innymi: „Ja jestem prostym człowiekiem. Kiedy słyszę słowo »mobilizacja«, wiem, że jestem już w dupie. Jestem pod tym względem bardzo mobilny”. Reakcja na ten żart to 30 tys. rubli grzywny i uznanie za „zagranicznego agenta”, a ostatecznie – wyjazd z Rosji na stałe. Komik obecnie mieszka w Hiszpanii.
Nie tylko grzywna. Ciężkie pobicie i próba gwałtu
W 2022 roku w sieci krążył autentyczny film pokazujący rosyjskiego żołnierza na ukraińskim foncie. Mężczyzna strząsał z siebie gołymi rękami granaty zrzucone przez ukraińskiego drona. Popularny tiktoker Niekogłaj nagrał, opublikował (i niemal natychmiast usunął) parodię tego filmu. Jego absurdalna i przerysowana produkcja, z podłożonym pod nią skocznym remiksem utworu Boney M, czyli połączenie śmiertelnie groźnej sytuacji wojennej z imprezową muzyką, była klasycznym przykładem czarnego humoru opartego na silnym dysonansie. Filmem, jakich miliony w sieci.
Reakcja władz na żart: Zatrzymanie, deportowanie do Mołdawii (artysta ma mołdawskie obywatelstwo), zmuszenie do nagrania filmu z przeprosinami. Już po deportacji tiktoker opowiedział, jak go traktowano w areszcie. „Po prostu zaczęli mnie bić jak psa. Rozebrali mnie do naga, zdjęli mi spodnie i bieliznę. Zabrali litrową butelkę Coca-Coli i kazali mi na niej usiąść. Oczywiście odmówiłem. Po czym pobili mnie jeszcze kilka razy, bardzo dotkliwie, i zaczęli próbować wcisnąć mi tę samą litrową butelkę Coca-Coli. Nie mogli tego zrobić przez 20 minut; rzucałem się i wierciłem, wiłem, robiłem wszystko, co w mojej mocy, żeby im to uniemożliwić. [...] Po czym kazali mi wsadzić sobie butelkę w tyłek. Udawałem, że to robię”. Od 2023 roku młody twórca cyfrowy jest na liście osób poszukiwanych w Rosji za przestępstwo.
Nie obrażaj weterana
O specyficznym poczuciu humoru rosyjskiego aparatu sprawiedliwości przekonał się też profesjonalny komik Artemy Ostanin. Został skazany na pięć lat i dziewięć miesięcy więzienia w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze za żart z mężczyzny, który okazał się „weteranem wojennym”, a który wjechał wózkiem w Ostanina na
stacji metra. Artysta został oskarżony o podżeganie do nienawiści i poniżanie godności ludzkiej, a następnie wpisany na listę terrorystów i ekstremistów.
Gdy rozpętała się burza medialna, widząc, co się święci, komik uciekł na Białoruś. Tam jednak został zatrzymany przez lokalne siły bezpieczeństwa. Ostanin został pobity, był torturowany. Doznał urazu kręgosłupa. Członkini Rady Praw Człowieka Ewa Merkaczewa opublikowała zdjęcia (uwaga, drastyczne!).
Mężczyzna został deportowany do Moskwy. Na miejscu zmuszony do „przeprosin”. W międzyczasie przyjrzano się jego występom i żartom. Reakcja na nie (wyrok zapadł na początku lutego 2026 roku) to: 5 lat i 9 miesięcy kolonii karnej za „podżeganie do nienawiści z użyciem przemocy lub groźby jej użycia” oraz „obrazę uczuć religijnych” (skąd my to znamy!). Ponadto grzywna w wysokości 300 tys. rubli. Stacja BBC napisała, że sprawa Ostanina to „jeden z najbardziej drastycznych przykładów bezwzględnej cenzury i brutalności aparatu ścigania wobec artystów we współczesnej Rosji”.
Prawa człowieka, a żart
Takich historii są setki. Portal przypomina też inne, równie okrutne historie ludzi skazanych za żarty, piosenki czy zwykłą krytykę. Jeśli nie udowodni im się winy, są skazywani na ostracyzm, społeczną nagonkę, czyli pobicie przez „nieznanych” sprawców, tracą też pracę. Najczęściej – jeśli się uda przed procesem – napiętnowani artyści opuszczają swój kraj. I nawet wówczas są skazywani na dożywotni zakaz wjazdu do Rosji lub zaoczne wyroki więzienia. Tak było np. w przypadku komików Aleksandra Dołgopołowa i Garika Oganesjana, którzy uciekli z kraju, zanim śledztwa za ich żarty ruszyły na dobre. Donos na artystów złożyła posłanka Jana Lantratowa, piastująca dziś w Rosji stanowisko komisarza ds. praw człowieka.
Politolożka Jekatierina Szulman ocenia w portalu, że władze autorytarne zwykle nie tolerują niezależnych osób, szczególnie gdy wpływają one na opinię publiczną, nawet jeśli działają w sferze rozrywki. W jej opinii współczesny rosyjski humor polityczny coraz bardziej przypomina realia późnego Związku Radzieckiego – żarty polityczne funkcjonowały, ale w nieoficjalnym obiegu lub wśród zaufanych osób.