manipulacja

Ukraińcy dostali instrukcję, jak nagrywać Polaków? To nieprawda

Sprowokuj, nagraj, opublikuj – tak ma wyglądać instrukcja wydana przez Ambasadę Ukrainy do swoich obywateli mieszkających w Polsce. Poradnik rzeczywiście powstał, ale znaczenie niektórych zapisów zostało zmanipulowane dla podkręcania nastrojów antyukraińskich.

Ukraińcy dostali instrukcję, jak nagrywać Polaków? To nieprawda
fot. Getty Images

W ciągu kilku dni w mediach społecznościowych pojawiło się kilka głośnych nagrań z udziałem Polaków i Ukraińców. Na jednym starszy mężczyzna obraża ksenofobicznie ukraińskie dziewczynki, na innym Ukrainiec prowokuje rozmówcę do wypowiedzi o rzezi wołyńskiej, a w kolejnym nagrywa pracownika ochrony w sklepie. Część internautów uznała te incydenty za dowód, że Ukraińcy w Polsce otrzymali polecenie nagrywania Polaków i celowego wywoływania konfliktów. Nie przedstawiono jednak żadnych wiarygodnych dowodów potwierdzających istnienie takiej zorganizowanej akcji.

„Oficjalne wytyczne”

Taka instrukcja miała się pojawić w poradniku zatytułowanym „Obowiązki i prawa obywateli Ukrainy w Polsce” przygotowanym przez Ambasadę Ukrainy. Alarm w tej sprawie podniósł się m.in. poseł Paweł Usiądek z Konfederacji.

Usiądek przywołał w swoim wpisie rzekome słowa ambasadora Wasyla Bodnara, który miał sugerować, że krytyczne wypowiedzi na temat opieki zdrowotnej, zabezpieczenia socjalnego czy edukacji ukraińskich dzieci mogą stanowić podstawę do oskarżenia danej osoby o mowę nienawiści. Również niepochlebne opinie o finansowaniu Ukrainy miałyby wyczerpywać znamiona takiego czynu.

Podobny wpis pojawił się na koncie „Korona Warszawa”. „Skandaliczne zachowanie Ambasady Ukrainy. Po tym wszystkim co Polacy zrobili dla Ukraińców, dostali socjal, dostają dopłaty do emerytur, przez wiele lat darmowe leczenie dla wszystkich – Ambasada Ukrainy przygotowała instrukcje dla swoich obywateli jak nagrywać Polaków telefonem komórkowym” – czytamy w poście z 17 lipca.

To on rozsiał te fejki

Ani poseł ani „Korona” nie są jednak autorami tej dość swobodnej interpretacji poradnika. 16 lipca użytkownik o nicku „Uszi” opublikował na YouTubie 15-minutowe nagranie pt. „Wysyp nagrań z udziałem Polaków! To zalecenia Ambasady Ukrainy”. Filmik obejrzano ponad 160 tys. razy. Posty z powołaniem się na to wideo pojawiały się później w innych mediach społecznościowych, kolportowały je profile znane z rozpowszechniania dezinformacji, takie jak „Codziennik z Mordoru” czy „coolfonpl”.

„Uszi” podczas swojego monologu sugerował, że ostatnie wydarzenia z ukraińskimi dziewczynkami w autobusie czy polskim ochroniarzem nie są dziełem przypadku, a zaplanowaną akcją. Twierdził, że do podobnych scen będzie dochodziło coraz częściej, bo Ukraińcy otrzymali instytucjonalne przyzwolenie na nagrywanie Polaków.

– Stosunkowo niedawno opublikowano poradnik, w którym czarno na białym instruuje się Ukraińców, jak i kiedy nagrywać konkretne sytuacje. Oczywiście całość została podana pod płaszczykiem dbania o własne bezpieczeństwo i ochroną prawną, ale gołym okiem widać, że w praktyce ten mechanizm stał się narzędziem do celowego rozgrywania emocji i pogłębiania polaryzacji w naszym społeczeństwie. Ja nie chcę nikogo martwić, ale tych filmów będzie więcej. „Wideo-safari” właśnie się rozpoczęło – straszył youtuber.

W dalszej części „Uszi” przeszedł do cytowania zapisów i interpretacji, w której podkreślał, że „Bodnar nie mówi idź z tym tylko na policję, nie publikuj, tylko publikuj, w domyśle twórz polaryzację społeczną, tylko niech ci to wytłumaczy prawnik”. Obywatel Ukrainy ma być zachęcany i „krok po kroku nauczany”, by w sytuacji kryzysowej sięgnąć po telefon. Nagrania mają być następnie „wrzucane” do sieci bez przedstawienia kontekstu, poddane obróbce i manipulacji. To jednak wszystko sfera domysłów youtubera, a nie fakty.

„Róbta” tak samo

Efekt takiego działania – mieszania faktów z opinią i emocjonalną narracją bazującą na strachu i fobiach – widać w komentarzach pod nagraniem.

„Zniszczyli swoje państwo, teraz robią to z Polską”, „Do konca zycia bedziemy miec problemy z tym wrzodem”, „Boźe do czego to doszło , żeby Polacy we własnym kraju byli szykanowani przez obcych” (pisownie oryginalne – red.) – pisano.

Oberwał też „niepolski rząd”, wszystkich Ukraińców wrzucono za to do jednego worka z napisem „banderowcy”. „Zamknąć granicę, wydalić ambasadora i po temacie... Aha, nie da się bo do tego potrzeba POLSKIEGO rządu, a tego BRAK…”, „Aparat władzy jest przeciwko narodowi polskiemu, Polacy są poniewierani we własnym kraju przez tzw «braci banderowców»” – podkreślano.

Nie mogło zabraknąć również zwolenników zastosowania „Kodeksu Hammurabiego” i zasady „oko za oko, ząb za ząb”. Internauci sugerowali, że skoro oni mają „nakaz nagrywania”, to i my musimy robić to samo.

Co jest w poradniku?

Najpierw kilka faktów: poradnik istnieje i nosi tytuł „Obowiązki i prawa obywateli Ukrainy w Polsce. Jak działać w sytuacjach kryzysowych”. Został przygotowany przez Ambasadę Ukrainy w RP we współpracy z aplikantem adwokackim Dawidem Dehnertem. Nie powstał jednak po ostatnich wydarzeniach, a w lutym 2026 r. i już wtedy pojawiały się pierwsze fake newsy. Wówczas to miała być „instrukcja donoszenia na Polaków”.

Pięć miesięcy później, w następstwie nowych faktów i wydarzeń, temat powrócił i zyskał nowy kontekst. Narracja skupia się teraz na twierdzeniu, że Ukraińcy mają nagrywać Polaków – celowo ich prowokować, doprowadzać do wybuchu emocji i utraty cierpliwości, a następnie wyciągnąć telefon, nagrać zdarzenie i opublikować w sieci. Miałoby to wywołać polaryzację w narodzie – podzielić na tych, którzy bronią Ukraińców oraz na tych „mądrzejszych”, którzy nie dają się nabrać na tak tanie numery.

I tu pojawia się problem, bo takich zapisów w poradniku nie ma. Są za to standardowe zasady zachowania się w sytuacjach kryzysowych i porady prawne. „Obywatele Ukrainy mają możliwość ochrony swoich praw przy wykorzystaniu całego polskiego systemu prawnego. Ten zbiór został przygotowany specjalnie dla obywateli Ukrainy przebywających w Polsce, aby pomóc im w różnych sytuacjach, również kryzysowych, i zwiększyć ich świadomość prawną” – napisał w przedmowie ambasador Wasyl Bodnar.

A co z nagraniami? Ponownie odwołano się do polskiego prawa.

Ukraińcy – podobnie jak wszystkie osoby przebywające na terenie RP, w tym nasi obywatele – podczas zgłaszania sprawy na policję mają prawo przekazać wszystkie posiadane dowody, w tym nagrania i zdjęcia, które pozwalają szybciej rozwiązać sprawę. W poradniku podkreślono, że bardzo ważne jest zapamiętanie – w miarę możliwości – wyglądu i cech charakterystycznych sprawcy, kierunku ucieczki oraz obecność świadków.

Rola Bodnara

W swoim wpisie Paweł Usiądek „wezwał do tablicy” ambasadora Wasyla Bodnara. Jego słowa ze stycznia miały stać za potrzebą powstania takiego poradnika. I to prawda, ale celem nie było zachęcanie do „nagrywania Polaków”, a uświadomienie jego rodakom przebywającym w Polsce, by stosowali się do naszego prawa.

– (…) pracujemy nad stworzeniem tzw. poradnika dla obywateli Ukrainy, jak zachowywać się w sytuacjach kryzysowych, w przypadku nienawiści lub przejawów agresji, ponieważ wiele osób nie wie, jak bronić się w polskim systemie prawnym. Ukraińscy dyplomaci wspólnie z prawnikami i ekspertami tworzą taki poradnik. Mamy nadzieję, że ukaże się on w najbliższych tygodniach. Współpracujemy również z lokalnymi organami policji, które bezpośrednio reagują na akty agresji wobec Ukraińców. Naszą uwagę skupiamy na wszystkich wydarzeniach o charakterze społecznym i w razie potrzeby podejmujemy odpowiednią reakcję – tłumaczył dyplomata w rozmowie z portalem ukrinform.pl.

W przedmowie do poradnika, który finalnie ukazał się w lutym 2026 r., Bodnar podkreśla, by jego rodacy „nie tylko korzystali z gościnności Polski, ale również przestrzegali jej prawa, szanowali tradycje i uwzględniali kwestie ważne dla polskiego społeczeństwa”. Ostrzegał też przed rosyjską propagandą i dezinformacją.

A w Polsce jest inaczej?

W Polsce nie ma takiego poradnika, natomiast są zapisy w systemie prawnym, które nie wykluczają użycia nagrania czy zdjęcia jako dowodu w sprawie. Art. 393 ust. 1 Kodeksu postępowania karnego stanowi, że „wolno odczytywać na rozprawie protokoły oględzin, przeszukania i zatrzymania rzeczy, opinie biegłych, instytutów, zakładów lub instytucji, dane o karalności, wyniki wywiadu środowiskowego oraz wszelkie dokumenty prywatne powstałe poza postępowaniem karnym i dla jego celów, w szczególności oświadczenia, publikacje, listy oraz notatki”. Takie filmiki mogą zostać potraktowane jako dokumenty prywatne.

Obywatele są świadomi, że nagranie może być jednym z najbardziej istotnych dowodów. Gdyby nie można było ich wykorzystywać, to wideorejestratory w samochodach byłyby bezużyteczne, a w praktyce często to one są dowodem przesądzającym o czyjejś winie. Takie wideo „pomogło” skazać na 20 lat pozbawienia wolności mordercę drogowego, Łukasza Żaka, który na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie, pędząc ponad 200 km/h, będąc pod wpływem alkoholu i nagrywając swoje „wyczyny”, zabił ojca dwójki dzieci.

Wszystkie osoby przebywające na terenie Polski mogą również dokumentować interwencję funkcjonariuszy publicznych. „Przepisy prawa nie zabraniają nagrywania interwencji policyjnych w miejscu publicznym, o ile nagranie ma służyć jako materiał dowodowy, na przykład w postępowaniu prokuratorskim lub sądowym” – informowała swego czasu Komenda Miejska Policji w Bielsku-Białej. Taka zasada obowiązuje w całym kraju.

Ponadto Policja wskazuje, że „publikowanie nagrań bez anonimizacji wizerunku funkcjonariusza lub ujawnianie danych dotyczących policjantów może skutkować pociągnięciem do odpowiedzialności karnej lub cywilnej”.

Źródła

  1. oboviazkiiprawa.com

  2. ukrinform.pl

  3. bielsko-biala.policja.gov.pl

  4. Kodeks postępowania karnego

  5. YouTube

  6. X

Nasi autorzy