Politycy Konfederacji regularnie powielają kremlowską propagandę na temat wojny w Ukrainie. – Zamiast rozmowy o pokoju, Zełenski chciał gadać o kontynuowaniu wojny – komentował Konrad Berkowicz po głośnym spotkaniu prezydenta Ukrainy z Donaldem Trumpem w lutym 2025 r. Po ostrej wymianie zdań rozmowy zerwano. Gość amerykańskiego przywódcy wyszedł z Gabinetu Owalnego, a konferencja prasowa została odwołana.
W istocie Zełenski wyrażał gotowość do zakończenia wojny, ale oczekiwał gwarancji bezpieczeństwa. Liczył też na pomoc finansową i militarną.
Berkowicz znowu uderza w Zełenskiego
Od tego czasu minęło ponad 1,5 roku, ale Berkowicz cały czas pozostaje stały w swoich negatywnych uczuciach do ukraińskiego prezydenta. Jest nieugięty w oskarżeniach pod adresem głowy państwa, które zostało napadnięte.
„Tak. To Zełeński przedłuża wojnę, bo wie, co go czeka po jej zakończeniu. Tak, to on zwleka z wyborami, bo wie, że ich nie wygra. Tak, to on posłuchał Brytyjczyków, kiedy w 2022 roku rozejm był już na stole i to on, a nie nikt inny posłuchał wtedy Borisa Johnsona, który błyskawicznie pojawił się w Kijowie i storpedował wszystkie rozmowy” – napisał poseł Konfederacji na portalu X 24 października.
„Rozumiem, że uśmiechniętym nie podoba się ta narracja, ale jak już wcześniej wspominałem – nic tak nie gorszy, jak prawda” – dodał.
Post wyświetlono ponad 183 tys. razy i doczekał się blisko tysiąca komentarzy. „Proszę państwa. Dokładnie tak wygląda narracja Kremla” – stwierdził jeden z internautów. Głos zabrał też przedstawiciel NASK (Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa – Państwowy Instytut Badawczy – red.), Michał Marek.
Ekspert NASK do Berkowicza: „Kłamstwo”
„Tak, prawda bywa trudna i wymaga wysiłku intelektualnego. Tak, łatwiej iść drogą generowania zasięgów poprzez kontrowersję i manipulacje. Tak – pana wpis nie ma nic wspólnego z prawdą. Tak – pana wpis jest czystym przejawem fałszowania sytuacji dot. relacji rosyjsko-ukraińskich” – rozpoczął ekspert.
Według sondażu Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii (KIIS) opublikowanego 20 października zaufanie do działań prezydenta Wołodymyra Zełenskiego wzrosło do 57 proc. Nie oznacza to jeszcze tak silnego poparcia w ewentualnych wyborach, ale rosnąca presja na Kijów ze strony USA wyraźnie wpływa na jego korzyść.
Berkowicz pominął jeszcze jeden oczywisty fakt – w Ukrainie wciąż obowiązuje stan wojenny, a w takich warunkach przeprowadzenie wyborów jest niemożliwe.
„(...) obecny poziom poparcia dla W. Zełenskiego nadal stawia go w pozycji osoby, która takie wybory wygrałaby z niemałą dozą prawdopodobieństwa. Po drugie, czy przedłużaniem wojny jest stawianie oporu najeźdźcy? Pytanie retoryczne... Zrównywanie strony broniącej się z agresorem jest czymś moralnie obrzydliwym, ale również jest czystą manipulacją” – wyjaśniał Marek.
Michał Marek podkreślił ponadto, że jedyną osobą, która może zakończyć wojnę, jest ten, który ją rozpoczął, czyli Władimir Putin. Dotychczasowe warunki artykułowane przez Kreml stawiały go zawsze w roli wygranego, bo Ukraina albo traciłaby część swojego terytorium, albo musiałaby pożegnać się ze staraniami przystąpienia do NATO i Unii Europejskiej.
„Jestem przy tym przekonany, że jest pan tego doskonale świadom – tylko prawda nie generuje zasięgów i głosów «specyficznego» elektoratu” – zakończył ekspert, zarzucając politykowi cyniczne wykorzystywanie sytuacji do zbijania kapitału politycznego.
Komentarz Michała Marka wyświetlono 3 tys. razy.
Rola Borisa Johnsona
Teza o celowym przedłużaniu wojny przez Zełenskiego jest zatem nie do obrony. Ale co z teorią o wsłuchaniu się w głos Borisa Johnsona i zaprzepaszczeniu szansy na szybkie zakończenie rosyjskiej agresji? Jakie warunki rozejmu były wówczas na stole?
29 marca 2022 r. w Stambule ukraińscy i rosyjscy negocjatorzy rzeczywiście prowadzili rozmowy mające doprowadzić do zawieszenia broni. Rosja oczekiwała m.in. ograniczenia liczebności ukraińskich wojsk i uzbrojenia, a także neutralności Ukrainy, co wiązałoby się z rezygnacją ze starań przystąpienia do NATO. Ukraina domagała się m.in. gwarancji bezpieczeństwa ze strony pięciu mocarstw: USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Chin oraz Rosji.
„Podpisanie ukraińsko-rosyjskiej umowy pokojowej będzie możliwe tylko w przypadku wycofania się sił rosyjskich na pozycje zajmowane 23 lutego, czyli przed rozpoczęciem inwazji na Ukrainę” – tłumaczył główny ukraiński negocjator Dawyd Arachamija.
Arachamija wspominał o tym w rozmowie z Natalią Mosejczuk z 24 listopada 2023 r. W tym samym wywiadzie wyjaśnił, że postawa Borisa Johnsona, który zniechęcał do podpisania rozejmu, nie miała wpływu na odrzucenie propozycji pokojowych. Finalną decyzję podjął Zełenski.
Wpis Konrada Berkowicza w dużej mierze opiera się na spekulacjach i manipulacji. Nie ma dowodów, by stwierdzić, że Wołodymyr Zełenski przedłuża wojnę z powodów czysto politycznych. Nie było też gotowego traktatu, który mógłby zostać storpedowany przez Borisa Johnsona. Prezydent Ukrainy publicznie zaprzeczył, by kierował się opinią ówczesnego premiera Wielkiej Brytanii.