4 czerwca 1989 roku chińskie władze użyły wojska do stłumienia prodemokratycznych protestów w Pekinie, przede wszystkim w rejonie placu Tiananmen i okolicznych ulic.
Po tygodniach demonstracji studentów, robotników i mieszkańców domagających się większej wolności politycznej oraz walki z korupcją, armia wkroczyła do miasta z bronią ostrą i czołgami. Pacyfikacja odbyła się w chińskim stylu: siermiężnie i brutalnie.
Wydarzenie to stało się symbolem krwawego tłumienia sprzeciwu przez państwo chińskie i jednym z najważniejszych momentów w najnowszej historii kraju, który tak właśnie zapisał się w pamięci wielu.
Można mówić o tragicznym i jednocześnie szczęśliwym przypadku. W Pekinie trwała wówczas ważna wizyta przywódcy ZSRR Michaiła Gorbaczowa. Za zgodą władz chińskich przebywali tam zagraniczni dziennikarze, w tym ekipy telewizyjne. Gdy rozpoczęły się protesty w stolicy, media były na miejscu. Relacjonowały zamieszki na żywo lub niemal na żywo dla światowych stacji informacyjnych. To dzięki nim świat zobaczył w telewizji wojsko i czołgi w centrum Pekinu – strzały, chaos na ulicach, rannych i spanikowanych mieszkańców próbujących ratować poszkodowanych.
Wszyscy, którzy śledzili te wydarzenia, pamiętają obraz kolumn wojskowych wjeżdżających do miasta oraz samotnego mężczyznę, który stanął im naprzeciw.
wideo Tank Man
Chińskie władze masakrę na placu Tiananmen nazywają „zawieruchą” lub „kontrrewolucyjnymi zamieszkami” wywołanymi przez „bardzo niewielką grupę ludzi”. Użycie siły uznają za krok konieczny do powstrzymania „politycznych zawirowań”.
Co powiedział Rubio?
Amerykański sekretarz stanu Marco Rubio wydał 4 czerwca 2026 roku w Waszyngtonie oficjalne oświadczenie prasowe z okazji 37. rocznicy tragicznych wydarzeń w Pekinie. Potępił brutalność Chin i przypomniał, że Komunistyczna Partia Chin (KPCh) nakazała swoim wojskom zaatakować tysiące pokojowych demonstrantów, którzy zgromadzili się, aby domagać się reform demokratycznych i rozliczenia korupcji. Sekretarz stanu USA podkreślił też bezskuteczność cenzuralnych działań Pekinu, mówiąc: „Żadna ilość cenzury nie wymaże przeszłości”. Zaznaczył także, że świat pamięta o życiu i dziedzictwie studentów oraz robotników, a ci, którzy poświęcili się w obronie wolności słowa i zgromadzeń, zostaną kiedyś oczyszczeni z zarzutów i docenieni.
Przeczytajcie też: Atak drona na port w Konstancy. Co wiadomo
Jego słowa wywołały natychmiastową reakcję Ministerstwa Spraw Zagranicznych Chin. Amerykańską administrację oskarżono o „zniekształcanie faktów historycznych” oraz „ingerencję w wewnętrzne sprawy”.
„Rząd Chin od dawna ma jasne stanowisko w sprawie tamtej zawieruchy politycznej z końca lat 80.” – powiedziała na rutynowym briefingu prasowym rzeczniczka resortu spraw zagranicznych Mao Ning. „Wspomniane błędne uwagi strony amerykańskiej przeinaczają historyczne fakty, oczerniają chiński system polityczny i wybraną ścieżkę rozwoju oraz ingerują w sprawy wewnętrzne Chin” – dodała.
W tym roku władze Chin zabroniły rodzinom osób, które zginęły w 1989 roku, odwiedzania grobów na pekińskim cmentarzu Wan’an. Amnesty International nazwała to „bezdusznym posunięciem”.
Stosunki USA – Chiny
Ostatnie miesiące w relacjach USA–Chiny przypominają raczej próbę zarządzania dyplomatycznym kryzysem niż stosunki. Choć w styczniu tego roku, podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, Donald Trump zadeklarował osobisty szacunek do Xi Jinpinga, na wielu poziomach utrzymano i zimne relacje, i wprowadzone wcześniej restrykcje, np. zakaz używania chińskiej sztucznej inteligencji DeepSeek w strukturach Marynarki Wojennej USA.
Majowy szczyt Xi Jinping–Donald Trump w Pekinie, który miał na celu tymczasowe zresetowanie i ustabilizowanie wzajemnych relacji, nie przyniósł zmian.
Podczas tego spotkania podpisano jednak istotne umowy gospodarcze, na mocy których Biały Dom potwierdził zobowiązanie Chin do zakupu amerykańskich produktów rolnych o wartości 17 miliardów dolarów rocznie, a Pekin odnowił dostęp do swojego rynku dla amerykańskiej wołowiny oraz drobiu. Nie ma jednak mowy o trwałym odprężeniu.
Resorty obrony obu krajów nadal wymieniają się dyplomatycznymi ciosami w sprawach bezpieczeństwa regionalnego. Szef Pentagonu Pete Hegseth przypomniał w maju w Singapurze, że to Ameryka pozostaje mocarstwem Pacyfiku i nie odpuści obrony swoich azjatyckich sojuszników. Zdania ekspertów są niemal identyczne: jeśli jest jakaś stabilizacja, to ma ona charakter czysto taktyczny.
Przeczytajcie też: Ukraińskie drony spadają na rosyjskie miasta. Kreml: To nie Kijów