manipulacja

Ukraińskie drony spadają na rosyjskie miasta. Kreml: To nie Kijów

Rosyjskie miasta są coraz częściej atakowane przez ukraińskie drony. To szok dla mieszkańców, którzy o wojnie słyszą tylko fejki płynące z ust rosyjskich propagandzistów w państwowych mediach. W tej sytuacji Kreml postanowił po raz kolejny zakłamać rzeczywistość.

Ukraińskie drony spadają na rosyjskie miasta. Kreml: To nie Kijów
fot. Unsplash, Sprawdzam To

Sankt Petersburg. Na początku czerwca drony uderzyły w miasto i okolice tuż przed forum gospodarczym. W ukraińskich mediach podawano, że ataki doprowadziły do zakłóceń na lotniskach, osłabieniem infrastruktury krytycznej, a także trafieniu sporej jednostki morskiej.

Wcześniej, w połowie maja, drony uderzyły w zabudowę mieszkalną i obiekty przemysłowe w Riazaniu. Według rosyjskich władz zginęły 4 osoby. Kilka dni wcześniej doszło do ataku na Moskwę i regiony podmoskiewskie. Rosyjskie władze opisały go jako największy od ponad roku. Były ofiary śmiertelne. Pod koniec maja informowano też o skutkach uderzeń dronów w Noworosyjsku i Taganrogu.

Koniec umowy społecznej

Portal Ważnyje Istorii zwraca uwagę, że od 2024 r., czyli od momentu, gdy częstotliwość lotów ukraińskich dronów nad terytorium Rosji zaczęła mocno rosnąć, władze zaczęły wprowadzać w regionach blokady informacji, karać za filmowanie, a także wyłączać mobilny internet.

Dopóki przeciętny mieszkaniec nie płacił osobiście ceny za wojnę, wielu wybierało obojętność albo świadomą „ślepotę”. Stąd nagły wysyp filmów mieszkańców Moskwy po ukraińskim ataku: „Dlaczego nas atakujecie? Co wam zrobiliśmy?”. Teraz ta umowa coraz bardziej pęka, bo wojna przestała być czymś odległym: ataki dronów, zakłócenia lotów, wybuchy, a przede wszystkim strach i poczucie, że władza nie rodzi sobie z przeciwnikiem.

Nowe narracje Kremla. Donbas i Romowie

W rosyjskich sieciach społecznościowych (głównie to VK i Telegram) zaczynają pojawiać się niewygodne dla władz pytania. „Obiecywano nam, że wojna nas nie dotknie i że nasza armia i FSB robią wszystko, aby nas chronić” lub „dron wleciał do sąsiedniego domu, a internet mobilny został wyłączony. A to utrudniło ostrzeżenie”. Po nalocie na Moskwę (17 maja) w Telegramie pojawiły się pytania: „Nie potrafią wykryć dronów w piątym roku wojny? Dlaczego?”

Ważne Istorii zwracają uwagę, że od pewnego czasu pojawiają się też nowe, wcześniej niewystępujące narracje, dotyczące tego, kto właściwie atakuje. I nie chodzi o Ukrainę. Choć rosyjski Internet jest po stałą kontrolą Roskomnadzoru, czyli państwowego urzędu odpowiedzialnego za kontrolę, cenzurę oraz licencjonowanie mediów, internetu i telekomunikacji, nikt nie cenzuruje tych interpretacji.

Przeczytajcie też: Europa nie odwraca się od Ukrainy

W opowieściach tych pojawiają się nowi wrogowie, odpowiedzialni za dronowe ataki: raz są to uchodźcy z Donbasu, raz podejrzane zakonnice, innym razem Romowie, którzy „naprawdę wystrzeliwują drony”. Wykreowanie sztucznych zagrożeń ułatwia przerzucenie winy na wewnętrznych antagonistów, zamiast na zawodzące władze.

Propagandzie udało się stworzyć także zdrajców narodu. W opowieściach dość często pojawia się mały chłopiec, który przypadkowo dekonspiruje swoich rodziców. „Chłopiec ze zwykłego przedszkola powiedział swoim kolegom, że jego rodzice bawią się w domu samolotami w nocy, budując je, i nie pozwalają mu się bawić. Życzliwe dzieci i ich nauczycielka zgłosili to do FSB, która udała się do rodziców i odkryła, że ​​budują i latają dronami nad Moskwą w nocy”. 

Dlaczego Kreml nie walczy z tą narracją?

Po pierwsze, kiedy władza nie chce uznać, że rosyjskie miasta są atakowane przez ukraińskie drony, nie chodzi tylko o sam fakt wojskowy. Chodzi o utrzymanie spójnej opowieści politycznej. Przyznanie wprost, że Ukraina regularnie dosięga Moskwy, Petersburga czy innych dużych ośrodków, oznaczałoby, że państwo nie kontroluje w pełni sytuacji i że obietnica bezpieczeństwa dla mieszkańców dużych miast przestała działać.

Po drugie, Kreml ma spory interes w tym, by rozmywać sprawstwo, minimalizować znaczenie ataków albo opisywać je językiem technicznym i odczłowieczonym. Taki przekaz pomaga chronić podstawowy mit systemu: władza jest silna, państwo panuje nad chaosem, a zwykły lojalny obywatel nadal może żyć normalnie. Jeśli ten mit pęka, pojawia się pytanie nie tylko o wojnę, ale też o kompetencję samej władzy.

Po trzecie, Rosjanie powoli dostrzegają, że wojna naprawdę przyszła do ich miast. W społeczeństwie rośnie gniew i potrzeba znalezienia winnych.

Po czwarte – rachunek za wojnę. Gdy zagrożenie staje się namacalne, trudniej dalej sprzedawać wojnę jako coś taniego i odległego. 

Eksperci zwracają uwagę, że lojalna część społeczeństwa szuka nowego sposobu rozumienia wojny. W tej części społeczeństwa działa kilka mechanizmów:

  • Wyparcie. Łatwiej uznać, że incydenty są wyjątkowe, niejasne albo przesadzone, niż przyjąć, że państwo nie potrafi ochronić własnego zaplecza.
  • Wielkomiejska codzienność długo była od frontu oddzielona psychologicznym murem. Nowe interpretacje pomagają ten mur jeszcze chwilę utrzymywać.
  • Przeniesienie odpowiedzialności. Zamiast pytać, czy polityka Kremla sprowadziła zagrożenie do rosyjskich miast, wygodniej mówić o „terrorze”, „prowokacji” albo „siłach zewnętrznych”.
  • Potrzeba sensu. Gdy rzeczywistość przeczy oficjalnej narracji, społeczeństwo nie porzuca od razu wiary w system – częściej szuka dodatkowych wyjaśnień, które pozwolą tę wiarę połatać.

Wszystkie te, najczęściej sztucznie wywoływane mechanizmy, mają jeden cel: odsunąć podejrzenia od władzy, dać jej osłonę. Nie pełną, bo powtarzające się ataki zużyją najlepszą propagandę, ale wystarczającą, by opóźniać społeczne rozliczenie.

Dla władzy jest to też kolejny pretekst, by kazać społeczeństwu zacisnąć pasa i łatwością usprawiedliwiać wydatki na bezpieczeństwo i wojsko, większą kontrolę życia publicznego, ograniczenia swobód oraz moralny szantaż „teraz nie czas na pytania, teraz trzeba wytrzymać”.

Przeczytajcie też: Kule-Brzękule: alkoholowym trendem zajmie się prokuratura 

Źródła

  1. Vkontakte

  2. Telegram

  3. Istories.media

Nasi autorzy