SLAPP, oszczerstwa obelżywe i art. 212. Jak skutecznie zapewnić wolność słowa?

Czy uchwalona przez parlament ustawa o SLAPP rzeczywiście uchroni wolność słowa i media patrzące władzy na ręce przed nieuzasadnionymi pozwami? Niekoniecznie. A może po prostu zlikwidować art. 212 z kodeksu karnego?

SLAPP, oszczerstwa obelżywe i art. 212. Jak skutecznie zapewnić wolność słowa?
fot. PAP/Albert Zawada, Unsplash

Co to jest właściwie tajemnicze słowo SLAPP? Doskonale go znają dziennikarze, media, aktywiści i prawnicy zaangażowani w obronę wolności słowa. Pochodzi od akronimu SLAPP, który jest skrótem od angielskiego „Strategic Lawsuit Against Public Participation”, czyli w tłumaczeniu „Strategiczne powództwa zmierzające do stłumienia debaty publicznej”.

Efekt mrożący

Chodzi o pozwy składane na drodze cywilnej przeciwko redakcjom, dziennikarzom, aktywistom, ekspertom czy naukowcom, którzy opisują nadużycia i nieetyczne działania. Pozwy składają głównie politycy i biznesmeni. Powołują się przy tym na konieczność „ochrony dóbr osobistych”.

W sprawach tego typu chodzi jednak nie o ochronę jakichkolwiek dóbr, ale o wywołanie tzw. efektu mrożącego, czyli sytuacji, w której nie tylko osoba informująca o wątpliwych działaniach, ale również inni powstrzymają się od nagłaśniania sprawy z obawy przed konsekwencjami prawnymi. Te zaś mogą być dotkliwe. Ciągnący się latami proces sądowy oraz związane z nim koszty potrafią zniechęcić do działania, szczególnie, gdy jest ich wiele.

Dokument odsłania skalę zjawiska i opisuje przykłady wykorzystywania wymiaru sprawiedliwości do tłumienia wolności wypowiedzi i krytyki. Na przykład spółka Ringier Axel Springer Polska (RASP), wydawca m.in. portalu Onet i tygodnika „Newsweek”, za rządów PiS dostała aż 351 pozwów i prywatnych aktów oskarżenia. Oprócz roszczeń o ochronę dóbr osobistych, obejmowały one również żądania sprostowań, a także powództwa w trybie ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Rekordowej sumy 10 mln złotych od RASP domagała się należąca do Skarbu Państwa spółka Nitro-Chem S.A. Powód: artykuły ujawniające jej szkodliwe dla środowiska praktyki. Ówczesny prezes TVP Jacek Kurski w ośmiu pozwach domagał się m.in. ochrony dóbr osobistych i sprostowań.

Celem ponad 150 SLAPP-ów była „Gazeta Wyborcza”. Pozwy przeciwko redakcji kierowali politycy związani z ówczesnym rządem, m.in. Jacek Kurski, prezes Orlenu Daniel Obajtek, czy polityczka PiS Beata Kempa.

Europa przeciw SLAPP

– Strategiczne powództwa przeciwko uczestnikom debaty publicznej są niczym innym jak cynicznym i instrumentalnym nadużywaniem drogi sądowej po to, by zniechęcić osoby, które bardzo często debatę publiczną kreują, inicjują, odgrywają w niej znaczącą rolę – mówił w Sejmie wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha (KO), prezentując projekt ustawy, którą uchwalił niedługo potem parlament.

Uchwalenie tej ustawy to realizacja dyrektywy Parlamentu Europejskiego z 2024 r. i efekt lobbyingu wielu organizacji pozarządowych broniących wolności słowa. Problemem SLAPP w Europie zaczęto się zajmować na poważnie dopiero po śmierci maltańskiej dziennikarki śledczej Daphne Caruany Galizii, która zginęła w zamachu bombowym w 2017 r. Dziennikarka zajmowała się korupcją w kręgach rządu Malty. W chwili śmierci miała przeciw sobie aż 47 SLAPP-ów.

W polskiej ustawie – oprócz definicji SLAPP – zapisano też sposoby jak ograniczyć takie pozwy. Chodzi m. in. o to, by sądy już na wczesnym etapie mogły oddalać SLAPP-y bezzasadne. Obowiązek udowodnienia, że jest inaczej, ma ciążyć na pozywających. Poza tym sąd w przypadku umorzenia sprawy mógłby nałożyć na składającego pozew grzywnę, by go w ten sposób finansowo zniechęcić do nieuzasadnionego wytaczania procesów sądowych.

Co jest w ustawie?

Spośród 27 krajów Unii Europejskiej dotychczas zapisy anty-SLAPP wprowadziło osiem, a w 14 trwają prace nad wdrożeniem przepisów. W Polsce przyjął ustawę 29 maja (po poprawkach Senatu). Ustawa czeka teraz na podpis prezydenta. Najprawdopodobniej ją podpisze, bo ustawę popiera zdecydowana większość dziennikarzy, także tych związanych z prawicą i opozycją.

Co zapisano w „Ustawie o szczególnych środkach ochrony w postępowaniu cywilnym osób uczestniczących w debacie publicznej”?

Co nowego ustawa wnosi do polskiego prawa? Oto - według Ministerstwa Sprawiedliwości - jej najważniejsze zapisy (podajemy za ministerstwem sprawiedliwości):

  • możliwość oddalenia lub odrzucenia pozwu już na wstępnym etapie postępowania, jeśli sąd uzna go za oczywiście bezzasadny lub stanowiący nadużycie prawa procesowego;
  • wprowadzenie maksymalnie 3-miesięcznego terminu na podjęcie decyzji przez sąd w sprawach dotyczących oczywiście bezzasadnych pozwów;
  • wskazanie katalogu okoliczności pomagających sądom rozpoznawać, że pozew ma charakter SLAPP, np. wygórowane żądania finansowe, wielokrotne składanie podobnych pozwów czy działania utrudniające obronę pozwanemu. To także m.in. wszczynanie wielu postępowań, w których żądania oparte są na tych samych faktach lub które dotyczą tego samego przedmiotu debaty publicznej czy wrogie zachowanie osoby czy podmiotu slappującego przed wszczęciem i w toku postępowania, takie jak grożenie lub zastraszanie, a nawet celowy wybór miejsca wytoczenia powództwa, które jest uciążliwe dla pozwanego, np. ze względu na znaczną odległość od miejsca pracy czy zamieszkania;
  • możliwość zobowiązania powoda do wpłaty kaucji na poczet kosztów procesu poniesionych przez pozwanego;
  • obowiązek pokrycia pełnych kosztów postępowania przez stronę inicjującą bezzasadny proces, w tym – co do zasady – pełnych kosztów zastępstwa procesowego poniesionych przez pozwanego, tj. bez obecnie obowiązujących ograniczeń;
  • możliwość nakładania wysokich grzywien na powoda za nadużywanie postępowań sądowych – nawet do 100-krotności minimalnego wynagrodzenia;
  • możliwość zobowiązania powoda do publikacji informacji o przegranej sprawie na własny koszt;
  • szerszy udział organizacji pozarządowych w procesie, które będą mogły wspierać pozwanych i przedstawiać sądowi informacje i opinie w sprawach dotyczących wolności debaty publicznej.

Przepisy – jak to przepisy – z punktu widzenia mediów nie są doskonałe. Ciężar dowodu będzie nadal leżał po stronie pozwanej. Czyli – to slappowany – o ile sąd nie oddali pozwu – będzie musiał dowieść prawdziwości swoich ustaleń. 

Ustawa nie likwiduje również nierównowagi między pozywającym, a pozwanym, która jest szczególnie odczuwalna, gdy np. przeciwko lokalnemu aktywiście czy dziennikarzowi występuje duży podmiot, np. bogata spółka lub samorząd.

Krokiem, na który twórcy ustawy się nie zdobyli, byłoby np. ograniczenie wysokości roszczenia, tak, by nie osiągało ono kwot zagrażających funkcjonowaniu pozwanego (czyli redakcji) w razie ich orzeczenia.

Zatrzymane zmiany w kodeksie karnym

Jeśli ustawa wejdzie w życie, jej sukces – moim zdaniem – będzie częściowy przede wszystkim dlatego, że nie obejmuje ona przepisów prawa karnego.

W nim jest bowiem słynny artykuł 212, który jest równie groźnym narzędziem do walki z wolnością słowa i dotyczy m.in. zniesławienia.

Zakłada on m.in: „Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną
lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności”.

Za zniesławienie grozi nawet rok więzienia. I choć polskie sądy nie orzekają tej najwyższej kary, to samo złożenie tzw. prywatnego aktu oskarżenia wywołuje efekt mrożący – choćby tylko z tego powodu, że do prawomocnego zakończenia procesu, co zajmuje lata, druga strona dźwiga na sobie odium „oskarżonego”. Uznanie zaś winnym, nawet przy orzeczeniu niskiej kary (np. grzywny czy ograniczenia wolności poprzez prace społeczne) oznacza wpis do Krajowego Rejestru Karnego, co może w znaczący sposób utrudnić życie.

Środowiska dziennikarskie i organizacje broniące wolności słowa od lat apelują o usunięcie artykułu 212 z kodeksu karnego. Działająca przy Ministerstwie Sprawiedliwości komisja kodyfikacyjna prawa karnego zarekomendowała zawężenie stosowania art. 212 do sytuacji, w której zniesławiający działał umyślnie. Jednak postanowiła wstrzymać dalsze prace do czasu wejścia w życie ustawy anty-SLAPP. Według komisji dopiero wtedy zmiany w art. 212 będą miały sens.

A może oszczerstwo obelżywe?

Wstrzymanie prac przez komisję kodyfikacyjną dziwi dr Dominikę Bychawską-Siniarską, prawniczkę i ekspertkę Rady Europy.

– W mojej ocenie prace nad zniesieniem artykułu 212 powinny być prowadzone równolegle, albo niezależnie. Nie ma powodu, by zwlekać. Przecież pierwsze wyroki dotyczące efektu mrożącego wywoływanego przez ten przepis kodeksu karnego zapadały przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka już 20 lat temu – podkreśla.

Twierdzi, że artykuł 212 powinien zostać zniesiony, zaś w jego zastępstwie należy wprowadzić i przywrócić przepis o przestępstwie oszczerstwa obelżywego, które samo sobie zakłada intencjonalność czynu. Było ono uregulowane w poprzednim kodeksie karnym – z 1969 r., w artykule 178 § 2. i dotyczyło celowego, złośliwego podnoszenia i rozpowszechniania zarzutów wobec osoby, grupy osób lub instytucji. Gdyby ponownie wszedł w życie – jak zauważa prawniczka – mógłby być wykorzystywany także w takich przypadkach, gdy publikowanie materiałów medialnych „nie służy informowaniu, ale dezinformacji czy realizacji określonej misji politycznej”.

Nasi autorzy