Projekt ustawy o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód artystyczny został zaprezentowany 26 maja na stronie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Celem jest włączenie artystów do systemu ubezpieczeń społecznych.
W Polsce – jak wynika z szacunków resortu – jest obecnie 62 423 artystów, a niespełna połowa z nich (43,6 proc.) jest objęta ubezpieczeniami społecznymi. 69 proc. zarabia poniżej średniej krajowej. Na dopłaty będą mogły liczyć osoby, których średni roczny dochód z ostatnich 3 lat nie przekracza 125 proc. płacy minimalnej i które w tym samym okresie uzyskały dochód wykonując zawód artystyczny. Aby móc ubiegać się o dotację, trzeba będzie posiadać status artysty zawodowego. Przyznawaniem takiego statusu zajmie się nowo utworzone Centrum Edukacji i Pracy Artystycznej.
– Włączenie artystów do systemu emerytalnego przez wsparcie składek jest zmianą oczekiwaną od lat: w ten sposób dostosowujemy powszechne ubezpieczenia do realiów pracy projektowej, nieregularnej i twórczej – tak, aby ludzie tworzący kulturę nie byli po latach zawodowej aktywności wypychani poza ochronę zdrowotną i emerytalną, ale także żeby w trakcie tej pracy mieli pewność i poczucie, że ich praca jest ważna i potrzebna – mówiła Marta Cienkowska, ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Chwaliła, że to „jeden z najważniejszych kroków dla branży od trzech dekad”.
Skorzystają seks-workerki z internetu?
W projekcie nie zawarto autonomicznej definicji artysty, odwołując się pośrednio do pojęć funkcjonujących już w prawie autorskim, w tym do artystycznych wykonań opisanych w art. 85 ust. 2 ustawy. „Artystycznymi wykonaniami, w rozumieniu ust. 1, są w szczególności: działania aktorów, recytatorów, dyrygentów, instrumentalistów, wokalistów, tancerzy i mimów oraz innych osób w sposób twórczy przyczyniających się do powstania wykonania” – napisano.
W październiku 2025 r. do tego katalogu pośrednio „włączono” jeszcze jedną działalność. Naczelny Sąd Administracyjny orzekł wówczas, że w określonych okolicznościach działalność polegająca na wystawianiu autorskich spektakli o tematyce erotycznej stanowi przejaw twórczości artystycznej i mieści się w pojęciu usług kulturalnych w rozumieniu art. 43 ust. 1 pkt 33b ustawy o VAT. Jak czytamy: Zwalnia się od podatku „indywidualnych twórców i artystów wykonawców, w rozumieniu przepisów o prawie autorskim i prawach pokrewnych, wynagradzane w formie honorariów, w tym za przekazanie lub udzielenie licencji do praw autorskich lub praw do artystycznego wykonania utworów”.
Powołując się na wyrok NSA, po ogłoszeniu nowego projektu niemal natychmiast pojawiła się narracja, że na tych przepisach skorzystają m.in. dziewczyny występujące na kamerkach erotycznych.
„Chciałbym tylko poinformować, że zgodnie z wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego z końca ubiegłego roku, pokazy erotyczne online są zwolnione z podatku VAT, bo traktowane są jako działalność artystyczna i kulturalna. Dziś widzę, że być może będzie dopłacanie do składek ZUS dla artystów. Morał z tego taki, Polska rajem podatkowym dla dziewczyn rozbierających się na Onlyfans” – napisał na portalu X Cezary Bachański. „Dopłaty do składek dla wynagrodzeń do ok. 68 tys. zł rocznie” – dodał.
Podobny wpis zamieścił popularny na X coolfonpl. Oba posty osiągnęły łącznie blisko 250 tys. odsłon i kilka tysięcy polubień.
Nie jest tajemnicą, że najbardziej popularne „polskie” dziewczyny na platformach erotycznych zarabiają nawet kilkaset tysięcy złotych, a dochody niektórych dochodzą nawet do miliona. Średnia to jednak kilkaset do tysiąca złotych dziennie.
Erotyka a pornografia?
Wyrok NSA był konsekwencją sprawy z Gliwic. Pewien mężczyzna złożył skargę na interpretację przepisów podatkowych dokonaną przez dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej (KIS). KIS wskazywała, że pokazy erotyczne nie mogą być uznawane za wytwory kultury, a wnioskodawca bronił się, że jego działalność nie będzie miała charakteru pornograficznego. Wtedy musiałby odprowadzać podatek. Uzasadniał, że w trakcie realizacji będzie zarówno reżyserem, scenarzystą, jak i aktorem.
– Nie powinno budzić wątpliwości, że tematyka erotyczna jest elementem życia codziennego, stosunków międzyludzkich, jak również immanentną częścią kultury – obecna jest w literaturze, teatrze, filmie, sztuce, np. japońskie obrazy shunga, przedstawiające japońską sztukę erotyczną. Obrazy erotyczne (w tym nagość) były i są wykorzystywane przez artystów w wielu rodzajach sztuki (np. malarstwie, teatrze) i nie stanowią elementu pornografii, nie mają na celu wzbudzenia w widzu pożądania seksualnego – argumentował Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach.
Erotyka zawsze budziła kontrowersje. 3 grudnia 1917 r. w Paryżu w dniu otwarcia zamknięto wystawę aktów Amedeo Modiglianiego. Uznano ją za zbyt odważną i łamiącą obowiązujące obyczaje. Niemal dokładnie 100 lat później, w 2015 r., jego obraz zaprezentowany podczas tamtego wydarzenia „Nu couché” (Akt leżący) został sprzedany za 170,4 mln dolarów, co do dziś jest najdrożej sprzedanym erotykiem z dziedziny malarstwa. Do kinowej klasyki weszły z kolei takie dzieła jak „9 ½ tygodnia” z Kim Basinger i Mickey Rourke, „Oczy szeroko zamknięte” Stanleya Kubricka czy „Gorzkie gody” Romana Polańskiego.
Prawdą jest, że erotyka nie zawsze oznacza pornografię. Zgodnie ze słownikowymi definicjami w erotyce kładzie się głównie nacisk na emocje, subtelność, zmysłowość i estetykę. W pornografii chodzi przede wszystkim o wzbudzanie podniecenia i bezpośrednie pokazywanie czynności seksualnych. Wiąże się to z demonstracją narządów płciowych.
Co to oznacza w kontekście ustawy?
Kluczowe jest zatem odniesienie do definicji kultury. Ta jest bardzo szeroka i – zdaniem sądu – obejmuje także pokazy będące elementem sztuki masowej. Trzeba jednak rozgraniczyć pokazy erotyczne od pornograficznych, a właśnie te drugie stanowią znaczną część pokazów wystawianych na platformach przeznaczonych do tego typu działalności. Kobiety, ale i mężczyźni są tam w dużej mierze z powodów zarobkowych i często nie mają żadnych hamulców przed wulgarnym eksponowaniem wszystkich swoich wdzięków.
Stanowisko MKiDN
Co to oznacza w praktyce? Czy rzeczywiście będziemy się składać na sex-workerki? Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w odpowiedzi na nasze zapytanie zapewniło, że nie.
„Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego (...) dotyczy interpretacji przepisów podatkowych (w zakresie VAT) w indywidualnej sprawie. Nie jest równoznaczny z systemowym uznaniem określonej działalności za wykonywanie zawodu artystycznego w rozumieniu projektowanej ustawy. Zakres pojęć wynikających z projektu ustawy o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód artystyczny oraz z przepisów prawa podatkowego nie jest tożsamy” – napisano.
W odpowiedzi podkreślono, że projekt „dotyczy wyłącznie osób wykonujących zawód artystyczny w dziedzinie kultury wskazanej w projekcie (muzyka, sztuki wizualne w tym plastyczne, sztuki performatywne, cyrkowe, teatr, film, literatura, taniec, twórczość audiowizualna, twórczość ludowa)”.
Warunkiem otrzymania dopłat jest posiadanie udokumentowanego dorobku artystycznego oraz pozytywna decyzja Komisji Opiniującej, tj. nadanie statusu artysty zawodowego.
„Celem projektowanej ustawy jest włącznie do systemu ubezpieczeń artystów i twórców, którzy osiągają niskie i nieregularne dochody oraz nie posiadają stabilnego tytułu ubezpieczeniowego. Sam mechanizm dopłaty do składek jest kierowany wyłącznie do osób najuboższych i prowadzi do bezgotówkowego uzupełnienia składek na ubezpieczenia na subkoncie ZUS artysty zawodowego, wyłącznie do poziomu składek należnych od minimalnego wynagrodzenia za pracę” – przypomniano.