Kiedy 24 lutego 2022 r. rozpoczęła się pełnoskalowa inwazja rosyjska na Ukrainę, Telegram stał się jednym z ważniejszych źródeł informacji o wojnie. Propagandyści, blogerzy czy wojenni komentatorzy publikowali tam swoje treści. Po ponad 4 latach wojny widać, że narracja obecna na platformie ewoluowała.
2022: Ukraina miała szybko upaść
Początek wojny opierał się na założeniu, że Rosja, jako militarna potęga, bardzo szybko podbije Ukrainę, a szczególnie stolicę kraju, czyli Kijów. Rosyjska propaganda przedstawiała ukraińską armię jako słabą, niezdolną do obrony. Jednak Rosjanie nie podbili Kijowa tak szybko, jak chcieli, dlatego narracja musiała się zmienić. Sytuacja przypominała trochę „Rok 1984” George’a Orwella – gdy wydarzenia przeczyły propagandzie, zmieniano ich interpretację.
I tak na przykład wycofanie się Rosjan spod Kijowa, Czernihowa i Sum przedstawiano jako „gest dobrej woli”, a później jako „przegrupowanie taktyczne” armii rosyjskiej. Podobnie tłumaczono kolejne odwroty, m.in. po ukraińskiej kontrofensywie w obwodzie charkowskim i wycofaniu z prawego brzegu Dniepru. Jednocześnie podważano informacje o rosyjskich porażkach i zbrodniach. Przykładowo, po wydarzeniach w Mariupolu i ujawnieniu zbrodni w Buczy pojawiały się twierdzenia, że dowody zostały sfabrykowane lub że wszystko to było ukraińską prowokacją.
Jeśli nie można było zaprzeczyć wydarzeniu, podważano wiarygodność źródła. Nie zmieniały się wydarzenia – zmieniało się ich znaczenie.
Skoro Ukraina nie upadła, przeciwnikiem został Zachód
Z czasem rosyjskiej propagandzie coraz trudniej było przedstawiać Ukrainę jako państwo stojące na krawędzi upadku. Dlatego w przekazach rozszerzono skalę konfliktu: Rosja miała walczyć już nie tylko z Ukrainą, ale z NATO i Stanami Zjednoczonymi. Ukrainę zaczęto prezentować jako narzędzie Zachodu w walce z Moskwą. Było to o tyle wygodne, że porażka w wojnie z całym Zachodem mogła być ukazywana jako wynik ogromnej przewagi przeciwnika.
Krytyka armii bez krytyki wojny
Przedłużająca się wojna popchnęła prokremlowskich blogerów w jeszcze inną stronę. Informowali oni o błędach rosyjskich dowódców, brakach amunicji czy problemach z zaopatrzeniem. Nie oznaczało to jednak sprzeciwu wobec wojny. Wydźwięk był taki, że sama wojna jest słuszna, ale źle prowadzona.
Taki przekaz pozwalał krytykować generałów, ministerstwo czy biurokrację, jednocześnie utrzymując poparcie dla Putina i samych celów wojny. Telegram stał się więc miejscem, w którym można było krytykować sposób prowadzenia konfliktu, nie kwestionując jego sensu.
2023–2024: Rosja nie musi wygrać. Wystarczy, że Ukraina przegra
Wraz z przedłużaniem się wojny zniknęła obietnica szybkiego zwycięstwa. Propaganda zaczęła skupiać się na problemach Ukrainy: mobilizacji, stratach, korupcji, sporach politycznych i zależności od zachodniej pomocy.
Pojawił się prostszy przekaz: Ukraina może walczyć, ale nie może wygrać. W 2022 r. trzeba było udowadniać, że Rosja wygrywa. Później wystarczyło przekonywać, że Ukraina nie wygra.
Dobrym przykładem była rosyjska ofensywa w obwodzie charkowskim w maju 2024 r. Jej celem miało być utworzenie „strefy buforowej”, a niekoniecznie zdobycie samego Charkowa. Dzięki temu nawet ograniczone działania można było przedstawiać jako realizację założonego celu. Zmieniano nie tylko narrację, ale także definicję zwycięstwa.
Zachód miał się zmęczyć
Innym ważnym celem propagandy stał się Zachód. Zaczęto przekonywać, że sankcje nakładane na Rosję przez wspólnotę międzynarodową, a szczególnie Unię Europejską, bardziej zaszkodzą Europejczykom niż Rosji. Wysokie ceny, kryzys energetyczny i koszty pomocy miały doprowadzić do tego, że Europa po prostu zmęczy się Ukrainą. Wtedy pojawiły się też przekazy o konfliktach między Ukraińcami a mieszkańcami państw Zachodu. Chodziło o to, by przekonać Europejczyków, że Ukraina nie jest warta dalszej pomocy.
2025–2026: „zarządzanie porażką”
Wraz z upływem czasu rosyjska propaganda zaczęła przygotowywać swoich odbiorców na to, że nie wszystkie cele wyznaczone w 2022 r. zostaną osiągnięte.
Najnowsza analiza serwisu UkraineWorld określa ten etap jako „zarządzanie porażką”. Rosyjska propaganda nie mówi, że Rosja przegrała. Przygotowuje odbiorców na długą wojnę i możliwość, że pierwotne cele nie zostaną w pełni zrealizowane. W 2022 r. przekaz brzmiał: „wygramy szybko”. Dziś coraz częściej: „możemy walczyć tak długo, jak będzie trzeba”.
Nowy front: przyszłość Ukrainy w Europie
Wraz z tym, jak Ukraina zaczęła domagać się zbliżenia ze strukturami zachodnimi, w tym NATO i Unią Europejską, rosyjska propaganda otworzyła nowy front i zaczęła podważać działania Kijowa na rzecz integracji. W serwisach społecznościowych, ale nie tylko, zaczęły pojawiać się m.in. twierdzenia, że Unia chce podziału Ukrainy albo że członkostwo Ukrainy w UE jest sprzeczne z interesami samych Ukraińców. W 2022 r. propaganda przede wszystkim próbowała uzasadnić inwazję. Później tłumaczyła rosyjskie porażki. Dziś coraz częściej próbuje wpływać na to, co stanie się z Ukrainą po wojnie.
Co się zmieniło, a co pozostało takie samo?
Historia tego, co dzieje się na Telegramie, pokazuje, że propaganda nie jest jednym komunikatem wysyłanym z Kremla, ale systemem naczyń połączonych – od mediów państwowych, przez wojskowych blogerów, po anonimowe kanały. I chociaż przez ponad cztery lata zmienił się język propagandy, jej podstawowe założenia pozostały podobne.