Dzieci w Polsce nie potrafią skakać i łapać. Ten raport to „czerwona lampka”

86 proc. dzieci z klas I-III nie potrafi rzucić i chwycić piłki odbitej od ściany – wynika z raportu „WF z AWF. Aktywny dzisiaj dla zdrowia w przyszłości”. Dane są alarmujące. Zszokowały nawet kapitana reprezentacji Polski Roberta Lewandowskiego.

Dzieci w Polsce nie potrafią skakać i łapać. Ten raport to „czerwona lampka”
Lekcja W-F na świeżym powietrzu w szkole podstawowej (fot. PAP/L.Muszyński)

Robert Lewandowski podczas wrześniowo-październikowego zgrupowania reprezentacji Polski musiał odpowiadać na pytania dotyczące swojego nowego klubu, Chicago Fire oraz najbliższych rywali w Lidze Narodów, ale nie tylko. Dziennikarz Łukasz Wiśniowski odwołał się do wyników raportu „WF z AWF” przygotowanego na zlecenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Przypomniał również liczby, które znalazły się w dokumencie z marca 2026 r. 

94 proc. dzieciaków ze szkół podstawowych nie spełnia kompetencji, które są zapisane w podstawie programowej. 

W klasach I-III 89 proc. uczniów nie potrafi poprawnie skakać na skakance, a 86 proc. nie umie rzucić i chwycić piłki tenisowej odbitej od ściany. „Lewy” nie mógł uwierzyć w te statystyki i dopytywał: „ile procent?”. 

Gdy profesor (Bartosz Molik, rektor AWF, koordynator projektu – red.) zobaczył wyniki, zszokował się i kazał powtórzyć te badania. Niestety wyszły bardzo podobnie. 80 proc. dzieciaków nie ma nawet godziny dziennie aktywności, nie mówię o sporcie, mówię o spacerze, ruchu na świeżym powietrzu itd. – kontynuował Łukasz Wiśniowski. 

Odpowiedź i apel Lewandowskiego 

– Jestem w szoku. To wygląda strasznie – skomentował były napastnik Bayernu Monachium i FC Barcelony. – To nie chodzi o sport zawodowy, ale też chyba o to, jak później chcemy się czuć – dodał.

– Jeżeli coś wygląda słabo, to powinien być sygnał dla rodzica, żeby nad tym popracować. Nie dla oceny, tylko dla zdrowia dziecka – wyjaśniał zawodnik Chicago Fire, prywatnie ojciec dwóch córek. 

Dzieci zawodowych sportowców niekiedy idą w ślady swoich rodziców. Lewandowski wyznaje jednak inne zasady w podejściu do sportu – za sprawą żony Anny cała rodzina dba o swoją dietę, zbalansowane posiłki i formę, ale ma to czysto zdrowotne walory, także dla Klary i Laury. 

Jako rodzic nie chciałbym, żeby moje dziecko znalazło się w którejś z tych alarmujących grup. Nie dlatego, że ma zostać sportowcem, tylko dlatego, że chcę, żeby było zdrowe. Sam wiem, ile dało mi to, że od dziecka dużo się ruszałem i uprawiałem różne sporty. Nie oczekuję, że każde dziecko będzie trenowało kilka dyscyplin. Czasem wystarczy spacer, rower czy bieganie w parku. Od takich prostych rzeczy trzeba zacząć. I właśnie do tego chciałbym zachęcać dzieci i rodziców – apelował kapitan biało-czerwonych.

 

Raport „WF z AWF” 

Raport powrócił w dyskursie publicznym właśnie za sprawą Łukasza Wiśniowskiego, który 22 września w audycji „Foot Truck” rozmawiał z koordynatorem projektu „WF z AWF”, prof. dr hab. Bartoszem Molikiem, rektorem warszawskiej AWF im. Józefa Piłsudskiego. To on przytoczył omawiane alarmujące dane dotyczące aktywności fizycznej dzieci. Zdradził też, że istnieje korelacja pomiędzy otyłym rodzicem a otyłym dzieckiem. 

W ramach projektu działa osiem zespołów i każdy zajmuje się innym obszarem. Są to:

  1. badania kondycji fizycznej
  2. badania fundamentalnych umiejętności ruchowych dzieci i młodzieży  
  3. alfabetu ruchowego
  4. doskonalenia szkół w obszarze ogólnoszkolnej aktywności fizycznej 
  5. barier uczestnictwa dzieci i młodzieży w sporcie i rekreacji ruchowej – perspektywa rodziców 
  6. diagnozy i badania zdrowia oraz kondycji fizycznej przedszkolaków 
  7. inkluzyjnego wychowania fizycznego w ogólnodostępnych szkołach podstawowych – stan wiedzy, wyzwania i kierunki działań 
  8. wdrażania modeli AI dla potrzeb edukacji, sportu i polityk publicznych 

W projekcie z 2025 r. wzięło udział 102 tys. uczniów ze szkół w całej Polsce.  

Co to za liczby? 

W badaniu wykorzystywano test FUS (Test Fundamentalnych Umiejętności Ruchowych w Sporcie). 

W skali 0–5 (0 – źle, 5 – poprawnie) ocenia się w nim sześć czynności zawartych w podstawie programowej wychowania fizycznego w najmłodszych klasach: 

  1. bieg przez płotki 
  2. skoki przez skakankę 
  3. przewrót w przód
  4. kozłowanie w ruchu
  5. rzut i chwyt piłki 
  6. strzał i przyjęcie piłki 

Każdy uczeń wykonuje dwie próby, a do ogólnej oceny wlicza się tę lepszą. Maksymalnie można zatem zdobyć 30 punktów. To, czy zadanie jest zaliczone, czy nie, ocenia się już w skali zero-jedynkowej, gdzie 1 jest tożsame z zaliczeniem, a 0 z niezaliczeniem. 

„Oznacza to, że wynik 3/5 czy 4/5 nie jest jedynie poziomem, ale informacją o tym, które umiejętności ruchowe zostały już opanowane i są stabilne, a które ograniczają płynność, bezpieczeństwo albo skuteczność wykonania” – czytamy w raporcie. 

To właśnie te liczby przedstawił Wiśniowski na konferencji z Robertem Lewandowskim. 

Nie do końca wiadomo, na jakiej próbie odbyły się testy FUS. W projekcie w 2025 r. uczestniczyło 102 tys. uczniów, ale tę liczbę należy podzielić na osiem zespołów badawczych. Prof. Bartosz Molik, koordynator projektu, mówił, że w ramach sprawdzania koordynacji ruchowej przetestowano kilka tysięcy dzieci. To reprezentatywna grupa, dająca podstawę do wyciągania wniosków. 

Dlaczego tak się dzieje? 

AWF prowadzi badania kondycji i aktywności fizycznej wśród dzieci i młodzieży od lat 50. XX w. Wskaźnik rósł aż do lat 90. Rozwój technologii sprawił, że najmłodsi przenieśli się z boisk przed komputery, a kolejne lata i coraz większa ekspansja nowinek technologicznych jeszcze ten kryzys pogłębiły. Dziś coraz trudniej odciągnąć dziecko od komputera kosztem zabaw i gier na świeżym powietrzu. 

Kolejnym przełomem była pandemia COVID-19 – tłumaczył prof. Bartosz Molik. Ekspert ocenił na podstawie prowadzonych badań, że w ciągu ok. 30 lat wydolność krążeniowo-oddechowa w gronie uczniów spadła o ok. 30 proc. 

Izolacja z okresu COVID-19 i rozwój technologii to tylko dwie z kilku przyczyn słabnącej kondycji Polaków

Prof. Molik wyjaśnił, że słabi nauczyciele i leniwi rodzice to mity, nie w tym należy szukać przyczyn pogarszającej się sytuacji. 

Problem jest systemowy – w klasach I–III za nauczanie wf-u odpowiadają nauczyciele specjalizujący się w edukacji wczesnoszkolnej. Do klasy IV docierają uczniowie, wśród których – czego też dowiadujemy się z raportu – aż 30 proc. ma nadwagę. Do tego dochodzą zaburzenia snu. 

– Takie dziecko w klasie IV, w której zderza się z „prawdziwym”, mającym wymagania nauczycielem wf-u, czuje się wykluczone. Zaczynają się zwolnienia i pokutuje przekonanie, że matematyka czy angielski są ważniejsze. Nie pomaga też budowanie wizerunku nauczyciela wychowania fizycznego w mediach i w filmach, który utożsamiany jest z kimś słabszym intelektualnie, dresiarzem, jest postacią negatywną. To jest duża przeszkoda – mówił prof. Molik.

fot. PAP/Lech Muszyński)
fot. PAP/Lech Muszyński)

W ocenie rektora AWF w polskich szkołach panuje też „spychologia”. Nauczyciele mają pretensje do rodziców, a rodzice do nauczycieli. Dyrekcje placówek często traktują wf po macoszemu, jako zajęcia, które mają przygotować dzieci do występu na akademii szkolnej.

Dobre wzorce i gotowe rozwiązania 

Warto brać przykład z tych, którzy potrafią to robić. Prof. Bartosz Molik podał dwa przykłady. 

Zamość. Tu nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej otrzymują dodatkowe godziny na świetlicy, dzięki czemu godziny się zgadzają, a w ich miejsce „wchodzą” nauczyciele wf-u. W Białej Podlaskiej nauczyciela edukacji wczesnoszkolnej wspierają studenci AWF-u, którzy jako praktykanci prowadzą zajęcia, ucząc przy okazji regularnego pracownika, jak to robić dobrze. 

Pojawia się zatem pytanie: dlaczego nie można jednego z tych systemów albo obu wprowadzić na terenie całego kraju. I tu dochodzimy do sedna sprawy, bo problem jest wiecznie taki sam: pieniądze. 

To jest coś, co zaczyna mnie mocno irytować. Resorty mówią: nie ma kasy, więc wychodzi na to, że pieniądz jest ważniejszy niż zdrowie. Zdrowie dziecka, społeczeństwa, profilaktyka, są o wiele ważniejsze, ale okazuje się, że nie stać nas na wprowadzenie do szkół nauczyciela wf-u. Do tego są potrzebne proste decyzje – tłumaczył ekspert. 

Rektor warszawskiej AWF podkreślił, że w tej sprawie potrzeba długoterminowego planu, nie od wyborów do wyborów z myślą, jak osiągnąć sukces w wyborczym głosowaniu, tylko jak poprawić jakość życia obywateli. Infrastruktura, która znacznie się poprawiła w ostatnich latach, sprawy nie załatwi. Jeśli te nowoczesne obiekty sportowe będą stały puste. W ten sposób niczego nie osiągniemy przekonywał prof. Molik. 

Ale są też inne propozycje, bezkosztowe. 

– W jednym z projektów badawczych nasz zespół wprowadził na początku zajęć mini-tabatę, czyli intensywny trening interwałowy. Po 10 tygodniach wydolność dzieci wzrosła o 20 proc. Startowano z niskiego poziomu, ale to pokazuje kierunek, w jakim należało iść – zaznacza rektor AWF. 

Warto też zastanowić się nad znanymi ze szkół amerykańskich „aktywnymi przerwami”. 

Tam dzieci na przerwach biegają, mają sprzęt sportowy, z którego mogą korzystać. W latach 90. w niektórych polskich szkołach ten model również istniał – przy ładnej pogodzie boiska na przerwach były pełne, a przy brzydkiej dostępna była sala gimnastyczna i tam również trudno było o miejsce. Hale sportowe pękały w szwach. 

Kolejny pomysł związany jest z naturalnymi uwarunkowaniami dziecka w tym okresie, któremu trudno się skupić i wysiedzieć w ławce przez 45 minut. Można to wykorzystać, wprowadzając krótkie, ale regularne ćwiczenia co 15–20 minut w trakcie lekcji.

fot. PAP/Lech Muszyński)
fot. PAP/Lech Muszyński)

Ale to nie tylko USA, również w Europie mamy dobre wzorce. 

W Skandynawii praktykowana jest cała kultura sportu – najlepsi idą w sport wyczynowy, a inni nie osiadają na laurach, tylko są aktywni na poziomie amatorskim. W Słowenii aktywizację ruchową stosuje się już od 12. miesiąca życia. W żłobkach i przedszkolach jest program o nazwie „risky play”, czyli gry ryzykowne. Podczas gdy my kilkanaście lat temu wchodziliśmy na drzewa i zrywaliśmy jabłka, oni to mają zapewnione w sposób kontrolowany w ramach programu nauczania. Dziecko nabywa pewnych umiejętności i przechodzi do podstawówki przygotowane do wyzwań. W klasach I–III pojawia się dyplomowany nauczyciel wf-u, często wyczynowy, który rozwija te kompetencje. Do klasy V każde dziecko ma nauczyć się pływać – jak tego nie zrobi, nie przechodzi dalej. 

W Polsce wprowadzane są zachęty finansowe. W Suwałkach dziecko uczestniczące w sekcjach sportowych otrzymuje bon na sport w wysokości 1100 zł. Inny z partnerów AWF proponował ulgi podatkowe dla rodziców dzieci, które chodzą do klubów sportowych. 

Przykład idzie z góry

WF zgodnie z rekomendacjami rektora AWF ma być obecnie ukierunkowany nie na najlepszych, a najsłabszych. 

Może się okazać, że ktoś, kto nie radzi sobie w sportach zespołowych, jest znakomity w tenisie, pływaniu czy pchnięciu kulą. I odwrotnie – ktoś, kto nie radzi sobie w sportach indywidualnych, może doskonale działać w drużynie. Chodzi o to, by patrzeć na predyspozycje dzieci i szukać dla nich takich aktywności, w których nie będą czuły się wykluczone.  

Nie każdy musi zostać Igą Świątek czy Robertem Lewandowskim, ale każdy powinien mieć świadomość, że aktywność fizyczna bezpośrednio wpływa na nasze zdrowie i jakość życia. Jeśli w najmłodszych latach wyrobimy sobie taki nawyk, w kolejnych latach to zaprocentuje. Wszak nie od dziś wiadomo, że „najtrudniej zacząć”.

Źródła

  1. Raport „WF z AWF. Aktywny dzisiaj dla zdrowia w przyszłości”

  2. Foot Truck z 22 września 2026 r. „JAK MY CHCEMY WYCHOWAĆ NOWEGO LEWANDOWSKIEGO?”

  3. gov.pl

  4. laczynaspilka.pl

Nasi autorzy