Zaczęło się w Maczuliszczach
28 września iSANS , ośrodek zajmujący się badaniem zagrożeń dla demokracji w Europie Wschodniej, poinformował o co najmniej kilkunastu zatrzymanych wojskowych z 50. Mieszanej Bazy Lotniczej w Maczuliszczach pod Mińskiem na Białorusi. Wśród nich mieli być doświadczeni piloci, także w stopniu pułkownika.
Wcześniej pisał też o tym niezależny, związany z demokratyczną opozycja działający w Polsce białoruski portal informacyjny Nasza Niwa. 21 września dziennikarze podali informacje o co najmniej dziesięciu obecnych i byłych białoruskich wojskowych zatrzymanych na Białorusi. Łączy ich jedno: wszyscy znali Dzmitryja Zorę i utrzymywali z nim kontakt.
Kim jest Zora?
Dzmitryj Zora to podpułkownikiem białoruskiej armii, który służył w Maczuliszczach. W 2022 roku wyjechał z Białorusi. Zamieszkał w Polsce i związał się z zespołem Walerego Sachaszczyka, byłego przedstawiciela Zjednoczonego Gabinetu Przejściowego Swietłany Cichanouskiej do spraw obrony i bezpieczeństwa, czyli działaczki demokracji demokratycznej, niezależnej kandydatki w tamtejszych wyborach prezydencki.
Sachaszczyk potwierdził Naszej Niwie, że Zora dla pracował dla tego zespołu jako ekspert do spraw obrony i bezpieczeństwa. Zaprzeczył jednak, że – jak podejrzewają dziennikarze Naszej Niwy – miał budować siatkę kontaktów wśród oficerów pozostających w białoruskiej armii.
Nie zajmował się żadnym werbunkiem. Zora pracował na oficjalnych źródłach i zajmował się analizą informacji – powiedział Sachaszczyk.
Na początku 2026 roku zniknął
Ostatni wpis Zory na jego Instagramie pochodzi z 3 lutego tego roku. We wrześniu Nasza Niwa ustaliła, że jest w areszcie śledczym KGB na Białorusi. W Polsce Zora był sam. Cała rodzina została na Białorusi. Dlaczego człowiek mieszkający w Polsce w niewyjaśnionych okolicznościach znalazł się z powrotem na Białorusi? Nie udało nam się tego na razie ustalić.
Nasza Niwa za najbardziej prawdopodobną uważa wersję, że Zora wrócił sam. Nie wiadomo jednak, dlaczego. Nie ma też dowodu, że KGB zmusiło go do powrotu albo zwabiło na Białoruś. Dlatego m.in. zaczęliśmy sprawdzać, czy i jeśli tak to po co białoruskie służby próbują docierać do ludzi po wyjeździe z ojczystego kraju.
Telefon dzwoni z Białorusi
Taki przypadek portal sprawdzamto.pl znalazł kilka miesięcy wcześniej. 31 maja Nasza Niwa opisała Białorusina, który opuścił kraj w 2022 roku. Jego nazwiska nie podano. Mężczyzna opowiedział dziennikarzom, że KGB dotarło do niego przez znajomych pozostających na Białorusi. Funkcjonariusza KGB interesował Pułk Kalinowskiego, czyli walcząca po stronie Ukrainy formacja złożona głównie z białoruskich ochotników. Pytał też o darczyńców wspierających białoruską diasporę i ludzi z nią związanych.
W końcu padła propozycja współpracy. W zamian KGB miało pomóc emigrantowi wrócić na Białoruś i gwarantowało brak konsekwencji za opozycyjną, wrogą obecnej władzy działalność.
To nie jest jedyny przypadek. Także w dokumentach litewskiego VSD, czyli Departamentu Bezpieczeństwa Państwa znaleźliśmy prawdopodobny opis całego mechanizmu. A wygląda ona następująco. Funkcjonariusze KGB kontaktują się z Białorusinami mieszkającymi za granicą poprzez media społecznościowe i komunikatory. Dopytują o opozycję, organizacje emigracyjne i ich działaczy. Interesują ich również informacje o państwach, w których mieszkają oraz tamtejsze instytucje. Co w zamian? Pieniądze i nowy białoruski paszport.
Kiedy zachęty nie działają, KGB może sięgać po to, co emigrant zostawił: majątek albo rodzinę.
KGB szuka także w Polsce
Polskę litewski Departament Bezpieczeństwa VSD wymienił już w lipcu 2025 roku, gdy ostrzegał przed działaniami KGB wśród Białorusinów, którzy wyjechali z kraju. Obok Polski wskazał Litwę i Gruzję.
Wyglądało podobnie. KGB szukało kontaktu m.in. w mediach społecznościowych. Zdarzały się sytuacje dziwne jak na działalność profesjonalnych służb specjalnych: człowiek po drugiej stronie (czyli np. na czacie FB, X, Telegram) otwarcie przedstawiał się jako funkcjonariusz KGB. Chciał informacji o diasporze i środowiskach opozycyjnych.
W lutym RMF FM dotarł do informacji o kilkunastu próbach werbunku w 2025 roku. Rok później pojawiło się co najmniej pięć kolejnych. Schemat był podobny do opisanego przez Litwinów: wiadomość przez komunikator, media społecznościowe albo SMS oraz pytania o opozycję i białoruską diasporę. KGB miało również interesować się tym, jak polskie państwo pomaga przeciwnikom reżimu Aleksandra Łukaszenki.
Paweł Łatuszka, były minister kultury, przeciwnik reżimu Łukaszenki opowiedział wtedy RMF o opozycjonistce mieszkającej w Polsce. Skontaktował się z nią mężczyzna przedstawiający się jako funkcjonariusz KGB. Chciał informacji. Kobieta odmówiła.
Powiedział jej, że jeżeli nie będzie współpracować, może już nigdy nie zobaczyć swojego dziecka, które pozostało na Białorusi – relacjonował Łatuszka.
Nie tylko werbunek
Na tym polski ślad się nie kończy. 25 czerwca ABW poinformowała o zatrzymaniu w Warszawie Białorusina i Polaka. Według Agencji wykonywali odpłatne zadania dla obcego wywiadu. Jednym z nich było fotografowanie i nagrywanie wydarzeń organizowanych przez białoruską społeczność w Warszawie.
ABW podała, że materiały wykorzystywano później w działaniach propagandowych białoruskiego reżimu w mediach. W tym samym śledztwie, w listopadzie 2025 roku, służby zatrzymały dwóch Ukraińców i trzech Białorusinów. Kilka dni później Prokuratura Krajowa ujawniła więcej. Według śledczych KGB przez Telegram werbowało osoby różnych narodowości do wykonywania zadań dywersyjnych na terenie Polski. Śledztwo dotyczy również prób i podpaleń u nas i na terenie innych państwach Unii Europejskiej.
Nie chodzi wyłącznie o KGB. ABW i prokuratura informują o „obcym wywiadzie”, nie wskazując konkretnej białoruskiej służby.
Jest też jeszcze dokument ABW dotyczący lat 2024–2025. Agencja opisuje w nim działania białoruskich służb już wprost. Pisze o masowych werbunkach prowadzonych na Białorusi i próbach przenoszenia pozyskanych w ten sposób agentów do Polski. Odnotowała też wzrost przypadków szantażu i bezpośredniego przymusu wobec osób typowanych do współpracy. W ten sposób wracamy do historii, od której zaczęliśmy.
Dzmitryj Zora mieszkał w Polsce, potem zniknął i znalazł się w areszcie KGB. Nie wiemy, dlaczego wrócił na Białoruś i nie znaleźliśmy dowodu, że jego przypadek był częścią opisanego przez nasze służby mechanizmu werbunku emigrantów. Wiemy natomiast, że taki mechanizm istnieje. Dokumentują go litewski i polski kontrwywiad.
A w tym roku znaleźliśmy również konkretne przypadki pokazujące, że zainteresowanie białoruskich służb rodakami nie kończy się wraz z ich wyjazdem z kraju.