Dwa tysiące dokumentów
Hanning kierował Bundesnachrichtendienst, czyli niemieckim wywiadem zagranicznym, od 1998 do 2005 roku. Później został sekretarzem stanu w federalnym MSW, a po odejściu z administracji zajął się m.in. doradztwem w sprawach bezpieczeństwa. Federalna prokuratura twierdzi, że po zakończeniu pracy Hanninga w BND jego były szef biura Manfred D. nadal przekazywał mu informacje ze służby. Mężczyźni mieli umówić się na to w 2010 roku. D. otrzymywał pieniądze.
Były współpracownik Hanninga miał wyjątkowo dobry dostęp do informacji. Od marca 2012 do marca 2026 roku pracował jako szef biura kolejnych prezesów BND. Według śledczych przekazał Hanningowi ponad dwa tysiące dokumentów. Wiele było niejawnych i przeznaczonych tylko do użytku wewnętrznego. Wśród nich znajdowały się materiały przygotowywane na spotkania szefów niemieckich służb i instytucji bezpieczeństwa w Urzędzie Kanclerskim.
Jeżeli to się potwierdzi, będziemy mieli do czynienia z bardzo poważnym naruszeniem podstawowych zasad funkcjonowania służby. Tu nie chodzi nawet o liczbę dokumentów, tylko o ich charakter, źródło i to, do kogo później mogły trafić zawarte w nich informacje – mówi portalowi Sprawdzamto.pl były oficer Agencji Wywiadu proszący o zachowanie anonimowości.
Jak dodaje, były szef służby wie, jakie konsekwencje może mieć ujawnienie tajemnicy. – Dlatego w takim przypadku trudno byłoby mówić o błędzie czy nieostrożności – ocenia.
Niemiecka telewizja publiczna Westdeutscher Rundfunk (WDR), Norddeutscher Rundfunk (NDR) i „Süddeutsche Zeitung” ustaliły, że dokumenty dotyczyły m.in. irańskiego programu nuklearnego i rosyjskiej armii. Były wśród nich także informacje pochodzące od zagranicznych służb współpracujących z Niemcami.
Wywiad opiera się na zaufaniu, ale jest to zaufanie bardzo pragmatyczne. Partner przekazuje informację, bo zakłada, że druga strona potrafi ją ochronić. Jeżeli pojawia się podejrzenie, że materiały mogły przez lata wychodzić poza służbę, partnerzy będą chcieli wiedzieć, co wyciekło i czy dotyczyło także ich źródeł albo metod pracy – mówi były oficer Agencji Wywiadu proszący o zachowanie anonimowości.
I dodaje:
Nie oznacza to automatycznie zerwania współpracy z BND, ale może oznaczać większą ostrożność w dzieleniu się najbardziej wrażliwymi informacjami.
Dla kogo miała powstać analiza?
To obecnie jedna z największych zagadek śledztwa. Niemiecka prokuratura federalna zarzuca Hanningowi działania na rzecz obcego państwa, wskazując na dwa główne wątki:
- Przygotowanie tajnego raportu: Hanning miał wykorzystać wiedzę z BND do sporządzenia specjalistycznej analizy dla jednego z zagranicznych wywiadów. Śledczy wciąż ustalają, czy dokument ostatecznie trafił do adresata.
- Wieloletnie nieoficjalne relacje: Były szef BND miał regularnie przekazywać poufne informacje polityczne oficerowi innych zagranicznych służb.
Oficjalnie prokuratura nie ujawniła, o jakie państwo chodzi. Jednak śledztwo dziennikarskie przynosi pierwsze ustalenia:
- To nie Rosja: Media WDR, NDR i „Süddeutsche Zeitung” kategorycznie wykluczyły w tym kontekście służby rosyjskie.
- Trop wiedzie do Chin: Dziennik „Bild” ujawnił, że po odejściu z administracji państwowej Hanning prowadził międzynarodowe doradztwo i utrzymywał bliskie kontakty z instytucjami państwowymi w Chinach. Same relacje biznesowe nie są jeszcze dowodem winy, ale dla śledczych to obecnie jeden z głównych kierunków działań.
„Dla morale służby byłby to bardzo mocny cios”
Sprawa jest wyjątkowa także dlatego, że podejrzenia ciążą na człowieku, który przez siedem lat budował i reprezentował współczesne BND.
Fatalnie. Funkcjonariusz przez całą służbę słyszy, że pewnych granic się nie przekracza. Obowiązek ochrony informacji nie kończy się w dniu odejścia ze służby – mówi były oficer Agencji Wywiadu, gdy pytamy go o możliwy wpływ sprawy na ludzi pracujących w BND.
Jeżeli później okazuje się, że człowiek stojący kiedyś na samym szczycie tej struktury mógł tych zasad nie przestrzegać, ludzie mają prawo zadawać sobie pytanie: skoro on mógł, to czego właściwie wymagano od nas? Dla morale służby byłby to bardzo mocny cios – dodaje.
Osobną kwestią pozostaje niewydolność wewnętrznych systemów bezpieczeństwa. Manfred D. przez ponad dekadę wynosił dokumenty z gabinetów najważniejszych osób w niemieckim wywiadzie, pozostając całkowicie nieuchwytnym.
Jeżeli ktoś przez lata wynosił taką liczbę dokumentów i nikt tego nie zauważył, pierwsze pytanie brzmi: gdzie był system kontroli? – pyta nasz rozmówca.
Jak tłumaczy, dostęp do informacji w strukturach tajnych służb jest zawsze ściśle reglamentowany, a każde otwarcie pliku czy pobranie teczki powinno zostawiać trwały ślad cyfrowy lub papierowy. Choć szef biura dysponuje szerokimi uprawnieniami, to właśnie osoby z najbliższego otoczenia kierownictwa powinny być najgłębiej weryfikowane.
Jeśli zarzuty się potwierdzą, BND będzie musiała odpowiedzieć nie tylko na pytanie, co zrobiły dwie konkretne osoby, ale też dlaczego system tego przez tyle lat nie wykrył – podsumowuje były oficer AW.
Śledczy wpadli na trop przez przypadek
Główny przełom w sprawie nastąpił w wyniku zupełnie innego śledztwa. We wrześniu 2025 roku policja przeszukała dom i biura Hanninga w związku z głośnym postępowaniem dotyczącym uprowadzenia dzieci hamburskiej bizneswoman, Christiny Block (w którym sprawdzano wątek zaangażowania prywatnych firm ochroniarskich).
Podczas analizy zabezpieczonych u Hanninga komputerów i dysków twardych, technicy niespodziewanie natrafili na gigantyczne cyfrowe archiwum tajnych dokumentów BND z lat, w których podejrzany nie był już pracownikiem agencji.
Materiały natychmiast przekazano prokuraturze federalnej. W maju 2026 roku wszczęto niejawne śledztwo przeciwko Hanningowi i jego byłemu współpracownikowi. Finał nastąpił 6 października, kiedy obaj mężczyźni zostali aresztowani. August Hanning usłyszał zarzuty prowadzenia działalności agenturalnej, bezprawnego pozyskiwania tajemnic państwowych oraz usiłowania zdrady kraju. Manfred D. odpowie za pomocnictwo.