Sprawę jako pierwszy opisał irkucki portal „Ludzie Bajkału”. 29 września do szpitala w Szelechowie na Syberii trafiła 28-letnia laborantka Daria Szypiłowa. Kobieta znalazła się tam z powodu ciężkiego zapalenia płuc. Zmarła w nocy z 1 na 2 października.
Szelechów to 40-tysięczne miasto położone 20 kilometrów od stolicy obwodu, Irkucka. Jeszcze tego samego dnia gubernator Igor Kobziew zwołał nadzwyczajne posiedzenie komisji sanitarnej z udziałem przedstawicieli federalnych służb sanitarnych. Poinformowano, że osoby, które miały kontakt ze zmarłą, są pod obserwacją. Nie podano, o jaką chorobę chodzi. Jedna z hipotez, przedstawiona przez regionalny Irkuck News głosi, że Daria stłukła w pracy probówkę z bakteriami chorobotwórczymi i się zaraziła.
W niedzielę 4 października Rospotrebnadzor (instytucja zajmująca się m.in. nadzorem sanitarno-epidemiologicznym) ogłosił, że pracownica miała „zapalenie płuc o nieustalonej etiologii”. Podkreślono też, że sytuacja epidemiologiczna jest „stabilna”.
Trudno było jednak mówić o stabilności.
Kwarantanna, według portalu Baikal-Journal, ma potrwać trzy tygodnie. Obostrzenia dotyczą Miejskich Szpitali Klinicznych nr 1, 3 i 10, a także Dziecięcego Szpitala Klinicznego. Podobne środki ostrożności wprowadzono w co najmniej jednym miejskim szpitalu położniczym. Bliscy nie mogą widywać się z chorymi, a odwiedziny zostały całkowicie zabronione.
W międzyczasie dziennikarze ujawnili, że już 2 października do regionu przybyła Anna Popowa, główny lekarz sanitarny kraju. Mer rejonu szelechowskiego ogłosił w swoim kanale w Telegramie, że „mamy do czynienia z nieznaną infekcją”. Obiecał podać więcej konkretów oraz zalecenia dotyczące dalszego postępowania. Ostatecznie nie zdradził jednak żadnych szczegółów. Zaapelował jedynie o „nierozpowszechnianie plotek i nieprawdziwych informacji”.
W sieci zaczęły krążyć ostrzeżenia, by nie podróżować do regionu. Kolejne zakazy i komunikaty pojawiały się i zaraz znikały. Jeden z dziennikarzy zwrócił uwagę, że z kanałów ogólnokrajowych stacji telewizyjnych usunięto wpisy na temat rozprzestrzeniania się zarazy oraz inne doniesienia, w tym te o liczbie hospitalizowanych. W prasie lokalnej pojawiły się pytania do władz: Jaki jest stopień zagrożenia? Czy obywatele powinni zakupić jakieś środki ochronne? Zaopatrzyć się w antybiotyki? Opuścić miasto?
„2 października władze lokalne obiecały wyjaśnić, co się stało i przedstawić zalecenia dotyczące dalszych działań. Potem jednak w ogóle przestały mówić o zakażeniu” – czytamy w portalu „Ludzie Bajkału”.
W przedszkolach w Szelechowie rozdano maseczki i rękawiczki, które muszą teraz nosić dzieci. W Irkucku odwołano zaplanowane na najbliższe dni atrakcje miejskie. Ogłoszono kwarantannę. Wprowadzono obowiązek noszenia maseczek w niektórych zakładach pracy. Ludzie rzucili się do sklepów po zapasy. Antybiotyki natychmiast zniknęły z aptek w całym regionie, podobnie maseczki i środki dezynfekujące. Na ulicach zaczęły pojawiać się osoby w kombinezonach ochronnych, maskach i rękawicach.
Po raz pierwszy w przestrzeni pojawiło się słowo „dżuma”. Napisał o niej przywódca republiki Buriacji, Aleksiej Cydenow. W pierwszym wpisie w Telegramie wprost potwierdził, że laborantka „zmarła na dżumę”. Później jednak edytował wpis, dodając słowo „prawdopodobnie”.
Moskwa: Nie słuchajcie plotek
Moskwa oraz podległe Kremlowi państwowe organy sanitarne oficjalnie zaprzeczyły, jakoby w obwodzie irkuckim „doszło do wybuchu epidemii dżumy”. Rzecznik prasowy Putina, Dmitrij Pieskow, odniósł się do sprawy bezpośrednio, wzywając Rosjan, by „nie słuchali różnych plotek i rozważań” i reagowali wyłącznie na oficjalne komunikaty. Rospotrebnadzor podał, że w instytucie nie odnotowano żadnej awarii podczas pracy z patogennymi mikroorganizmami. Dziś na stronach prokremlowskich agencji informacyjnych próżno szukać informacji na temat incydentu.
Skazani na informacje z Moskwy
CNBC podała, że Światowa Organizacja Zdrowia zna doniesienia o śmierci pracownicy laboratorium w obwodzie irkuckim. Zaoferowała też Rosji wsparcie. CNN przekazała, że WHO kontaktuje się z rosyjskimi władzami, by zweryfikować zdarzenie i wyniki badań. Według NBC News przyczyna zgonu nie została oficjalnie potwierdzona przez organizację. Ashish Jha, ekspert ds. chorób zakaźnych i biobezpieczeństwa, były koordynator Białego Domu ds. COVID-19, powiedział CNN, że do czasu uzyskania dalszych informacji „należy zakładać, iż dzieje się więcej, niż widać”. W poście w serwisie X ocenił, że z zachowania władz rosyjskich „nie wynika rutynowe ognisko czy zwykły wypadek laboratoryjny”.
Norweska ekspertka w zakresie nauki i bezpieczeństwa międzynarodowego z King's College London Filippa Lentzos zwróciła uwagę, że Kreml zdaje się zaprzeczać zarówno śmierci z powodu dżumy, jak i wypadkowi w laboratorium, co zdecydowanie utrudnia ocenę sytuacji.
Departament Stanu USA oficjalnie wezwał Rosję do „szybkiego i otwartego dzielenia się informacjami”.
– Monitorujemy sytuację, na razie to nie jest powód do alarmu, ale powód do uważnego przyglądania się – powiedział 5 października sekretarz stanu USA Marco Rubio. – Wiemy to, co wiemy, jakiekolwiek informacje Rosjanie dostarczyli, czyli wydaje się, że pracownica laboratorium została zakażona, ustalono, że to mogło się rozprzestrzenić (...) i ustanowiono kwarantannę – podkreślił.
Także polski Główny Inspektorat Sanitarny wydał w tej sprawie oświadczenie.
„W oficjalnych źródłach strony rosyjskiej ani międzynarodowych organizacji zdrowia publicznego nie opublikowano informacji potwierdzających wystąpienie przypadków dżumy u ludzi w Federacji Rosyjskiej” – podał w poniedziałek Główny Inspektorat Sanitarny.
Odradzono wszelkie podróże do tego państwa.
Wnioski
- Potwierdzone jest to, że pracownica instytutu przeciwdżumowego zmarła na ciężką chorobę o nieznanej etiologii.
- W mieście i okolicy wprowadzono kwarantanny szpitali i obserwację blisko 200 osób.
Odwołano imprezy publiczne, w niektórych zakładach wprowadzono obowiązkowe maseczki. - Dżuma jako przyczyna zgonu nie została oficjalnie potwierdzona przez Rosję.
Światowa Organizacja Zdrowia monitoruje sprawę, zdana jest jednak na informacje ze strony rosyjskiej. - Według Głównego Inspektoratu Sanitarnego ryzyko pojawienia się dżumy w Polsce jest bardzo niskie.
- Największy niepokój budzi brak transparentności Rosji.
Przeczytajcie też: Szczepionka na raka. Co naprawdę wykazały badania firm Moderna i Merck