Od Moskwy do Warszawy
27 października rosyjska ambasada w Warszawie poinformowała, że otwiera wystawę „Spadkobiercy Goebbelsa: fałszowanie wydarzeń w Buczy i krwawe inscenizacje reżimu kijowskiego”. Fotografie pokazano tym, którzy odwiedzili wydział konsularny. Ekspozycja miała być dostępna przez trzy dni, do 29 października. Informację o niej podała też rosyjska państwowa agencja prasowa TASS.
Ambasada przekonywała, że wystawa zawiera „niepodważalne dowody na sfingowanie wydarzeń w Buczy”. Według rosyjskiej wersji Ukraina przedstawiała poległych żołnierzy oraz osoby zmarłe w innych okolicznościach jako cywilne ofiary rosyjskiej armii.
Materiał nie powstał w Warszawie. 17 września Maksim Grigoriew pokazał go podczas konferencji w moskiewskiej agencji TASS. Obok niego wystąpiła Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ.
Chcę podziękować Maksimowi Grigoriewowi za tę pracę. Zgromadzenie Ogólne ONZ, którego tydzień wysokiego szczebla właśnie się rozpoczyna i na które udaje się rosyjska delegacja pod przewodnictwem ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa, będzie miejscem, które wykorzystamy do przedstawienia tych faktów. Nie tylko przez kilka dni, ale na stałe. Wykorzystamy do tego wszystkie możliwości – mówiła Zacharowa 17 września.
Tydzień później, 24 września, Ławrow spotkał się w Nowym Jorku z sekretarzem generalnym ONZ António Guterresem. Według komunikatu fundacji Grigoriewa rosyjski minister przekazał mu raport i zażądał, by zajęła się oskarżeniami wobec Ukrainy. Nie znaleźliśmy potwierdzenia, że ONZ podjęła w tej sprawie dochodzenie.
Kim jest autor raportu?
Maksim Grigoriew kieruje Fundacją Badań nad Problemami Demokracji i jest członkiem rosyjskiej Izby Obywatelskiej. Przewodniczy też organizacji, której pełna nazwa brzmi Międzynarodowy Trybunał Społeczny ds. Zbrodni Ukraińskich Neonazistów.
Mimo nazwy nie jest to międzynarodowy sąd. Organizacja nie ma uprawnień Międzynarodowego Trybunału Karnego, ani nie prowadzi postępowań sądowych na jego zasadach.
O działalności tego pseudotrybunału pisaliśmy już w lipcu na SprawdzamTo.pl. Wówczas zajmowaliśmy się oskarżeniami kierowanymi przez jego przedstawicieli pod adresem Ukrainy i NATO w związku z masakrą w Buczy. Teraz organizacja wraca z kolejnym raportem. Tym razem jej materiały promuje rosyjskie MSZ, a wystawę na ich podstawie przygotowała ambasada Rosji w Warszawie.
23 lipca 2026 roku Rada Unii Europejskiej wpisała Grigoriewa na listę sankcyjną. W uzasadnieniu decyzji określiła go jako jedną z ważnych postaci rosyjskiej propagandy państwowej. Odniosła się również do kierowanego przez niego trybunału.
W czerwcu portal śledczy „The Insider” opisał kto finansuje działalność Grigoriewa. Według dziennikarzy jego fundacja dostaje rosyjskie środki publiczne, w tym ponad 8,7 mln rubli na jeden z projektów w 2022 roku. Nie oznacza to jednak, że z tych pieniędzy sfinansowano październikowy raport lub wystawę w Warszawie.
Co naprawdę wydarzyło się w Buczy?
Rosyjscy żołnierze kontrolowali Buczę pod Kijowem od 5 do 30 marca 2022 roku. Po tym jak się wycofali z miasta znaleziono ciała mieszkańców, również ze związanymi rękami i śladami postrzałów.
Eksperci ONZ prowadzili dochodzenie na miejscu. Do końca października 2022 roku udokumentowali zabójstwa 73 cywilów. Kolejnych 105 przypadków pozostawało wtedy w trakcie weryfikacji.
Human Rights Watch również zbadała zbrodnie w Buczy. Jej pracownicy rozmawiali z mieszkańcami, oglądali miejsca, w których znaleziono ciała i sprawdzali materiały fotograficzne. Opisali 16 przypadków bezprawnego zabijania ludzi, w tym dziewięć egzekucji
Grigoriew kwestionuje listy ofiar. Według autorów jego raportu znalazły się na nich nazwiska ukraińskich żołnierzy, których przedstawiono jako cywilów. Czy rzeczywiście tak było? Nie sprawdzaliśmy każdego z tych nazwisk. Ale nawet gdyby część osób błędnie wpisano na listę, nie zmieniłoby to ustaleń dotyczących zabójstw w Buczy. Są na to zeznania świadków, zdjęcia i wyniki oględzin ciał. Rosyjski raport tych dowodów nie kwestionuje i nie obala.
Raport wysłany do innych państw
Nie tylko ambasada w Warszawie zajęła się raportem Grigoriewa. Jak ustalił Demagog, materiały rozpowszechniały również rosyjskie placówki w Afganistanie, Australii, Indonezji, RPA i Szwecji. Podobne publikacje znaleźliśmy na oficjalnych kanałach ambasad w USA, Indiach, Syrii i Finlandii. Nie wiadomo jednak, czy gdziekolwiek poza Polską urządzono podobną wystawę.
Fundacja Grigoriewa zadbała, by raport można było pokazać również za granicą. Na jej stronie są wersje w kilku językach, między innymi angielskim, niemieckim, francuskim i arabskim. Można też pobrać gotowe plansze wystawowe. Wystarczy je wydrukować.