Chłodna i deszczowa niedziela. Pod pomnikiem Mikołaja Kopernika w Warszawie stoi scena. Z głośników zaczyna grzmieć punkrockowy protest song. Agnieszka Pawlik-Regulska i Sławomir Skiba ze Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi zachęcają tłum do wspólnego śpiewu. Kilkaset osób wykrzykuje:
Wspólny śpiew wzmaga protestacyjny zapał. Nikomu jednak w budowaniu konserwatywnego nastroju nie przeszkadzało, że protest song został wygenerowany przez sztuczną inteligencję.
Pikieta w deszczu
W tłumie zbierano podpisy pod różnymi inicjatywami: przeciwko aborcji i związkom partnerskim czy za ochroną sanktuarium w Gietrzwałdzie. Jednak esencją wydarzenia był opór przed zmianami w edukacji wprowadzanymi przez ministrę Barbarę Nowacką. W tłumie zapytano mnie o to, czy jestem nauczycielem. Gdy przedstawiłem się jako historyk w jednym z warszawskich liceów, namawiano mnie do dołączenia do stowarzyszenia „Nauczyciele dla Wolności” i torpedowania reformy od wewnątrz. Jednak gdy odmówiłem podpisania się pod jedną z konserwatywnych inicjatyw, dostałem porcję homofobicznych obelg oraz obietnicę modlitw za moje wyjście z homoseksualnej „choroby”. Być może obrońców konserwatywnych standardów polskiej szkoły rozjuszyła jedwabna koszula?
Czy jest przeciwko czemu protestować?
To, co przeraża protestujących, to „Reforma26. Kompas Jutra”, przedstawiana jako groźny projekt Ministerstwa Edukacji Narodowej (MEN). Założenia programu zaprezentowano podczas spotkań z ministrą edukacji Barbarą Nowacką. Przeprowadzono ich sto, a łącznie wzięło w nich udział 24 tys. nauczycieli. Celem projektu nie jest jednak stworzenie „nowego człowieka: pozbawionego wiedzy i tożsamości narodowej, podatnego na sterowanie, czyli produkcja taniej siły roboczej” – wbrew temu, co twierdzą materiały Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły.
Reforma to rozłożona na lata, kompleksowa zmiana, która będzie wprowadzana stopniowo od roku szkolnego 2025/2026. Zdaniem MEN jest ona potrzebna. Ministerstwo Edukacji Narodowej powołuje się na opinie środowiska edukacyjnego oraz wyniki międzynarodowych badań porównawczych – m.in. Programu Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów (PISA), Międzynarodowego Badania Postępów w Czytaniu (PIRLS), Międzynarodowego Badania Wyników Nauczania Matematyki i Nauk Przyrodniczych (TIMSS) oraz Międzynarodowego Badania Nauczania i Uczenia się (TALIS).
Ta zmiana ma dostosować polski system edukacji do współczesnych realiów szybko zmieniającego się świata. Głównym problemem jest zbyt duża liczba szczegółowych treści, które nauczyciele muszą „przerobić”. Zmusza to zarówno nauczycieli, jak i uczniów do pracy w pośpiechu. Treści są omawiane powierzchownie, brakuje czasu na doświadczenia, ćwiczenia, dyskusje i powtarzanie materiału.
Taką diagnozę przedstawiały zarówno zespoły Instytutu Badań Edukacyjnych – Państwowego Instytutu Badawczego (IBE PIB), jak i wcześniejsze kontrole Najwyższej Izby Kontroli (NIK). Kierunek reformy oparty jest na dialogu z nauczycielami oraz wynikach badań nad polską edukacją. Odpowiada on na realne problemy: słabe powiązanie wiedzy z praktyką, niedostatek pracy projektowej oraz niski poziom identyfikacji ze szkołą.
Wśród uczniów czwartej klasy 57 proc. deklarowało umiarkowane lub niskie poczucie przynależności do szkoły. Ponad połowa (58 proc.) piętnastolatków uważała, że szkoła niewiele zrobiła, aby przygotować ich do dorosłego życia.
Polskie wyniki z matematyki, czytania i nauk przyrodniczych pozostają na stosunkowo wysokim poziomie, jednak w badaniu PISA 2022 odnotowano spadki.
„Obniżenie rangi języka polskiego i sprowadzenie go do roli narzędzia”
W trakcie protestu organizatorzy rozdawali ulotki z zarzutami wobec obecnej reformy. Zweryfikujmy je.
Zarówno obecnie, jak i po reformie uczniowie w klasach IV–VIII mają w tygodniu po 5 soczystych godzin polszczyzny. Nowa podstawa rzeczywiście bardziej skupia się na komunikacji, mediach, umiejętności debatowania i obronie własnych tez z użyciem argumentów. Chodzi o praktyczne posługiwanie się językiem. Nie sprowadza jednak polskiego wyłącznie do funkcji użytkowej. Podstawa programowa stwierdza, że język polski odgrywa „kluczową rolę” w poznawaniu świata, budowaniu tożsamości oraz uczestnictwie w kulturze. Wymaga również omawiania znaczenia języka i literatury dla tożsamości narodowej. Dlatego twierdzenie, że Barbara Nowacka chce sprowadzić język do roli narzędzia, jest nadinterpretacją.
„Likwidacja kanonu lektur do klasy VI i radykalne ograniczenie w klasach VII–VIII”
W klasach IV–VI znika ustalona odgórnie lista konkretnych obowiązkowych pozycji książkowych. W dotychczasowej podstawie było pięć lektur. Nowa nie wskazuje konkretnych obowiązkowych powieści. Tyle że nie jest to przyzwolenie na odrzucenie czytania tekstów pisanych.
Nakazuje się przeczytanie co najmniej czterech dłuższych tekstów w każdym roku, czyli co najmniej 12 w klasach IV–VI. Dochodzą obowiązkowe fragmenty Biblii, mity, baśnie, legendy oraz teksty patriotyczne, w tym „Mazurek Dąbrowskiego” i „Rota”. W klasach VII i VIII uczniowie wciąż otrzymują obowiązkowy zestaw klasyki polskiej: Kochanowski, Krasicki, Mickiewicz, Słowacki, Prus lub Sienkiewicz oraz Mrożek.
Uczeń ma jeszcze przeczytać co najmniej cztery dłuższe utwory rocznie, w tym dzieła należące do światowego kanonu. Ogranicza się liczbę tytułów wybieranych centralnie. Chodzi o zwiększenie swobody nauczyciela. Określenie „radykalne ograniczenie lektur” myli jednak luzowanie sztywnego kanonu z odchodzeniem od czytania jako takiego.
„Wynarodowienie programu historii i podporządkowanie go ustaleniom z innymi krajami”
Nie ma dokumentów, które potwierdzałyby, że ministerstwo zamierza ustalać podstawę programową w porozumieniu z innymi krajami.
Nigdzie nie znajdziemy śladów takich rozmów z Niemcami, Ukraińcami czy kimkolwiek innym. Materiał Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły (KROPS) sugeruje taki proceder, jednak nie wskazuje żadnej podstawy prawnej dla tych rewelacji.
Cele nauczania historii w nowym programie mówią wprost, że chodzi o budowanie tożsamości i poczucia przynależności do wspólnoty narodowej i państwowej, znajomość wydarzeń potrzebnych do kształtowania tej przynależności oraz poznawanie symboli państwowych i ich znaczenia dla narodu i państwa. To prawda, że podstawa wymaga również dostrzegania różnych punktów widzenia i prób ich zrozumienia. Można się spierać, jak szeroko należy stosować wieloperspektywiczność, tyle że nie jest ona tym samym co oddanie innym państwom kontroli nad programem.
Historia opowiedziana z jednego punktu widzenia, służąca budowaniu tożsamości, to nie nauka historyczna, lecz kurs propagandy.
Bez umiejętności spoglądania na jedno zagadnienie z różnych perspektyw, w tym z punktu widzenia różnych środowisk politycznych i narodowych, trudno krytycznie korzystać ze źródeł historycznych. Oznacza to, że nie da się na późniejszym etapie edukacji wprowadzić choćby podstaw metodologii historii. Bez obiektywizowania przeszłości tworzylibyśmy z tego przedmiotu długą opowieść o narodzie do nauki na pamięć. Określenie „wynarodowienie” jest oceną polityczną, a deklarowane cele reformy są jego przeciwieństwem.
„Znaczne ograniczenie treści matematycznych”
Liczba godzin matematyki pozostaje bez zmian, choć autorzy reformy otwarcie deklarują, że obecna podstawa jest przeładowana. W finalnym dokumencie pojawia się założenie osiągania biegłości na „niezbyt skomplikowanych przykładach”. Kalkulator ma być używany oszczędnie w klasach IV–VI, a szerzej w klasach VII–VIII, zwłaszcza przy analizie danych i problemach praktycznych.
Reforma zwiększa nacisk na praktyczne rozumowanie i uzasadnianie, samodzielne podejście do rozwiązania, krytyczną analizę danych, rachunek prawdopodobieństwa oraz matematykę finansową. Nazwanie zmian w nauce matematyki „znacznym ograniczeniem treści matematycznych” jest dużą przesadą. Ilość materiału jest po prostu dostosowywana do możliwości uczniów i nauczycieli. Stawia się na kwestie praktyczne.
„Usunięcie biologii, geografii i chemii do klasy VI i zastąpienie ich przyrodą”
To prawda, że nauki przyrodnicze stracą swoje jednostkowe nazwy i staną się jednym przedmiotem pod nazwą „przyroda”. Po reformie w klasach IV–VI te zajęcia będą realizowane w wymiarze trzech godzin tygodniowo w każdej klasie. Osobne przedmioty – geografia, biologia, chemia i fizyka – zaczną się w klasie VII.
Obecnie „przyroda” oraz cztery nauki przyrodnicze dają łącznie 20 godzin w pięcioletnim cyklu klas IV–VIII. Po reformie liczba ta wzrośnie do 21 godzin, rozdzielonych między „przyrodę” w klasach IV–VI i osobne przedmioty w klasach VII–VIII.
„Edukacja klimatyczna na niemal każdym przedmiocie”
Edukacja klimatyczna rzeczywiście ma charakter międzyprzedmiotowy. Moduł klimatyczny przypisano siedmiu przedmiotom: przyrodzie, geografii, biologii, chemii, fizyce, edukacji zdrowotnej oraz zajęciom praktyczno-technicznym. To szeroki zakres, bo zagadnienie jest ważne dla współczesnego świata.
Kryzys klimatyczny pozostaje jednym z największych wyzwań współczesności. Tyle że nie będzie on zajmował czasu na „niemal każdym przedmiocie”.
Moduł nie obejmuje formalnie m.in. historii, matematyki, informatyki, języków obcych, muzyki czy plastyki. To, że klimat staje się tematem interdyscyplinarnym, jest standardem we współczesnej nauce. Jednocześnie skala tego zjawiska nie jest tak duża, jak wskazuje KROPS.
„Nieodpowiedzialna cyfryzacja edukacji”
Nacisk na cyfryzację edukacji faktycznie jest istotną częścią obecnej reformy.
Uczniowie mają korzystać z chmury, narzędzi cyfrowych i sztucznej inteligencji (AI), tworzyć za ich pomocą treści, a nawet obserwować działanie prostych modeli uczenia maszynowego.
Jednocześnie liczba godzin informatyki pozostaje bez zmian – jedna godzina tygodniowo w każdej klasie IV–VIII. Kwestia tego, czy cyfryzacja jest odpowiedzialna, czy nie, pozostaje sprawą dyskusyjną. KROPS nie wyjaśnia jednak, dlaczego miałaby być ona nieodpowiedzialna ani na czym dokładnie polega zagrożenie.
Nie cofniemy się w czasie w kwestii cyfryzacji. Udawanie, że komputery nie istnieją w szkole, donikąd nas nie zaprowadzi. Nauka powinna jednak obejmować również zagrożenia w sieci — i właśnie to robi obecna reforma.
Likwidacja edukacji?
Materiał Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły (KROPS) miesza prawdziwe zmiany organizacyjne z bardzo daleko idącymi przewidywaniami i hasłami politycznymi oraz podświadomą gloryfikacją obecnego systemu edukacji. Zmiany są potrzebne, a obecne reformy mają zbliżyć nas do standardów nowoczesnej edukacji w takich krajach jak np. Finlandia.