manipulacja

Co naprawdę kryje się za „ukraińską listą śmierci”?

Myrotworec to ukraiński portal publikujący dane osób uznawanych za zagrożenie dla bezpieczeństwa Ukrainy. Choć od lat bywa przedstawiany jako „ukraińska lista śmierci”, nie ma dowodów na to, że nią jest ani że prowadzony jest przez państwo.

Co naprawdę kryje się za „ukraińską listą śmierci”?
Lublin, 19.06.2026. Podejrzany o zabójstwo Rosjanina Roberta Kuzowkowa doprowadzany na przesłuchanie do prokuratury w Lublinie (fot PAP/Wojtek Jargiło)

„Ukraina prowadzi listy proskrypcyjne z wykazem Polaków do wymordowania. Dlaczego MSZ, ABW na to pozwala?” – napisał w serwisie X dr Leszek Sykulski, politolog, publicysta i autor kanału geopolitycznego na YouTube. Do wpisu dołączył swoje nagranie, w którym odpowiada na pytanie o powody rzekomego braku reakcji polskich władz.

– Sprawę Myrotworca staram się nagłaśniać od wielu, wielu lat. Zresztą sam jestem na tej liście – mówił. Według szacunków Sykulskiego w bazie znajduje się ok. 250 tys. osób z wielu krajów. – Z tej listy ok. 250 tys. osób na liście proskrypcyjnej, czyli liście wrogów Ukrainy do zabicia, do wymordowania, zostało zamordowanych przez ukraińskie instytucje, służby, między 30 a 40 tysięcy – dodał, mówiąc, że Polska nie interweniuje w sprawie obywateli RP na „liście do zabicia”, bo jest pod wpływem ukraińskich służb.

Wpis Sykulskiego to jeden z wielu przykładów przedstawiania Myrotworca jako „listy śmierci”. Twierdzenia takie pojawiają się od lat, a w ostatnim czasie się nasiliły – po zabójstwie w Białej Podlaskiej rosyjskiego rysownika i satyryka Roberta Kuzowkowa, znanego jako Semyon Skrepetski. Doszło do tego 15 czerwca.

„Ukraińskie służby zamordowały w Białej Podlaskiej rosyjskiego malarza, muzyka, satyryka i zagorzałego krytyka polityki zagranicznej Rosji i Ukrainy. Po zabójstwie został on wykreślony z czarnej listy ukraińskich służb ludzi do zlikwidowania” – twierdzi na X BREAKING NEWS PL. „Zabity w Białej Podlaskiej krytyk Putina, rosyjski komik z azylem, był na ukraińskiej liście śmierci Myrotworec. Na liście «wrogów Ukrainy» widnieją również polscy politycy, dziennikarze i komentatorzy”– dodało znane z treści dezinformujących konto coolfonpl.

Przykładowe wpisy o Myrotworcu. Fot. X
Przykładowe wpisy o Myrotworcu. Fot. X

Czym jest Myrotworec? Czy rzeczywiście jest listą osób przeznaczonych do zabicia, w tym Polaków? Czy prawdą jest, że 30–40 tys. osób z tej bazy zostało zamordowanych? 

Czym jest Myrotworec?

Myrotworec (ukr. Миротворець – rozjemca) to działający od 2014 r. portal internetowy publikujący dane osób uznawanych przez jego twórców za zagrożenie dla bezpieczeństwa Ukrainy. Powstał po rosyjskiej aneksji Krymu i wybuchu wojny w Donbasie. W zamierzeniu jego twórców miał identyfikować i katalogować prorosyjskich separatystów, kolaborantów oraz rosyjskich żołnierzy działających na terytorium Ukrainy.

W tzw. „czyśćcu”, jak nazwano bazę serwisu, znajdują się dane osobowe, zdjęcia i opisy czynów zarzucanych rosyjskim żołnierzom, propagandystom, ale także zagranicznym politykom, dziennikarzom i publicystom krytycznym wobec władz w Kijowie. Twórcy serwisu ogłosili w czerwcu 2026 r., że w bazie znajduje się już 5 mln rekordów ludzi, określanych przez nich mianem „kanalii”. Twierdzenia tego nie da się jednak zweryfikować, bo wyszukiwarka pozwala dotrzeć jedynie do pojedynczych wpisów, a nie do całości bazy.

Grafika ilustrująca rzekome zgromadzenie w bazie informacji o 5 mln osób. (fot. Myrotworec)
Grafika ilustrująca rzekome zgromadzenie w bazie informacji o 5 mln osób. (fot. Myrotworec)

Na liście znajdują się nie tylko osoby oskarżane o udział w działaniach wojennych czy współpracę z Rosją. Trafiali na nią również ludzie, których „przewinieniem” były kontrowersyjne wypowiedzi polityczne, m.in. Roger Waters z Pink Floyd czy białoruska noblistka Swietłana Aleksijewicz. Szczególne oburzenie wywołała publikacja w 2016 r. danych ponad 4 tys. dziennikarzy akredytowanych przy władzach separatystycznych w Doniecku i Ługańsku, m.in. z BBC, Reutera, AFP, CNN. Portal zarzucił im współpracę z terrorystami, a część z nich zaczęła otrzymywać groźby.

Działalność Myrotworca od wielu lat krytykują organizacje praw człowieka i instytucje międzynarodowe, wskazując, że publikowanie danych osobowych może narażać wpisane osoby na niebezpieczeństwo. Mimo to serwis nadal działa.

Czy za Myrotworcem stoi ukraińskie państwo?

Według Leszka Sykulskiego wykaz Myrotworca „prowadzi Ukraina”, co sugeruje, że za serwisem stoją ukraińskie władze.

Wiadomo, że wśród osób związanych z Myrotworcem byli przestawiciele ukraińskiego aparatu państwowego. Współzałożycielem portalu był m.in. Heorhij Tuka, późniejszy wiceminister ds. terytoriów okupowanych. W projekt zaangażowany był również Anton Heraszczenko, doradca szefa MSW Ukrainy, a następnie wiceminister w tym resorcie. Szef serwisu, posługujący się nazwiskiem „Roman Zajcew” (nie wiadomo, czy są to jego prawdziwe dane), to z kolei były funkcjonariusz służb specjalnych.

Centrum Myrotworec przedstawia się jednak jako niezależna organizacja pozarządowa, a sam portal określa jako „niezależne, niepaństwowe medium”. Ma za nim stać grupa naukowców, dziennikarzy i specjalistów zajmujących się badaniem śladów przestępstw przeciwko bezpieczeństwu narodowemu Ukrainy pozyskiwanych z otwartych źródeł.

Jednocześnie serwis otwarcie deklaruje współpracę z ukraińskimi służbami i instytucjami państwowymi. „Współpracujemy z państwem, a państwo współpracuje z nami” – mówił Zajcew w wywiadzie dla dziennika „Fakty i Kommentarii" z 2015 r.

Według „The Timesa” baza była wykorzystywana do sprawdzania ludzi na ukraińskich punktach kontrolnych, a ukraińska organizacja Uspiszna Warta podawała, że do 2019 r. publikacje portalu wykorzystano jako materiał dowodowy w ponad 100 sprawach sądowych

Nie ma jednak dowodów, że serwis jest finansowany lub kontrolowany przez państwo, a jego założyciele temu zaprzeczali. Od portalu dystansowały się ukraińskie ministerstwa i dyplomacja. Ambasada Ukrainy w Bułgarii oświadczyła w 2023 r., że działalność Myrotworca „nie jest w żaden sposób związana z działalnością instytucji państwowych Ukrainy”.

„Nie było dowodów na zaangażowanie Ukrainy w działanie tej strony ani na kontrolę nad nią” – stwierdził Europejski Trybunał Praw Człowieka, który w jednej ze spraw zajmował się wątkiem dotyczącym Myrotworca.

Czy to lista osób „do wymordowania”?

Sykulski przedstawia Myrotworca jako „listę proskrypcyjną”, „listę wrogów Ukrainy do zabicia, do wymordowania”. Podobne narracje od lat rozpowszechniają rosyjskie media państwowe, określając bazę serwisu jako „kill list”, czyli listę śmierci.

Sama struktura bazy nie potwierdza jednak takiego opisu. „Czyściec” klasyfikuje umieszczone tam osoby według rozmaitych kategorii będących oskarżeniami o konkretne działania, takich jak „zdrajca ojczyzny”, „rosyjski najemnik" czy „antyukraiński propagandysta”. Nie są to jednak „wyroki” na konkretne osoby czy dyspozycje zabójstwa.

Za dowody na poparcie tezy, że Myrotworec jest „listą śmierci”, najczęściej służą historie dwóch prorosyjskich Ukraińców – publicysty Ołesia Buziny i byłego deputowanego Ołeha Kałasznikowa. Zostali oni zastrzeleni w kwietniu 2015 r., wkrótce po tym, jak Myrotworec opublikował ich dane osobowe, w tym adresy domowe. W sprawie Buziny Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał w maju 2026 r., że ukraińskie władze nie przeprowadziły skutecznego śledztwa, ale nie stwierdził odpowiedzialności państwa ukraińskiego za zabójstwo ani nie uznał publikacji danych na Myrotworcu za jego przyczynę.

Twórcy portalu publicznie odżegnują się od nawoływania do przemocy. Roman Zajcew deklarował, że celem projektu nie jest „fizyczne eliminowanie”, lecz identyfikowanie osób uznawanych za zagrożenie, aby je wydalić z kraju. – Kategorycznie sprzeciwiamy się wszelkiej przemocy fizycznej wobec tych łajdaków ze strony społeczeństwa – mówił. Anton Heraszczenko podkreślał z kolei, że Myrotworec nie jest organem karnym.

Jednocześnie sam serwis wzmacnia złowrogie skojarzenia, oznaczając zmarłe osoby ze swojej bazy hasłem „zlikwidowany” (piszemy o tym w dalszej części tekstu). „Nie jesteśmy sądem. Jesteśmy dzwonem, który ogłasza – wyrok blisko” – czytamy na jego blogu. Na stronie głównej widnieje zaś zdjęcie ciał rosyjskich żołnierzy z podpisem po rosyjsku: „Śmierć rosyjskim okupantom! Każdy Rosjanin na ukraińskiej ziemi powinien zostać unicestwiony jak wściekłe bydlę”. Taki język wzmacnia skojarzenia portalu z przemocą i podsyca narracje o „liście śmierci”.

Czy 30–40 tys. osób z listy zostało zamordowanych?

Najpoważniejszy zarzut Leszka Sykulskiego dotyczy skali rzekomych morderstw politycznych. Według niego z listy Myrotworca „zostało zamordowanych przez ukraińskie instytucje, służby między 30 a 40 tysięcy”. W nagraniu mówi wprost o zabójstwach dokonanych „przez ukraińskie siły zbrojne, przez ukraiński wywiad, przez ukraińskie wojska specjalne, przez służby specjalne”. 

Liczba ta nie ma potwierdzenia w żadnym znanym źródle i nie da się jej zweryfikować na podstawie bazy Myrotworca. Serwis nie umożliwia bowiem ustalenia, ilu wpisanych do niego ludzi nie żyje.

Teza o zabójstwach dokonywanych przez ukraińskie służby jest uzasadniana oznaczaniem profili zmarłych hasłem „zlikwidowany" oraz dodawaniem „daty likwidacji". Nasza analiza pokazuje jednak, że określenie to najczęściej pojawia się przy rosyjskich żołnierzach poległych podczas wojny, a informacje o ich śmierci pochodzą z rosyjskich stron upamiętniających poległych. Tak oznaczono również byłego premiera Włoch Silvia Berlusconiego, który znalazł się w bazie po wizycie na Krymie z Władimirem Putinem, choć zmarł osiem lat później na białaczkę.

Silvio Berlusconi oznaczony jako „zlikwidowany”. (fot. Myrotworec)
Silvio Berlusconi oznaczony jako „zlikwidowany”. (fot. Myrotworec)

Prawdą jest, że Ukrainie przypisuje się operacje likwidacyjne wymierzone w rosyjskich dowódców, urzędników okupacyjnych, kolaborantów i propagandystów. Wśród osób, których zabicie łączono z ukraińskimi służbami, są m.in. rosyjski generał Igor Kiriłłow i politolożka Daria Dugina. Oboje figurowali w bazie Myrotworca, jednak brak dowodów, by wpisanie ich do niej miało związek z ich śmiercią.

Sykulski z listą Myrotworca wiąże śmierć Semyona Skrepetskiego, zastrzelonego w czerwcu w Białej Podlaskiej. Posługujący się tym pseudonimem Robert Kuzowkow był rosyjskim artystą i karykaturzystą znanym z satyrycznych rysunków przedstawiających Władimira Putina, Aleksandra Łukaszenkę i Ramzana Kadyrowa. Trzy dni przed śmiercią, w Dniu Rosji 12 czerwca, pikietował pod rosyjską ambasadą w Berlinie z karykaturą Stalina trzymającego Putina jako dziecko. Na kilka godzin przed zabójstwem informował, że dostaje groźby od osób domagających się ukarania go za ten performans.

Kuzowkow rzeczywiście figuruje w bazie Myrotworca – na liście znalazł się za krytykę ukraińskich władz. Po zabójstwie jego zdjęcie oznaczono hasłem „zlikwidowany”, przypisując to rosyjskim służbom specjalnym. Rosyjski trop jest jedną z hipotez śledztwa prowadzonego przez polską prokuraturę.

Czy na liście są Polacy?

Tak. Jedną z osób figurujących w bazie jest Leszek Sykulski. Twórcy serwisu zarzucają mu m.in. propagandę antyukraińską i szerzenie narracji prorosyjskich. Jego działalność publiczna i wypowiedzi budziły zastrzeżenia także w Polsce. „Jest jednym z komentatorów infekujących polską przestrzeń informacyjną tezami zbieżnymi z przekazem rosyjskiej propagandy przeciwko Polsce” – ostrzegał w 2023 r. Stanisław Żaryn, ówczesny pełnomocnik rządu ds. bezpieczeństwa przestrzeni informacyjnej.

Nie wiadomo, ilu dokładnie Polaków figuruje w bazie Myrotworca. My znaleźliśmy co najmniej kilkanaście takich osób, m.in. posłów Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna i Włodzimierza Skalika, polityków Konfederacji, np. europosła Tomasza Buczka czy posła Sławomira Mentzena. Na liście jest prawicowy publicysta Marcin Rola czy były poseł Mateusz Piskorski, którego prokuratura oskarżyła o szpiegostwo na rzecz Rosji i Chin. Co ciekawe, nie znaleźliśmy w bazie wicemarszałka Sejmu posła Krzysztofa Bosaka, który figurował w niej w 2024 r. – sugeruje to, że został z niej usunięty.

W sprawie obecności w bazie polskich parlamentarzystów – i szerzej obywateli Polski – interweniowało w 2024 r. MSWiA. Jak informował wiceminister Maciej Duszczyk, strona polska zwróciła się do władz w Kijowie o spowodowanie usunięcia nazwisk swoich obywateli z wykazu. Uznała przy tym umieszczenie polskich parlamentarzystów w bazie za niedopuszczalne. W odpowiedzi strona ukraińska stwierdziła, że portal nie znajduje się w gestii jej resortu.

Źródła

  1. Leszek Sykulski, wpis na X z 20 czerwca 2026 r.

  2. Myrotvorets, Centrum badania przejawów zbrodni przeciwko bezpieczeństwu narodowemu Ukrainy, strona internetowa

  3. Human Rights Watch, Email Hack Leads to Threats Against Journalists in Ukraine, 10 sierpnia 2016 r.

  4. Fakty i Kommentarii, Роман Зайцев: "Для Кремля мы кость в горле. Огромные силы и ресурсы брошены на наше уничтожение”, 4 listopada 2015 r.

  5. The Times, Ukraine’s blacklist: Killers, lawyers, writers and spies, 25 stycznia 2022 r.

  6. Al Jazeera, Peacemaker: The Ukrainian website shaming pro-Russia voices, 27 sierpnia 2029 r.

  7. Bulgarian National Television, What is known about the Myrotvorets (Peacemaker) website, on which threats against Bulgarian politicians and journalists were published?, 20 lipca 2023 r.

  8. Europejski Trybunał Praw Człowieka, Buzyna p. Ukrainie, skarga nr 59562/17, wyrok z 28 maja 2026 r.

  9. The Moscow Times, Russian Dissident Artist Shot Dead in Eastern Poland, 16 czerwca 2026 r.

  10. Polska Agencja Prasowa, Stanisław Żaryn: niepokojące jest, że w duchu kremlowskiej propagandy zaczynają wypowiadać się w Polsce osoby coraz bardziej wpływowe, 28 stycznia 2023 r.

  11. Maciej Duszczyk, odpowiedź na interpelację nr 1983, 5 kwietnia 2024 r.

Nasi autorzy